Czterolatek nie musi chodzić do przedszkola!

Muszę, dosłownie muszę napisać dziś kilka słów odnośnie przedszkola, bo co niektórym chyba należy przypomnieć, że w Polsce mamy obowiązek edukacji od lat 6, a nie od trzech czy czterech.
Uwierzcie mi, że nie ma dnia, żeby ktoś nie spytał mojego prawie czteroletniego Kubusia o to, czy chodzi do przedszkola. Kiedy Kuba odpowiada, że nie, następuje wielkie zdziwienie, a następnie z reguły: "nie? a dlaczego? Taki duży chłopak to już powinien chodzić do przedszkola." Otóż nie moi drodzy. Czterolatek może chodzić do przedszkola i jeśli chodzi i się tam odnajduje to super, ale może nie chodzić i to tez jest super i ma mnóstwo zalet. I zanim zaczniesz ciskać na mnie gromy, że prawidłowy rozwój, że kontakt z ludźmi i tak dalej, przeczytaj jak to wygląda z perspektywy matki, która postanowiła, że jej dzieci będą zaczynać edukację w placówce dopiero od zerówki. Przez kilka miesięcy próbowaliśmy przedszkola z Filipem i choć on był zachwycony, mi pozostał uraz i brak chęci na powtórkę.

Chciałabym, żebyście mnie dobrze zrozumieli- nie krytykuję posyłania dzieci do przedszkola, bo wiadomo, że to ma mnóstwo zalet i dla dzieci i dla mam, a zresztą często nie ma innego wyjścia, bo większość rodziców jednak pracuje. Chodzi mi tylko o to, żeby pokazać Wam, że przedszkole to nie przymus, a dzieci, które do niego nie chodzą nie tracą, aż tak wiele.
Spotykam się z tym, że dla wielu osób moja decyzja o siedzeniu z dziećmi w domu jest niezrozumiała. Ja jednak patrzę na to inaczej. Nie traktuję tego jak poświęcenie, a raczej jako naturalną kolej rzeczy. Może jestem staroświecka, ale odnajduję się w tym prowadzeniu domu i byciu mamą na 100%. Od kiedy pamiętam marzyłam o swojej rodzinie i o dzieciach (już w gimnazjum chciałam mieć dziecko:D) i teraz korzystam z tego ile mogę. Chcę być przy moich dzieciach tak długo, jak jest to możliwe, obserwować ich rozwój, dawać im tą bliskość, bo widzę jak szybko upływa czas. Ani się obejrzę jak moi chłopcy staną się kawalerami i nie w głowie im będzie siedzenie w domu z mamusią. Nie chcę stracić żadnej chwili z  ich dzieciństwa. Chcę je z nimi przeżywać każdego dnia, nie będąc zmęczona po kilku godzinach pracy, ale codziennie od rana do wieczora.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że samo siedzenie w domu i bliskość to za mało, bowiem każde dziecko musi się rozwijać. I tutaj również odnalazłam się idealnie, bo edukacji Kubie nie brakuje. Pracujemy w domu, czytamy mnóstwo książek, rozwiązujemy zadania, książeczki idą nam stosami, rysujemy, robimy prace plastyczne. Filip po takim siedzeniu w domu, kiedy poszedł do zerówki odnalazł się doskonale, a wiedzą i umiejętnościami przewyższał dzieci rok starsze od siebie (on miał 5 lat, inne dzieci 6). Z tego też względu wychowawczyni nalegała, żeby zabrać go do pierwszej klasy o rok wcześniej, co też uczyniliśmy i nie żałujemy. Także jak widać siedzenie w domu nie oznacza braku edukacji, a chodzenie do przedszkola jedyną możliwość rozwoju. Z dzieckiem można świetnie pracować w domu i naprawdę warto to robić, gorąco was zachęcam. Ja uwielbiam patrzeć jak chłopcy nabierają nowych umiejętności i jak zdobywają wiedzę o świecie. Staram się im jak najwięcej opowiadać i czytać. Chociażby każdy spacer jest dla nas okazją do poznawania na przykład przyrody.

Przedszkole zapewnia rozwój umiejętności społecznych- oczywiście, z tym również się zgadzam, ale brak przedszkola nie oznacza, że tych umiejętności się nie rozwija. Chodzenie po zakupy, do biblioteki, na pocztę, po brata do szkoły, spotykanie się z sąsiadami, rodziną- wszystkie te sytuacje rozwijają dziecko. Niektórzy twierdzą, że dzieci siedzące w domu są później aspołeczne, a to nic bardziej mylnego. Moi chłopcy pomimo braku przedszkola są niezwykle kontaktowi, bardzo wygadani i ogólnie lubiani. W żaden sposób ich umiejętności społeczne nie ucierpiały, a Filip bez problemu odnalazł się w grupie zerówkowej, pomimo, że zaczął z dwutygodniowym opóźnieniem.

Zaletą braku przedszkola jest mnóstwo czasu, który możemy spędzać z dzieckiem, bez pośpiechu, bez zmęczenia. To podążanie za dzieckiem i jego potrzebami- na przykład jednego dnia robimy razem mnóstwo zadań, ćwiczymy wiele umiejętności, innego sobie odpuszczamy, bo mamy gorszy dzień, czy po prostu Kubuś woli się bawić.
Brak przedszkola to również brak ciągłych chorób- nie tracimy dzieciństwa na siedzenie w domu i bieganie po lekarzach. Przerobiliśmy ciągłe choroby przy Filipa przedszkolnej przygodzie i za powtórkę dziękujemy. Rok przerwy i Filip w zerówce chorował zaledwie 3 razy.

Nie przekonują mnie argumenty typu musi się wychorować, musi się wypłakać. Kiedy po raz kolejny widzę, że jakaś mama pisze, że jej trzyletnie dziecko nie może się zaadaptować w przedszkolu, płacze i w domu i w placówce, budzi się w nocy z płaczem, a inne mamy doradzają jej, żeby mimo to posyłać dalej, bo musi się wypłakać i z czasem przejdzie, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Trzyletnie dziecko to jeszcze maluszek i naprawdę nie każdy maluch jest gotowy na tą rozłąkę. Podobnie z chorowaniem- każda infekcja ma wpływ na organizm i nasza pediatra, która jest mądrym i godnym zaufania lekarzem sama doradzała mi odpuszczenie przedszkola na kilka miesięcy, żeby organizm dziecka odpoczął od ciągłych chorób.

Oczywiście nie zawsze jest różowo, czasem ma się zwyczajnie dość tego domu, tych dzieci. Czasem chciałoby się wyjechać choć na kilka dni lub choć na kilka godzin wysłać gdzieś tego dzieciaka. Ale to są chwile, gorsze dni. Tych dobrych jest dużo więcej.

Więc droga mamo, jeśli siedzisz z dzieckiem w domu, a ludzie dookoła wywierają na Tobie presję, że robisz dziecku krzywdę- nie wierz im. Nie słuchaj dobrych rad, nie rezygnuj, bo inni tak chcą. To twoje dziecko, twoja rodzina i twoja decyzja. Jeśli masz możliwość być z dzieckiem- korzystaj i nie patrz na to, co mówią inni. Przedszkole to nie przymus. To jedynie opcja dla tych, którzy chcą.


Komentarze

  1. Przedszkole, w którym dziecko się nie odnajduje, to kara a nie dobra zabawa. I więcej można takiemu maluszkowi zrobić krzywdy niż pożytku swoimi dobrymi chęciami i przekonaniem o tym, że "musi się wypłakać, wychorować i przyzwyczaić". otóż nie, nie musi, a nawet nie powinien. w tym roku w przedszkolu zadebiutował mój trzylatek. i jeśli tylko zauważę, że coś się zmienia, że nie da rady i po prostu bycie tam nie sprawia mu radości, a zmienia go w małe, przerażone i zestresowane stworzonko, to podziękuję i wróci do domu. póki co jest zachwycony, ale wszystko musi mieć swój odpowiedni czas i trzeba mieć na to oko. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre i odpowiedzialne podejscie.Szkoda że nie wszystkie mamy są w stanie zrozumieć swoje dzieci.

      Usuń
  2. Masz rację, mało kto to rozumie, jakby "siedzenie" z dzieckiem oznaczało zawsze tylko sadzanie malca przed TV. Przecież razem można tyle poznawać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moi chłopcy na przykład bardzo mało oglądają telewizji, czasami zdarza się, że przez cały dzień tv nie jest włączone nawet minutę. Mamy ciekawsze zajęcia;)

      Usuń
  3. Ja to jednak wolę iść do pracy. Zupełnie nie jestem typem mamy, która zostaje w domu z dziećmi. Moje dzieciaki na szczęście super odnalazły się w przedszkolu. Wchodzili z marszu, bez żadneych większych przygotowań. Ale u nas dużo dzieci w rodzinie, poza tym czesto zostawali już wcześniej z dziadkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to super, że dzieci dobrze odnalazły się w przedszkolu. Najbardziej mi szkoda tych maluchów, które nie potrafią się zaadaptować i są posyłane za wcześnie, według mnie to bardzo krzywdzące dla takich dzieci.

      Usuń
  4. Ależ na czasie. OK, po pierwsze piszesz do mam, ale... nie tylko mamy siedzą z młodymi paniczami i księżniczkami ;) Tak czy inaczej, my w ostatni poniedziałek naszego 3-letniego prezesa odprowadziliśmy do przedszkola. Po 3 dniach chory... choć jemu się podoba i na pewno jak tylko wyzdrowieje to będzie kolejna szansa to... odchorowywanie chwili frajdy dużo go kosztuje. On kocha poznawać, podróżować. "Siedząc" ze mną miał to na co dzień. Niby pracuję w domu, ale tu spotkanie, tam wyjście na piłkę, tu książki, tu impreza motoryzacyjna. Młody, choć zaczął gadać dużo później niż inne dzieciaki, ma zasób słów, którym niszczy niektórych starszych. Nawet żona się śmieje, że my ciągle gadamy. O wszystkim. Teraz byliśmy na małym europejskim tourze, to w mig zaczął łapać angielski i niemiecki. Zatem... zobaczymy, co będzie z tego przedszkola. Aha, jedno mnie wkurza. Dyrektorka prosiła "nie posyłajcie chorych dzieci, bo później jest armagedon". Pierwszego dnia obok nas, w szatni, gdy Młody sam się przebierał, siedziała kichająca dziewczynka z mamą. Zatem mówię raz, drugi, trzeci i czwarty "na zdrowie". Szkoda, że wielu rodziców samemu to chętnie ciągnie na zwolnienie lekarskie, ale dziecko to puszczą do przedszkola. Niech się wychoruje... Pozdrawiam i nie ma co się przejmować gadaniem ludzi. Ja od sąsiadów usłyszałem, że skoro siedzę w domu, ale jeżdżę BMW to jestem gangsterem. Teraz jak Młody dorośnie czekam, żeby zrobić nam stylówki z łańcuchami na szyjach i sygnetami na paluchach. Niech gadają dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz i faktycznie pisałam o mamach, a nie wzięłam pod uwagę, że i tatusiowe czasami przejmują tą rolę. Chylę czoła i podziwiam, naprawdę! Nie każdego mężczyznę stać na to, aby być tak oddanemu swoim dzieciom.
      A z posyłaniem chorych dzieci to jest dramat i wielka nieodpowiedzialność rodziców. Nam to obrzydziło przedszkole raz na zawsze.

      Usuń
  5. Mimo, że w 100% jestem za przedszkolem to jestem tez w stanie zrozumieć taką decyzję. Skoro taka padła zapewne jest poparta wieloma zaletami i pełną świadomością także super ! korzystajcie ile się da ze wspólnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Polub nas na Facebooku:)

Aneta S.
Mama dwóch chłopaków- Filipa (ur.2013 r.) i Kubusia (ur.2015 r.). Miłośniczka książek dla dzieci i mol książkowy. Fanka zabaw kreatywnych i wycieczek po Polsce.

Archiwizuj

Pokaż więcej

Etykiety

Pokaż więcej