czwartek, 28 listopada 2013

Domowy kisiel

Od długiego czasu zbierałam się,żeby zrobić Filipkowi domowy kisielek i jakoś nie mogłam się zebrać. Dziś nareszcie się udało. Synek zachwycony, spałaszował wszystko ze smakiem. Kisiel zrobiłam z domowego soku malinowego-super zdrowy, z własnych działkowych malin.
Sok rozrobiłam z wodą- wyszła mi porcja 100 ml. Mniej więcej 80 ml zagotowałam w garnuszku, a do pozostałych 20 dodałam łyżeczkę mąki ziemniaczanej i wymieszałam. Tą zawiesinę dodałam do garnuszka i gotowałam ok. 4 minuty ciągle mieszając. Wyszło pyszne!
Kisiel na stałe zagości w menu synka. Jest nie tylko pyszny, ale i zdrowy. Oprócz tego,że zawiera naturalny sok owocowy dobrze wpływa na żołądek-ma działanie osłonowe, jest lekkostrawny i nie zawiera pustych kalorii.

poniedziałek, 25 listopada 2013

8 miesięcy Filipka

Już jutro moje Szczęście kończy 8 miesięcy! Akurat ta data wypada we wtorek, czyli dokładnie tak, jak rodziłam. Niesamowite jak ten czas zleciał i jak bardzo zmieniło się moje dziecko. Z okruszka ważącego niewiele ponad 2 kg wyrósł chłopak ponad dziewięciokilowy!


Nowe umiejętności:
-siedzi pewnie bez trzymania i podparcia, kiedy straci równowagę podpiera się rączką
-wyrzucanie zabawek z wózka
-próby raczkowania-póki co podnosi się na krótko, huśta się w przód i tył, pełza (zazwyczaj do tyłu), turla się
-kiedy siedzę obok niego zagląda mi w dekolt i szuka cyca, potrafi się także o niego wykłócać
-wydaje dużo dźwięków, łączy sylaby, zmienia intonację
-podskakuje, kiedy go trzymamy
-podskakuje i kiwa się,gdy usłyszy muzykę
-rozpoznaje osoby znajome od obcych, na niektóre obce osoby reaguje płaczem, na inne tylko spogląda z dystansem
-marszczy nosek i fuka:D
-rozpoznaje ulubione zabawki, potrafi włączyć dźwięki np. w organkach

Co Filip lubi?
-przytulanie, zabawy, wygłupy, łaskotanie
-spacery (ale nie lubi zakładania ciepłych ubrań i wybierania się)
-zabawki, które mają elementy kręcące się, kółeczka itd.
-metki, sznureczki, wstążeczki
-jedzenie;)
-robienie zdjęć
-telefon, laptop,myszkę, czyli wszystko to,co nie jest zabawką
-kąpanie się
-noszenie na rękach, zwiedzanie mieszkania

Sen- w dzień 2 lub 3 drzemki trwające  30-40 minut, najczęściej w wózku lub na łóżku. Na noc zasypia ok. 19:30 i śpi do ok.8, w międzyczasie budząc się 2-3 razy na jedzenie. Śpi nadal ze mną.

Jedzenie-śniadanie-cyc, drugie śniadanie-kaszka lub kaszka z owocami, obiad-domowa zupka zagęszczona kleikiem, raz na jakiś czas gotowe danie ze słoiczka np. z rybką, podwieczorek-owoce ze słoiczka,  starte jabłuszko, jogurt lub biszkopty maczane w mleku, kolacja-kaszka+cyc lub tylko karmienie piersią. Karmienie piersią kilka razy w dzień na żądanie oraz w nocy. Filip lubi także próbować naszego jedzenia, obowiązkowo muszę dać mu posmakować ziemniaka z zupy, bułki czy każdej innej rzeczy, którą aktualnie jem.

Ulubione zabawki: piłka, gumowa kaczka, grające organki, grające maskotki-pies, żółw i Kłapouchy, piramidka z kółeczkami.

Dziś Filipka odwiedziła Babcia i pokazała mu nową zabawę. Filip trzymany pod brzuszek lata w powietrzu i łapie piłkę leżącą na podłodze, a następnie lata trzymając piłkę w rączkach. Ale mu się ta zabawa spodobała!





piątek, 22 listopada 2013

Zmiana planów

Dziś (lub raczej jutro) miał pojawić się wpis o tym, jak było na warsztatach "Bezpieczny maluch", na które zapisałam się już 2 miesiące temu. Zależało mi na tym wydarzeniu i naprawdę nie mogłam się doczekać. Chciałam na żywo zobaczyć jak udziela się pierwszej pomocy dziecku oraz zdobyć różne ciekawe informacje dotyczące bezpieczeństwa maluszka. Niestety okazało się,że na warsztaty nie mogę pójść;/ Wczoraj w południe dostałam smsa od organizatorów, że o 17 zaczynają się warsztaty dla kobiet w ciąży, natomiast mnie jako mamę zapraszają na godzinę 11. Natomiast ja cały czas otrzymywałam informacje, że spotkanie jest o 17. Filipkiem mieli zająć się moi rodzice, a ja z mężem miałam pojechać. Gdybym dowiedziała się o tej zmianie godziny chociaż dwa dni wcześniej, mama mogłaby zamienić się zmianami w pracy i pilnować dziecka, a ja bym pojechała. Niestety poinformowano mnie za późno i dlatego nie mogłam skorzystać. Nie było sensu przecież ciągnąć synka przez całe miasto autobusem na warsztaty, które trwają 4 godziny (ale by rozrabiał!). W dodatku Filipek znowu jest przeziębiony. Tak więc musiałam przełknąć to, że po raz kolejny moje plany się nie ziściły.
Za to wczoraj dotarły do mnie dwie przesyłki- niebieski miś z Nestle oraz nagroda w konkursie, który niedawno wygrałam. Z Nestle chciałam otrzymać kocyk, ale niestety zabrakło.





poniedziałek, 18 listopada 2013

6 powodów dla których warto karmić piersią

O tym, że warto karmić piersią niby wiedzą wszyscy. Jednak coraz więcej mam decyduje się na podawanie mleka modyfikowanego. Różne są tego przyczyny, często rzeczywiście nie ma innego wyjścia, ale często zdarza się też, że wynika to z braku informacji, braku chęci karmienia, czy pomocy.
Dlaczego warto karmić piersią?

1. Masz pewność, co do składu mleka. Natura tak nas stworzyła, że mleko kobiece jest idealne dla dziecka, ma wszystko to,czego maluch potrzebuje. Żadne, nawet najlepsze mleko modyfikowane nie jest tak naturalne jak mleko matki. Nigdy nie masz też 100% pewności co, do składu mleka sztucznego. Oprócz tego karmiąc piersią zapewniasz dziecku lepszą odporność.

2. Jedzenie dla dziecka masz zawsze przy sobie- przy wyjściu nie musisz pamiętać o spakowaniu mleka, butelek, przegotowanej wody. Nie musisz grzać, odmierzać, mieszać, ustalać temperatury. Wyciągasz cyca i jedzenie gotowe. Co za wygoda!

3. W nocy nie musisz się rozbudzać i szykować jedzenia. Dajesz pierś i maluch najedzony, a ty nie musisz się rozbudzać. Jeśli dodatkowo śpisz z dzieckiem nie musisz nawet wstawać z łóżka.

4. Pierś mamy jest najlepszym sposobem na uspokojenie dziecka. Dla mojego Filipka przytulenie się do cyca i wypicie chociaż odrobiny mleczka jest lekarstwem na wszystko- na strach, na zdenerwowanie, na zmęczenie, nawet na ból. Dodatkowo sposób ten masz zawsze pod ręką. Wiele dzieci uwielbia również zasypiać z cycem w buzi.

5. Karmienie piersią wytwarza niesamowitą więź z dzieckiem. Takiej jedności nie osiągnie się już nigdy w żaden sposób. Uwielbiam, kiedy leżę z synkiem na łóżku, kiedy wtula się we mnie mając cyca w buzi. Uwielbiam czuć jego oddech, wdychać zapach jego włosków. Uwielbiam kiedy swoją małą rączką głaska mnie po dekolcie.

6. Mleko w piersiach masz za darmo! Za mleko modyfikowane musisz płacić i to całkiem sporo.

Droga mamo! Rób wszystko, aby karmić piersią. Początki często bywają trudne i niestety bolesne. Ale, kiedy maluszek nauczy się dobrze chwytać pierś karmienie nie będzie już bolało. Nie rezygnuj, bo wydaje Ci się, że ze sztucznym mlekiem jest łatwiej. W szpitalu, jeśli dziecko z jakichś powodów musi leżeć z dala od Ciebie walcz o to, aby je samodzielnie karmić. Nikt Ci łaski nie robi, jesteś matką i masz do tego prawo. To nie prawda, że po cesarskim cięciu nie można karmić-bzdura kompletna. Podobno mitem jest także dieta matki karmiącej, aczkolwiek wiadomo,że trzeba ostrożnie. Nie znaczy to,że masz się głodzić...o nie-wręcz przeciwnie! Musisz jeść, aby Twoje mleko było treściwe. Ja już w pierwszych dniach po porodzie jadłam wiele rzeczy, chociażby mleko,słodycze, jajka, tuńczyka, które mogą uczulać. Wszystko trzeba wypróbować-jeśli dziecku nie szkodzi, to nie trzeba z tego rezygnować.
Nie poddawaj się po pierwszych niepowodzeniach. Ja nie miałam pokarmu przez pierwsze 3 doby, myślałam,że już nie mam szansy na karmienie. Jednak przystawiałam dziecko i pokarm się pojawił. Karmię synka już 7 i pół miesiąca i przez długi,długi czas nie zamierzam z tego rezygnować.
Na początku Filipek mógł leżeć przy piersi całymi dniami, często miałam wątpliwości, czy się najada. Wiele razy kusiło mnie,żeby dokarmić mm, ale zawsze rezygnowałam. Jak się okazało dobrze, że nie uległam pokusie. Dziecko pięknie przybierało na wadze. A wiadomo, że każde dokarmienie sztucznym mlekiem osłabia laktację i często jest to początek końca karmienia. Niestety wiele mam dokarmia, a po niedługim czasie muszą całkowicie przejść na mm. W wielu wypadkach pewnie zupełnie niepotrzebnie, bo dziecko leżąc ciągle przy cycu wcale nie jest cały czas głodne, tylko po prostu potrzebuje bliskości. Warto walczyć o karmienie piersią i nie iść na łatwiznę w postaci mleka modyfikowanego. Mi teraz czasem nawet brakuje tych dni, kiedy kilka godzin dziennie wylegiwałam się z Filipkiem w łóżku, miałam nawet czas przeczytać kilka książek!
Co jest jeszcze fajnego w karmieniu piersią? Ten moment, kiedy kilkumiesięczne dziecko zaczyna kojarzyć fakty. Mama się rozbiera, to znaczy, że będzie cyco! Filipek czasem aż cały podskakuje z radości, kiedy tylko zobaczy, że wyciągam pierś! Często zaczyna tak śmiesznie stękać, aby mnie popędzić i czeka z otwartą buzią, aż się obok niego położę. Kilka dni temu odkrył też, gdzie mama chowa cyce;) Kiedy siedzę obok niego łapie mnie za bluzkę i zagląda w dekolt. Czasem zaczyna się po swojemu wykłócać i wtedy muszę mu dać chociaż na chwilkę;) Wierzcie mi, że to są bardzo miłe momenty.

Broń Boże nie krytykuję w tym poście mam karmiących mm. Chcę tylko pokazać, że karmienie piersią jest wspaniałe i warto o nie walczyć nawet pomimo przeciwności!


niedziela, 17 listopada 2013

Testowanie-wkładki laktacyjne Canpol babies

Kilka dni temu otrzymałam do testowania pudełko wkładek laktacyjnych Canpol babies z aloesem. Dziś krótka recenzja tego produktu.

Wkładki zapakowane są w ładne, kolorowe pudełko.


Z zewnątrz zrobiło na mnie dobre wrażenie, natomiast po otwarciu bardzo się zawiodłam. Dlaczego? Ponieważ każda wkładka zapakowana jest w oddzielny woreczek. Nawet nie każda para, tylko każda oddzielna sztuka. Pewnie ma to zwiększyć atrakcyjność produktu, ale ja zupełnie nie rozumiem sensu takiego opakowania. Zbędne śmieci i dodatkowa robota przy rozpakowywaniu. A wiadomo, że młoda mama często stara się wszystkie czynności wykonywać w tempie błyskawicznym, aby nie narażać się na gniew swojego bobasa.


Co mogę powiedzieć na temat samych wkładek. Są dość duże, wypełniają całą miseczkę biustonosza. Na odwrocie mają pasek z klejem dzięki czemu można umocować je na bieliźnie. Trzymają się dobrze, nawet po kilku godzinach nie przemieściły się. Są też bardzo cienkie- nie odznaczają się pod ubraniem, można więc określić je mianem "dyskretne".


Wkładki te są bardzo delikatne, nie odciskają się na piersi, nie podrażniają. Trudno natomiast ocenić mi ich chłonność. Moja laktacja jest już ustabilizowana nie mam więc problemów z nadmiarem pokarmu. Ciężko powiedzieć jak wkładki sprawdziłyby się w pierwszych tygodniach po porodzie lub podczas nawału.

Natomiast to, co zdecydowanie odstrasza to ich cena. W sklepie dziecięcym za opakowanie takie jak wyżej (40 szt.) trzeba zapłacić 19 zł. Na allegro doliczając koszt przesyłki zapłacimy podobnie. Za tą cenę spokojnie można kupić wkładki innej firmy, które również spełnią swoje zadanie.

Ja na dzień dzisiejszy wkładek używam już tylko na wyjścia, bo na co dzień nie ma takiej potrzeby. Kupowałam wkładki Babydream z Rossmanna. Natomiast żałuję, że nie wiedziałam o istnieniu wkładek wielorazowych, które można prać. Przy drugim dziecku na pewno zdecyduję się na takie rozwiązanie.

Moja ocena wkładek w serwisie bangla. pl znajduje się tutaj

czwartek, 14 listopada 2013

Zakupy, zakupy...:)

Jak chyba każda mama uwielbiam zakupy, szczególnie te dla swojego dziecka;) Tym razem nasze zakupy są większe gabarytowo niż zazwyczaj.
Po pierwsze zaopatrzyliśmy się w fotelik samochodowy. Zdecydowaliśmy się na model Monte Carlo Quatro 9-25 kg. Jest solidnie wykonany, miękki i wygodny, niedrogi oraz ma pochylane oparcie. Jednak ma też jedną zasadniczą wadę-nie można go montować tyłem do kierunku jazdy. Z tego powodu fotelik póki co został schowany, a Filipek nadal jeździ w tym,co do tej pory. Początkowo decydując się na zakup myśleliśmy, że synek zacznie z nowego fotelika korzystać od razu, bo w tamtym jest mu trochę ciasno w grubych ubraniach. Jednak pan, który nas obsługiwał i pokazywał jak zamontować w samochodzie odradził nam wożenie 8 miesięcznego dziecka przodem do kierunku jazdy, pomimo,że wagowo już się łapie. Powiedział,że dla dziecka jazda tyłem jest dużo bezpieczniejsza. Na szczęście nasz fotelik jest do 13 kg, więc Filip może jeszcze jakiś czas z niego korzystać. Z jednej strony szkoda,bo jest mniej wygodny, ale z drugiej ważniejsze jest bezpieczeństwo niż wygoda.



















Kolejny duży zakup to spacerówka. Udało mi się kupić model, który wpadł mi w oko już dawno. A konkretnie kilka miesięcy temu, zanim dokonaliśmy zamiany wózków, o której wspominałam w jednej z notek. Wózek ten widziałam w komisie dziecięcym, ale niestety był różowy. Ostatnio przeglądając allegro zobaczyłam,że ten model jest wystawiony na licytacji. Napisałam do sprzedającej, która zgodziła się dodać opcję kup teraz. I tak oto mam wózek Bebe Confort Streety za 140 zł już z wysyłką:) Do tego otrzymałam gratis dwie zabawki i welurowy pajacyk.



Dziś oczywiście od razu wypróbowałam wózek i jestem bardzo zadowolona. Ogólnie na razie na spacery będziemy jeździć dużym, bo jest cieplejszy i po zamontowaniu śpiworka jest i tak dużo miejsca. A ten póki co będzie przeznaczony na wyjazdy, bo jest dużo przyjemniejszy w transporcie. Nasz Bebecar jest świetnym wózkiem, ale niestety bardzo dużym, kiedy musimy zabrać go do samochodu stelaż chowamy do bagażnika, a siedzisko na przednie siedzenie. Streety mieści się cały w bagażniku i jeszcze jest mnóstwo miejsca na inne rzeczy.
Filipek nowy wózek bardzo polubił. Spodobała mu się barierka- miał na czym oprzeć nóżki;) Można ją także podnieść dzięki czemu leżące dziecko może mieć na niej powieszone zabawki.




Zalety wózka Bebe Confort Streety:
-ładny wygląd
-bardzo lekki i zwrotny
-siedzisko montowane przodem lub tyłem do kierunku jazdy
-pojemny kosz na zakupy
-składany do małych rozmiarów
-siedzisko rozkładane aż do pozycji leżącej
-skręcające przednie koła z możliwością zablokowania
-specjalny system podbijania wózka na krawężnik, co jest jednocześnie zaletą i wadą (przed wjechaniem trzeba się zatrzymać)

Wady:
-cienka budka
-brak regulacji podnóżka

A na koniec dzisiejsze zdobycze ciuchlandowe;)


wtorek, 12 listopada 2013

Krótka instrukcja jak ściszyć grającą zabawkę-wpis gościnny mojego męża:)

Drodzy Rodzice, czy zdarzyło Wam się kupić dziecku grającą zabawkę, która już po kilku minutach zaczęła was denerwować? Pewnie tak, ponieważ duża większość takich zabawek jest po prostu za głośna. Jakiś czas temu kupiliśmy synkowi organki-Filipek od razu je polubił, ale niestety melodyjki były tak głośne, że raczej nie miały dobrego wpływu na słuch dziecka. Na szczęście jest na to rada- zabawkę można ściszyć. Dziś mój mąż przedstawi Wam krótką instrukcję jak to zrobić. A więc do dzieła!

Pamiętaj, że wszystko robisz na własną odpowiedzialność!

Musimy odpowiednio się przygotować, ale myślę że to nie problem - każdy prawdziwy mężczyzna powinien mieć chociaż jedną szufladę/szafkę/pokój pełen różnych ''przydasi'' błędnie nazywanych przez żony ''bałaganem'' lub co gorsza ''śmieciami''.
A takie właśnie ''przydasie'' mogą zaradzić na irytujące dźwięki dziecięcej zabawki.

W tym przypadku wystarczą dwa skarby z naszego kącika majsterkowicza: śrubokręt i opornik. Jako że poradnik jest skierowany także dla kobiecej części czytelników, opisuję wszystko krok-po-kroku tak, by każdy sobie z tym poradził bez najmniejszego problemu. Nawet bez użycia lutownicy!

Oto nasz pacjent.
Konieczne są dwa słowa wyjaśnienia jak działa ludzkie ucho. Dźwięk jaki do nas dociera jest odbierany w skali logarytmicznej.
Wyobraźmy sobie warczący motocykl. Robi sporo hałasu. Jeśli będą dwa motocykle będzie dwa razy więcej hałasu? NIE! dwa razy więcej hałasu zrobi 10 motocykli!
Tak właśnie postrzegamy siłę dźwięku - dlatego należy uważać na głośne słuchanie muzyki. Dwukrotnie głośniejsza muzyka wymaga dziesięciokrotnie (!) większej mocy dostarczanej na naszą błonę bębenkową. Znam gościa który dostał zakaz używania słuchawek. Lekarz wykonując badanie słuchu zapytał go ile lat pracował w tartaku... Żyjmy ciszej. Szczególnie dziecko powinno mieć szansę dorastania w spokoju, nie w środowisku gdzie agresywnie głośne dźwięki szarpią psychikę dorastającego szkraba.


Zaczynamy od rozkręcenia zabawki. Nasz pacjent miał wyjątkowo dużo śrubek. Musimy być ostrożni, żeby nie pogubić przycisków i przewodzących gumek pod nimi. Zapamiętajmy jak jest zbudowana zabawka, co gdzie powinno być. Pamiętaj, że rozkręcić to nie sztuka ;)


Namierzamy głośniczek czyli sprawcę całego zgiełku. Praktycznie zawsze w takich zabawkach używa się głośniczków o oporze 8Ω.
Musimy go połączyć szeregowo z opornikiem który spowoduje spadek mocy dźwięku.


Aby zmniejszyć głośność dwukrotnie - zmniejszamy moc przez wstawienie opornika. Teoretycznie powinien mieć opór 72Ω. Takich jednak nie ma :) Najbliższe w szeregu to bodajże 68Ω, ale ja użyłem 100Ω ( na zdjęciu).
Dźwięk jest jednak trochę za cichy - myślę że np. 56Ω w zupełności wystarczy. Opornik taki można kupić w każdym sklepie elektronicznym za ok 5 groszy.


Szukamy odpowiedniego kabelka do przecięcia. Musi on biec bezpośrednio od głośniczka do płytki z elektroniką.
UWAGA na delikatne, chińskie kabelki! jeśli go urwiesz to bez lutownicy się nie obejdzie!


Następnie z końcówek kabelków musimy zdjąć izolację. Odradzam ściąganie izolacji przy użyciu narzędzi - po prawej stronie kabelek starałem się delikatnie odizolować przy użyciu noża. Poprzecinałem miedziane żyłki wewnątrz kabelka. Po lewej stronie izolacja ściągnięta zębami.
Pomiędzy kabelki wstawiamy opornik. Musimy go wstawić miedzy głośnik a płytkę czyli szeregowo, jak na schemaciku poniżej.



Zawijamy odizolowane końcówki kabelków na nóżkach opornika i całość upychamy gdzieś w bezpiecznym miejscu z dala od ruchomych elementów zabawki.


Pamiętaj! zanim skręcisz zabawkę sprawdź jej działanie. Możliwe że coś poszło nie tak, np. przeciąłeś zły kabelek!
Na szczęście to nie bomba więc jeśli zepsujesz zabawkę świat się nie skończy a satysfakcja samodzielnej modyfikacji jest duża, nawet jeśli to tylko jej ściszenie.


sobota, 9 listopada 2013

Agresja wśród dzieci

Wczoraj będąc z Filipkiem na spacerze przechodziłam koło miejsca, w którym kilka tygodni temu byłam świadkiem pewnej sytuacji. Scenka ta naprawdę mnie przeraziła i do dziś nie daje mi spokoju.
Otóż wyobraźcie sobie...:
Tatuś na podjeździe myje samochód. Trzy metry dalej jego syn, na oko 7-8 lat bawi się. Hmm niby nic nadzwyczajnego? Jednak szkopuł tkwi w tym jak bawi się dziecko. Chłopczyk ten udaje,że jest na wojnie, walczy z wyimaginowanymi wrogami, strzela z karabinu. Ja specjalnie idę wolniej,żeby popatrzeć. Mimika i gesty tego dzieciaka są naprawdę przerażające. W pewnym momencie chłopak zabija swojego wroga, udaje, że kolbą karabinu dobija przeciwnika.
To wyglądało naprawdę strasznie! Stałam i patrzyłam nie mogąc uwierzyć, że tyle agresji może tkwić w takim małym człowieku. I skąd to dziecko zna takie sceny? Z telewizji? Z gier komputerowych? A gdzie są rodzice? Czy nie widzą co w wolnych chwilach robi ich dziecko? A tatusia myjącego samochód nie obchodzi jak bawi się syn? Dla mnie to było naprawdę straszne. Dziś zabija na niby, a co będzie robił za kilka lat? Skoro już w tak młodym wieku agresja jest dla niego normalna, to za kilka lat przestanie taka być? Wątpię.
Modlę się, aby moje dziecko nigdy nie robiło sobie zabawy z zabijania, aby nigdy podczas zabawy nie robiło takich przerażających min i gestów, aby nie miało w sobie takich pokładów negatywnych emocji. I wiem, że to na nas-rodzicach spoczywa odpowiedzialność za to, co nasz syn będzie sobą reprezentował.

wtorek, 5 listopada 2013

Statuetka "Witaj nasze Kochanie" i trochę nowości

Ostatnio pisałam o tym, że dostałam się do projektu "Witaj nasze kochanie", do którego zgłosiłam zdjęcie z usg. Dzisiaj dotarła do mnie przesyłka ze statuetką. Jest piękna! Zapakowana w eleganckie pudełeczko, bardzo ładnie wykonana. Jestem niesamowicie zadowolona, bo to piękna pamiątka zarówno dla nas-rodziców, jak i dla naszego dziecka.
 A tak prezentuje się to cudo:


Warto zajrzeć na stronę wystawy na facebooku (kliknij)

Chciałam też zrobić pamiątkowe zdjęcie Łobuzowi, ale nie miał ochoty współpracować;)


Oprócz tego dotarła przesyłka z puzzlami piankowymi, które kupiłam na allegro. Zależało mi na nich ze względu na to, że w mieszkaniu jest dość zimna podłoga, a z tych puzzli mogę ułożyć matę do zabawy. Filipkowi bardzo się spodobały.


Mój kawaler dorósł już do tego, aby korzystać ze swojego krzesełka do karmienia:) Choć często bardziej niż jedzenie interesuje go uderzanie w blat lub oglądanie oparcia:)


A dziś spróbował swojego pierwszego chrupka. Najpierw bał się, uciekał, odkręcał głowę i bronił się jak tylko zbliżałam ten dziwny przedmiot do jego buzi. Dopiero po chwili załapał, że to się je!


Jednak zdecydowanie bardziej smakowały mu chrupki serowe, które jakiś czas temu tata pozwolił polizać;)


niedziela, 3 listopada 2013

Mama z długimi włosami-magic hair comb

Od zawsze mam długie włosy. W takich czuję się najlepiej. Jednak od kiedy mam synka posiadanie ich nie jest już taką przyjemnością jak kiedyś. Filipek uwielbia moje włosy. Wypatrzy każdy, nawet najmniejszy kosmyk i nie przepuści żadnej okazji, żeby złapać  w swoje małe rączki. Musiałam znaleźć sposób, aby nie  uciekać się do użycia nożyczek. Przypomniało mi się o niepozornym przedmiociku, który kupiłam już dawno temu. Przedmiot ten to magic hair comb. Niegdyś reklamowany w telemarketach za grube pieniądze, jak się okazuje dostępny na każdym targu w stoisku z biżuterią i akcesoriami do włosów. Koszt ok 8-12 zł. Występuje w różnych wariantach, zarówno kolorystycznych jak i materiałowych np. koraliki, perełki.


Na youtube jest mnóstwo filmików pokazujących jakie śliczne fryzury można wykonać z użyciem magic hair comb. Ja chcę wam pokazać upięcie idealne dla młodych mam- czyli łatwe i szybkie- zrobienie zajmuje dosłownie 2 minuty. Nie jest to piękna fryzura rodem z katalogu mody, ale na codziennie przebywanie z dzieckiem w domu idealna. Włosy są dokładnie spięte, nie narażone na kontakt z małymi rączkami. Do tego nie gubimy ich po całym domu, a wiadomo,że po porodzie niestety wypadanie włosów jest normalne.

No to zaczynamy. Na początek trzeba oczywiście dobrze rozczesać włosy. Następnie związujemy je w kucyk- dość wysoko, najlepiej związać grubą gumką.


Kucyk ciasno owijamy dookoła gumki, a końcówkę podpinamy wsuwką.


Następnie bierzemy magic hair comb i rozciągamy na wysokości upiętych włosów.


Grzebyczki wsuwamy pod koczek z włosów.


I gotowe!


Upięcie to jest bardzo trwałe, wytrzymuje cały dzień. U mnie sprawdza się idealnie!

piątek, 1 listopada 2013

Przytulenie ma znaczenie-kampania społeczna

Jakiś czas temu przez przypadek trafiłam na stronę kampanii społecznej "Przytulenie ma znaczenie". I od tego momentu jakoś ciągle o tym myślę. Bo wiecie co? To jest straszne. Nie ta akcja sama w sobie, bo jest ona bardzo dobra. Straszne jest to,że w ogóle jest potrzeba, aby takie akcje robić. Że są rodzice, którzy nie przytulają swoich dzieci, którzy nie okazują im czułości. Dla mnie przytulanie synka jest najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Jak to możliwe, że są rodziny, w których nie ma przytulania, cmokania, pieszczenia. A niestety są i sama taką rodzinę znam.
Każde dziecko potrzebuje bliskości, przytulenia, wtulenia się w mamę czy tatę. I to nie jest tak, że jak jest starsze dziecko to tego nie potrzebuje. Ja będąc już nastolatką nie raz lubiłam poleżeć z mamą na łóżku, poprzytulać się i pooglądać telewizję. Moja siostra tak samo. Dlaczego? Bo nikt nam nigdy tej bliskości nie bronił.
Mój synek jest wyjątkowym pieszczochem. Uwielbia być głaskany, przytulany, cmokany. Lubi spać wtulony we mnie całym swoim małym ciałkiem. I dla mnie to jest naturalne, że mojemu dziecku daję maksimum czułości. Wiem, że za jakiś czas ta potrzeba pewnie się zmniejszy, ale to nie znaczy, że zaniknie całkowicie.

O kampanii "Przytulenie ma znaczenie", o tym dlaczego warto dzieci przytulać można poczytać tutaj

A na koniec podsumowując moje krótkie rozważania, słowa jednej z dziewczynek, uczestniczki audycji "Dzieci wiedzą lepiej" :
"Bo dzieci tseba psytulać, poządnie psytulać" ;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...