poniedziałek, 30 grudnia 2013

Krótkie podsumowanie odchodzącego roku

I kolejny rok za nami! Niewiarygodne jak ten czas leci. Dopiero co byłam na sylwestrowej imprezie 2012/2013 z Filipkiem w brzuszku, a tu już świętujemy kolejny rok! Z tej okazji krótkie podsumowanie roku 2013.

Jaki był ten rok? Niesamowity, wspaniały, cudowny ponieważ przyszedł na świat mój ukochany synek! Ten mały człowiek podbił moje serce totalnie, sprawił, że cały mój świat zaczął się kręcić wokół niego! Bez dwóch zdań narodziny Filipa to numer 1 wśród wydarzeń odchodzącego roku.
A co wydarzyło się oprócz tego?
  • skończyłam 24 lata
  • zaczęłam prowadzić bloga i napisałam w nim 70 postów
  • skończyłam studia i zostałam magistrem chemii
  • przeczytałam 53 książki, czyli o 19 mniej niż w roku ubiegłym
  • przeprowadziliśmy się do innego mieszkania
  • z mężem przeżyliśmy pierwszą rocznicę ślubu kościelnego i drugą ślubu cywilnego
  • kupiliśmy nasz pierwszy samochód, po czym go sprzedaliśmy i kupiliśmy drugi;) również Filipek zmienił swój pojazd na lepszy model
  • 18 sierpnia ochrzciliśmy synka
  • poczyniłam znaczne postępy w gotowaniu
  • wygrałam sporo nagród w konkursach (oby szczęście przeniosło się na nowy rok;)) 
  • mąż dostał dobrą pracę
  • zrezygnowałam ze studium florystycznego
  • byłam na 3 ślubach 
Podsumowując-był to naprawdę udany rok! Oby 2014 był równie dobry. Najważniejsze plany na nowy rok to przede wszystkim zrobienie prawo jazdy, wychowywanie synka oraz rozwój zawodowy, ale o tym na razie cicho sza!
A na koniec wszystkim Wam życzę szampańskiej zabawy w noc sylwestrową oraz wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym Nowym Roku!

*           *            *

Sylwester 2012- jeśli dobrze pamiętam 22 tydzień ciąży





środa, 25 grudnia 2013

Nasze pierwsze Boże Narodzene

No i nadeszły długo wyczekiwane pierwsze święta Filipka! Cieszyłam się na to Boże Narodzenie jak dziecko, w końcu pierwszy raz spędzam je razem z synkiem.
Przygotowania do świąt rozpoczęliśmy już w środę- ubraliśmy choinkę. Filipek był bardzo zdziwiony pojawieniem się drzewka w domu. Kolejne dni upłynęły na sprzątaniu oraz spotkaniach ze znajomymi:)


Święta jak co roku spędzamy z rodziną. Na Wigilię wyruszyliśmy najpierw do mojej Babci, a następnie do Dziadka, tam też przenocowaliśmy. Wróciliśmy dziś po południu, jutro wybieramy się do teściów, a później kontynuujemy świętowanie z moimi rodzicami. W piątek jedziemy jeszcze do rodziny męża. Przyznam,że miałam obawy jak Filipek zniesie nowe otoczenie. Natomiast mój syn pozytywnie mnie zaskoczył! Był duszą towarzystwa. Nikogo się nie bał, każdy mógł wziąć go na ręce. Filipek wygłupiał się, śmiał i dokazywał tak, jak to on potrafi. Wieczorem pięknie usnął, nie przeszkadzało mu to, że idziemy spać w obcym miejscu. Po kilkugodzinnych wygłupach dosłownie padł! Uśmiech nie schodził mu z buzi przez cały pobyt na wsi! Jestem z niego niesamowicie dumna:)
Oczywiście dostał też piękne prezenty:) Sami zobaczcie:


I choć atmosfera w tym roku jest mało świąteczna, to jednak nasze pierwsze Boże Narodzenie uważam, za bardzo udane!




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najlepsze życzenia!

Wszystkim moim czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia! Aby te święta były dla Was wyjątkowe, spędzone we wspaniałej atmosferze wśród najbliższych Wam osób.
A szczególnie ciepłe życzenia składam wszystkim mamom, które tak jak ja, po raz pierwszy spędzą święta ze swoimi Maleństwami!

wtorek, 17 grudnia 2013

Trochę nowości i nowa seria książeczek dla maluszków

Filipek coraz to nabywa nowe umiejętności. W ciągu ostatnich kilku dni nauczył się pełzać (szczególnie w kierunku szafek i szuflad) i siadać z pozycji leżącej. Intensywnie próbuje też rozpocząć raczkowanie, ale póki co stoi w miejscu, a jak próbuje ruszyć, to się przewraca.
Nauczył się także przybijać piątkę oraz bawić się,że daje mamie jeść. Kiedy trzyma coś w rączkach i powiem "daj mamie jeść" to przybliża ten przedmiot do moich ust, a ja udaję, że zjadam. Oprócz tego prawie każdej nocy śpi już w swoim łóżeczku, zazwyczaj do momentu, kiedy obudzi się na jedzenie. Pobudka jest już  tylko raz w nocy. Coraz ładniej się bawi, czasami nawet potrafi zająć się samym sobą;) W końcu nauczył się także doić palce u stopy, ale wyczyn ten powtórzył tylko dwa razy-widocznie nie bardzo go to interesuje.
Ostatnio wymyśliłam mu nową "zabawkę". Ponieważ bardzo lubi wszelki sznureczki i wstążeczki, podoszywałam mu kolorowe paseczki do skarpetek;)


A ja w końcu wieczorami wróciłam do czytania książek. Zawsze czytałam bardzo dużo, a od jakiegoś czasu prawie wcale. Kilka dni temu mąż zrobił mi lampkę przy łóżku, wiec gdy uda mi się już uspać Filipka mogę leżeć i czytać:)
Co poza tym...odliczam dni do świąt. W tym roku przeżywam je szczególnie- w końcu to moje pierwsze święta z synkiem! Choinka już czeka w sieni, prezenty prawie skompletowane, w magnetofonie cały
czas płyta z kolędami...Jeszcze tylko tydzień!

A na koniec chciałabym Wam napisać o nowej serii książeczek dla maluszków. Ukazywać mają się co 2 tygodnie. Pierwsza książeczka ukazała się w zestawie z książką "Kot w butach" z kolekcji "Magiczna kolekcja bajek" w cenie 7,95 zł (warto kupić, bo obydwie są pięknie wydane). Zdjęcia nie mam, bo tak naprawdę kupiła to Filipkowi Babcia i dołączyła do świątecznej paczki. Jedynie tą małą książeczkę udało mi się "wykraść" :D Kolejne będą ukazywać się już osobno w cenie 4,95. Są to książeczki z obrazkami dla maluszków. Mnie zachwyciły od pierwszej chwili- obrazki są bardzo proste i kolorowe. Filipek oglądał je z wielkim zaciekawieniem. Pierwsza książeczka to "Zwierzęta", druga to będą "Zwierzęta Afryki", trzecia "Owoce". Z tego, co widziałam na ulotce ma być ich dość dużo. Oczywiście zamierzam regularnie kupować.





sobota, 14 grudnia 2013

Jak ugotować pyszną zupkę dla maluszka

Ci,którzy regularnie czytają bloga wiedzą, że przygodę z rozszerzaniem Filipkowej diety rozpoczęliśmy od gotowych dań w słoiczkach. Zawsze miałam plan,że moje dziecko nie będzie dostawało takich obiadków, a jednak w praktyce wyszło tak,że po nie sięgnęłam. Myśl o tym, żeby gotować samodzielnie gdzieś tam od początku tłukła mi się po głowie, ale nie mogłam się do tego zabrać. Bałam się,że coś zrobię nie tak, że coś zaszkodzi małemu, że nie będę miała na to czasu. Wydawało mi się, że nie opłaca się gotować takich małych ilości. Planowałam gotować, ale zawsze było "zacznę za jakiś czas". Dzięki namowom koleżanki (dzięki Aniu!) w końcu przekonałam się, że warto. W dodatku mama postawiła mnie przed faktem dokonanym i kiedy byłam u niej oznajmiła mi "kupiłam cielęcinkę, dziś gotujemy Filipkowi domową zupkę".
I tak to się zaczęło. Pierwszą zupkę ugotowała mama, a później już ja sama. Ale nie było na początku różowo, co to, to nie. Pierwsze moje dania robione z sercem dla syna wylądowały w koszu- moje dziecię nawet nie chciało tego przełknąć. Dlaczego? Bo robiłam głupoty-nie dawałam w ogóle soli (wszak wszędzie piszą,żeby absolutnie nie dawać!), a nawet (sama nie wiem czemu) odlewałam wodę po gotowaniu warzyw. No i nie dziwię się dziecku, że nie chciało jeść, skoro to nie miało żadnego smaku. Po kilku niepowodzeniach w końcu osiągnęłam sukces-Filipowi moje zupki zaczęły smakować, a nawet bardzo smakować. Z czasem opracowałam swoją recepturę i obiadki wychodzą naprawdę dobre! Czasem nazywam je brzydko "zupki-śmieciuch", bo daję mnóstwo składników, które akurat mam pod ręką.
Dziś chciałabym pokrótce opisać, jak przyrządzić taką zupkę.
Najpierw przez jakiś czas dziecko powinno jeść obiadki bez wywaru mięsnego. Oznacza to,że mięso gotujemy oddzielnie i dopiero ugotowane dodajemy do naszej zupki. Do zupki dajemy warzywa w zależności od tego, jakie chcemy i jakie mamy pod ręką. U nas zazwyczaj jest to ziemniak, pół dużej marchewki, kawałeczek pietruszki. Do tego w zależności od tego,co mam akurat w domu daję np. kawałek kapusty, szpinak, zielony groszek, cukinię, brokuł, pomidor, kalafior, por, kukurydzę, burak, soczewicę i in. Oczywiście nie wszystko do jednej zupki, co za dużo, to też niedobrze. Staram się dawać kilka warzyw, ale też zmieniać je przy następnym gotowaniu, aby zupki miały różny smak. Oprócz warzyw warto dodać np.ryż czy kaszę jaglaną. Ostatnio daję też płatki owsiane. Obiadek doprawiam szczyptą soli, koperkiem i natką pietruszki. Trzeba dodać także niewielką ilość masła lub oliwy z oliwek, aby witaminy lepiej się wchłaniały. Ugotowaną zupkę blenderujemy, jeśli jest zbyt rzadka zagęszczamy np.kleikiem i gotowe!
Od jakiegoś czasu nie blenderuję już całości- dużą część warzyw rozgniatam widelcem, a dopiero resztę rozdrabniam całkowicie. Daję już też wywar z mięsa, czyli po prostu gotuję wszystko razem. Zupkę gotuję co drugi dzień, tak, aby była na dwa dni. Skąd biorę warzywa? Najpierw brałam z działki rodziców, a teraz kupuję w zwykłym osiedlowym warzywniaku. Nie wydaję pieniędzy na żadne "bio,eko", bo jakoś wcale nie uważam,aby były one dużo lepsze, poza tym że są dużo droższe.
Raz na jakiś czas daję też Filipowi kupczy obiadek np. z rybą, jagnięciną czy królikiem. Tak dla urozmaicenia. Zauważyłam jednak, ze te słoiczkowe zupki są dużo mniej sycące dla dziecka. Mały słoiczek takiego obiadku to dla Filipa stanowczo za mało, widać, że się nie najada, bo zazwyczaj zjada do ostatniej łyżeczki zeskrobanej ze ścianek miski. Natomiast kiedy dostaje domowy obiad czasem nie jest w stanie zjeść porcji odpowiadającej małemu kupczemu słoiczkowi. Dużo dłużej jest też najedzony, pomimo, że objętościowo zjada mniej.
Podsumowując- warto gotować dla maluszka samodzielnie. Mi to sprawia ogromną przyjemność, kiedy widzę jak synek ze smakiem zjada to,co dla niego przygotowałam. Wierzcie mi, że jest to też duża oszczędność-duży kupczy obiadek to koszt ok 5-6 zł, a kwotę tą trzeba przemnożyć przez wszystkie dni miesiąca. Trochę wychodzi prawda? Warzywa są dużo tańsze, a jeszcze kupując np. brokuła- do zupki zużywamy mały kawałek, a reszta dla nas;) Także Droga Mamo, jeśli jeszcze nie próbowałaś gotować samodzielnie, to gorąco Cię do tego zachęcam!

czwartek, 12 grudnia 2013

Filipowy prezent na Gwiazdkę, m.in siateczka do podawania pokarmów

Dziś dotarła do mnie przesyłka z zakupami z allegro. Zamówiłam kilka rzeczy dla Filipka, które uznaję jako prezent pod choinkę, choć dostał je już dzisiaj;) Nie chcieliśmy kupować kolejnej zabawki, bo sporo już ich ma, a na Mikołaja dostał przecież garnuszek. Tak więc kupiliśmy mu miseczkę i kubeczek, nowy smoczek oraz siateczkę do podawania pokarmów. Oprócz tego  zatyczki do gniazdek i smoczek do butelki.


Kilka słów na temat tej siateczki.




Co to jest siateczka do podawania pokarmów stałych?

Jest to niewielki gadżecik służący do podawania dziecku np. owoców czy ciastek. Pełni funkcję gryzaka, uczy dziecko gryzienia, jednocześnie chroniąc je przed zakrztuszeniem się kawałkiem pokarmu. Przeznaczona jest dla dzieci po 5 miesiącu życia.

Jak tego używać?

Do siateczki wkładamy np. kawałek jabłka, skręcamy i dajemy maluszkowi. Dziecko masuje sobie dziąsełka, a jednocześnie zjada owoc. Po użyciu siateczkę myjemy w ciepłej wodzie. W zestawie znajdują się 2 siateczki, można je także dokupić oddzielnie (mam na myśli samą siatkę, bez tej plastikowej części).

Ile kosztuje?

Kupiłam siateczkę Canpol babies na allegro. Koszt 15,20 zł+przesyłka.

Jakie są moje odczucia na temat tego przedmiotu?

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej siateczce powiedziałam- zbędny gadżet. Moje dziecko nie będzie jadło przez takie coś. Jednak po jakimś czasie, słysząc zachwyty innych mam w mojej mamusiowej grupie pomyślałam,że może jednak spróbować? Zwłaszcza, że mam straszne opory przed dawaniem Filipkowi np.jabłka czy ciastka, boję się,że się udławi. Zamówiłam na allegro,żeby zobaczyć co, to w ogóle jest. I wiecie co? Jestem zachwycona, a moje dziecko jeszcze bardziej. Filip jak tylko odkrył,że w siateczce znajduje się jabłko, to od razu zabrał się do pałaszowania:D Zajęcie to pochłonęło go na jakieś 15 minut, a ja mogłam spokojnie zjeść obiad i nawet napić się herbaty. Jestem bardzo zadowolona z zakupu, tym bardziej, że widzę radość na twarzy synka. Filipek nie tylko jadł, ale także masował sobie dziąsła i świetnie się bawił. Oczywiście ta siateczka nie posłuży nam na zbyt długo, bo powolutku przyzwyczajamy Filipka do normalnego jedzenia. Mam nadzieję, ze ta siateczka nam to ułatwi i wykształci prawidłowy odruch gryzienia. Zobaczymy jak to się sprawdzi na dłuższą metę, póki co traktuję to jako wprowadzenie do nauki jedzenia i jako zabawę.

Podsumowując:

Choć na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do siateczki, to jednak poleciłabym ją każdej mamie. To niedrogi gadżet, a naprawdę przydatny. Dziecko może bawić się i uczyć spożywać stałe pokarmy, a my nie musimy bać się udławienia. 






Wczoraj dotarł także mój gwiazdkowy prezent. Z mężem mamy taką tradycję, że prezenty kupujemy sobie właśnie na Gwiazdkę, a nie na mikołaja. W tym roku, aby ubyło łatwiej, powiedzieliśmy sobie,co chcemy dostać. Ja wybrałam torbę do wózka (oczywiście na allegro;) ). Do tej pory używałam niebieskiej z naszego poprzedniego wózka, ale nie dość, że ma uszkodzone napy, to jeszcze kolorystycznie nie pasuje (niebieska do czerwonego?nieeee). Z wyboru jestem bardzo zadowolona:)


Wczoraj też odwiedziła nas babcia Filipka, która spotkała Mikołaja;) Filipek dostał pięknie ilustrowaną, wielką księgę bajek:)



piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki

Dziś magiczny dzień, czyli pierwsze Mikołajki Filipa. Początkowo planowaliśmy, że prezent w tym roku damy synkowi tylko na Gwiazdkę, bo on i tak jeszcze nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Wczoraj jednak stwierdziliśmy, że nie może być tak,że naszemu dziecku Mikołaj nie zostawi prezentu pod poduszką! Tak więc dziś rano po obudzeniu Filipek znalazł swój prezent, czyli zabawkę Garnuszek na klocuszek.


Prezent kupiliśmy już jakiś czas temu, korzystając z promocji w sklepie Tesco (cena była niezwykle okazyjna). Filipowi zabawka od razu się spodobała! Miał zajęcie na cały ranek:)

Dostał także ciepły, polarowy kocyk od dziadka.


Pogoda również sprawiła Filipkowi niespodziankę-dziś zobaczył swój pierwszy śnieg:) Ze zdziwieniem patrzył przez okno na lecące z nieba białe płatki:)


W tym wyjątkowym dniu wzięło mnie na wspomnienia. Zawsze z siostrą niecierpliwie odliczałyśmy dni do 6 grudnia! Zawsze w nocy z 5/6 Mikołaj przynosił nam prezenty pod poduszkę (które zazwyczaj znajdowałyśmy na łóżku, a nie pod poduszką:D). Najpierw, jakiś czas wcześniej pisałyśmy listy, które zostawiałyśmy w przedpokoju na szafce, aby Mikołaj sobie zabrał (nieźle ułatwiałyśmy rodzicom zadanie:D). A później było wielki oczekiwanie. Do dziś pamiętam te emocje, które nam towarzyszyły, kiedy 5 grudnia kładłyśmy się spać. W nocy budziłyśmy się i zaczynało się otwieranie paczek! Zazwyczaj znajdowałyśmy to,co chciałyśmy dostać oraz mnóstwo słodyczy. No i obowiązkowo mandarynki! Grudzień i Mikołaj zdecydowanie pachnie mandarynkami. Czasem nie spałyśmy już do rana. To są moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Chcę, aby moje dzieci również wierzyły, że Mikołaj istnieje! Aby znajdowały pod poduszką prezenty, które będą mogły rozpakować w środku nocy. Nie wyobrażam sobie,żeby było inaczej. Wiem,że są rodzice, którzy nie chcą w swoich dzieciach zaszczepiać wiary w Mikołaja. Nie rozumiem tego, ale każdy ma swoje poglądy. Ja i siostra wyrosłyśmy z Mikołaja w swoim czasie, nikt nas nie musiał uświadamiać, nie przeżyłyśmy jakiegoś szoku. Po prostu wyrosłyśmy i już. Ale wspomnienia mamy na zawsze.
Natomiast na Gwiazdkę prezenty zawsze dawali nam rodzice. My ich oraz siebie nawzajem również obdarowywałyśmy drobiazgami. W tym roku także tak będzie-część prezentów mam już nawet zapakowane:)

A na koniec wszystkim moim czytelnikom wraz z Filipkiem życzymy
WESOŁYCH MIKOŁAJEK!



czwartek, 5 grudnia 2013

Zakupy w sklepie Pupus i moja wygrana w konkursie

Bardzo lubię te dni, w których otrzymuję jakieś przesyłki. Dzisiaj listonosz przyniósł mi aż dwie.

Pierwsza z nich to moje zakupy w sklepie internetowym Pupus (klik). Jest to sklep, w którym można zakupić pieluchy wielorazowe oraz różne akcesoria. Ja zamówiłam podkład do przewijania,wkładki laktacyjne oraz ocieplacze na nóżki. Nie jestem zakręcona na punkcie ekologii (przyczyniam się do produkowania ogromnej ilości śmieci-pampersów), ale mimo wszystko lubię czasem zrobić coś dla naszej planety. A tak szczerze mówiąc po prostu spodobały mi się te akcesoria, które kupiłam. Kiedy kompletowałam wyprawkę dla synka nawet nie wiedziałam,że większość rzeczy jednorazowych można zastąpić wielorazowymi. Dopiero niedawno zaczęłam poznawać takie produkty, między innymi dzięki Violiance (klik). Postanowiłam wypróbować.

Podkład, który zakupiłam oczarował mnie od pierwszej chwili po otworzeniu koperty. Jest niesamowicie miękki i przyjemny w dotyku, świetnie wykonany. Ma ładny wzór ( w ofercie sklepu kilka do wyboru klik), a od spodu warstwę chroniącą przed przemakaniem. Podkład taki po zabrudzeniu można prać w pralce.Żałuję,że tak późno zdecydowałam się na zakup i przez 8 miesięcy używałam podkładów jednorazowych (używanych wielokrotnie-dopóki się nie zabrudziły) np. Sena lub Teni.

Drugim kupionym produktem są wkładki laktacyjne, również wielorazowe (klik). Do tej pory używałam jednorazówek firmy Babydream. Postanowiłam kupić jedną parę wielorazowych-na próbę. Jeszcze nie miałam okazji ich użyć, ale już widzę, że są o niebo lepsze od tych jednorazowych. Są miękkie w dotyku, oddychające. Od spodu zawierają również warstwę chroniącą przed przemakaniem. Jestem ciekawa jak sprawdzą się w praktyce. Jeśli spełnią moje oczekiwania na pewno zamówię jeszcze kilka par.

Ostatnią rzeczą są ocieplacze na nóżki (klik). Są to takie jakby pojedyncze nogawki. Można założyć je na rajstopy czy spodnie. Zakupiłam je z myślą o zimowych spacerach oraz o raczkowaniu. Na razie są jeszcze odrobinę za długie, ale dzięki temu posłużą na dłużej.



Natomiast w drugiej przesyłce znajdowała się moja wygrana w konkursie. Jakiś czas temu pisałam, że udało mi się wygrać wybielającą pastę do zębów na forum abc zdrowie. Moje zadanie polegało na używaniu pasty oraz napisaniu na jej temat przynajmniej dwóch opinii na forum. Spośród osób testujących zostało wybranych dziesięciu laureatów, w tym ja. Wygrałam dwie pasty Advance Arm&Hammer (czyli to,co testowałam) oraz elektryczną szczoteczkę do zębów. Bardzo cieszy mnie ta wygrana, ponieważ ostatnio szukałam tej pasty w sklepie i nigdzie nie było- a tymczasem problem sam się rozwiązał.



To na koniec jeszcze kilka słów na temat samej pasty wybielającej Advance Arm&Hammer. Jest to produkt na bazie sody oczyszczonej, która jak wiadomo ma działanie oczyszczające i wybielające. Ma delikatny, miętowy smak, który mi bardzo odpowiada. Jej konsystencja nie jest jednolita-zawiera maleńkie grudki, dzięki czemu doskonale czyści zęby i na długi czas pozostawia uczucie świeżości. Jest delikatna dla dziąseł-nie powoduje podrażnień, w przeciwieństwie do wszystkich past wybielających, które do tej pory używałam. No i co najważniejsze- naprawdę wybiela zęby. Trudno ocenić czy rzeczywiście o 3 odcienie tak,jak podaje producent, ale efekt jest widoczny. Ja z tej pasty jestem zadowolona i z czystym sercem mogą ją polecić.

środa, 4 grudnia 2013

Brokuły-smaczne i zdrowe



O tym, że brokuły są zdrowe wie chyba każdy z nas. Warto je jeść zwłaszcza teraz- w sezonie przeziębień, ponieważ zawierają duże ilości witaminy C, a tym samym wpływają na odporność. Brokuły są także źródłem magnezu, błonnika, potasu, prowitaminy A, witaminy K, kwasu foliowego oraz żelaza. Zawierają także substancje działające antynowotworowo np. izotiocyjany, beta karoten. Samo zdrowie!
Co kilka dni kupuję brokuły, aby dodać je do zupki, którą gotuję dla Filipka. Wiadomo, że do tego celu zużywam tylko niewielki kawałek, a co z resztą? Oczywiście można ugotować do pochrupania, czy zjedzenia z zasmażaną bułką tartą. Ale można także przyrządzić pyszną zupę-krem lub użyć do drugiego dania. Dziś dwa pomysły na brokułowe jedzenie.

Zupa krem 

Zupę przyrządzamy na dowolnym mięsie lub rosołku w kostce (polecam opcję pierwszą). Mięso wygotowujemy, doprawiamy liściem laurowym,zielem angielskim, przyprawą do zup, czyli tym wszystkim, co lubimy i co zwykle używamy. Dodajemy kawałek pokrojonej marchewki, trochę pietruszki. Brokuły gotujemy w oddzielnym garnku (nie za długo, aby nie traciły wartości odżywczych). 
Następnie ugotowane różyczki brokuła w połączeniu z niewielką ilością bazy do naszej zupy blenderujemy na gładką masę. Im więcej zblenderujemy, tym nasza zupa-krem będzie gęstsza. Tą "papkę" wlewamy do garnka z zupą. Dodajemy też kilka ugotowanych różyczek brokuła w całości. Zupa świetnie smakuje z groszkiem ptysiowym. Można także podać z makaronem lub grzankami (choć tej wersji nie próbowałam). 
Tą zupę przyrządzałam także w połączeniu z porem-robi się identycznie-por blenderujemy razem z brokułami.


Dzisiejsze brokuły wykorzystałam do drugiego dania i to w dodatku "gotowca" z torebki;)


Ugotowane brokuły dołączyłam do sosu i podałam z makaronem spaghetti. Nie napracowałam się, Filip nie miał czasu się zdenerwować, bo nie stałam długo przy garach, a obiad był pyszny:)

Polecam obydwie opcje! Smacznego:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...