czwartek, 21 września 2017

Szkoła jest super-poradnik dla dzieci

Rozpoczęcie nauki w szkole wiąże się z ogromnymi emocjami zarówno dla nas rodziców, jak i dla dzieci. Nowe miejsce, nowe obowiązki, koledzy, nauczyciele- z tym wszystkim musi zmierzyć się zaledwie kilkuletnie dziecko. Sama pamiętam z jak wielkim przejęciem rozpoczynałam naukę w podstawówce. Byłam szczęśliwa, ciekawa, a jednocześnie pełna obaw jak to będzie. Myślę, że warto pomóc dzieciom przejść przez ten trudny okres, pomóc im zrozumieć co się dzieje i jak sobie radzić w poszczególnych sytuacjach. Wszystkim rodzicom, których pociechy pomaszerowały już dzielnie do szkoły polecam krótki poradnik wydany przez wydawnictwo Promic.


"Szkoła jest super.Jak radzić sobie w codziennych sytuacjach" to książeczka idealna dla kilkulatków. Dzieci znajdą tu opis wielu sytuacji, z którymi spotkają się w szkole. Dzięki krótkiemu wyjaśnieniu mały człowiek może zrozumieć, co się wokół niego dzieje i jak warto się zachowywać, aby jak najlepiej radzić sobie w szkole. Są tutaj opisane problemy dotyczące kolegów, nauki, relacji z nauczycielami czy odrabiania prac domowych. Autor z z pełną empatią podchodzi do dziecięcych emocji i podkreśla ich znaczenie. Nie można lekceważyć uczuć naszych dzieci, pomniejszać ich problemów. Choć nam niekiedy mogą wydawać się trywialne, to jednak zawsze trzeba pamiętać, że dla dziecka są one ważne i trudne. W tej książce dzieci znajdą podpowiedź jak radzić sobie w trudnych sytuacjach.
Książeczka jest krótka, a mądrej treści dopełniają ciekawe ilustracje. Choć nam do szkolnej przygody zostały jeszcze co najmniej dwa lata, to już się cieszę, że poradnik trafił do naszej biblioteczki. Filipek słuchał z dużą uwagą i zadawał pytania.
Polecam szczególnie dla rodziców tegorocznych pierwszaczków.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 32
Oprawa: miękka
Cena: 14,90 zł
Książka na stronie wydawnictwa kliknij tutaj





niedziela, 17 września 2017

Jesienne zabawy z dziećmi część 1

Choć drzewa jeszcze zielone, a w kalendarzu wciąż lato, nie da się ukryć, że przyszła JESIEŃ. Na spacerach zbieramy już kasztany i pierwsze kolorowe liście. Coraz mniej czasu spędzamy na dworze, więcej bawimy się w domu. I to jest ten czas, kiedy mama musi stanąć na wysokości zadania i zapewnić swoim nie chodzącym do przedszkola potworkom ciekawe zajęcia. Tradycyjnie dzielę się z Wami pomysłami na wspólne zabawy. Dziś cztery propozycje, ale w planach mamy dużo więcej.

1. Pani Jesień

Cykl jesiennych zabaw rozpoczęliśmy od stworzenia Pani Jesieni. Narysowałam chłopcom damską postać. Początkowo Filipek marudził, że ma tworzyć dziewczynę, ale szybko wciągnął się w zabawę. Do stworzenia pracy plastycznej potrzebowaliśmy:
-kartki papieru
-kredki
-klej
-bibułę
Najpierw porozmawialiśmy o tym, jakie kolory kojarzą się z jesienią. Następnie chłopcy wzięli się za kolorowanie, a ja przygotowałam im paski z kolorowej bibuły. Tymi paskami chłopcy wyklejali suknię. Filipek robił też kuleczki, którymi ozdabiał swoją Panią Jesień.


Gotowe prace Kubusia i Filipka:


2. Grzybobranie

Na tekturze narysowałam kilka grzybków różnej wielkości, a następnie je wycięłam.
Zadanie pierwsze wariant dla Filipka- uszeregowanie grzybów od największego do najmniejszego.
Wariant dla Kuby- wskazanie, który grzyb jest mały, a który duży.


Następnie chłopcy wyszli z pokoju, a ja pochowałam grzybki w różnych miejscach (w międzyczasie dorobiłam też muchomory). Dałam im koszyczek, porozmawialiśmy o tym jak należy ubierać się do lasu i rozpoczęliśmy grzybobranie. (Chłopcy uwielbiają tą zabawę-na wiosnę robiliśmy wersję z króliczkami, a jeszcze wcześniej szukali krasnoludków).


Kiedy wszystkie grzyby wylądowały w koszyku chłopcy wzięli się za przygotowanie sosu. Najpierw Filipek poodcinał ogonki i pociął grzyby na kawałki (ćwiczenie wycinania). Później grzyby wylądowały w garnku razem z przyprawami i śmietaną (czyli kartką pociętą w kawałeczki). Zaznaczę jeszcze, że moi chłopcy uwielbiają bawić się w gotowanie, a kuchnia to jedna z najczęściej używanych zabawek.



No cóż, zabawa tak się spodobała, że musiałam naszykować drugą partię grzybów do zbierania;D

3. Jesienne drzewo

Na dużej tekturce namalowałam chłopcom zarys drzewa. Do płaskiego pudełka przelałam farby w jesiennych kolorach. Rolki od papieru toaletowego lekko spłaszczyłam. Chłopcy moczyli rolki w farbie i takimi pieczątkami robili liście.



Ponieważ zostało nam sporo farby Filipek wymyślił, że pokoloruje liście. Takie dzieło powstało:


4. Muchomory z kropeczkami

Na kartce narysowałam Filipkowi kilka muchomorów bez kropek. Przy każdym napisałam jakąś cyfrę lub liczbę. Przy niektórych oznaczając dodatkowo wielkość kropek. Zadanie Filipka polegało na doklejeniu kropek z plasteliny.





Jak Wam się podobają nasze propozycje? Zapraszam do śledzenia bloga, wkrótce druga część jesiennych zabaw.


środa, 13 września 2017

Czy warto czytać poradniki? "Zamiast wychowania" Jesper Juul

Przez długi czas mojej rodzicielskiej przygody nie chciałam sięgać po poradniki dla rodziców. Kiedy Filipek był mały przeczytałam osławione książki Tracy Hogg i jej bezduszne metody tresowania dzieci zraziły mnie do takich książek na długi czas. Myślałam-przecież ja wiem jak mam wychowywać moje dzieci, nie potrzebuję pomocy. Do czasu kiedy mój mały słodki bobas zaczął zamieniać się w chłopca z silnym charakterem i własnym zdaniem. I w tym momencie zaczęły się schody, a ja dojrzałam do tego, żeby jednak pogłębiać wiedzę, czytać i przyjmować pomoc i mądrość z książek pisanych przez kompetentnych ludzi.
Nie traktuję poradników jak wytycznych postępowania. Są dla mnie raczej wskazówką, podpowiedzią, pozwalają mi lepiej zrozumieć siebie i mechanizmy kierujące moimi dziećmi.

W ostatnim czasie, a konkretnie podczas drogi powrotnej z przepięknej Szczawnicy przeczytałam poradnik autorstwa Jesper Juul- "Zamiast wychowania. O sile relacji z dzieckiem". Książka jest krótka i napisana w sposób bardzo lekki, więc idealnie czytało mi się podczas podróży autem.


Poradnik napisany jest w formie wywiadu, podczas czytania miałam wrażenie, że autor rozmawia bezpośrednio ze mną. Bardzo mi to odpowiadało.
Jesper Juul koncentruje się głównie na relacjach z dziećmi. Bardzo podkreśla, że warto dbać o to, aby ta relacja była bliska i partnerska. Trzeba słuchać dzieci, pozwalać im wyrażać własne zdanie, traktować je poważnie. To jest bardzo trudne zrezygnować z pozycji rodzica, czyli jestem ważniejszy, wiem najlepiej i pozwolić dziecku na wyrażanie siebie. Ja nieustannie nad tym pracuję i ciągle w sytuacji zdenerwowania przyjmuję pozycję władzy. Dziecko ma swoje uczucia, potrzeby, troski i zadaniem rodzica jest to wszystko dostrzegać i rozumieć. To nie jest łatwe, ale przynosi ogromne rezultaty. W swojej książce autor przywołuje wiele konkretnych przykładów ze swojej praktyki. Często odwołuje się również do swoich wspomnień z dzieciństwa, które tak naprawdę go ukształtowały. Dotyczy to każdego z nas. To jak my teraz traktujemy nasze dzieci będzie miało odzew w ich dorosłym życiu. Czyż to nie jest ogromna odpowiedzialność?
Czytając ten poradnik nie miałam poczucia winy, nie czułam się kiepskim rodzicem. Wręcz przeciwnie, w wielu momentach kiwałam głową przyznając autorowi rację i w duchu postanawiając wcielić rady w życie. Każdego dnia wstaję rano i obiecuję sobie, że będę nad sobą pracować. Czasem się udaje, czasem nie. Rady zawarte w poradniku bardzo mi pomogły, pozwoliły spojrzeć na moje relacje z dziećmi z innej perspektywy. Dobrze jest też wiedzieć, że te problemy, które my przeżywamy, dotyczą większości rodziców.

Co szczególnie zapadło mi w pamięć po przeczytaniu poradnika?

  • trzeba słuchać dzieci, dawać im możliwość wyboru i wyrażania siebie, jednocześnie będąc rozsądnym i odpowiedzialnym
  • należy dostrzegać dzieci-słuchać!
  • szanować granice dziecka np. nie zmuszać do całowania się z ciotkami
  • szanować siebie jako rodzica, dawać sobie możliwość odpoczynku, brać pod uwagę swoje potrzeby, a nawet czasami swoje potrzeby stawiać na pierwszym miejscu (i nie czuć się przy tym złym rodzicem)
  • rozwijać w dziecku poczucie własnej wartości
  • trzeba pracować nad sobą i nad relacjami w rodzinie
  • dziecko musi czuć się kochane
Książka jest naprawdę dobra. Polecam wszystkim rodzicom, warto po nią sięgnąć, bo pokazuje wiele ważnych aspektów dziecięcej psychiki i relacji rodzinnych.

Kilka informacji o książce: 
Autor:  Jesper Juul, duński pedagog
Wydawnictwo: MiND
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 160
Cena: 29,90 zł
Książka na stronie wydawnictwa kliknij tutaj



środa, 6 września 2017

Zabawy z dzieckiem #24

Dawno nie było u nas pomysłów na zabawy, więc przybywam dziś z nowym postem. Kilka kolejnych propozycji na to jak zająć dziecko.

1. Nakrętkowe dotykowe memory

W naszym domu nie wyrzucamy nakrętek, tylko zbieramy do pojemnika, a następnie oddajemy na cele charytatywne. Nakrętki postanowiłam wykorzystać także do zabawy sensorycznej. Wybrałam różne rodzaje nakrętek, znalazłam po dwie i umieściłam w pojemniku. Zawiązałam Filipkowi oczy i poprosiłam, aby tylko za pomocą dotyku dobrał nakrętki w pary. Bardzo się zaangażował i skupił na swoim zadaniu. Oczywiście zabawę trzeba było powtórzyć kilka razy, bo bardzo się Filipowi spodobała.



2. Szybki labirynt

Kubuś bardzo lubi przyklejać naklejki na kartkę. Taką wyklejoną kartkę wykorzystujemy ponownie na labirynt dla Filipka. Zaznaczam start i metę, a Filipek musi przejść labirynt bez dotknięcia naklejki.



3. Mata z ulicami

Kilka tekturek połączyliśmy taśmą klejącą. Narysowałam chłopcom różne ulice, budynki, przejścia dla pieszych. Filipek dorysował kilka rzeczy od siebie np. drzewa. I tak powstało miasteczko do jeżdżenia samochodzikami. Zabawa bardzo się chłopcom spodobała. Naszą matę składamy, chowamy za szafę i wyciągamy kiedy chłopcom najdzie ochota na zabawę.




4. Przyporządkowywanie z użyciem patyczków do lodów

Pomysł na tą zabawę mignął mi gdzieś w Internecie. Na kartce odrysowałam patyczki, następnie na odrysowanych miejscach oraz na patyczkach napisałam po trzy różne liczby. Zadanie Filipka polegało na przyporządkowaniu patyczków w odpowiednie miejsca.



5. Malowanie bez brudzenia

Do woreczków strunowych nałożyłam po trochę farb plakatowych różnych kolorów. Woreczki zamknęłam i zabezpieczyłam taśmą, a następnie dałam chłopcom. Chłopców zabawa pochłonęła na całego. Na początku delikatnie rozprowadzali farby paluszkami. Kuba cały czas oglądał swoją rączkę i dziwił się,że nie jest brudna:D Później odkryli, że woreczek można gnieść i ściskać. Super zabawa dla dzieci i co najważniejsze zero bałaganu:D







Zapraszam co całego działu ZABAWY Z DZIECKIEM gdzie znajdziecie kilkadziesiąt różnych pomysłów na wspólne zabawy. 

poniedziałek, 4 września 2017

Szczawnica-idealne miejsce na wyjazd z dziećmi

Jesień zbliża się wielkimi krokami, więc postanowiliśmy wykorzystać ostatnie dni lata i wybrać się na małe, dwudniowe wakacje. Tym razem poniosło nas do Szczawnicy, na którą mieliśmy chęć już od dawna, ciągle jednak nie mogliśmy się zmobilizować. Wyjazd wyszedł dość spontanicznie, bo zaplanowaliśmy go trzy dni wcześniej. Ku mojemu zdziwieniu największym problemem okazało się znalezienie noclegu. Obdzwoniliśmy kilkadziesiąt miejsc i w większości pokoje były zajęte lub sam ich wygląd pozostawiał wiele do życzenia. W końcu jednak znaleźliśmy wolne miejsce, choć niestety spory kawałek od centrum.
Do Szczawnicy mamy nieco ponad 300 km, wyruszyliśmy więc ok 3:30 w nocy. Chłopcy byli tak podekscytowani podróżą, że bez problemu wstali, ubrali się i poszli do samochodu. Uwielbiam ten dreszczyk emocji i kocham jeździć nocą (chyba dlatego,że to nie ja jestem kierowcą:D).


Podróż zajęła nam niecałe 6 godzin i upłynęła bardzo miło. Po przyjeździe na miejsce od razu udaliśmy się na spacer. Szczawnica to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, bo nawet z wózkiem jest mnóstwo miejsc do spacerowania. Przede wszystkim malownicza promenada nad rzeczką Grajcarek, którą dochodzi się, aż do Dunajca. Sam Grajcarek jest bardzo płytki, woda sięga tam do kostek, więc dzieciaki mają nawet okazję pobrodzić w rzece. Widoki są tam przepiękne, można spacerować całymi dniami:) Idąc w stronę Dunajca wspięliśmy się do Schroniska Orlica, gdzie zjedliśmy pyszną zupę mając przed oczami przepiękny widok na góry. Pogoda pierwszego dnia była upalna, więc tym bardziej byliśmy szczęśliwi.


Lekcja przyrody- obserwacja wypływającego z gór źródełka:





Po południu udaliśmy się na spacer po miasteczku. Odwiedziliśmy Park Górny, oraz Park Dolny. Chłopcom najbardziej podobały się kwiatowe zwierzęta- słonie, wiewiórka i ptaszek;) W Szczawnicy na każdym kroku nie ma automatów z kulkami, samochodzików i budek z zabawkami. To ogromny plus, nad morzem natykaliśmy się na to co kilka kroków. A wiadomo jak to działa na dzieci...Oczywiście są tutaj budki i tego typu atrakcje, ale nie w przesadnych ilościach.



Przeszliśmy tego dnia około 17 km. Chłopcy chodzili na zmianę, raz w wózku siedział Filip, raz Kuba. Z czego Kuba do wózka siada bardzo niechętnie, choć ma dopiero dwa latka uwielbia spacerować.


Kolejny dzień przywitał nas załamaniem pogody. Z 30 stopni zrobiło się 15, do tego od rana lekko siąpił deszcz. Na szczęście byłam na to przygotowana. Nałożyłam chłopcom kurtki i kalosze i pojechaliśmy do wąwozu Homole w Jaworkach (ok 5 km za Szczawnicą).
Miejsce przepiękne! Piękna lekcja przyrody dla dzieci i jak się okazało duże przeżycie. Wąwóz ma niecały kilometr, ale nie jest taki łatwy do przejścia. Dużo w nim kamieni, skał, schodków. Do tego jeszcze wszystko było mokre. Myślicie,że to była jakakolwiek przeszkoda? Dla moich chłopaków nie:D Szli wytrwale, jakby robili to na co dzień. Filipek przeszedł sam, Kuba tylko w dwóch miejscach był przeniesiony na rękach. Wszyscy mijający nas turyści gratulowali chłopcom wytrwałości. A tak naprawdę to my byliśmy bardziej zmęczeni od nich...Oni są nie do zdarcia:D Polecam to miejsce na wycieczkę z dziećmi, naprawdę warto!




Później udaliśmy się do Czorsztyna, gdzie znajdują się ruiny zamku. Piękne widoki, fajne przeżycie i dla nas i dla chłopców. Warto pojechać! Wstęp na zamek kosztuje 5 zł/os, dzieci do lat 7 wchodzą bezpłatnie. Obok znajduje się także wejście do Pienińskiego Parku Krajobrazowego, ale tam niestety już nie byliśmy.
Z zamkowych ruin rozciąga się piękny widok na okolicę i Jezioro Czorsztyńskie.






Po powrocie z Czorsztyna pospacerowaliśmy jeszcze po Szczawnicy, a później już tylko odpoczywaliśmy w pensjonacie. W niedzielę rano zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę powrotną. Niestety pierwotny plan spacerowania jeszcze przez cały dzień i powrotu na wieczór nie udał się przez fatalną pogodę. Pomimo tego jestem i tak bardzo szczęśliwa, że udało nam się wyskoczyć chociaż na te dwa dni. W przyszłości na pewno wrócimy do Szczawnicy, bo jest tam jeszcze mnóstwo rzeczy do odwiedzenia!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...