czwartek, 20 lipca 2017

Moje ostatnie wygrane

Czasami słyszę jak ktoś narzeka, że nigdy nic nie wygrywa. Pytam wtedy- a grasz? I zwykle odpowiedź brzmi-nie, bo i tak nie wygrywam:D Błędne koło. A ja wam powiem, że żeby wygrywać to trzeba grać. Ja jestem prawdziwą konkursomaniaczką i na okrągło wysyłam zgłoszenia do różnych konkursów. Ostatnio znów miałam dobrą passę i wygrałam mnóstwo fajnych rzeczy:) Sami zobaczcie!

W konkursie "Lovi" wygrałam śliczny kubeczek 360. Ostatnia tura konkursu zaczyna się 24 lipca-pierwszych sto osób zgarnia kubek, a 10 najszybszych cały zestaw akcesoriów. Zabawy szukajcie pod tym linkiem


Jeszcze jeden kubeczek, bidon Avent wygrałam na portalu familie. Z tego kubka jestem bardzo zadowolona i naprawdę go polecam. Nasze poprzednie bidony, z innej firmy przeciekały, a w tym nareszcie nie muszę się martwić o mokrą wykładzinę i ubrania.


Na familie zgarnęłam także książkę "Proszę słonia". Pamiętam tą bajkę jeszcze z dzieciństwa, Filipek też ją oglądał. Bardzo się cieszę, że mamy ją w formie książkowej.


Kolejna rzecz z familie to zestaw 3 opakowań płatków śniadaniowych (jedne już zjedzone)...


...oraz najcenniejsza z ostatnich nagród, czyli hulajnoga:D Nie muszę chyba dodawać jaki Filip był szczęśliwy:)


W konkursach facebookowych wygrałam mały zestaw od firmy Unigel,


oraz sensoryczne zadanie matematyczne od Wydawnictwa Pedagogicznego Małe Jeżyki.


Szczęście dopisało także moim chłopcom. W konkursie organizowanym przez TVP ABC wygrali puzzle, kolorowankę z farbkami, zestaw magnesów na lodówkę oraz gadżety-balony, smycze i breloczki.



Mój zdolny Filipek wygrał także nagrodę w konkursie plastycznym z gazetki Abecadło.


Tak więc jak widzicie, kiedy się bierze udział w konkursach, to naprawdę można coś wygrać.
Przy okazji zapraszam Was na fanpage bloga na facebooku (klik). Od czasu do czasu organizuję tam zabawy, w której można wygrać drobne nagrody. Aktualnie trwa zabawa, w której do wygrania jest zestaw dwóch gazetek (post konkursowy).

Bierzecie udział w konkursach? Pochwalcie się, co ostatnio udało wam się wygrać.


poniedziałek, 17 lipca 2017

Gazetki i książeczki na lipiec

Wakacje w pełni, ale nie dla nas. Filip nie przerywa nauki, a wręcz przeciwnie- z takim samym zapałem jak zwykle rozwiązuje gazetki i książeczki. Mój synek to zdecydowanie typ małego naukowca:)
Jak co miesiąc chciałabym Wam pokazać czasopisma oraz książeczki od wydawnictwa Aksjomat. To z nimi pracowaliśmy przez kilka ostatnich dni.


"Akademia malucha" oraz "Abecadło" to czasopisma, które goszczą u nas co miesiąc. Filip jest ich wiernym fanem i zawsze niecierpliwie czeka na kolejny numer. W tym miesiącu, jak zawsze, w gazetkach znaleźliśmy mnóstwo wspaniałej zabawy.

W lipcowym numerze "Akademii malucha" znajduje się kilka czytanek, ciekawe zadania, kolorowanka, kącik kulinarny, nauka literek, cyferek i języka angielskiego, zagadki, labirynt, zadanie na spostrzegawczość (moje ulubione). Krótko mówiąc super zabawa połączona z nauką dla najmłodszych dzieci.




"Abecadło" przygotowało dla małych czytelników mnóstwo ciekawostek, naukę literek (Ł i M), cyferek, języka angielskiego. Kilka ciekawych zadań, kącik kulinarny ( a w nim przepis na lody!), czytanki. Dodatkowo w środku znajduje się gra planszowa, którą planuję nakleić na tekturę. Jak w każdym numerze jest też konkurs plastyczny (Filipek już szykuje pracę). Pochwalę się, że w majowym numerze udało mu się wygrać nagrodę:) Gazetka jest naprawdę świetna. Polecam!





Kiedy przerobiliśmy całe gazetki, nadszedł czas na książeczki.


W pierwszej kolejności sięgnęliśmy po "Bądź EKO". Jest to książeczka edukacyjna dotycząca ekologii. Książka kolorowa, ciekawa, z różnorodnymi zadaniami i naklejkami. Dzieci mogą dowiedzieć się z niej w jaki sposób segregować śmieci, co to jest recykling, gdzie i co należy wyrzucać aby było korzystnie dla środowiska. Filipkowi bardzo spodobała się zarówno forma, jak i tematyka zadań. Nawet Kubuś zaangażował się w naklejanie:)





"Bądź bezpieczny na drodze" to książeczka z tej samej serii, tym razem dotycząca bezpieczeństwa. Poruszone są tu zagadnienia związane z prawidłowym przechodzeniem przez ulicę, rozpoznawaniem znaków drogowych, pracą policji, a także zachowaniem w niektórych niebezpiecznych sytuacjach. Myślę, że naprawdę warto po nią sięgnąć i przy okazji poruszyć z dzieckiem takie tematy. Dodatkowo w środku znajduje się gra planszowa. Filipek wszelkie zasady bezpieczeństwa ma w małym paluszku, często je powtarzamy, a książeczka jeszcze dodatkowo pomogła je utrwalić. Polecam!




Ostatnia książeczka, którą chciałabym Wam zaprezentować to "Lokomotywa 5-latka". Bardzo kolorowa z mnóstwem naklejek i różnorodnych zadań. Bardzo lubimy takie książeczki. Są tu ćwiczenia na rysowanie szlaczków, łączenie elementów, liczenie, kolorowanie, spostrzegawczość. W serii znajduje się także Lokomotywa 3-i 4-latka.








Wszystkie książeczki znajdziecie na stronie  Wydawnictwa Aksjomat



czwartek, 13 lipca 2017

TEK- nowoczesna książka dla dzieci

"TEK Nowoczesny jaskiniowiec"- na tą książkę miałam chęć już od dłuższego czasu. Widziałam ją kilka razy w Internecie, kilka razy grałam o nią w konkursach. W końcu wpadła w moje ręce.


Zarówno mi, jak i Filipkowi książeczka spodobała się już od pierwszej strony, a właściwie od okładki. TEK, to nie jest zwykła książka. To książka, która z wyglądu przypomina tablet, więc trudno się dziwić, że od razu wpadła w oko mojemu dziecku. Wydana jest świetnie i na miarę naszych czasów. Jestem przekonana, że każdemu dziecku się spodoba.
Dalej jest tylko lepiej. Pierwsza strona-podaj kod. Filip uwielbia jak w książce trzeba coś zrobić i w TEK-u zawsze najpierw "wpisuje" kod. A jakie było oburzenie, kiedy babcia pominęła pierwszą stronę i od razu przeszła do czytania;)


No dobrze, tyle o wyglądzie, przejdźmy do tego kim w ogóle jest TEK- główny bohater. Jest to kilkuletni chłopiec, żyjący w czasach prehistorycznych. Ale TEK nie jest zwykłym jaskiniowcem- jest jaskiniowcem nowoczesnym. Całe dnie spędza wpatrzony w telefon, tablet lub konsolę. Nie chce bawić się z przyjaciółmi, ani podziwiać otoczenia. Wcale nie wychodzi ze swojej jaskini i nie wie, co dzieje się na świecie. Tak jest do momentu, kiedy podczas wybuchu TEK traci połączenie...Wychodzi z jaskini i odkrywa, jaki piękny świat jest dookoła niego. Odkrywa, że można bawić się i śmiać z przyjaciółmi...
Czy cała ta historia nie brzmi znajomo? Żyjemy w czasach kiedy elektronika zupełnie zdominowała nasz świat. Coraz więcej jest dzieci, które większość czasu spędzają przy komputerach, telefonach, które już nie potrafią normalnie się bawić, które nie mają przyjaciół, które zamiast rozmawiać wolą przesiadywać na facebooku...
To nie jest dobry trend i warto już od najmłodszych lat pokazywać dzieciom, gdzie biegnie granica. Uświadamiać, że żadne sprzęty nie zastąpią normalnych międzyludzkich relacji.
Ta książka jest po prostu idealna do tego, aby podjąć z dziećmi temat rozsądnego korzystania z dobrodziejstw cywilizacji. Nauka płynąca z TEK-a jest bardzo ważna dla młodego pokolenia. Cała historia przedstawiona w humorystyczny sposób delikatnie pokazuje, co jest dobre,a co złe. Bez zbędnego umoralniania, za to z ogromną dawką humoru.
Mój Filip jest zachwycony książką. W ciągu ostatnich kilku dni czytaliśmy "TEK" co najmniej kilkanaście razy. Wyznacznikiem dobrej książki jest dla mnie fakt, że moje dziecko chce do niej wracać wiele razy. "TEK nowoczesny jaskiniowiec" spełnia wszystkie te kryteria. Polecam!


Kilka informacji o książce: 
Wydawnictwo: Kinderkulka
Autor: Patrick McDonnell
Okładka: twarda
Liczba stron: 32
Cena: 34,90 (teraz 29,90)
Książkę na stronie wydawnictwa znajdziecie tutaj



środa, 12 lipca 2017

Poród w XXI wieku-czy jest aż tak źle?

Kilka dni temu w bibliotece wpadła mi w ręce książka "Położna-3550 cudów narodzin". Wciągnęła mnie niesamowicie, przeczytałam ją w dwa wieczory. Podczas czytania naszło mnie kilka refleksji, którymi chciałabym się z wami podzielić.
Często narzekamy na polskie szpitale, na przebieg porodu, warunki, czy traktowanie. Czy jednak naprawdę jest tak źle? Czy poród i pobyt w szpitalu to jeden wielki koszmar? W niektórych przypadkach wierzę, że tak, bo wciąż spotyka się jeszcze zaściankowe szpitale, w których pacjent jest intruzem. Jednak myślę, że ogólnie rzecz ujmując nie jest tak źle...

Nasze mamy to dopiero miały przerąbane! Wiecie jak 30-40 lat temu wyglądała porodowa rzeczywistość? To był dopiero horror! Można przeczytać o tym w książce, a można też spytać mamy. Moja mama już dawno opowiadała mi jak się wtedy sprawy miały. Czytając "Położną" miałam wrażenie jakbym słyszała opowieść mojej rodzicielki...wszystko identycznie!
Począwszy od porodu ( a nawet przygotowań-chociażby golenie jedną maszynką kilku kobiet fuuuuuu!), aż po opiekę nad noworodkiem. Poród- jedna pozycja, brak możliwości wstawania z łóżka, nawet do toalety, brak możliwości picia. Mąż przy porodzie? Wolne żarty-mąż nie mógł wejść nawet na oddział. Zero odwiedzin, zero wsparcia. Przedmiotowe traktowanie rodzącej na porządku dziennym. Przy porodzie robili co chcieli. Mama opowiadała, że lekarz cisnął jej brzuch, żeby szybciej urodziła. Teraz już wiadomo, że tak nie wolno! Noworodka od razu zabierano od mamy, często nawet bez pokazania! O kontakcie skóra do skóry nikt nie słyszał. Przez cały pobyt w szpitalu dzieci przebywały osobno, były przynoszone tylko na karmienie (o karmieniu naturalnym też wtedy niewiele wiedzieli). Nikt nie przejmował się ich płaczem i samotnością...Koszmar! A co jeszcze ciekawsze maluszki były ciasno zawinięte w tetrę i mamy nie miały prawa ich odwinąć! Moja mama opowiadała, że jak wróciła ze mną do domu to pod paszkami miałam jedną wielką ranę, tak byłam poodparzana. Później jako dziecko i nawet jeszcze teraz nienawidziłam ciasnych ubrań. Od razu miałam nerwy jak tylko czułam,że coś mnie uwiera. Kto wie, może to uraz z pierwszych dni życia?

Czytając książkę dziękowałam Bogu, że rodziłam w XXI wieku. Bo tak naprawdę myślę, że teraz nie jest tak źle. Coraz częściej słyszy się o naprawdę dobrych porodach, wszelkich udogodnieniach. W większości przypadków mąż lub inna bliska osoba może towarzyszyć rodzącej. Dziecko najczęściej jest od razu z mamą, jest zapewniony kontakt skóra do skóry. Możemy nie wyrazić zgody na niektóre zabiegi (np. na kąpanie dziecka czy na szczepienie w pierwszych dniach życia-choć często robią problemy, to mamy takie prawo!), możemy towarzyszyć maleństwu przy wszystkich zabiegach i badaniach (prawo nam to gwarantuje).

Pewnie wiele was powie, że to nieprawda, że nadal jest źle. I właśnie dlatego powinniśmy to zmieniać. Właśnie my, pacjenci, bo lekarze, położne i pielęgniarki są dla nas, nie odwrotnie. Jeśli zaniedbują obowiązki, nie przestrzegają zasad, zachowują się nieodpowiednio, robią coś wbrew naszej woli, straszą, grożą, olewają, nie bójmy się reagować. Można złożyć skargę np. do Izby Lekarskiej czy Pielęgniarskiej, do Dyrekcji Szpitala, można dzwonić do Rzecznika Praw Pacjenta, można nawet wezwać policję (np. kiedy lekarz odmawia wypisu ze szpitala lub nakłania do podpisania czegoś, czego nie chcemy). Trzeba reagować, trzeba pokazać, że jesteśmy świadomi swoich praw. W przeciwnym razie, jeśli będziemy siedzieć cicho, będziemy się bać, nic nie będzie się zmieniać...

Ja swoich porodów nie wspominam źle. Szczególnie drugi mój poród był dla mnie pozytywnym przeżyciem i tak naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń. Przy porodzie Filipka, teraz z perspektywy czasu wiem, że nie było dobrze, ale wtedy byłam młoda i nieświadoma. Dlatego po raz drugi nie wróciłam do tego szpitala, tylko Kubusia urodziłam gdzie indziej (o moich odczuciach z obydwu szpitali możecie przeczytać w poście Lubelskie porodówki). Choć miałam dwa razy cięcie, a moje dzieciątka z racji wcześniactwa przez pierwsze doby przebywały nie ze mną, a w sali noworodków, to wiem, że to było najlepsze i najbezpieczniejsze wyjście. Wiem, że miały dobrą opiekę. Cieszę się, że tak dużo zmieniło się w kwestii porodów w Polsce, że nie musiałam rodzić tak jak rodziła moja mama. Mam nadzieję, że to początek zmian i będzie coraz lepiej. Jeszcze dużo jest do naprawienia, ale wierzę, że te zmiany nastąpią.

Kochani koniecznie zajrzyjcie do tego artykułu, gdzie są wypisane wszystkie prawa noworodka i rodzica w szpitalu. Wiedza i świadomość swoich praw to podstawa! Noworodek pacjentem-prawa na porodówce
 Prawa pacjenta-Fundacja Rodzić po Ludzku

Jakie są wasze odczucia związane z porodem i pobytem w szpitalu? Macie pozytywne doświadczenia, czy raczej wolelibyście do tego nie wracać? Podzielcie się proszę swoimi historiami i tymi dobrymi i tymi złymi.

Moje historie możecie przeczytać tutaj: Filip Kuba


 

niedziela, 9 lipca 2017

Mama czyta- "Ślad życia, ślad śmierci"

Ostatnio znowu dużo czytam, można powiedzieć wręcz nałogowo. Kończę jedną książkę i zaczynam następną. Czytam głównie różne obyczajowe powieści, ale czasem sięgam też po coś innego. W moich rękach ostatnio znalazł się thiller. Bardzo ciekawy, skłaniający do refleksji. Po prostu dobry.


"Ślad życia, ślad śmierci" to książka, w której głównym bohaterem jest Jonathan Weber, znany na całym świecie naukowiec, biblista i znawca starożytności. Postanowił on, w ramach urlopu na uczelni, wyjechać do Izraela, gdzie uczestniczył w pracach wykopaliskowych swojego dawnego nauczyciela i jego zespołu. Z pozoru zwykłe archeologiczne odkrycia doprowadziły go do znalezienia czegoś niezwykłego. Czegoś, co postawiło na głowie cały świat, a życie Jonathana zamieniło w pasmo niekończących się problemów i trudnych decyzji. Co znalazł Jonathan? Tego nie dowiecie się ode mnie!

Książka wciąga już od pierwszych stron. Pomimo, że dotyka trudnego tematu czyta się bardzo lekko. Dla mnie te kilka wieczorów było niezwykle emocjonujące. Nie mogłam się doczekać, kiedy znów pogrążę się w lekturze i dowiem co dalej. 
Choć wydarzenia tutaj opisane, to fikcja literacka nie da się, nie zastanawiać co by było gdyby to wydarzyło się naprawdę. Cały świat zmienił by się o 180 stopni. Nie chciałabym takiej zmiany...Ale w książce występują też postacie autentyczne, na przykład papież Benedykt XVI.

Jeżeli lubicie książki z zagadką do rozwiązania to "Ślad życia, ślad śmierci" będzie dla was idealny. Są tu emocje, są ciekawi bohaterowie, jest miłość, jest nutka refleksji co by było gdyby...Jest też dużo wiedzy, widać, że autor naprawdę wie, o czym pisze. Czyta się dobrze, polecam.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 508
Cena: 38,90 zł
Więcej o książce możecie przeczytać tutaj



wtorek, 27 czerwca 2017

Humor słowny #14

Dawno nie było, więc dziś kilka Filipkowych rozmówek. Bawcie się dobrze;)

Filip do Kuby:
-Kuba czym się chcesz bawić?
-Tenem
-tenem? nie mam tena, ale umiem liczyć do tena one, two, threee...


Jedziemy windą, a Filip:
-spadamy w dół jak niewinność
Innym razem, kiedy w windzie zabrakło głosu mówiącego numer piętra stwierdził:
-zepsuł się mównik w windzie


Kubuś był niegrzeczny i dostał ode mnie reprymendę. Filip z satysfakcją:
-i co? opierdziła mama dziecko?



-Mamusiu, zbudowałem to specjalnie dla ciebie
-oh dziękuję, a co to jest?
-model złamanej nogi :D


Filip pojechał z tatą do mechanika samochodowego. Wrócił i tak mi opowiada:
-ja się tak nudziłem u tego mechanika Marka, że ja myślałem, że jestem w kościele


Filip wygłupia się z tatą. W pewnym momencie słyszę:
-ja aż dostałem gęsiej skórki. Zaraz też wyhoduję takie brodzisko i zobaczysz też cię połaskoczę.

Innym razem przy zabawie stwierdził, że dostał "gęsiej sierści":D


Filip bawi się zabawką pieskiem, którego nazwał Azorek. Ja coś spytałam i powiedziałam "Azor", na to Fifi:
-to jest Azorek nie Azor, ty wstrętna kobieto


Filipek do mnie:
-ty powiedziałaś źlej ode mnie. Ja powiedziałem dobrze


-Filip, czy wyraziłam się jasno?
-Nie!!! Wyraziłaś się ciemno!


Filip do Kuby, kiedy ten go zdenerwował:
-Nie pójdziesz więcej ze mną do biblioteki ty żałosny brukselku


W kościele, przed tacą:
-mamo, a czemu ksiądz zbiera pieniążki?
-bo ksiądz potrzebuje na kościół, np. na rachunki za prąd, ogrzewanie
-i dlatego ludziom zabiera?


Innym razem ksiądz Filipka pominął:
-mamo ja nie wrzuciłem, przecież zawsze płacimy
-to trudno, dziś nie wrzucisz
-i co? tak wyjdziemy bez płacenia?


Filip drugi dzień pod rząd znalazł pieniążek i tak komentuje:
-one chyba uciekają od innych ludzi, żeby trafić do mnie. Po prostu chcą mieć lepszego właściciela


Filip bawi się z tatą i taką słyszę rozmowę.
Fifi:- nie kocham cię!
tata:-nie kochasz mnie?
Fif:-oj tato, tylko tak w zabawie cię nie kocham


Idziemy na spacer, przechodzimy obok boiska, mąż mówi:
-ale bym sobie w coś pograł, w jakąś piłkę...
Na to Filip:
-to możesz sobie pograć na tablecie w angry birdsy
-Ale ja bym chciał się trochę poruszać
-to zainstalujemy jakąś grę, w której się rusza


Podczas wakacji nad morzem:
-Filipku jutro pojedziemy na Hel
-oooo i będą tam balony?


A jakimi śmiesznymi powiedzonkami rozbawiły was ostatnio wasze dzieci?


czwartek, 22 czerwca 2017

O tym jak przedszkole zniszczyło mi psychikę

Nasza przygoda z przedszkolem rozpoczęła się rok temu w sierpniu. Filipek miał wtedy 3,5 roku i sam zaczął nalegać, abyśmy go zapisali. Spontanicznie, z dnia na dzień złożyliśmy więc podanie do przedszkola. Przedszkole niepubliczne, z dofinansowaniem. Filipek chodził na 5 godzin więc nic nie płaciliśmy. Jedyny koszt to wyżywienie za dni, w które faktycznie dziecko korzystało. Idealnie prawda?
Filip był zachwycony i pokochał przedszkole od pierwszego dnia. Długo się nie nacieszył, bo już po trzech dniach był chory. I potem tak było cały czas- szedł od poniedziałku i już w środę zaczynał się katar, a w czwartek kaszel, gorączka.. Trzy dni przedszkola-2 tygodnie choroby. Początkowo były to łagodne wirusówki, które trochę męczyły, ale mijały praktycznie bez leków. Niestety im zimniej tym zaczęło być coraz gorzej. 3 dni przedszkola-3 tygodnie chorowania dwójki dzieci. Tak, Kuba oczywiście wszystko łapał od brata. I choroby coraz poważniejsze, łącznie z zapaleniem płuc.
Cała jesień, zima i wiosna to był jeden wielki koszmar niekończących się katarów, kaszlów i gorączek. Bywały tygodnie, kiedy co dwa dni musieliśmy jeździć do pani doktor, aby osłuchiwała chłopców. Na okrągło siedzieliśmy w domu, bo z chorymi dziećmi nie było jak wyjść. Oni się nudzili, ja wariowałam w tych czterech ścianach z dwójką chorych dzieci. Oni dokazywali, ja się wściekałam, coraz więcej krzyczałam. Później łapałam doła, postanawiałam, że będę cierpliwsza, lepsza. A za chwilę znów nerwy mi puszczały...Tak przedszkole i te ciągłe choroby prawie wpędziły mnie w depresję, a może raczej w nerwicę.
Przy którejś chorobie pani doktor zaczęła nam sugerować, że powinniśmy zrezygnować z przedszkola dla dobra dzieci. Nie każde dziecko się do przedszkola nadaje, niektóre tak jak mój Filip są za mało odporne. Uparcie nie chcieliśmy się poddać. Zrobimy dłuższą przerwę, może coś się poprawi.Zrobiliśmy-półtora miesiąca. I znów powtórka- kilka dni i zapalenie płuc po raz drugi...kilka dni przed urodzinami, na które Filipek tak czekał.
To był marzec, więc postanowiliśmy znów zrobić przerwę do maja. Maj był zimny, więc wstrzymaliśmy się do czerwca. Chciałam puścić Filipka do przedszkola po powrocie znad morza. Nie śpieszno mi było do tych chorób...
Niestety wszystko potoczyło się inaczej. Nasze przedszkole straciło dofinansowanie i od września musielibyśmy już płacić czesne. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Pani dyrektor namawiała nas, aby Filipek chodził przez wakacje. Jednak ja tego nie chciałam- całą zimę siedzieliśmy w domu, z lata musimy skorzystać ile się da!
I tak po długich przemyśleniach postanowiliśmy Filipka całkiem wypisać. Cholernie mi szkoda i z jednej strony żałuję tej decyzji. Z drugiej strony myślę, że zdrowie jest ważniejsze, a te ciągłe choroby to zbyt duże obciążenie dla dzieci. Pani doktor sugerowała to już dawno...
Ponieważ nie pracuję, mam ten komfort, że mogę Filipka zostawić w domu. Ma brata, więc nie jest sam. Na pewno będzie mu brakowało przedszkola, ale wiele osób mówi, że rok przerwy może zdziałać cuda. Za rok Filipek będzie miał 5 lat i bardzo bym chciała aby poszedł do zerówki. Czy się uda, czas pokaże.
Przedszkole zniszczyło mi psychikę, tak to prawda. Do tego stopnia, że widząc grupę przedszkolaków zmierzającą na plac zabaw, zbieram zabawki i wychodzę. Przerażają mnie te smarkające i kaszlące dzieci. Wolę jak moi chłopcy są zdrowi, mogą biegać po dworze i nie muszą łykać leków.
Nie wiem czy podjęłam słuszną decyzję. Myślę, że w tej sytuacji co bym nie zrobiła, to i tak byłoby źle. Ale nie wyobrażam sobie powtórki tego co przeszliśmy.
Mam teraz rok na przygotowanie Filipka do kolejnej przedszkolnej próby. Postaram się zadbać w tym czasie o jego odporność, zahartować. Mam nadzieję, że tak częste choroby już się nie powtórzą.

Na koniec dodam jeszcze, że przez 3,5 roku swojego życia przed przedszkolem Filipek był chory 4 razy na łagodne wirusówki, które mijały w ciągu kilku dni oraz na ospę wietrzną. Nigdy wcześniej nie brał antybiotyków ani żadnych leków.

Rodzicu, zanim wyślesz chore dziecko do przedszkola, to zastanów się czy nie fundujesz innemu maluchowi kilku tygodni chorowania, leków, inhalacji i siedzenia w domu.

Jakie macie doświadczenia z przedszkolem? Wasze dzieci też tak koszmarnie chorują?

środa, 21 czerwca 2017

Czerwcowe gazetki i książeczki

Końcówka czerwca. Dzieci kończą szkołę, a my ją właśnie zaczęliśmy. Tak, tak od kilku dni ulubiona zabawa Filipka to zabawa w szkołę. Ja oczywiście jestem nauczycielką, on-uczniem. Puszczam dzwonek z youtube i zabawa gotowa. Ale do szkoły potrzebne są książki i tu z pomocą przyszły nam gazetki i książeczki od wydawnictwa Aksjomat. To na nich pracowaliśmy przez ostatnie trzy dni.


"Akademia Malucha" oraz "Abecadło" to gazetki, które goszczą u nas co miesiąc (o poprzednich numerach możecie przeczytać tutaj ). Filip je uwielbia i zawsze z przyjemnością rozwiązuje wszystkie zadania.

W czerwcowym "Abecadle" znaleźliśmy:
  • kilka czytanek
  • naukę literek K i L
  • ciekawostki przyrodnicze w dziale Poznaję Świat
  • naukę liczb 11 i 12
  • kilka różnych zadań i zagadek
  • kilka angielskich słówek
  • pomysł na wykonanie laurki dla taty
  • ciekawostki na temat wykrywania pH w dziale Mały naukowiec
  • konkurs plastyczny, w którym Filipek planuje wziąć udział





Czerwcowa "Akademia malucha" to jak co miesiąc kilka stron świetnej zabawy dla najmłodszych dzieci. W aktualnym numerze znajdziecie:
  • kilka czytanek
  • różne ciekawe zadania na naklejanie, łączenie, spostrzegawczość
  • naukę literek K i L oraz cyfry 6
  •  nasze ulubione ćwiczenie "Bystre oko"- wyszukiwanie elementów na obrazku
  • pomysł na laurkę dla taty
  • masażyk, kolorowankę, labirynt




Kiedy skończyliśmy gazetki uczeń mojej jednoosobowej szkoły zabrał się za książeczki.


"Wesołe literki" i "Wesołe cyferki" to książeczki do nauki liter i liczb dla dzieci w wieku 4-6 lat. Mali uczniowie znajdą tu różnorodne ćwiczenia na pisanie i rysowanie. Oprócz nauki liter i liczb są tu także różne łamigłówki np. łączenie punktów, rysowanie szlaczków, łączenie w pary. Do zabawy w szkołę książeczki sprawdzają nam się idealnie. Każda z nich kosztuje 4,90 zł i ma 32 strony. Książeczki możecie kupić tutaj






Kolejna książeczka, z którą ostatnio pracowaliśmy to "Mam 5 lat". Bardzo się Filipkowi podobała. Jest kolorowa, ma naklejki i dużo różnorodnych ciekawych zadań. To elementarz przedszkolaka, w którym znajdziecie ćwiczenia dotyczące różnych pór roku, a także wierszyki i piosenki. Książeczka ma 40 stron, kosztuje 12,90 zł. W serii znajdują się także książki dla 3 i 4 latków. Więcej o książeczce możecie przeczytać tutaj.







I na koniec lekcja plastyki, czyli kolorowanie książeczki "Kot w butach. Bajka do kolorowania". Jak sama nazwa wskazuje jest tu znana dzieciom bajka, do której ilustracje trzeba pokolorować oraz uzupełnić naklejkami. Świetna zabawa gwarantowana! W serii znajdziecie także kilka innych tytułów. Książeczka ma 16 stron i kosztuje 5,49 zł. Zobaczcie na stronie wydawnictwa





Jak Wam się podobają takie książeczki? Wasze dzieci lubią takie zabawy?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...