wtorek, 30 grudnia 2014

Humor słowny część 4

Ubieramy się na spacer. Założyłam czarne spodnie i biały sweter.
Filip (z uznaniem w głosie) -ooooooooo
Ja: ładnie mama wygląda?
Filip: kaaa-aak!


Filip trzęsie telewizorem. Na co ja zaczynam mu tłumaczyć:
-nie wolno tak robić, bo telewizorek spadnie, potłucze się, nie będzie bajek,twojej peppy, i co wtedy będziesz oglądał?
Filip: - śnieg
On potrafi mnie pokonać jednym słowem:D A nie ma jeszcze dwóch lat!


-Filipku, kto ci dzisiaj zostawił prezent pod poduszką?
-Komikom! (czyt.Mikołaj)


Scenka tym razem bez udziału Filipa. Jedziemy samochodem, mąż prowadzi, a ja komentuję (jak zwykle).
Mąż z rezygnacją w głosie (o moim kursie na prawo jazdy): noż kurde, tysiąc złotych poszło na to, żebyś mi truła za każdym razem jak jedziemy. Nie miałaś wiedzy, to przynajmniej siedziałaś cicho:D


-Filipku, a jakbyś miał pieska, to jakby miał na imię?
-Tap tap
Oryginalne imię,prawda? ;)


Filipek coś mówi sam do siebie.
Pytam się go: -co mówiłeś?
Na co Filip- jajo (chyba usłyszał jak sobie czasem z tatusiem tak pyskujemy)


Filip zdenerwował się, że tata zaraz po powrocie z pracy wyszedł z domu załatwić jedną sprawę. Zażyczył sobie, żeby zadzwonić do babci i tak się poskarżył:
-Babuuuuu, tata tap tap bruuuum


Filipek co jakiś czas wymyśla sobie uniwersalne słowo, które używa określając wszystko to, czego nie umie nazwać. Wcześniej takim słowem było 'kuka", a od jakiegoś czasu jest "ambi".


Filipek wymyśla zdrobnienia na różnych członków rodziny, I tak na mnie mówi Mimi, na babcię Bibi, a ostatnio wymyślił zdrobnienie na dziadka- Didi :D


Filipek mówi już bardzo dużo, powtarza większość słów. Niektóre wychodzą mu bardzo wyraźnie, a inne wymawia po swojemu. Co najbardziej mnie dziwi i napawa dumą-wymawia "r"-bardzo wyraźnie i w dodatku tak to r lubi, że wstawia je do słów, w których tej literki wcale nie ma;)

Oto kilka filipkowych określeń:
bimbim-pingwin
drób-próg
mnimmnim-amen
drom- dom
rara-dziadzia
Pifi, Pipi- Fifi
Ali-ciocia
papu-papuga
pipś-miś
pip-nos
arby-farby
kuj kuj-choinka
pyk pyk-światełka
kompi komp-kąpanie
Tatu-tata
tutut-słoń
kapki-ciapy,buty
kalii-buty zimowe
kapka-czapka


Scenka ze świąt. Mój tata jak co roku rozdaje rodzinie prezenty. W pewnym momencie zauważa, że coś mu nie gra i jeden prezent zostawił u dziadka. Mówi:
-o kurcze,Mikołaj popełnił byka i jeden prezent będzie dopiero jutro.
Na co 5 letni Marcin z wielkim entuzjazmem:
-ja chcę byka!



niedziela, 28 grudnia 2014

Nasze święta

Jak to mówią "święta, święta i po świętach". Tyle było czekania, a tu już drugie święta Filipka za nami. Święta oczywiście wspaniałe i wyjątkowe za sprawą synka. Zupełnie inaczej wszystko się przeżywa jak ma się dziecko. Tak jakby bardziej po dziecięcemu;)
O naszych przygotowaniach do świąt pisałam w poprzednim poście Idą święta, idą święta
Wieczorem, dzień przed Wigilią Filipek rozpakował prezent gwiazdkowy od nas. Dostał puzzle baby (które sam potrafi ułożyć!), układankę z literkami, dwie książeczki i plecaczek. Prezent bardzo mu się spodobał.





Na Święta pojechaliśmy jak zwykle do mojej rodziny na wieś. Najpierw do babci od strony mamy na pierwszą Wigilię, a po godzince wyruszyliśmy do dziadka od strony taty (który na szczęście mieszka tylko 8 km dalej). Tam była kolejna Wigilia. Uwielbiam ten moment, kiedy stajemy wszyscy przy stole, czytam Ewangelię o Narodzeniu Pana Jezusa, modlimy się i dzielimy opłatkiem. Nawet Filipek trzymał swój kawałek opłatka i po swojemu się dzielił (czyli wpychał każdemu na siłę do buzi). Filip umilał czas wszystkim- jak zwykle robił mnóstwo śmiesznych rzeczy, dużo mówił i wygłupiał się. Muszę też stwierdzić, że był nawet grzeczny;) Na szczęście Fifi jest bardzo towarzyski, w ogóle nie wstydzi się ludzi, więc w gościach nie mamy z nim żadnego problemu.




Pod choinką Filipek znalazł prezent od chrzestnego-kręgle. Po kolacji wigilijnej nocowaliśmy u dziadka, aby od rana rozpocząć znowu świętowanie. Przyjechały kolejne osoby z rodziny i było naprawdę fajnie- miło, rodzinnie.


Do domu wróciliśmy po południu. Lubię takie rodzinne zjazdy, ale zawsze wracam z nich padnięta.

Drugiego dnia świąt przyjechali do nas moi rodzice i świętowaliśmy nadal, tylko już w małym gronie.



Pogoda zrobiła nam świąteczny prezent i sypnęło śniegiem. Szkoda, że nie na Wigilię, ale dobre i to;) Filipek po raz pierwszy był na sankach! Był zachwycony, nawet pomimo śniegu padającego prosto na buzię.




Póki co śnieg się trzyma, więc na sanki wychodzimy codziennie.

Święta minęły, a ja biorę się powoli za szykowanie Sylwestra, który spędzamy w domu razem z moimi rodzicami oraz ciocią. Ale będzie fajnie:) Ciekawa jestem do której Filipek wytrzyma, bo postanowiliśmy, że nie położymy go spać, dopóki sam nie będzie tego naprawdę chciał.
A wam jak minęły święta? Gdzie spędzacie Sylwestra?

niedziela, 21 grudnia 2014

Idą Święta, idą Święta...

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Nawet nie wiem kiedy z kilku tygodni zrobiło się kilka dni. Przygotowania w większości domów ruszyły już pełną parą. Na facebooku pojawiają się pierwsze świąteczne życzenia.
U nas w domu też już świątecznie. Choinka ubrana kilka dni temu. W tym roku kupiliśmy sobie porządną sztuczną choinkę. Bałam się, że nie dojdzie na czas, bo przesyłka opóźniała się o kilka dni. Na szczęście to było tylko zwykłe przedświąteczne opóźnienie.
Filip cały dzień nie mógł się doczekać tego ubierania. Zaczął zawieszać bombki, zanim zdążyliśmy rozłożyć choinkę;)


Po kilku minutach znudziło mu się i wolał zabawę pudełkiem po choince;)



Największe wrażenie zrobiły na Filipku światełka choinkowe. Bardzo się zdziwił, kiedy zgasiliśmy światło, a choinka rozjaśniła się niebieskimi mrugającymi światełkami. Filipek chodził dookoła i powtarzał "pyk pyk pyk pyk" i robił "lojojojoj" . A wiecie jak Filipek mówi na choinkę? "Kuj kuj"-bo kiedyś tłumaczyłam mu, że choinka kłuje.


Miały być rodzinne zdjęcia na tle choinki, w czapkach mikołajowych itd, ale Filipek odmówił współpracy. Nie miał chłopak ochoty pozować. Przy okazji zbuntował się też aparat i powiedział, że przy zgaszonym świetle wyraźnych zdjęć robił nie będzie! I tym sposobem z sesji nici.


Oprócz choinki mamy też drugą świąteczną dekorację. Dopadła mnie wena twórcza i postanowiłam pierwszy raz w życiu uszyć coś z filcu. Padło na reniferki. Pierwszy szyło się trudno, ale później już szło jak z płatka;) Nie są może arcydziełem (trochę krzywe wyszły), ale  i tak jestem z nich dumna.



Pod naszą choinką wyrosła kupka prezentów;)


Część z nich  została już rozpakowana. Pojechaliśmy dziś do moich rodziców na spotkanie przedświąteczne. Z racji tego, że na święta zawsze jedziemy do dziadków, zjeżdża się cała rodzina, to my w naszym gronie dajemy sobie prezenty troszkę wcześniej- czasem dzień przed Wigilią, czasem w Wigilię rano, a czasami, tak jak w tym roku kilka dni przed świętami.








Filipek od Babci i Dziadka dostał kilka książeczek z naklejkami, bluzeczki i spodenki. Dostał też prezent od mojej siostry, czyli swojej chrzestnej- maskotkę taty świnki ze swojej ulubionej bajki o śwince Peppie oraz samochodzik, który jeździ po wciśnięciu.


Ja i mąż też dostaliśmy prezenty od rodziców i od mojej siostry. My oczywiście też ich obdarowaliśmy.
Filipek prezent od nas dostanie dopiero w Wigilię rano. Ten największy jest dla niego;)


Na razie leży sobie spokojnie pod choinką. O dziwo na Filipku nie robi to żadnego wrażenia. Prezenty leżały przez kilka dni, a Filip wcale ich nie ruszał. Wytłumaczyłam mu, że będziemy je rozpakowywać w święta i chyba to zaakceptował. 

W planach mamy jeszcze wspólne pieczenie pierniczków:) Nie mogę się doczekać tego świąteczo-pierniczkowego zapachu. 

A jak u Was mijają ostatnie przedświąteczne dni?

wtorek, 16 grudnia 2014

Noworodek na zakupach

Być może uznacie, że jestem dziwna, ale nie znoszę widoku noworodków na zakupach.
Trudno mi zrozumieć, że ktoś tak maleńkie dziecko bierze ze sobą do centrum handlowego. Nie rozumiem czym kierują się tacy rodzice. Zakupy zrobić trzeba, ale koniecznie z takim maluchem?

Nie dalej jak dwa dni temu wybraliśmy się z mężem do jednej z lubelskich galerii handlowych. Ludzi tłumy, jak to zwykle bywa przed świętami. W pewnym momencie mijaliśmy rodzinkę-mama,tata i dziecko-noworodek. Na pewno nie miało jeszcze dwóch tygodni. Pierwsza moja myśl- chyba to dzieciątko prosto ze szpitala po zakupy przyjechało.
Ja nie rozumiem po co takie małe dziecko brać do centrum handlowego. Takie skupisko ludzi, raj dla wirusów. A taki maluch? Osłabiony jeszcze, nie przystosowany, układ odpornościowy jeszcze nie ten, co u dorosłego.Dla mnie zabieranie noworodka w takie miejsca, to nie dość, że narażanie jego zdrowia, to jeszcze męczarnia dla dziecka. Tyle bodźców, głosów, wątpię, aby maluszek czuł się w takim miejscu dobrze. A jeszcze jeśli dołożyć do tego fakt, że często mamusia nie wpada na pomysł, żeby dziecko trochę rozebrać, to już w ogóle komplet.
Dziwię się, że kobietom w tak krótkim czasie po porodzie  w ogóle chce się do takich centrów chodzić.
Ale, ale nie tylko w galeriach handlowych widuję noworodki, często też widzę je w kościele.

My Filipka zaczęliśmy ze sobą zabierać do dużych sklepów dopiero jak miał jakieś 7 miesięcy. Wcześniej, jeśli mieliśmy ochotę wybrać się na większe zakupy to dziecko zostawało z moimi rodzicami. My mieliśmy więcej swobody i chwilę wytchnienia, a maluch nie męczył się.

Wracając jeszcze do dzieci w sklepach, to wybaczcie wyrażenie, ale krew mnie zalewa jak widzę maluchy w pełni ubrane, poprzykrywane kocami, Czy to jest takie trudne, aby dziecko w sklepie trochę rozebrać? Nic przyjemnego pocić się przez kilkanaście, albo i kilkadziesiąt minut, a później wyjść na wiatr i mróz. A i do choroby od tego nie daleko.
Ja Filipa rozpinam,zdejmuję czapkę szalik, nawet jak wchodzę na kilka minut do Rossmanna.
We wrześniu w Moprze czekała w kolejce pani z noworodkiem w wózku. Na dworze było wtedy bardzo zimno, dziecko ubrane więc było w kombinezon, przykryte grubym kocem złożonym na kilka razy, a na to miało jeszcze pokrowiec od wózka. Wszystko byłoby w porządku, ale dziecko z mamą nie czekało na dworze. Kolejka gigant, czas oczekiwania godzina lub dłużej, temperatura w pomieszczeniu ponad 20 stopni (panie obsługujące w krótkich rękawach). A mamusi nie chciało się nawet tego koca z dziecka zdjąć. Przyznam, że aż mnie nosiło, żeby podejść i jej coś powiedzieć. Dziecko płakało (nie dziwię się, też bym płakała), ale jakoś mama nie wpadła na pomysł, że może mu być zwyczajnie gorąco.

Zresztą ubieranie dzieci, to już odrębny temat, nawet już kiedyś o tym pisałam. Zawsze wydaje mi się, że nic mnie już nie zdziwi, ale jednak.

Ciekawa jestem jakie macie zdanie na ten temat. Zabieracie lub zabieraliście wasze noworodki na zakupy?

piątek, 5 grudnia 2014

Mamowo blogowa wymiana mikołajkowa:)

Na każde święta, wśród blogujących mam organizowana jest akcja wymiany prezencików. My już po raz drugi mieliśmy przyjemność w tym uczestniczyć (pierwszy raz na Wielkanoc).
Tym razem paczuczkę dla nas przygotowała Mama Janka
Wczoraj, kiedy wracałam ze spaceru z Filipkiem znalazłam w skrzynce awizo. Spodziewałam się, że to nasza wymiankowa paczuszka. Miałam odebrać ją wieczorem, ale miły pan listonosz w drodze powrotnej postanowił jeszcze raz sprawdzić, czy przypadkiem nie ma mnie w domu:D Jak to powiedział- nadawcą jest Święty Mikołaj, więc wolał nam szybko dostarczyć:) Bardzo to było miłe.
A to zawartość naszego prezentu:


Dostaliśmy świeczkę, szydełkowe zawieszki, dwie książeczki,układankę, krem,łyżeczki,bileciki do prezentów,cukiereczki,szablony do rysowania i kartkę z życzeniami:) 

Bardzo dziękujemy za wspaniały prezent!
Krem jest świetny, od wczoraj już używam:) Książeczka z naklejkami od razu poszła w ruch, bo przecież Filip to naklejkowy potworek:D Bardzo spodobały mu się też łyżeczki,którymi cały wieczór karmił tatę:D
Zawieszki na razie ozdobiły naszą mini choinkę:) Ale jak będziemy ubierać dużą, to na pewno na nią trafią.


Natomiast numerem jeden okazały się szablony! Mamo Janka, nie wpadłabym na to, żeby coś takiego kupić Filipkowi! Natomiast mój synek sam od razu wiedział jak tego używać i w dodatku świetnie sobie radzi z odrysowywaniem literek! Aż krzyczy z radości jak literka pojawia się na kartce:) Super! Powiem szczerze, że aż mi się łezka w oku zakręciła jak mój maleńki synek w takim skupieniu pracował z kredkami w rączkach.




Ja przygotowałam paczkę dla autorki bloga Znaczki jak robaczki . Może niebawem pojawi się tam notka, w której będziecie mogli zobaczyć, co kryło wysłane przeze mnie pudełeczko.



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Humor słowny część 3

Filip powiedz ciocia.
-kuka
Nie kuka, cio-cia
-kuka
Cio-cia
-Kuka!

Filip coś napsocił. Tata mówi mu "no no no". A Filip sobie nic sobie z tego nie robi.
Na co tata- mógłbyś chociaż trochę skruchy okazać?
Filip- Ne!


Mężowi coś spadło i powiedział "fuck". Fifi w sekundę podłapał i powtórzył: "bak"!
Teraz za każdym razem jak mu coś spadnie,coś się nie uda itd. to mówi "bak".Zadziwiające jak potrafi użyć tego słowa w odpowiednim kontekście;D


Wieczór. Całą trójką leżymy w łóżku. Filip przy piersi.
Ja do męża: szkoda, że nie masz cycków.
Mąż: Boże, dzięki ci,że nie mam cycków.
Ja (do Filipa)-chciałbyś, żeby tata miał cycy?
Filip kiwa głową, że tak.
Ja- a piłbyś mleczko z tych cyców?
Filip-neee
Ja: A czemu nie?
Filip-bleeeeeeeee


Filip lubi jak ja i mąż się całujemy. Często łapie nas za głowy i zbliża do siebie zmuszając w ten sposób do pocałunku. Ostatnio to samo zrobił z babcią i dziadkiem:D Ich miny bezcenne:D

Fifi jest małym spryciarzem i wie jak mnie zmiękczyć;) Kiedy coś ode mnie chce, np.żebym się z nim bawiła słodkim głosikiem woła "Mimi". A jak coś mu się nie podoba to słyszę "maaaaaamoooooo" ;)


Zapraszam też na poprzednie posty z cyklu humor słowny:
Humor słowny 1
Humor słowny 2


niedziela, 30 listopada 2014

Zabawy z dzieckiem część 3

Dziś zapraszam na kolejną garstkę pomysłów na zabawy z dzieckiem.

1. Masaż plecków- historyjka o autobusie

W tą zabawę Filipek bawi się najczęściej z tatusiem. Kładzie się na brzuszku, a tata na pleckach robi mu następujący masaż:
Przyjechał autobus (przejeżdżamy dłonią wzdłuż plecków dziecka), otworzyły się drzwiczki (dwoma dłoniami poziomo na pleckach robimy gest otwierania). Wysiadła pani w szpileczkach (dwoma palcami idziemy po pleckach), pan w klapeczkach (Idziemy cały dłońmi), stado koni (delikatnie pięściami biegniemy po pleckach), stado słoni (troszkę mocniej), kręciołek (palcem rysujemy kółeczka), stado raczków (delikatnie podszczypujemy). Zamknęły się drzwiczki (dwoma dłoniami poziomo), odjechał autobus (jedną dłonią przejeżdżamy wzdłuż plecków). Filip uwielbia i zazwyczaj masaż trzeba robić kilka razy pod rząd.


2. Wierszyki z pokazywaniem

Filipek nauczył się już naśladować gesty, które robimy przy okazji wierszyków. Zaczęliśmy od nieśmiertelnej sroczki, a teraz powoli poznajemy inne. Wierszyki wprowadzam stopniowo, aby synkowi się nie pomieszały. Zaczęliśmy od muchy;)

Bierzemy muchy w paluchy (pokazujemy jakbyśmy brali muchę w palce)
robimy z muchy placuchy (klaszczemy dłońmi o siebie)
kładziemy muchy na blachy (mocno klaszczemy w ręce)
i mamy radochy po pachy (robimy gest jak w kaczuchach).

Takich wierszyków mam wydrukowane całe mnóstwo.


3. Zabawy z naklejkami.

tym,że Filipek uwielbia naklejki, wspominałam już nie raz. Oprócz zwyczajnego przyklejania w książeczkach, nadprogramowe naklejki wykorzystujemy do tworzenia własnych dzieł. Filipek przykleja je według swojej wizji na kartce, lub rysuję mu coś, a on uzupełnia obrazek.




4. Pociąg z pudełek

Jakiś czas temu brałam udział w akcji testowania nowych herbat dla Biedronki. Herbatki były zapakowane w białe pudełeczka, które wykorzystałam do zrobienia dla Filipka pociągu. Lubię robić synkowi takie zabawki, bo mają jedną podstawową zaletę- jako nowe wzbudzają duże zainteresowanie, a kiedy się znudzą, bez żalu można wyrzucić, w przeciwieństwie do normalnych, kupowanych zabawek.
Przy okazji przeprowadzki bawiliśmy się też w pociąg XXL- w pudłach jeździł Filipek;)





5. Szukanie takich samych obrazków.

Niedawno otrzymaliśmy kolejny prezent z programu Rossnę- układankę. Filip jest fanem wszelkich puzzli i układanek, więc od razu przypadła mu do gustu. Rozkładamy całość rysunkami do góry i Filipek wyszukuje identyczne obrazki. Świetnie mu to wychodzi.




6. Puzzle

Filipek bardzo lubi puzzle, szczególnie Czuczu, które mamy. Niby są one dla dzieci 2+,ale Filip doskonale radzi sobie z ich układaniem. Robi to już praktycznie sam!



7. Zabawy wspomagające prawidłową wymowę

Proste zabawy, które wspomagają  naukę mówienia. U nas są to na przykład- zabawa w kotka pijącego mleczko-ustawiamy miseczkę na podłodze i udajemy, że jesteśmy kotkami pijącymi mleczko języczkiem. Bawimy się w też dmuchanie piórka. Oczywiście również wszelkie naśladowanie dźwięków, robienie minek itd.

8. Piosenka o częściach ciała

Głowa, ramiona, kolana, pięty, kolana, pięty, kolana pięty. Głowa, ramiona, kolana pięty, oczy, uszy, usta, nos.
Śpiewamy wskazując kolejne części ciała.



środa, 19 listopada 2014

Kotlety inne niż zwykle

Dziś będzie post kulinarny. Nie jestem dobra w gotowaniu, często staram się, ale nie wychodzi najlepiej;) Ale wciąż się uczę,szukam nowych przepisów i próbuję gotować smacznie.
Lubię też próbować nowości i gotować potrawy, których jeszcze nie jedliśmy.
Jeśli zbrzydły wam już tradycyjne kotlety zapraszam do zapoznania się z przepisami poniżej. Wszystkie wypróbowałam i stwierdzam, że są bardzo smaczne.

Kotlety z kaszy gryczanej
 Do ich przygotowania potrzebujemy ok. 2 torebek kaszy gryczanej, 2 jajka, cebulkę, bułkę tartą oraz sól i pieprz.
Kaszę gotujemy w osolonej wodzie, a cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju lub oliwie. Kiedy kasza ostygnie mieszamy ją z cebulą, jajkiem i bułką tartą (tak,aby otrzymać zwartą konsystencję). Doprawiamy, moczymy w jajku i bułce tartej i smażymy.


Kotlety z jajek
Aby przygotować te pyszne kotlety potrzebujemy jajka (ja zużywam zwykle 5-6), szczypiorek (lub cebulkę), koperek, bułkę tartą, sól, pieprz. Jajka gotujemy na twardo, studzimy,obieramy i rozgniatamy widelcem (lub kroimy w kostkę). Do jajek dodajemy posiekany koperek, szczypiorek, jedno jajko surowe, bułkę tartą (aby otrzymać zwartą konsystencję). Doprawiamy solą i pieprzem, obtaczamy w bułce tartej i smażymy.


Kotlety z ryżu i sera
Potrzebne składniki to ryż, koperek, cebula, ser żółty, sól, pieprz, jajko, bułka tarta.
Ryż (ok 3-4 łyżek) gotujemy z przyprawami lub kostką bulionową. Cebulę siekamy i szklimy na oleju. Ser ścieramy na tarce (ilość wg uznania, ja dodałam ok 80-100 g).
Do ciepłego ryżu dodajemy starty ser, posiekany koperek, cebulkę, surowe jajko i tyle bułki, aby otrzymać zwartą masę. Doprawiamy solą i pieprzem. Kotleciki obtaczamy w bułce tartej i smażymy na oleju. Są przepyszne!


Kotlety z kurczaka-inne niż zwykle
Potrzebujemy-jedno duże udko z kurczaka (lub np.udko i podudzie,wyjdzie więcej), dużą pieczarkę, jajko, sól pieprz i bułkę tartą.
Udka gotujemy (można na nich zrobić rosół). Po ostygnięciu mięso drobno siekamy. Pieczarkę kroimy i podsmażamy na oleju. Dodajemy do kurczaka. Jajko roztrzepujemy,pół dodajemy do masy, pół zostawiamy do panierowania. Doprawiamy solą i pieprzem. Dodajemy bułkę tartą i formujemy kotleciki, które panierujemy i smażymy. Z tej porcji wychodzą dwa kotlety,więc lepiej od razu zwiększyć sobie ilość składników.


Kotleciki warzywne
Różne warzywa-np. marchew, brokuł, kapusta, kalafior, pietruszka gotujemy do miękkości (np.na parze). Następnie gnieciemy np. widelcem. Do masy dodajemy jajko i bułkę tartą aby uzyskać zwartą konsystencję. Doprawiamy solą i pieprzem. Formujemy kotleciki, obtaczamy w bułce tartej i smażymy.

Smacznego:)

sobota, 15 listopada 2014

Humor słowny część 2

Dziś kolejna porcja humoru słownego w wykonaniu mojego Filipka (rok i 8 miesięcy)

Filip z tatą ogląda reklamę Transformersów.
-Brum, brum- mówi
-Bleeeee (samochód przekształcił się w robota)
Tata: Głupie, nie?
Filip: No


Opowiadam mamie, że czyściłam wentylator w łazience i mówię, że były tam wielkie koty z kurzu.
Na co Filip: Miauuuu


Mówię Filipkowi, żeby wymienił jakie zna zwierzątka.
Filip wymienia: chrum chrum, miauuuuuu, ko ko, dziadzia:D


Ja: Filipek, co chcesz na kolację-kanapki czy kaszkę?
Filip: am, am


Filip powiedz "dzięki"
-dzięki
Powiedz dziadzia
-dziadzia
Powiedz sok
-kok
Powiedz spacer
-tap,tap



poniedziałek, 3 listopada 2014

Przeprowadzka

Za nami bardzo intensywne dni, czyli jak w tytule- przeprowadzka! Nie jest łatwo zmieniać dom z małym dzieckiem, ale dzięki pomocy rodziców daliśmy radę i nawet nie było tak najgorzej;)
Nareszcie jesteśmy na swoim. Do tej pory, jak pewnie wspominałam wynajmowaliśmy stancję. Jeszcze rok temu myśl o własnym M była bardzo odległym, wręcz nieosiągalnym marzeniem. Na szczęście los okazał się dla nas łaskawy (a może nie los, tylko Ktoś tam wysoko na górze?) Dziś już jesteśmy we własnym mieszkaniu. Nareszcie nie szkoda pieniędzy na meble, dodatki. Nawet sprzątać się chce;)
Na razie nie mamy jeszcze łóżka, ani regału. Śpimy na materacu, część rzeczy stoi w pudełkach, ale nawet widok tego bałaganu nas cieszy:)
Jestem zachwycona widokiem z okna. Mieszkamy na 7 piętrze i mamy widok na całe miasto! Pięknie to wygląda w nocy. Uwielbiam na to patrzeć. Nie mogę się doczekać lata i wieczornej herbatki na balkonie (całe życie chciałam mieć balkon!).
Filip przeprowadzkę zniósł bezproblemowo. To zamieszanie sprawiło, że był bardzo podekscytowany i ciężko było nad nim zapanować. Dwa dni zajęło mu wyciszenie się. Ale natychmiast zaakceptował tą zmianę w swoim życiu-nie marudził, normalnie zasypiał. Patrząc na niego miałam wrażenie, że potraktował zmianę domu zupełnie normalnie. Bardzo lubi swój pokój i widać, że się z niego cieszy. Myślę, że duże znaczenie miało to,że od długiego czasu tłumaczyliśmy Filipkowi,że będziemy mieli nowy dom,że będzie miał własny pokój. Chyba był po prostu na to przygotowany.
Sama przeprowadzka nie była taka straszna. Ale cały tydzień przed był już bardzo nerwowy. Sprzedający robili nam problemy z przekazaniem mieszkania-chcieli zostać w nim dłużej niż przewidywała umowa, kiedy się nie zgodziliśmy, robili problemy z ustaleniem godziny przekazania kluczy. Później złośliwie chcieli oddać nam klucze ostatniego dnia o godzinie 15. Kosztowało mnie to masę nerwów i stresu, psychicznie czułam się wykończona. Na szczęście ostatecznie otrzymaliśmy klucze o godzinie 11 i do wieczora wyrobiliśmy się z przewiezieniem wszystkich rzeczy.

Tak wygląda na razie pokój Filipka. Meble zostały po poprzednich właścicielach, za jakiś czas wymienimy je na jasne.


wtorek, 28 października 2014

Humor słowny

Filipek rozumie praktycznie wszystko, co do niego mówimy. Jednak jest jeszcze zbyt mały, żeby zrozumieć niektóre wyrażenia czy przenośnie. Często też wyrazy bierze zbyt dosłownie. Dziś mam dla Was kilka śmiesznych scenek z udziałem Fifcia.
Oto humor słowny w wykonaniu mojego syna.

Scenka I
Filipek siedział w wózku, bawił się butelką, do której wrzucił mniejszą zabawkę i próbował ją wydostać. Podpowiedziałam mu "weź do góry nogami". Na co mój synek podniósł do góry swoje nóżki.

Scenka II
Rozmawiałam z mężem o tym, że zapchał się zlew. Filip słysząc słowo zlew, zaczął wydawać dźwięk lwa.

Scenka III
Filipek strasznie rozrabiał, biegał i nawet na chwilę nie siadł. Spytałam go w końcu "Czy ty masz jakiś motorek w pupie?". Na co Filip usiadł i zaczął zaglądać w spodnie w poszukiwaniu motorka.

Scenka IV
U moich rodziców jest porcelanowy jeż, którym Filip lubi się bawić. Dziś Filipek zaczął pokazywać na regał (na którym ten jeż stoi), jednocześnie pokazując buzią jakby jadł. Na początku nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi. Długo próbowaliśmy dojść do porozumienia, aż nagle mnie olśniło. Filip chciał jeża, a dlaczego pokazywał jakby jadł? No bo "jeż", Filipek słyszy tak samo jak "jesz"! Rozbawił mnie tym do łez.

Postanowiłam zapisywać takie różne scenki. Kiedyś miło będzie do nich wrócić.


niedziela, 26 października 2014

Co nowego u Filipka?

Dawno nic nie pisałam o Filipku. Ale to jest taki wiek,że dziecko rozwija się w niesamowitym tempie, co chwila nabywa nowych umiejętności i ciężko to wszystko spisać. Mój syn kończy dziś równo 19 miesięcy. Jest taki mądry i wspaniały, że po prostu rozpływam się jak czekolada na słońcu, kiedy na niego patrzę. A mówić mogłabym o nim godzinami. Dobrze, że mam bloga, bo na żywo raczej mało kto by to wytrzymał;)
W wielkim skrócie napiszę wam, parę zdań o Filipie.

Charakter
Mój synek jest bardzo pogodnym i roześmianym dzieckiem. Jest niezwykle kontaktowy i otwarty, w ogóle nie boi się ludzi. Sam zaczepia obcych, na spacerach czy w sklepie. Często jadąc w wózku macha do ludzi:D Kiedy mamy gości od razu przynosi im swoje zabawki i zachowuje się zupełnie naturalnie. Jest po prostu sobą w każdej sytuacji. Cieszę się, że jest śmiały w kontaktach z ludźmi i nie chowa się za moją "spódnicą", kiedy pojawi się obca osoba. Również,kiedy my odwiedzamy kogoś,nie mamy żadnych problemów z Filipkiem. No może poza tym, że w obcym miejscu Fifi jest tak zaciekawiony wszystkim, że nie dajemy sobie rady z upilnowaniem go. Musi zajrzeć w każdy kąt, każdą szafkę otworzyć, wszystko obejrzeć. I biega na tych swoich małych stopkach, że czasem ciężko go złapać. Jeśli chcemy załatwić jakąś ważniejszą sprawę, Filipka musimy zostawiać u moich rodziców. Raz wzięliśmy go do banku-to był błąd, chcieliśmy z nim załatwiać sprawy z kupnem mieszkania-też błąd. Przy Filipie spraw się nie załatwia,przy Filipie ćwiczy się biegi i refleks;)
Ale,ale żeby nie było tak słodko to synuś ma też niezły charakterek. Jak sobie coś ubzdura to nie ma zmiłuj. Potrafi wymuszać płaczem, obrażaniem się, a nawet kładzie się na podłogę i żali się,jakby mu się krzywda działa. Staramy się nie ulegać takim zachowaniom. Kiedy Filip zaczyna histeryzować, biorę go za rączki i spokojnym tonem powtarzam, żeby na mnie popatrzył,bo chcę mu coś powiedzieć. Kiedy spojrzy i przestaje płakać, tłumaczę mu dlaczego danej rzeczy nie mogę mu dać.
Ma też już swoje upodobania, są rzeczy, które lubi i takie, których nie cierpi. Tyczy się to m.in ubrań- ostatnio nie lubi spodni ogrodniczek i jak tylko próbowałam mu włożyć, to był wrzask. Raz się udało, ale dotąd stał przy swojej szafce z ubraniami, ciągał się za te spodnie,że musiałam go przebrać. Nie lubi też niektórych moich swetrów-jak je nałożę,to jest tak nieszczęśliwy, próbuje mnie rozbierać i pokazuje na inne ubrania. Uwielbia za to czapki i swoje ciapki (po obudzeniu rano zawsze woła "kaaaaaaapki" ) :D Nie znosi też moich długich włosów, szczególnie mokrych oraz biżuterii.
Jest bardzo uczuciowy i straszny z niego pieszczoszek. Uwielbia się przytulać, chętnie rozdaje buziaki, lubi być głaskany i całowany szczególnie po uszach. Jest też czuły w stosunku do dzieci, zwierząt i zabawek-często je przytula,kołysze i całuje. Potrafi kołysać nawet naklejki z małym zwierzątkiem:)

Sen
Filipek zasypia zazwyczaj około 21, najczęściej kładziemy się razem z nim w naszym łóżku, często zasypia też w wózku. Po przeprowadzce spróbujemy nauki zasypiania w łóżeczku. Kiedy uśnie mocnym snem przekładamy go do łóżeczka. W nocy najczęściej przebudza się ok 4-5 rano i przychodzi do nas, czasami też śpi u siebie do rana. Wstajemy zazwyczaj około 7-7:30. Po obudzeniu jakieś pół godziny leżymy razem w łóżku, przytulamy się i oglądamy bajki lub teledyski dla dzieci. Drzemkę Filipek ma zazwyczaj około południa i śpi od 40 min do 2,5 godziny-drugą opcję lubię zdecydowanie bardziej.

Jedzenie
Od dawna nie gotuję już Filipowi oddzielnych obiadów, je to,co my. Na śniadanie zazwyczaj dostaje kanapeczki, kaszki mleczne, jajko itd. Raz na jakiś czas w ramach obiadu dostaje gotowe danie ze słoiczka (jeśli gotuję coś,czego nie chcę mu dawać-np.jakiś obiad na szybko z proszku, danie z grzybami itd). Uwielbia pieczywo, przy każdych wspólnych zakupach zawsze musi dostać jakąś bułkę (uwielbia paluchy czosnkowe i cebularze:D). Je również słodycze w niewielkich ilościach, a także chrupki, paluszki juniorki itd. Przepada za owocami, szczególnie jabłkami i malinami. Jeśli chodzi o jedzenie raczej nie mamy z nim żadnych problemów. Karmię go nadal piersią.

Mowa 
Filip mówi coraz więcej. Nawet nie próbuję już wypisywać wszystkich słów, które zna. Praktycznie każdego dnia mamy coś nowego-ostatnio kaliiii (kaloszki), Fifi, miś, dach, kok (sok). Często próbuje po nas powtarzać wyrazy. Zna wszystkie odgłosy zwierząt, literki A,M,T, a inne próbuje powtarzać. Podczas zabawy "nadaje" cały czas. Czasem mam z niego niezły ubaw, bo sam sobie zadaje pytania i sam odpowiada np.bawi się samochodem i pyta siebie "tędy?"-"kak" ;)

Zabawy
Jeśli chodzi o zabawki to numerem jeden są wszelkie układanki drewniane i puzzle. Świetnie sobie z nimi radzi, często potrafi ułożyć układankę bez naszej pomocy! Lubi też samochody i wózek na zakupy. Nie za bardzo interesują go klocki. Uwielbia książeczki-bardzo często je przynosi, aby mu czytać i oglądać obrazki. No i naklejki oczywiście, o tym pisałam już w poście Naklejkowe szaleństwo.


Lubi oglądać bajki-jego ulubione to Masza i niedźwiedź (czyli Lala), nowa Pszczółka Maja, Domisie, Jedyneczka, Mama i Ja, Miś i Margolcia oraz Kubuś Puchatek. Lubi teledyski z piosenkami dla dzieci.
Hitem jest także elektronika. Mąż, kiedy zajmuje się Fifciem wyciąga ze swojej szafy swoje rzeczy elektroniczne,części, sprzęty i tak razem przy tym siedzą nawet i 2 godziny. Aż się boję pomyśleć, co będzie jak Filip podrośnie.



Umiejętności
Nawet nie wiem od czego zacząć, tyle już tego jest. Filip rozumie praktycznie wszystko,co do niego mówimy. Wykonuje polecenia, wie,co gdzie jest w domu,co gdzie trzeba schować. Kiedy znajdzie papierek, wyrzuca go do kosza, brudne pranie wkłada do pralki, wyjmuje zmiotkę i zamiata podłogi. Wariuje na widok odkurzacza, biega za mnie z okrzykiem "ti,ti,ti", co oznacza,że on chce odkurzać (nadal o sobie mówi "ti" zamiast "ja"), strasznie płacze,kiedy odkurzacz chowam.


Rozumie,że nie można podchodzić jeśli mówię, że coś jest gorące, albo że tam jest prąd. Jest czyścioszkiem,kiedy tylko ubrudzi rączki, od razu wyciera w pieluszkę tetrową, albo biegnie do łazienki,żeby mu umyć. Potrafi pokazać, co w danej chwili chce. Woła kupę na nocnik, a czasem również siusiu. Wie, do czego służy praktycznie każda rzecz w domu oraz każda jego zabawka.
Próbuje sam jeść i pić z kubeczka. Uwielbia rozpakowywać zakupy. Moja mama nie może do nas przyjść bez siatki, bo Filip pierwsze co robi,to biegnie rozpakowywać:D
Potrafi odnaleźć odpowiednie kształty w sorterze, ułożyć drewnianą układankę, połączyć klocki, umyć samodzielnie ząbki, włączyć telewizor.


Wie,że nie można iść po ulicy, a przechodząc przez nią trzeba trzymać się za rączkę. Boi się, kiedy obok przejeżdża samochód.
Potrafi zrobić wiele min (zmarszczenie brwi, zmarszczenie noska, mrugnięcie oczkami, mina Gargamela,mina zdziwienia jak leci samolot itd), świetnie panuje nad mimiką twarzy. Zna mnóstwo gestów i sztuczek, szybko łapie szczególnie te głupie;D Ostatnio dziadzio go nauczył, że jak ksiądz dotknie go w nosek w kościele,to Filip ma zrobić "no no no":D Podłapał od razu.
Filip uwielbia chodzić na zakupy do Biedronki:D Kiedy miniemy sklep, nie wchodząc do środka, to krzyczy "tam,tam". Zna też drogę do moich rodziców, kiedy tylko wejdziemy na ulicę, którą zawsze chodzimy od razu powtarza "baba,dziadzia". Kiedy tą ulicę miniemy to też krzyczy "tam,tam".

Macie pewnie dość, więc więcej nie wypisuję. Każda jego umiejętność nieustannie mnie zachwyca i ciężko mi uwierzyć, że ten mój maleńki, dwukilogramowy noworodek jest już takim mądrym chłopcem:)
Jeszcze tylko dodam, że Filipek ma 8 ząbków- 5 na górze i 2 na dole. Póki co każdy z nich wyszedł zupełnie bezobjawowo.

Ostatnio mało piszę na blogu, ale pochłaniają mnie przygotowania do przeprowadzki-to już za kilka dni! Ciekawa jestem jak Filip zareaguje na nowe mieszkanie. Codziennie mu tłumaczymy,że będziemy mieli nowy dom, a Filipek swój własny pokoik.

czwartek, 16 października 2014

Wycieczka do Warszawy

Jesienną porą wybraliśmy się na wycieczkę do naszej pięknej stolicy. Szczerze mówiąc zupełnie tego nie planowaliśmy. Ale kiedy okazało się, że moja siostra nie ma jak dojechać na lotnisko, to pomyśleliśmy "czemu nie?". Tym bardziej, że płaciła za paliwo. I tym sposobem w środku tygodnia zrobiliśmy sobie rodzinny wypad.
Plan był taki, że wyjedziemy w nocy, zostawimy siostrę na lotnisku (miała być tam o 6), a sami pojedziemy zwiedzać Warszawę. Jednak okazało się, że godzina wylotu została zmieniona i Paulina musiała być na lotnisku już o 4 rano. Nie było więc opcji, żeby od 4 chodzić po mieście, a tym bardziej siedzieć z dzieckiem w samochodzie. Z tego powodu postanowiliśmy pojechać dzień wcześniej i przenocować u naszej cioci. 
Jak to zwykle bywa,wyjechaliśmy później niż było zaplanowane, droga się dłużyła i u cioci byliśmy dopiero o 20:30. Filipek był niesamowicie dzielny! Nie spał całą podróż, usnął dopiero 15 minut przed końcem trasy. Miałam nadzieję, że na śpiocha przeniosę go do mieszkania i będzie spał już do rana. Jednak, kiedy tylko zobaczył,że jest w obcym domu błyskawicznie przeszła mu ochota na spanie. Zaczął biegać, zwiedzać, otwierać wszystkie szafki (przy okazji stłukł cioci wazon:/). Na szczęście później położył się grzecznie spać. Obudził się jedynie w nocy, kiedy moja siostra szykowała się do wyjścia (ale nie ma się co dziwić-potwornie hałasowała!).
Rano zjedliśmy u cioci śniadanie  i wyruszyliśmy do samego centrum Warszawy. Mąż musiał załatwić służbową sprawę w ambasadzie. Na szczęście okazało się, że obok jest park-Ogród Krasińskich, więc mieliśmy gdzie pospacerować. 







Później postanowiliśmy wybrać się do zoo. Początkowo myśleliśmy o Starówce lub Łazienkach, ale doszliśmy do wniosku, że Ogród Zoologiczny dużo bardziej zainteresuje Filipka. I nie myliliśmy się. Filip był bardzo zadowolony i z dużym zainteresowaniem oglądał zwierzęta. Najbardziej spodobało mu się wielkie akwarium, w którym przy samej szybie pływały ryby.















Po zwiedzeniu zoo skierowaliśmy się na cmentarz. Jest tam pochowana moja siostra cioteczna, która zmarła 5 lat temu na białaczkę. Do dziś nie mogę pogodzić się z jej odejściem...Rzadko mam okazję odwiedzać jej grób, ale jak już jestem w Warszawie, jest to dla mnie punkt obowiązkowy.
Prosto z cmentarza zebraliśmy się w drogę powrotną. Baliśmy się warszawskich korków, ale na szczęście nie było tak źle. Filip usnął jak tylko ruszyliśmy i spał uwaga-do momentu wyjazdu z Warszawy. A później aż do Lublina nie zmrużył oka. Na szczęście bardzo lubi podróżować i nie mamy z nim większych problemów nawet przy dłuższej trasie. Choć wiadomo, że momentami zaczyna marudzić i cały czas muszę go czymś zajmować. Za jakiś czas koniecznie będziemy musieli kupić tablet i specjalne uchwyty do jego zamontowania w aucie, dzięki czemu synek będzie mógł w podróży oglądać np. bajki czy piosenki dla dzieci.
Do domu wróciliśmy przed 20, potwornie zmęczeni, a jednocześnie zadowoleni z wycieczki. W tym sezonie to pewnie już ostatnia. Choć liczę na to, że jesień jak najdłużej będzie nas rozpieszczała piękną pogodą!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...