czwartek, 21 kwietnia 2016

Anioł Stróż idzie do szkoły

Anioł Stróż zaspał na rozpoczęcie roku szkolnego w szkole dla aniołów. Nie chcąc zrobić złego wrażenia już pierwszego dnia z pośpiechem zaczął szykować się na lekcje. Pędził do szkoły, aż po drodze natknął się na dziurę w chmurach. Zbyt pewny siebie chciał ją przeskoczyć i wtedy....spadł na ziemię, prosto do ogródka Antka....

Tak zaczyna się pełna humoru opowieść o Aniele Stróżu, który przez przypadek znalazł się na ziemi. Tam poznał Antka-chłopca, którym się opiekował. Antek i Anioł od razu znaleźli wspólny język. Najpierw przyrządzili sobie coś do jedzenia, a następnie postanowili znaleźć sposób na to, aby anioł mógł powrócić do nieba. Nie było to takie łatwe, w biurze podróży nikt nie chciał z nimi rozmawiać,a  rakieta okazała się niesprawna...Na szczęście z pomocą przybył Anioł Wychowawca, który pomógł niesfornemu aniołkowi w trudnej sytuacji.


"Anioł Stróż idzie do szkoły" to pierwszy tom nowego cyklu książeczek od wydawnictwa Promic. Można powiedzieć, że to książka jeszcze ciepła, bo została wydana w tym miesiącu.
Ja jestem nią zachwycona! Ładnie wydana, napisana lekkim językiem, okraszona przyjemnymi ilustracjami. Historia ciepła i zabawna, która zachwyci każde dziecko, od przedszkolaka do starszaka. Może być świetnym dodatkiem do prezentu na Komunię.
Wyobraźcie sobie, że choć książeczka ma 60 stron, to mój trzylatek wysłuchał całej. Był tak zainteresowany całą historią, że kazał mi czytać i czytać. Bardzo mu się spodobała.
Dzięki dużej czcionce ta książka idealnie sprawdzi się dla dzieci, które zaczynają samodzielne czytanie.
Polecam z całą odpowiedzialnością!

Kilka informacji o książce:
Autor: Edmond Prochain
Wydawnictwo: Promic
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Cena: 14,90 zł
Książkę znajdziecie tutaj






poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Nauka czytania metodą Glenna Domana

Jakiś czas temu na facebooku pokazałam Wam materiały do nauki czytania, które otrzymałam od wydawnictwa WczesnaEdukacja .Dziś chciałabym nieco dokładniej omówić zarówno samą metodę, jak i otrzymany zestaw.

Zacznijmy od tego na czym polega metoda czytania Glenna Domana. W skrócie wygląda to tak- pokazujemy dziecku 3 razy dziennie zestaw kart ze ściśle określoną treścią. Ten zestaw codziennie modyfikujemy wg schematu- dokładamy kartę i zabieramy. Dziecko zapamiętuje brzmienie wyrazu oraz jego wygląd. Są trzy różne harmonogramy nauki, różniące się intensywnością. Ja zdecydowałam się na najprostszą wersję, w której każdego dnia pokazuję Filipkowi 5 słów. Harmonogramy dołączone są do zestawu kart, w każdym jest rozpiska na wszystkie dni.




Naukę czytania można rozpocząć już z niemowlakiem, jednak ze względu na to, że oczka malucha są jeszcze niedojrzałe warto zacząć od zestawu kart kontrastowych, które stymulują rozwój wzroku. W zestawie jest 12 kart o wymiarach 28x28 cm. Taki zestaw kosztuje 36 zł.


Wracając do samej nauki czytania- jej powodzenie jest uzależnione od kilku zasad:
-musimy naprawdę wierzyć, że możemy nauczyć dziecko czytać
-to ma być dobra zabawa zarówno dla nas, jak i dla dziecka. Nie na siłę, nie z nastawieniem na spektakularne efekty, bez nerwów, bez stresu, zawsze z uśmiechem.
-jednorazowa zabawa powinna zająć kilka sekund, ale odbywać się często
-zabawę kończymy zanim zechce zakończyć ją dziecko (w poradniku napisane jest nawet, że to najważniejsza zasada)
-dostosowujemy tempo nauki do możliwości dziecka
-nie sprawdzamy malucha, nie każemy mu czytać, nie odpytujemy, nie prosimy, aby pokazało, co potrafi. To jest stresujące i zniechęcające.

Jeśli chodzi o sam sposób prezentowania dziecku kart, o warunki nauki wszystko dokładnie omówione jest w poradniku dołączonym do zestawu. W skrócie- nie zaczynamy zabawy, kiedy dziecko jest np. nie w humorze, zmęczone czy chore. Karty pokazujemy szybko, nie każemy maluchowi wpatrywać się, ani powtarzać słów. Podobno dzieci błyskawicznie wszystko kodują w pamięci. Bardzo ważna jest systematyczność.



Tak jak wspomniałam już wyżej, nie należy sprawdzać i odpytywać dziecka. Jednak efekty pracy możemy sprawdzić w formie zabawy, tak, że maluch nawet się nie zorientuje. W poradniku jest podpowiedź, aby zrobić to w formie zagadek. Ja robię tak- rozkładam karty i zadaję zagadki np. kto w naszym domu robi najlepszą pizzę, kto dziś ma żółtą bluzkę. Filipek wskazuje właściwe słowo. Tzn nie zawsze właściwe, czasem się myli. Wtedy po prostu mówię- "zastanów się dobrze", albo "myślę, że to jednak nie ta karta", "oj chyba to nie mama robi najlepszą pizzę, tylko tata, tylko gdzie jest ta karta z napisem tata".


Chodzi o to, żeby praca z kartami była dobrą zabawą i kojarzyła się dziecku pozytywnie. W poradniku są podpowiedzi na różne zabawy i gry językowe z wykorzystaniem zestawu. My bawimy się kartami np. w sklep. Filipek sprzedaje mi karty, najpierw je waży, skanuje i przyjmuje płatność;)



Warto też uatrakcyjniać naukę np. zabrać ze sobą karty na spacer. Trzeba pozwalać dziecku bawić się nimi, oglądać kiedy ma na to ochotę. Harmonogram jest tylko pomocą, nie trzeba ściśle się go trzymać, można modyfikować naukę pod potrzeby dziecka.


Zestaw do nauki czytania (Pakiet I) składa się z 200 kart (125 kart z pojedynczymi wyrazami i 75 kart z wyrażeniami dwuwyrazowymi). Karty są duże, napisy wyraźne w czerwonym kolorze. Dodatkowo w pakiecie znajduje się marker i 10 czystych kart, na których można wpisać np. imiona członków rodziny. Oprócz tego w zestawie jest poradnik dokładnie opisujący metodę oraz trzy różne harmonogramy nauki.
Cena tego zestawu to 136 zł. Możecie go znaleźć tutaj




W ofercie wydawnictwa znajduje się również Pakiet II, do kolejnych etapów nauki, a także karty do nauki języka angielskiego za pomocą tej metody. Metodą Glenna Domana możemy też uczyć dziecko liczyć! Zestaw do nauki matematyki możecie obejrzeć tutaj
Wydawnictwo WczesnaEdukacja oprócz zaprezentowanych przeze mnie zestawów oferuje też wiele różnych pomocy naukowych- od zabawek, poprzez książeczki (np. w języku angielskim), aż po tablice edukacyjne, a nawet materiały dla osób leworęcznych. Mi w ofercie wydawnictwa wpadły w oko naklejki z napisami, którymi można obkleić przedmioty domowe, aby jeszcze bardziej wspomóc naukę czytania naszego dziecka.
Koniecznie zajrzyjcie na stronę https://www.wczesnaedukacja.pl/ i popatrzcie jakie ciekawe rzeczy tam mają.



Dziękuję wydawnictwu WczesnaEdukacja za zaufanie oraz możliwość zrecenzowania zestawów.

niedziela, 17 kwietnia 2016

No to czas na córeczkę!

Jestem szczęśliwą mamą dwóch wspaniałych synów. Moje dzieci są piękne, zdrowe, mądre, wspaniałe, są dla mnie wszystkim i dzięki nim jestem szczęśliwą spełnioną kobietą. Ale...nie mam córki. Czy mi to przeszkadza? NIE! Ale zdaje się, że wszyscy wokół twierdzą inaczej.
Zaczęło się już od czasu, kiedy byłam w pierwszej ciąży i dowiedzieliśmy się, że będzie synek. Często słyszeliśmy- druga będzie córeczka. Może będzie, może nie będzie, myślałam sobie i nie zastanawiałam się nad tym. Drugie dziecko było dla mnie odległym tematem.
Później, kiedy Filipek rósł też często słyszeliśmy hasło o córce.
No i stało się, druga ciąża, planowana zresztą. Nie staraliśmy się o dziewczynkę, staraliśmy się o dziecko. W zasadzie było nam zupełnie obojętne jakiej będzie płci. Choć od razu czułam, że to drugi chłopak. Oczywiście słyszałam na każdym kroku życzenia dziewczynki. No bo parka to tak fajnie idealnie i w ogóle układ wymarzony.
Kiedy podczas usg dowiedziałam się, że na 100% noszę pod sercem chłopczyka cieszyłam się jak głupia. Biegłam w podskokach do domu. Drugi synek, zdrowy, wszystko w porządku. Filipek będzie miał brata, będą się razem bawić, będą najlepszymi kumplami, zawsze murem za sobą. Więź między braćmi, to coś wspaniałego, niepowtarzalnego. Takie myśli kłębiły mi się w głowie.
Ale znów, pomimo, że ja wprost kipiałam ze szczęścia, ludzie dookoła jakby mi współczuli, bo jak inaczej odbierać słowa- trzecia będzie córka, następnym razem się uda, do trzech raz sztuka...

Jestem mamą dwóch chłopców i ciągle słyszę, od rodziny, od znajomych, a nawet od dalszych osób o córce. Że za trzecim razem się uda, że trzeba próbować, stwierdzenia w stylu "teraz czas na córkę", "to teraz starajcie się o córeczkę", "kiedy siostrzyczka". Przykłady można mnożyć.
Wiem, że to takie ludzkie gadanie i oczywiście się tym nie przejmuję. Ale mimo wszystko jest to trochę wkurzające, że wszyscy wokół uważają, że POWINNIŚMY mieć córkę. Mamy synów i jesteśmy przeszczęśliwi. Czy brakuje nam do szczęścia córki? Nie. Być może kiedyś zdecydujemy się na trzecie dziecko. Na dziecko, nie na dziewczynkę. Najważniejsze, żeby było zdrowe, a jakiej będzie płci, to jest sprawa drugorzędna. Nie wiem, czy to trzecie w ogóle będzie. Na dzień dzisiejszy nie planujemy, ale nie mówimy też stanowczo nie.

Podobno każda kobieta marzy o córce. Być może. W pierwszej ciąży liczyłam na córeczkę. Byłam nawet zawiedziona, kiedy zobaczyłam atrybut męskości na usg. Jednak, kiedy urodził się Filipek zrozumiałam, że syn to największe szczęście na świecie;) I przestałam zupełnie marzyć o dziewczynce. Często powtarzałam, że mogłabym mieć samych synów. I nadal tak uważam. Syn to nie córka, córka to nie syn. Na pewno inaczej postrzega się dziewczynkę, inaczej chłopca. Jedno jest pewne- swoje dziecko kocha się najmocniej na świecie i kiedy tylko przychodzi na świat nasze marzenia co do płci zupełnie przestają mieć znaczenie.
Nie twierdzę, że nie chciałabym mieć córki, te wszystkie sukieneczki, spineczki, laleczki zachwycają chyba każdą kobietę. Nie jest to jednak dla mnie wielkim marzeniem, do którego spełnienia na pewno będę dążyć.
Liczę na to, że w przyszłości moi synowie pokochają wspaniałe wartościowe kobiety, które staną się dla mnie córkami. A ja mam nadzieję, że nie będę koszmarną teściową. 

Nie przejmuję się gadaniem i nie powiem gdzie mam zdanie innych na temat mojego życia. Zwyczajnie mnie jednak wkurza, że każdy wokół zdaje się myśleć, że lepiej ode mnie wie, co da mi prawdziwe szczęście. A tymczasem ja jestem szczęśliwa jako mama dwóch synów i do mojego macierzyńskiego szczęścia nic mi nie brakuje.




sobota, 16 kwietnia 2016

Wygraj wielorazowy podkład do przewijania od Pupus

Kilka miesięcy temu opisywałam wam wielorazowe podkłady do przewijania, które kupiłam w sklepie Pupus .Ten post znajdziecie tutaj
Dziś po kolejnych kilku miesiącach użytkowania nadal jestem zachwycona tym produktem i nie wyobrażam sobie przewijania bez tego podkładu. Jednorazówki nie dorastają matom od Pupus do pięt.
Podkłady są śliczne, miękkie, funkcjonalne, mega trwałe i jak dla mnie niezbędne. Towarzyszą nam zarówno w domu, jak i na wyjazdach.


Dziś mam dla Was fantastyczną niespodziankę. Razem z marką Pupus przygotowałam dla Was konkurs, w którym możecie wygrać jeden wybrany przez siebie podkład z oferty sklepu!
Zasady są bardzo proste. Aby wziąć udział w konkursie:

1. Polub profil Pupus oraz Mama Filipka na facebooku
2. Odpowiedz na pytanie: Jakich rad dotyczących przewijania udzieliłabyś świeżo upieczonej mamie? 

Będzie mi też bardzo miło jeśli udostępnisz post konkursowy na facebooku i zaprosisz znajomych do wspólnej zabawy (nie są to warunki konieczne).

Osoba, której wypowiedź najbardziej spodoba się naszemu sponsorowi otrzyma wybrany przez siebie podkład wielorazowy. Jest o co powalczyć, bo podkłady są śliczne- zobaczcie sami klik 
Dodatkowo wśród wszystkich uczestników konkursu wylosuję jedną nagrodę pocieszenia w postaci książeczki z serii Bardzo mądry maluch.
Swoje odpowiedzi możecie zamieszczać w komentarzach pod tym postem lub na facebooku pod postem konkursowym.
Koniecznie zapoznajcie się z regulaminem konkursu!
Bawimy się do 30 kwietnia.
Powodzenia i do dzieła! 

Dziękuję serdecznie pani Agacie ze sklepu Pupus. pl za zasponsorowanie nagrody do konkursu.






Regulamin konkursu:


1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga www.mama-filipka.blogspot.com oraz sklep Pupus.pl, który jest sponsorem nagrody.
2. Nagrodą w konkursie jest wybrany przez zwycięzcę podkład z oferty sklepu Pupus.
3. Wysyłka nagrody możliwa jest tylko na terenie Polski. Koszt wysyłki pokrywa sponsor konkursu.
4. Aby wziąć udział w konkursie należy wypełnić wszystkie jego warunki wymienione w treści posta konkursowego. W przypadku nie dopełnienia któregoś z punktów osoba zostaje wykluczona z konkursu.
5. Osoby, których polubienia znikną po zakończeniu konkursu zostają wykluczone z możliwości brania udziału w kolejnych konkursach organizowanych przez autorkę bloga www.mama-filipka.blogspot.com.
6. Konkurs trwa od dnia 16.04.2016 do dnia 30.04.2016 do godz. 23:59. 
7. Zwycięzca zostanie wybrany przez autorkę blogaoraz sponsora konkursu najpóźniej do dnia 06.05.2016. Wyniki zostaną opublikowane na blogu.
8. Zwycięzca konkursu po poinformowaniu o wygranej zobowiązuje się do podania swoich danych adresowych w celu wysyłki nagrody. Dane te nie zostaną wykorzystane do innych celów ani przekazane osobom trzecim.
9. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do zmian w niniejszym regulaminie, bez podawania przyczyny jak również do odwołania konkursu w przypadku zbyt małej liczby zgłoszeń (poniżej 15 osób)
11. Niniejszy konkurs nie jest grą losową ani zakładem wzajemnym, w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r.(Dz.U.2010.127.857)
12. Udział w konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.
13. Facebook nie uczestniczy w organizacji konkursu, nie jest sposnorem nagrody. Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za dzialania Organizatora w związku z przeprowadzanym konkursem.
 


piątek, 15 kwietnia 2016

Piękne polskie bajki

"Cudze chwalicie, swego nie znacie" głosi znane przysłowie. I wiele w nim prawdy, co możemy zauważyć chyba w każdej dziedzinie życia.
Zachwycamy się zagranicznymi bajkopisarzami, kupujemy książki tłumaczone na polski z innych języków. A zapominamy, że wśród naszych rodaków mamy wielu uzdolnionych pisarzy, i tych dawniejszych i tych współczesnych. Kilka takich polskich bajek zostało zebranych w książce "Piękne polskie bajki" wydawnictwa Siedmioróg.


W książce znajdziecie 8 bajeczek- Jak to ze lnem było, Misio i Plastuś, Psotny źrebaczek, Kichający strach na wróble, Pan Twardowski, Zakochany Pióropusz, Na jagody, Świerszczykowy kram. Każda z nich jest pięknie ilustrowana, co dodaje książce wielkiego uroku. Chyba wszystkie dzieci lubią kolorowe obrazki. Mojemu Filipowi najbardziej spodobała się bajka o psotnym źrebaczku, który wbrew przestrogom mamy wybrał się sam do lasu. Czytaliśmy ją już kilkanaście razy, a jemu jeszcze nie dość;)
Te bajki nie tylko bawią, ale i uczą, a to jest dla mnie bardzo ważne. Nic nie zastąpi dobrej, mądrej książki. Pozwalają na przeniesienie się w czasie i poznanie choć odrobiny polskiej ludowości i historii. Niektóre z nich na pewno pamiętacie ze swojego dzieciństwa. Chociażby Na jagody było kiedyś lekturą obowiązkową. Plastusia też na pewno znacie i możecie go spotkać ponownie na kartach tej książki, w bardzo króciutkim opowiadaniu. Są też bohaterowie całkiem nowi jak wspomniany źrebaczek, czy Pióropusz-uroczy pan wiewiórek, który postanowił znaleźć swoją drugą połówkę i założyć rodzinę. Spotkacie tutaj również stracha na wróble, który cierpiał na alergiczny katar, czy świerszcza, który był biedny i za radą odpustowego dziadka założył kram. Każda z tych opowieści jest inna, w każdej znajdziecie inną historię i innych bohaterów. Niektóre z nich są napisane wierszem, niektóre w formie opowiadania. Mój Filipek zdecydowanie gustuje w tych drugich.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Siedmioróg
Oprawa: twarda
Liczba stron: 112
Cena: 15,99 zł

Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj










poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Mama czyta- "Niespokojnie kości"


Zapraszam was na niezwykłą podróż w mroki średniowiecza. W czasy, kiedy życie toczyło się zupełnie innym rytmem, gdzie każdy dzień był walką o przetrwanie.
W tej podróży spotkacie Hugha, który opowie wam o swoim niezwykłym życiu. Był czwartym synem ubogiego rycerza, nie miał więc zbyt ciekawych perspektyw na życie. Wtedy najważniejszy był pierworodny, jemu należało się wszystko. Miał być księdzem, ale nie czuł się na siłach, aby odpowiadać za czyjąś duszę. Postanowił więc zająć się ciałem i został chirurgiem. Początkowo nie miał zbyt wielu pacjentów, ale pewnego dnia dzięki przypadkowi mógł zastosować swoje metody do wyleczenia szlachcica. Ten z wdzięczności za uratowanie nogi zaproponował medykowi przeniesienie się na jego włości. Wkrótce w zamkowym szambie znaleziono zwłoki młodej dziewczyny. Lord Gilbert, znając wielką wiedzę i umiejętności Hugha powierzył mu rozwiązanie zagadki. Młody lekarz miał ustalić, do kogo należy odnaleziony szkielet i odnaleźć zabójcę.
Czy mu się to udało tego oczywiście nie zdradzę, nie popsuję radości czytania i tego oczekiwania w napięciu na rozwój wydarzeń. Ale gwarantuję, że ta powieść dostarczy dreszczyku emocji. Cała historia jest naprawdę ciekawa, a smaczku dodają jeszcze opisy pracy średniowiecznego lekarza.
Czyta się  bardzo szybko, wciąga dosłownie od pierwszej strony. Ciężko się oderwać od lektury. Dużą zasługę ma w tym pierwszoosobowa narracja, dzięki której jeszcze bardziej możemy wczuć się w rozwój wydarzeń i wejść "w związek" z głównym bohaterem, poznać jego myśli, rozterki.
Dla mnie czytanie tej powieści było ogromną przyjemnością i polecam każdemu, kto lubi dobre książki z zagadką w roli głównej. Idealna dla miłośników historii mających miejsce w dawnych czasach. Ja uwielbiam czytać tego typu powieści, a średniowiecze to jedna z moich ulubionych epok. Z niecierpliwością czekam na przeczytanie kolejnego tomu i na pewno podzielę się z wami moimi wrażeniami z lektury.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic
Autor: Melvin R.Starr
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 304
Cena: 34,90 zł
Książka na stronie wydawnictwa kliknij tutaj




sobota, 9 kwietnia 2016

52 historie o zwierzętach




Leoś, malutki koala obudził się i zauważył, że nigdzie nie ma jego mamy. Zaczął płakać i wiercić się, aż spadł z drzewa. Natknął się na węża, który próbował go pocieszyć śpiewając piosenkę. Niestety to nie pomogło, bo miś dalej tęsknił do mamy. W pewnej chwili podeszła do niego przemiła kangurzyca, a z jej kieszeni wysunął główkę mały kangurek Pim-Pam. Kiedy kangurzyca wyjaśniła synkowi, że Leoś się zgubił, kangurzątko zaprosiło go do kangurzej torby. Tam miś koala bezpiecznie zaczekał na swoją mamusię.

To streszczenie jednej z 52 historyjek zawartych w książce. Filipkowi ta bajeczka tak się spodobała, że musiałam mu czytać kilka razy pod rząd.
Bohaterem każdej bajki jest jakieś zwierzątko, a to kura, a to krowa, słoń, żółw, łasiczka, pająk, kotek, pingwin, świnka i wiele wiele innych. Tematyka historyjek też jest bardzo różnorodna i dotyka wielu tematów. Z każdej z nich płynie też jakaś nauka, niektóre są zabawne, inne bardziej "życiowe". Długość bajek jest różna- są takie, które ciągną się przez kilka stron, oraz takie, które składają się z zaledwie kilku zdań. Lubię takie książki, bo można dostosować czytanie do sytuacji. Wiadomo, czasem dziecko ma ochotę poleżeć i wysłuchać dłuższych opowiadań, a czasem udaje się je zatrzymać w codziennym biegu zaledwie na chwilkę. Chyba każdy z nas to zna.
Opowiadań jest 52 i każde z nich jest uzupełnione pięknymi, kolorowymi ilustracjami.
Książka jest pięknie wydana, może być świetnym prezentem. Doskonale nadaje się do domowej biblioteczki, jestem przekonana, że każde dziecko znajdzie w niej bajki dla siebie.

Kilka informacji o książce:
Autor: Ewa Mirkowska
Wydawnictwo: Siedmioróg
Okładka: twarda
Liczba stron: 136
Cena: 19,99 zł
Książka na stronie wydawnictwa: klik








czwartek, 7 kwietnia 2016

Najlepsze kotlety (wg Filipka)

Dawniej Filip był złotym dzieckiem do jedzenia. Ostatnimi czasy jednak sytuacja się zmieniła i mój synek zrobił się bardzo wybredny. Wiecznie wszystkiego nie lubi, ciężko go namówić do jedzenia. Niby nie jest niejadkiem, ale coraz trudniej dogodzić jego podniebieniu. Czasem brak mi już pomysłów, co mu przygotować. Dziś na szybko wymyśliłam kotlety, które okazały się prawdziwym hitem!
Filipek stwierdził "że to najlepsze koklety jakie jadł". A więc dzielę się z wami moim wymysłem na kotlety kurczakowo-jaglane.

Trzy podudzia z kurczaka, na których gotowałam rosół, obrałam z mięsa i pokroiłam na drobno. Na oleju zeszkliłam cebulę posiekaną w drobniutką kosteczkę (żeby księciunio jej nie wyczuł,bo przecież cebula jest na liście "nie lubię"). W międzyczasie ugotowałam kaszę jaglaną (4 solidne łyżki).
W misce zmieszałam pokrojone mięso, cebulę, odsączoną kaszę jaglaną. Do tego dodałam surowe jajko i trochę otrębów żytnich. Wszystko przyprawiłam po trochu solą ziołową, curry, przyprawą do kurczaka, gałką muszkatołową i papryką słodką. Do tego dodałam trochę bułki tartej, aby zagęścić. Uformowałam kotleciki, które po obtoczeniu w bułce usmażyłam.
Kotlety podałam z ziemniakami i ugotowaną na parze marchewką z masłem.
Wyszło pyszne!
Kotleciki mają fajną, lekką konsystencję, są łatwe do pogryzenia dla dziecka (mój Filip często z mięsa robi "gumę"). Synek zjadł cały obiad bez namawiania i co chwila powtarzał, że to jest pyszne.
Chyba to danie na stałe rozgości się w naszej kuchni.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...