piątek, 31 maja 2013

Darmowe próbki

Niektóre firmy oferują darmowe próbki produktów dla dzieci.
Ja niedawno otrzymałam próbki kosmetyków Johnson Baby oraz Sudocrem.

Jak otrzymać próbki?

Aby dostać kosmetyki Johnson's Baby trzeba złożyć zamówienie na stronie https://www.johnsonsbaby.com.pl/products,zamow.html

 Aby otrzymać próbkę Sudocremu trzeba napisać prośbę o próbki na maila podanego na stronie http://www.sudocrem.com/poland/kontakt.php
Kosmetyki przychodzą po kilkunastu dniach:)

środa, 29 maja 2013

Wizyty u lekarzy

Mając malutkie dziecko musimy pogodzić się z faktem, że będziemy częstymi gośćmi u wszelkiego rodzaju lekarzy. Dziś kilka słów na temat tego jak wyglądały te wizyty i badania u nas.
A więc po kolei:

Jak zapisać dziecko do przychodni?
Każdy maluszek podczas wypisu ze szpitala otrzymuje oprócz karty informacyjnej opisującej pobyt na oddziale także swoją własną książeczkę zdrowia. Po powrocie do domu należy w wybranej przez siebie przychodni zgłosić fakt, że urodziło nam się dziecko. U nas Filipka zapisała moja mama, która mieszka bliżej przychodni od nas. Od razu umówiła się też z położną na wizytę patronażową.

Wizyta położnej
Kilka dni po tym jak wróciliśmy ze szpitala do domu przyszła do nas bardzo sympatyczna położna. Obejrzała maluszka dokładnie, wyjaśniła co jeść karmiąc piersią, jak kąpać. Zostawiła mnóstwo broszurek informacyjnych i jakieś darmowe próbki kosmetyków oraz kazała tydzień później przyjść do przychodni na kontrol.

Pierwsze wizyty u pediatry
Podczas pierwszej wizyty Filipek został zważony oraz dokładnie przebadany przez panią doktor. Pielęgniarka podała nam też datę pierwszego szczepienia. Dostaliśmy też skierowanie do ortopedy.
Niestety trafiła nam się niezbyt udana pani doktor, która twierdziła, że Filip za mało przybiera na wadze (przybierał 0,5 kg na tydzień, więc wg mnie bardzo dużo), że mam go karmić jak tylko zapłacze (widocznie nie wie o tym, że dziecko płacze nie tylko z głodu), że jak będzie miał pół roku to wprowadzać tylko kaszę manną na wodzie i absolutnie nic więcej oraz karmić piersią najmniej rok czasu (wg mnie to indywidualna decyzja każdej mamy ile będzie karmić i nikomu nic do tego). A co najgorsze nie pofatygowała się, żeby umyć ręce przed zbadaniem dziecka. Na szczęście nie jest to lekarka do której Filipek jest zapisany na stałe, tylko niestety w tej przychodni jest tak, że zdrowe dzieci są przyjmowane na zmianę przez wszystkie lekarki i nie zawsze trafia się na swoją.

Wizyta u ortopedy
Na wizytę u ortopedy trzeba było zapisać się ze sporym wyprzedzeniem. Nasza wizyta wypadła jak Filip miał 6 tygodni. Pan doktor obejrzał plecki maluszka, nóżki, obmacał główkę, szyjkę, a następnie zrobił usg bioderek. Filipek był niezwykle grzeczny:) Na szczęście lekarz okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem z bardzo dobrym podejściem do dzieci, wbrew temu co można na jego temat wyczytać w internecie. No i najważniejsze, że z synkiem wszystko dobrze. Następna wizyta kontrolna w lipcu.

Pierwsze szczepienie
To było bardzo nieprzyjemne:( Podczas pierwszego szczepienia dziecko jest kłute aż trzy razy-w prawą rączkę oraz w obydwie nóżki. To było okropne patrzeć jak pielęgniarka wbija igłę w ciałko mojego synka, który tak strasznie zaczął płakać i wtulać się we mnie. W przychodni trzymałam się dzielnie, uspokajałam Filipka, dałam mu cyca na pocieszenie, ale w domu nie wytrzymałam i się popłakałam. Filipek przez całe popołudnie był niespokojny, zaczynał płakać jak tylko się od niego ruszyłam, w dodatku jedna nóżka troszkę mu spuchła. Na szczęście nie gorączkował. Uspokoił się dopiero wtedy, kiedy położyłam się razem z nim spać. Kolejne szczepienie za 4 tygodnie, czyli po 6 tygodniach od poprzedniego. Już mam ciary na samą myśl o tym;/

Wizyta u neurologa
Jako, że Filip jest wcześniakiem to przy wypisie ze szpitala kazano nam go skonsultować neurologicznie za kilka tygodni. Wczoraj właśnie mieliśmy wizytę. Poszliśmy do prywatnej kliniki, żeby uniknąć czekania w kolejce (na fundusz czeka się podobno 2 miesiące na wizytę!). Pani doktor okazała się bardzo sympatyczną osobą, wyjaśniła wszystkie wątpliwości i dokładnie zbadała Filipka. Sprawdziła wszystkie odruchy, napięcie mięśniowe i stwierdziła, że wszystko jest w najlepszym porządku! Kamień z serca:) W szpitalu straszyli, że z małym jest coś nie tak, bo się układa na jedną stronę, kazali go kłaść w taki wałeczek z kaszy gryczanej, żeby nie mógł główki odkręcać (nie robiłam tego), a tymczasem lekarka powiedziała,że takie zachowanie jest normalne i fizjologiczne do 3 miesiąca i absolutnie nie trzeba robić żadnych ćwiczeń korygujących. Także nasz synek rozwija się jak najbardziej prawidłowo. Pani doktor w pewnym sensie potwierdziła też moje przypuszczenia, że ciąża była źle policzona i Filip nie jest wcześniakiem, bo sama była zadziwiona jak przeczytała w karcie informacyjnej ze szpitala, że od początku dźwigał główkę.

Kolejna wizyta która nas czeka oprócz szczepien i ortopedy, to wizyta u kardiologa, za jakieś 2 miesiące.

Na koniec jeszcze kilka przykładów jak to nie zawsze trzeba słuchać lekarzy:
Kiedy przyszła do nas położna na wizytę patronażową stwierdziła,że Filip ma za suchą skórę, że musimy mu kupić emolienty do kąpieli i balsamy nawilżające. Tydzień później u pediatry usłyszałam od lekarki,że skórka pięknie się złuszcza i absolutnie nie stosować żadnych emolientów, balsamów itd. bo tak ma być:D Ta sama położna kazała kąpać dziecko tak, żeby woda w wanience sięgała mu do paszek. Hmm jakoś mi się to nie widzi, my zawsze lejemy tyle wody, aby sięgała do pasa i nie więcej.

Ta sama lekarka twierdziła, że Filip za mało przybiera na wadze (pisałam o tym wcześniej). Dwa tygodnie później kiedy badała go inna lekarka, powiedziała, że dziecko pięknie przybiera:D Jak to określiła: "kawał chłopa z niego". Tak samo stwierdziła pielęgniarka. I bądź tu człowieku mądry!

Także czasem trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka na to co nam mówią, wysłuchać, a w rezultacie i tak zdać się na swoją intuicję;)

wtorek, 28 maja 2013

2 miesiące Filipka

W niedzielę 26 maja Filipek skończył równo dwa miesiące. Dziś ma dokładnie 9 tygodni. Co się zmieniło przez ten czas?
Przede wszystkim niesamowicie urósł. Przy urodzeniu ważył 2380g, a dwa tygodnie temu już 4430g, teraz pewnie ma już ponad 5 kg:) Urósł o jakieś 7 cm, a główka w obwodzie powiększyła się o 5,5 cm. Wiele pięknych ciuszków zostało już schowanych dla następnego dzidziusia, bo Filipka już się w nie da wcisnąć;)
Co poza tym? Zaczął się pięknie uśmiechać! Na początku były to tylko delikatne uśmieszki, ale od kilku dni potrafi śmiać się całą buzią, kiedy się do niego mówi. Bardzo lubi patrzeć na kolorowe zabawki, po kilka minut dziennie bawi się nawet na macie edukacyjnej. Uwielbia muzykę, szczególnie płytę z kołysankami (czyżby dlatego, że już w ciąży często jej słuchałam?). Pięknie dźwiga główkę, kiedy leży na brzuszku, ale też fakt, że dźwigał ją od początku tylko wiadomo, że w dużo mniejszym stopniu.
Poza tym straszny z niego żarłoczek i pieszczoch. Przy cycu mamusi mógłby leżeć 24 godziny na dobę. Czasem w dzien nie mogę go położyć spać, bo jak tylko się od niego ruszę to od razu marudzi. Ale ja przecież nie mogę cały dzień się lenić w łóżku, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia.
Jest kochany i coraz fajniejszy:) Niesamowicie jest patrzeć jak się rozwija i coraz to osiąga nowe umiejętności!

środa, 22 maja 2013

Karmienie piersią

Kiedy byłam w ciąży nasłuchałam się strasznych historii na temat karmienia piersią- że to boli, że krew leci itd. Nie ukrywam, że bałam się karmienia strasznie. A jak wyszło w praktyce?

Filipka zaczęłam karmić dopiero w trzeciej dobie jego życia, ponieważ dopóki był w inkubatorze nie miałam w ogóle pokarmu. Bałam się, że mleko w ogóle się nie pojawi przez to,że psychicznie nie byłam jeszcze przygotowana na urodzenie dziecka, a wiadomo, że psychika w tym przypadku odgrywa bardzo dużą rolę. Na szczęście kiedy maluszek został do mnie przyniesiony natura zadziałała i pojawiło się pierwsze mleko-siara.
Początki karmienia były strasznie trudne. Dlaczego? Nie potrafiłam prawidłowo przystawić dziecka do piersi, a Filipek też nie za bardzo jeszcze wiedział o co chodzi. Poprosiłam położną o pomoc i pech chciał, że trafiłam na jakąś niekompetentną osobę, która źle mi pokazała jak przystawiać dziecko;/ W rezultacie skończyło się na bólu i popękanych sutkach. Dobrze, że następnego dnia inna położna pokazała mi jak karmić prawidłowo i od tej pory było już dużo lepiej.
Z czasem karmienie okazywało się coraz łatwiejsze, nie było bólu, nie było żadnej krwi. Znalazłam też najwygodniejszą dla siebie pozycję do karmienia i sposób, aby ten czas dodatkowo wykorzystać-kiedy karmię Filipka na leżąco, to jednocześnie czytam sobie książkę.
Wczoraj Filip skończył 8 tygodni i jak dotąd jego jedynym pożywieniem jest mleczko mamy:) Służy mu to bardzo- tydzień temu ważył już prawie 4,5 kg.
Co lubię w karmieniu piersią? Przede wszystkim to poczucie więzi z dzieckiem. Uwielbiam patrzeć na swojego synka jak zjada mleczko wpatrzony we mnie swoimi pięknymi, niebieskimi oczkami. Lubię też świadomość, że daję swojemu dziecku to co mogę najlepszego-naturalny pokarm, przeciwciała i poczucie bliskości.
Oczywiście są też minusy-ciężko się gdziekolwiek ruszyć bez dziecka, bo zaraz trzeba ściągać pokarm. Czasami też Filipek ma taki dzień, że mógłby leżeć przy cycu bez przerwy (ostatnio karmiłam go prawie 5 godzin!)- z tego co czytałam są to tzw. skoki wzrostowe, podczas których dzieci mogłyby jeść cały czas. Z jednej strony fajnie jest się polenić w łóżku z syniem przez pół dnia, ale z drugiej to przecież w domu też zawsze jest coś do zrobienia!
Sporo kontrowersji budzi karmienie w miejscu publicznym. Ja osobiście od kiedy zostałam mamą mam poczucie, że moje dziecko jest najważniejsze, ważniejsze od poczucia wstydu czy opinii innych ludzi. Jeśli zdarzy się taka sytuacja, że będę musiała małego nakarmić na ławce w parku czy innym miejscu, to po prostu tak zrobię. Tak samo jak czasem karmię synka, kiedy mamy gości. Mamy jednopokojowe mieszkanie, więc siłą rzeczy muszę karmić przy znajomych czy rodzinie. A wy, Drogie Czytelniczki jaką macie opinię na ten temat? Nakarmiłybyście swoje dziecko np. w miejscu publicznym?

A na koniec jeszcze kilka rzeczy bardzo przydatnych przy karmieniu:

Maść Bepanthen- doskonała na podrażnione sutki. Ja odczuwam ulgę po jednym posmarowaniu.
Wkładki laktacyjne. Osobiście używam wkładek Babydream dostępnych w Rossmannie i jestem bardzo zadowolona. Są grube, chłonne i przede wszystkim tanie. Dodatkowo są objęte rabatem dla uczestników programu Rossnę!
 Biustonosz do karmienia z odpinaną klapką. Chyba nie trzeba mówić dlaczego jest niezbędny.



Warto też zaopatrzyć się w ubrania do karmienia. Specjalne bluzki są niestety dość drogie. Warto więc po prostu kupić sobie kilka luźnych bluzeczek z dużym dekoltem lub rozpinanych na guziczki.

poniedziałek, 20 maja 2013

19 maja:)

Wczoraj mieliśmy z mężem pierwszą rocznicę ślubu. Niewiarygodne jak to szybko zleciało! Dopiero co nakładałam suknię ślubną i szalałam na weselu, a tymczasem już minął okrągły rok!
Pewnie gdyby tamtego dnia ktoś mi powiedział, że rocznicę będziemy świętować już we trójkę, to bym nie uwierzyła:)
 Oprócz tego, że mieliśmy rocznicę ślubu, to także 6 rocznicę naszego związku!

Ahh co to był za ślub...

Pierwsze spotkanie z Filipkiem, czyli poród

Mój poród odbył się dość niespodziewanie, ale zacznijmy od początku.
Mniej więcej półtora tygodnia przed narodzinami Filipka podjęliśmy z mężem spontaniczną decyzję o zmianie mieszkania. Na szczęście w ciągu kilku dni udało nam się znaleźć bardzo fajne mieszkanko do wynajęcia. Przez weekend przewoziliśmy rzeczy, a na wtorek 26 marca zaplanowałam z mamą układanie wszystkiego w nowym domku.
Tego dnia obudziłam się rano i spostrzegłam, że zaczęło się u mnie jakieś różowe plamienie. Nie miałam przy tym żadnych innych objawów, więc doszłam do wniosku, że odchodzi mi czop śluzowy. Słyszałam, że to może nawet o kilka tygodni wyprzedzać poród, więc zupełnie się tym nie przejmowałam. Zjadłam śniadanie i poszłam na autobus, żeby pojechać do rodziców. Na miejscu spostrzegłam, że plamienie się nasila, ale w Internecie wyczytałam, że nie ma powodów do niepokoju. Jak gdyby nigdy nic poszłyśmy więc z mamą do mojego nowego mieszkania, żeby ogarniać tą przeprowadzkę, Za dużo nie zrobiłyśmy, bo plamienie zaczęło się powiększać, nabierać krwistego koloru i do tego doszedł lekki ból brzucha. Mama od razu chciała jechać ze mną do szpitala, ale ja się upierałam, że nie ma potrzeby, zgodziłam się jedynie na to, aby wrócić do mieszkania rodziców. Tam położyłam się, żeby trochę odpocząć i ok godziny 12 poczułam pierwszy skurcz, po 25 minutach kolejny. Mama mi mówiła,że to skurcze porodowe, ale ja się nadal upierałam,że to niemożliwe, bo przecież dopiero zaczynałam 36 tydzień. Jednak kiedy skurcze zaczęły się powtarzać, co 10 minut zaczęło do mnie docierać, ze coś się dzieje. O 14 zadzwoniłyśmy do mojego taty, żeby zwolnił się z pracy i zawiózł mnie do szpitala, bo przez długi czas nie czułam już ruchów dziecka. To właśnie to, że mały się nie ruszał zaniepokoiło mnie najbardziej. Tata przybiegł z pracy, wsiedliśmy do samochodu, po drodze zgarnęliśmy mojego męża ze spakowaną torbą do szpitala.
W drodze skurcze zaczęły się już powtarzać mniej więcej co 5 minut. Na izbie przyjęć jak to bywa w naszych szpitalach nikt się mną nie przejmował, czekaliśmy prawie godzinę, żeby jakiś lekarz łaskawie mnie obejrzał, pomimo,że zgłosiłam,że dziecko się nie rusza. Miałam już wtedy skurcze co 2-3 minuty i na szczęście mały zaczął o sobie dawać znać, wiec odetchnęlam z ulgą. Po mniej więcej godzinie pojawiła się pani doktor, która mnie zbadała i powiedziała,że prawdopodobnie dziś urodzę i że nie ma sensu tego zatrzymywać, bo w 36 tygodniu dziecku już nic nie grozi.
Przez kolejne 30-40 minut musiałam odpowiadać po kilka razy na te same pytania, składać niezliczoną ilość podpisów i brać udział w tej całej biurokracji.
Po tym czasie nareszcie zostałam przyjęta na oddział i podłączona pod ktg. Mąż wrócił do domu, bo okazało się, że wbrew temu, co szpital reklamuje, mężowi nie wolno być przy porodzie, nie wolno mu nawet wejść na oddział przedporodowy. Paranoja! Pod ktg poleżałam może z 5 minut, kiedy poczułam, że mi odchodzą wody. Położna kazała mi pójść do łazienki i się ogarnąć, co nie było łatwe, bo co już byłam gotowa do wyjścia to lała się kolejna porcja:D Po kolejnym badaniu zostałam w końcu przeniesiona na porodówkę i podłączona pod kolejne ktg. Skurcze miałam coraz bardziej bolesne, a tymczasem one wcale się nie pisały na tym ktg. Skurcze miałam tylko brzuszne i bolały strasznie, wiec szczerze współczuję dziewczynom, które mają skurcze krzyżowe!
Po kilku minutach przyszła pani doktor, obmierzyła mi biodra, brzuch itd. i wspólnie z innymi lekarzami podjęła decyzję, że jestem zbyt drobna, żeby urodzić naturalnie i nawet nie pozwolą mi próbować. Po kolejnych 40 minutach zostałam przygotowana do cesarskiego cięcia i zabrana na operację. Dostałam znieczulenie w kręgosłup. Cesarka to okropne uczucie;/ Zawsze myślałam, że to nic nie czuć, a tymczasem ma się uczucie jakby ktoś wyrywał nam wnętrzności, tylko bez bólu. Uff naprawdę nieprzyjemne, dobrze, że to trwa dosłownie chwilkę. Po kilku minutach zobaczylam wreszcie mojego syneczka i usłyszałam jak głośno płacze. Lekarka przyłożyła mi go na chwilę do twarzy, był taki cieplutki...:) Niestety nie został położony na moim brzuchu tylko od razu zabrany do badań i umieszczony w inkubatorze, aby mu zapewnić ciepło. Mimo,że wcześniaczek, to nie miał żadnych problemów z oddychaniem. W pierwszej minucie dostał 9 punktów, a w 5 już 10.
Ja zostałam zaszyta i zabrana na salę pooperacyjną, gdzie dostałam 3 kroplówki ze środkiem przeciwbólowym i powolutku dochodziłam do siebie. Okropne to uczucie leżeć i nie czuć własnych nóg, nie móc nimi poruszyć. Brr...;/ Po 12 godzinach przyszła położna, pomogła mi wstać (oj bolało potwornie) i się umyć. 3 godziny później zostałam przeniesiona na inne piętro, aby być bliżej mojego dzieciątka. Przez pierwsze 3 doby mogłam Filipka tylko odwiedzać, bo dalej leżał w inkubatorze. Z jednej strony to dobrze, bo miałam czas na to,żeby dojść do siebie po operacji i wypocząć. Dopiero po trzech dobach przyniesiono mi mojego synka. Nie nacieszyłam się nim długo, bo dostał żółtaczki i od 5 doby byl naświetlany u położnych ( a nie na sali tak jak inne dzieci), a do mnie wracal tylko na karmienie.
W szpitalu byliśmy 9 dni, które dłużyły się niemiłosiernie. Filipek przeszedl szereg badań, które wykazały, że wszystko z nim dobrze, pomimo, że urodził się przed czasem.
Na początku kiepsko szła mi opieka nad synkiem, nie czułam tego czegoś, co opisują wszystkie mamy. Myślę, że to dlatego, że urodziłam z zaskoczenia i psychicznie do mnie nie docierało, ze to juz po wszystkim, że to moje dziecko. Dopiero po kilku dniach rozkochałam się w moim synku na dobre i z każdym dniem opieka nad nim zaczęła mi sprawiać coraz większą przyjemność:)
Teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego i z perspektywy czasu stwierdzam, że dobrze się stało, że urodziłam wcześniej i oszczędzony był mi ten stres związany z czekaniem na TEN dzień:)


piątek, 17 maja 2013

Moja ciąża

Uwielbiałam być w ciąży i mogę śmiało powiedzieć, że był to jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu:) Teraz czas na krótkie podsumowanie.

Jak się dowiedziałam? Jednym z pierwszych objawów ciąży była u mnie straszna senność. To właśnie to spanie, a nie spóźniająca się miesiączka sprawiły, że zapłonęła iskierka nadziei, że może noszę w sobie Nowe Życie. Dwa dni po przewidywanym terminie miesiączki zrobiłam test, na którym pokazały się dwie piękne kreseczki:) Tydzień później zgłosiłam się do lekarza, który ostatecznie potwierdził, że będę mamą.

Dolegliwości ciążowe- tutaj okazałam się prawdziwą szczęściarą, bo ominęły mnie wszystkie nieprzyjemne sprawy-nie miałam mdłości, nie mdlałam, nie wymiotowałam, nie puchłam, jednym słowem czulam się rewelacyjnie. Nie zaobserwowałam też u siebie typowych ciążowych zachcianek, chociaż zdarzało mi się, że nachodziła mnie na coś straszna ochota. Za to odrzuciło mnie od wędzonych ryb i od mięsa. Przez całą ciążę byłam bardzo aktywna, do ostatnich dni przed porodem chodziłam na uczelnię i udzielałam korepetycji.

Najtrudniejszy moment-w 6 tygodniu ciąży zaczęłam nagle krwawić, byłam pewna, że straciłam dziecko. Ze łzami w oczach jechaliśmy z mężem do szpitala. Na szczęście okazało się, że nic poważnego się nie stało. Zostałam zatrzymana na 4 dni na obserwację, a później miałam po prostu się oszczędzać.

Mój brzuszek- oj bardzo długo się nie pojawiał. Koleżanki z uczelni nawet nie zauważyły,że jestem w ciąży mniej więcej do 6 miesiąca. Cokolwiek zaczęło być widać ok 16 tygodnia, a taki prawdziwie widoczny brzuszek pojawił się jakoś po 23 tygodniu. Do końca ciąży nie urósł mocno duży dzięki czemu nie mam ani jednego rozstępu:) Poza tym mogę stwierdzić, że tego brzuszka chyba mi teraz najbardziej brakuje, bo go po prostu uwielbiałam...:)

Ruchy dziecka- pierwsze ruchy poczułam w 17 tygodniu, były to takie delikatne kopniaczki, które z czasem przybrały na sile, tak,że nieraz aż mnie zgięło jak Filipek mi przyłożył;) Poza tym mój synek uwielbiał się prostować w moim brzuchu i wystawiać stópki:)

Poród- w 36 tygodniu przez cesarskie cięcie, ale ta mrożąca krew w żyłach historia w następnej notce...żartuję, nie było tak strasznie;)

A na koniec zdjęcie mojego synia z 13 tygodnia ciąży:

A tak zmieniał się mój brzuszek:



poniedziałek, 13 maja 2013

Kilka słów na początek

Witam wszystkich na moim blogu! 

Może na początek kilka słów o mnie. Nazywam się Aneta i od 26 marca tego roku jestem szczęśliwą mamą Filipka. Żoną jestem od 19 maja 2012 roku. Oboje z mężem w tym roku kończymy studia na kierunku chemia środków bioaktywnych i kosmetyków. Moje zainteresowania oprócz nauk przyrodniczych to głównie literatura. Czytam bardzo dużo i można powiedzieć nałogowo;) Uwielbiam książki z historią w tle.

 Ponieważ teraz całymi dniami siedzę z synkiem w domu postanowiłam troszkę poudzielać się w sieci. Założyłam tego bloga, aby pisać swoje przemyślenia, opinie, obserwacje dotyczące tematu dzieci oraz życia codziennego. Wszystkie zamieszczone przeze mnie posty to moje prywatne opinie. Broń Boże nie mam się za jakiegokolwiek eksperta, a już na pewno nie w temacie dzieci. Jako młoda mama codziennie uczę się czegoś nowego, zdobywam nowe doświadczenia. Kiedy byłam w ciąży myśl o opiece nad bezbronnym noworodkiem przerażała mnie. Pierwsze chwile z synkiem też były dość straszne- bałam się , że zrobię mu krzywdę, albo źle się nim zaopiekuję. Jeśli jakaś młoda mama skorzysta z tego, co tu piszę, to będę szczęśliwa, ale nie jest moim celem udzielanie jakichkolwiek rad, czy pouczeń.

To może jeszcze kilka słów o moim szczęściu:) Filipek urodził się 26 marca, w 36 tygodniu ciąży. Ważył 2380 g i miał 50 cm. Ze względu na to, że jestem bardzo drobnej budowy poród odbył się przez cesarskie cięcie. Filip jako wcześniak został zabrany na dwa dni do inkubatora, aby zapewnić mu ciepło.
Oficjalnie moje maleństwo jest wcześniakiem, ale wydaje mi się, że jednak moja ciąża była źle wyliczona, ponieważ mój synek od początku był bardzo silnym dzieckiem , a na usg w 32 tygodniu też wychodziło na to,że mały jest chyba starszy niż nam się wydaje.
Dziś Filip ma 7 tygodni. Zmienił się nie do poznania-przede wszystkim nauczył się bardzo głośno krzyczeć i płakać jak coś mu nie pasuje. Rośnie też bardzo szybko, ma już ok 55 cm. Powoli zaczyna reagować na ludzi, obserwować zabawki. Jednym słowem robi się coraz fajniejszy:)

To tyle tytułem wstępu. Mam nadzieję, że znajdą się czytelniczki, które od czasu do czasu zajrzą tu i znajdą coś dla siebie:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...