poniedziałek, 27 stycznia 2014

10 miesięcy Filipa!

Wczoraj mój Skarb skończył 10 miesięcy! Niesamowite jak ten czas leci. Filipek jest teraz w takim okresie, że ciągle uczy się czegoś nowego. Praktycznie każdego dnia czymś nas zaskakuje, zdobywa jakąś nową umiejętność.
Dziś małe podsumowanie.

Ubranka: rozmiar 74/80 (i pomyśleć,że po urodzeniu rozmiar 50 był na niego za duży!), spakowałam już 2 pudła i 2 duże worki za małych ubranek!

Zęby: 2 dolne jedynki i na razie nie widać nic więcej

Waga: tydzień temu 9800g

Jedzenie: w dalszym ciągu karmienie piersią w dzień i w nocy, ale też oczywiście normalne jedzenie- kaszki, obiadki, jogurciki. Coraz częściej Filipek próbuje tego, co my jemy.

Sen: 2 półgodzinne drzemki w dzień, w nocy śpi mniej więcej od 20 do 8, z dwoma pobudkami. Śpi różnie czasem w łóżeczku czasem ze mną (jeśli zasnę przy karmieniu i go nie odłożę).

Charakter: bardzo wesoły, wszystko go bawi, ciągle się śmieje. Rzadko płacze, czasem wymusza na nas  udawanym płaczem. Niesamowicie żywiołowy, nie usiedzi w miejscu dłużej niż pół minuty, chyba, że wyjątkowo czymś się zabawi. Pieszczoch i bardzo towarzyski chłopiec. Zazwyczaj nie boi się obcych, choć ostatnio zdarzało mu się reagować płaczem jak ktoś obcy wchodził do nas do domu (np.ksiądz po kolędzie).

Co Filip potrafi:
-czołga się, raczkuje, stoi przy łóżku, z którego potrafi zejść tyłem,przechodzi w różne pozycje np. z raczkowania do siadu, z leżenia do siadu itd.
-robi papa,brawo,przybija piątkę,robi cześć
-pokazuje gdzie miś ma oko,ucho,nos, pokazuje gdzie mama ma krówkę na pidżamie;)
-mówi mama,tata
-szuka wzrokiem osoby o którą pytam, patrzy w drzwi, kiedy mówię,że za chwilę tata wróci z pracy
-bawi się zabawkami, włącza sobie zabawki
-pokazuje paluszkiem jak coś chce
-piszczy, udaje płacz jak chce coś wymusić



Taki plac zabaw urządziliśmy dla Filipka:


czwartek, 23 stycznia 2014

Wizyta u ortopedy

Dzisiaj Filipek miał kolejną wizytę u ortopedy. Wahaliśmy się, czy jechać, ponieważ tak,jak pisałam ostatnio Filip jest troszkę chory. W końcu zdecydowaliśmy, że jednak pojedziemy, bo na wizytę czeka się ok. 1,5 miesiąca, więc szkoda odpuścić. Tymbardziej, że już od poniedziałku Mały nie gorączkuje i wcale po nim nie widać, żeby cokolwiek mu dolegało.
Wizytę mieliśmy na 10:20 w przychodni przy ul.Hipotecznej u doktora znanego w Lublinie jako Arab. (Rzeczywiście jest Arabem i mało kto zna jego nazwisko). Ledwo zdążyliśmy, ale na szczęście udało się. Praktycznie zaraz po wejściu do poczekalni i rozebraniu Filipa doktor wezwał nas do gabinetu. Badanie wyglądało tak, jak przy poprzednich wizytach- doktor poprosił o rozebranie dziecka-zdjęcie rajstopek i pampersa, na szczęście nie trzeba było zdejmować wszystkiego, body i koszulka mogły zostać. Podczas gdy rozbieraliśmy Filipa, który w tym momencie zaczął już protestować i popłakiwać, doktor wypytał, co dziecko już potrafi. Następnie obejrzał nóżki i zrobił usg bioderek. Ułożył też Filipka w pozycji na czworaka i chciał, żeby Filip usiadł, ale mały buntownik jak na złość nie chciał. Na szczęście doktor uwierzył na słowo, że dziecko potrafi siedzieć stabilnie oraz przechodzić z pozycji na czworaka do siadu i odwrotnie. Ogólnie z bioderkami synka jest wszystko w porządku. Dostaliśmy jednak zalecenie zwiększenia dziennej dawki witaminy D z jednej do dwóch kropel, ponieważ bioderka zbyt wolno kostnieją. Także dobrze, że pojechaliśmy!
Zawsze stresuję się tymi wizytami, bo naczytałam się bardzo niepochlebnych opinii na temat tego lekarza. Jednak ponownie w praktyce przekonałam się, że to naprawdę dobry doktor i ma podejście do dzieci. Zawsze potrafi Filipa zainteresować i odwrócić uwagę od tego, że jest robione jakieś badanie. Wizyta trwała dosłownie 5 minut. Bardzo jestem zadowolona z tej przychodni, ponieważ zawsze wszystko idzie tam bardzo sprawnie- nigdy nie ma kolejki, wchodzi się praktycznie punktualnie co do minuty na wyznaczoną wizytę. Następne odwiedziny w poradni preluksacyjnej czekają nas jak Filip zacznie chodzić.
A Filipkowi najbardziej spodobał się widok z okna:


Przy okazji wstąpiłam na małe zakupy. Jak zwykle odwiedziłam Rossmanna- miałam nadzieję, że trafię na jakieś promocje na jedzenie dla dzieci- niestety nie było dosłownie nic! Kupiłam, więc tylko szampon do włosów dla siebie i kleik ryżowy dla Filipa. Ah no i mały gadżecik do naszej łazienki. Klepsydra odmierzająca 3 minuty na mycie zębów. Przedmiot ten został stworzony z myślą o dzieciach, ale ja kupiłam go dla nas. Często łapię się na tym, że myję zęby za krótko, może dzięki klepsydrze będę bardziej obowiązkowa. Ma ona jeszcze dwa atuty- posiada przyssawkę do umieszczenia np. na lustrze oraz niewiele kosztuje- 4,99 zł.


Zajrzałam też do ciuchlandów, miałam nadzieję, że znów upoluję coś fajnego, ale znalazłam tylko pidżamkę dla Filipka. Będzie akurat na wiosnę.

 

Kupiłam też Filipkowi książeczkę z serii "Przyjaciele z lasu" z dołączonymi figurkami jelenia i wiewiórki. Wiewiórka została na razie schowana, bo jest dość mała. Nie zamierzam kupować tego regularnie, ale pierwszy numer opłacało się wziąć, bo kosztował tylko 4,99 zł.





poniedziałek, 20 stycznia 2014

A jednak nie trzydniówka...

Filipek znowu nam się rozchorował. Zaczęło się od gorączki w nocy z soboty na niedzielę. Akurat tak się zdarzyło, że tej nocy znowu spał ze mną, bo o północy obudził się i zaczął wariować w łóżeczku. Wolałam więc zabrać go do siebie. Przed trzecią przebudziłam się i poczułam,że synek jest bardzo ciepły. Zmierzyłam mu temperaturę- 38,3. W niedzielę nadal miał ponad 38 stopni, później znowu na wieczór. I dziś po południu. Gorączka ustawała po podaniu syropu, kilka godzin był spokój i pojawiała się znowu. Poza tym nic się nie dzieje, nie ma kaszlu, katarku. Dosłownie nic. Byłam przekonana, że to popularna wśród niemowląt trzydniówka. Biłam się z myślami, czy iść do lekarza, ale w końcu zarejestrowałam Filipka do pediatry.
Pani doktor po opisaniu objawów stwierdziła, że pewnie trzydniówka. Jednak kiedy zajrzała do gardełka okazało się, że "jest czerwone jak rak". Stąd właśnie gorączka. Filipek ma dostawać leki przez 5 dni. Przy okazji zważyliśmy małego mężczyznę, który nie jest już taki mały, bo waży 9,8 kg! A jeszcze niedawno taki okruszek był... U lekarki był bardzo grzeczny, dał się pięknie zbadać i nawet próbował coś porozrabiać.
Na szczęście po Filipku wcale nie widać choroby. Bawi się jak zawsze, śmieje się i dokazuje. Jedynie jak ma gorączkę powyżej 38 stopni, to robi się spokojniejszy, przytula się i nawet potrafi przez chwilę usiedzieć w miejscu.


Ostatnio ciągle uczy się czegoś nowego! W ciągu kilku ostatnich dni zaczął raczkować, nauczył się bić brawo, dawać cześć i pokazywać, gdzie miś ma oko i nosek. To jest niesamowite jak szybko taki maluszek robi postępy. Każdy dzień z Filipkiem jest cudowny i wyjątkowy- mój synek ciągle zaskakuje mnie czymś nowym.

Przy okazji pochwalę Wam się jeszcze dwoma ostatnimi przesyłkami. Pierwsza z nich to wygrana w konkursie na blogu Violianki (klik)- polarowa, elfia czapka dla Filipka, z firmy Mabibi.


Druga to przesyłka z Hipp- jakiś czas temu brałam udział w konkursie, w którym do rozdania było 2000 paczek z nowościami Hipp. Udało nam się załapać i dziś właśnie dotarła paczuszka, a w niej 2 słoiczki oraz łyżeczka. Staram się Filipkowi gotować sama, ale czasami zdarza się tak, że zabraknie czasu, trzeba gdzieś pojechać, a wtedy gotowe dania ze słoiczka ratują sytuację. Cieszę się też z łyżeczki, bo po świętach nasze łyżeczki zostały w gościach;)


sobota, 18 stycznia 2014

Razem czy osobno?

Ostatnio w Dzień Dobry TVN poruszony był temat spania z dzieckiem. Jak to zwykle bywa wypowiadali się "eksperci", którzy najlepiej wiedzą jak wychowywać wszystkie dzieci świata. Wybaczcie zgryźliwość, ale ja uważam, że każde dziecko wymaga podejścia indywidualnego. Każde jest inne i wyjątkowe. Oczywiście ci eksperci twierdzili, że to ogromny błąd, kiedy śpi się z dzieckiem. Jedna pani stwierdziła, że to nieodpowiedzialne, ponieważ matka może dziecko przygnieść (ani razu nie przygniotłam Filipa śpiąc z nim i wierzę,że matka nigdy nie przygniecie), dziecko się przyzwyczai (chyba najczęstszy argument w tej sprawie), matka się nie wysypia (hmm to ja jestem jakaś dziwna? zawsze się wysypiałam),a co najlepsze dziecko może spaść z łóżka. No tak, tylko chyba logiczne jest, że kiedy śpimy z dzieckiem nie kładziemy go z brzegu, a jeśli już to zawsze jakoś ten brzeg zastawiamy np. fotelem,żeby maluch nie spadł. Ja tak zawsze robiłam.
Ale to i tak nie wszystko. W dalszej części programu eksperci udzielili rad, co robić, kiedy dziecko przyjdzie w nocy do naszego łóżka. A co zrobić? Wziąć za rękę, zaprowadzić dziecko do jego łóżka, nie nawiązać kontaktu wzrokowego, nie odzywać się do dziecka. Nie wiem jak Wy, ale ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Dziecko to nie pies, którego trzeba wytresować. To mały człowiek, który skoro do nas przyszedł to ma jakiś powód- może coś złego się przyśniło, może ma problem z uśnięciem, może jest smutne, a może zwyczajnie pragnie przytulić się do mamy i taty. Nie potrafię sobie wyobrazić, że odprowadzam Filipa, nie mówię do niego, nawet na niego nie patrzę. I aż się boję pomyśleć, co może czuć takie dziecko, które od rodzica potrzebuje miłości i bliskości, a otrzymuje zimny chów. A potem rosną nam egoiści, którzy nie potrafią kochać...
I żeby nie było- w żaden sposób nie namawiam do spania z dzieckiem. Ja tak robiłam, ale wcale nie uważam, że tak trzeba. Mi po prostu spanie z Filipem odpowiadało- w nocy nie musiałam wstawać, podawałam cyca i spaliśmy dalej. Od jakiegoś miesiąca synek śpi już prawie całą noc w swoim łóżeczku. Postawiliśmy je zaraz koło naszego łóżka, tak, aby Filipek był blisko, a jednocześnie spał sam. Ten układ bardzo się sprawdza, choć niestety w nocy muszę wstawać dwa razy na karmienie. Ale  Filip zaczął spać w różnych dziwnych pozycjach i po prostu przestało nam być wygodnie. Co nie znaczy, że przestał mieć wstęp do naszego łóżka- wciąż w nim zasypia, oraz śpi ze mną mniej więcej od godziny 4-5, kiedy to budzi się na drugie jedzenie. Wbrew temu, co słyszałam dziesiątki razy- nie mieliśmy problemu z tym,żeby zaczął spać sam.
Kiedy podrośnie zawsze będzie miał możliwość przyjść do nas, jeśli tylko będzie miał taką potrzebę. Bo nasze dziecko chcemy wychować w atmosferze miłości, a nie wytresować, żeby było idealne niczym z poradnika.

piątek, 17 stycznia 2014

Nowa petycja w sprawie szczepień

Na stronie Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach Stop Nop (klik) dostępna jest petycja dotycząca programu szczepień w Polsce. W petycji zawarte są postulaty dotyczące m.in zmiany programu szczepień obowiązkowych (m.in zrezygnowanie ze szczepień noworodków), poszerzenia grona ekspertów i dostępu do rzetelnych informacji, monitorowania stanu zdrowia dzieci zaszczepionych, obowiązek zgłaszania niepożądanych odczynów poszczepiennych.
Treść petycji dostępna jest tutaj

 A tutaj można składać podpisy.

Zachęcam Was do podpisania petycji. To my rodzice powinniśmy decydować o tym jakie, kiedy i czy w ogóle nasze dzieci dostaną szczepienia. Szczepionki powinny być zupełnie bezpieczne. Niestety ciągle słyszy się o nowych powikłaniach poszczepiennych a także o dzieciach, które zmarły po zaszczepieniu. Tak nie powinno być!

Ja już podpisałam. A Ty podpiszesz?

niedziela, 12 stycznia 2014

Fontanna piłeczkowa-moja opinia

Kilka dni temu kupiłam na allegro zabawkę-fontannę piłeczkową. Skusiłam się na najtańszą wersję czyli krótko mówiąc podróbkę. I to był błąd.


Pierwsze co rozczarowało mnie w tej zabawce, to jej wielkość. Na aukcji było napisane "duża fontanna piłeczkowa". A tymczasem w rzeczywistości duża to ostatnie określenie jakiego bym użyła. Owszem sama zabawka może nie jest bardzo mała, ale za to piłeczki już tak. Może jestem przewrażliwiona, ale mam wrażenie, że gdyby Filip bardzo się postarał mógłby taką piłeczkę wcisnąć całą do buzi.



Kolejny minus-zasilanie. Fontanna  potrzebuje aż 3 baterii R20. Sami przyznacie,że to bardzo dużo jak na zabawkę.


Ale niestety to jeszcze nie wszystko, bo zabawka nie działa jak należy. Po zamontowaniu wszystkich części piłeczki często zacinają się. Górna część nie pasuje jak należy- piłeczki nie zawsze mogą przez nią wyskoczyć, w dodatku nie jest stabilna, przechyla się. Dużo lepiej fontanna działa, gdy nie przymocowywaliśmy tej pomarańczowej części.



Jeszcze jednym minusem tej zabawki jest dźwięk- zbyt głośny, bez regulacji i jak to często bywa na dłuższą metę wkurzający.
A plusy? Chyba tylko tyle, że wzbudziła zainteresowanie Filipa. Ogólny mechanizm działania tej zabawki jest fajny, gdyby tylko nie była tak badziewnie wykonana...

Podsumowując: jestem rozczarowana tym zakupem, nie polecam. Mam nauczkę na przyszłość, żeby nie kupować zabawek w ciemno na allegro, bez wcześniejszego zasięgnięcia opinii o nich. Albo kupować oryginalne zabawki znanych firm, choćby używane.

Ocena końcowa w skali 1-5: 2

piątek, 10 stycznia 2014

Kolejne zakupy

Dziś wybrałam się na miasto. Miałam plan udać się do lekarza, u którego powinnam pojawić się już ponad pół roku temu, ale zawsze było mi nie po drodze. W końcu  jednak zmobilizowałam się, przenocowałam z Filipem u rodziców, aby móc pojechać z samego rana, a Filipka zostawić z mamą. No i co? I nic, lekarz nie przyjmował, a do innego mogłabym  zarejestrować się dopiero na godzinę mniej więcej 13. Nie było sensu tyle czekać. Tak więc w przyszłym tygodniu czeka mnie powtórka z rozrywki.
Ale nie ma tego złego;) Przy okazji zrobiłam małe zakupy. W większości dla synka-jak zwykle. No więc, chwalę się;)

W ciuchlandzie znalazłam dwie fajne zabawki. Drewnianego pieska do ciągnięcia na sznurku oraz żółwia z Fisher Price. Łącznie zapłaciłam całe 8 zł.



Piesek od początku spodobał się Filipkowi. Natomiast do żółwia podchodził z dystansem, a kiedy po wciśnięciu wszystkich przycisków na górze, ze skorupy wyskoczyła żółwia głowa Filipek bardzo się przestraszył i płakał:( Mam nadzieję, że następnym razem nie będzie już się bał.

Oczywiście jak zawsze zrobiłam też zakupy w Rossmannie. Oprócz soczków dla synka i kosmetyków dla siebie kupiłam zestaw do dbania o pierwsze ząbki Filipka. Pozytywnie zaskoczyła mnie cena szczoteczki i pasty, spodziewałam się, że będzie to dużo droższe, a tymczasem szczoteczka-6,49 zł, pasta-5,49.


Kupiłam też żel do kąpieli Babydream- od dzisiaj dla posiadaczy karty Rossnę kosmetyk ten jest w promocji-kosztuje 6,99 zł (cena regularna 9,99 zł).


W Rossmannie miałam również do odebrania prezent Rossnę na pierwsze urodzinki Filipka. Tak wcześnie ponieważ, kiedy zakładałam konto w tym programie, nie było jeszcze możliwości rejestrowania się w czasie ciąży (teraz już jest). Rejestrując się podałam więc troszkę nieprawdziwą datę urodzenia. Chciałam mieć rabat na kompletowanie wyprawki dla dziecka. Wszystkie prezenty Rossnę dostajemy więc trochę wcześniej. Ale niestety i zakończenie korzystania z programu będziemy mieli wcześniej, bo z tego,co wiem można korzystać tylko do momentu skończenia przez dziecko 3 lat.
A w prezencie znalazła się przytulanka, 4 karty czuczu oraz 3 karty z wyjmowanym środkiem.


I z dzisiejszych zakupów to tyle. W tym tygodniu przyszła też kupiona na allegro fontanna piłeczkowa. Póki co, nie jestem za bardzo zadowolona z zakupu-spodziewałam się,że ta zabawka będzie większa. Ale nie będę na razie oceniać, bo jeszcze jej nie uruchomiliśmy (nie mamy baterii). Może za kilka dni pokuszę się o napisanie szerszej opinii. A tak to wygląda:


wtorek, 7 stycznia 2014

Moje hity

Każda mama ma pewnie swoją Top listę, jeśli chodzi o rzeczy dla dziecka. Dziś pokażę Wam moje 5 hitów-kolejność wymieniania przypadkowa. Nie są to rzeczy niezbędne, ale bardzo się przydają.

1. Śpiworek do wózka


Na zakup śpiworka namówiła mnie koleżanka. Jestem jej niesamowicie wdzięczna, bo okazał się super! Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo ciepły, zapinany na suwak, więc dziecku nic nie podwiewa. W środku ma cieplutki polarek. Dodatkowo jest miejsce na przeciągnięcie pasów z wózka. Górę można całkowicie odpiąć, zostaje sam dół i dziecko ma miękko. Często powtarzam, że to był mój najlepszy zakup. Teraz nie wyobrażam sobie zimy bez tego śpiworka. Nie muszę używać grubych koców, ani pokrowca ze spacerówki, który ciągle się odpinał.

2. Polarowa chustka na szyję



Znalazłam przypadkowo w ciuchlandzie za grosze, a okazała się super! Jest to dużo fajniejsze rozwiązanie od szalika-nic nie trzeba wiązać, zapina się na rzep i gotowe. Dziecko nie wygląda jak mały bałwanek, chusteczkę ma schowaną pod kurteczką. Doskonale przylega do szyjki, a jednocześnie nie uwiera. No po prostu świetna i już. Używamy od września na każdy spacer.

3. Skarpetkobuciki


Kolejna rewelacja na jesienno-zimowe spacery. Używam takich skarpetek zamiast butów. Owszem buciki wyglądają ładnie, ale niestety Filip potrafi się ich pozbyć ze stóp w kilka sekund. Pół biedy jak na spacerach był odkryty i od razu to widziałam. Jednak kiedy jest w śpiworku, to nie mam możliwości skontrolowania go. Mimo,że w śpiworku jest ciepło, to jednak pora jest taka,że stopy muszą być dobrze ubrane. Buty dodatkowo ciężko było założyć, zawsze ta piętka gdzieś w górze zostawała i nie mogłam docisnąć do końca. Skarpetkobuciki okazały się rewelacyjne-łatwo je założyć i trudniej ściągnąć. Polecam, zwłaszcza, że jest to niedroga sprawa.

4. Kamizelki, bezrękawniki






Bardzo, bardzo lubiane przeze mnie ubranko. Idealne gdy za chłodno na same body z długim rękawem, a za ciepło na sweterek;) Często używamy-łatwo się nakłada, fajnie wygląda. Na lato mieliśmy bezrękawnik z kapturem-był rewelacyjny, bo nie trzeba było zakładać czapeczki, której Filip nie znosił.

5. Siateczka do podawania pokarmów


O siateczce pisałam tutaj. Filip bardzo ją lubi. Idealnie sprawdza się gdy np.robię obiad, a synek musi siedzieć koło mnie w wózku. Dzięki siateczce nie nudzi się, a ja spokojnie mogę zająć się kuchnią. Filip jest bardzo gościnny, kiedy je jabłuszko z siateczki, co chwila próbuje każdego poczęstować;)

Drogie mamy, a jakie są Wasze hity? Co byście zamieściły w swojej top piątce?

sobota, 4 stycznia 2014

Filipkowe nowości, moje ostatnie przesyłki i pierwsze kroki wielopieluchowania

Filipek w drugi dzień świąt skończył 9 miesięcy! Nie pisałam osobnej notki podsumowującej ostatni miesiąc, za to dziś opowiem Wam o kilku nowych rzeczach, które potrafi mój synek. Z każdym dniem widzę jak bardzo Filipek się zmienia-co chwila uczy się czegoś nowego, a ja z radością obserwuję jego poczynania. Coraz częściej zaczyna rozumieć o co chodzi w poszczególnych zabawach, umie włączać sobie zabawki i używać je zgodnie z przeznaczeniem;) Tak, więc krótko w punktach, o ty, co Filip umie:

-włączać zabawki np. naciągać misia pozytywkę, którą ma w łóżeczku

-wrzucać piłeczkę w otwór w chodziku-pchaczu

-robić papa, przybijać piątkę, szukać wzrokiem np.taty,kiedy pytam "gdzie jest tata", bawić się w akuku- sam nawet chowa się np.za pieluszką tetrową i czeka aż powiem "gdzie jest Filipek"

-udawać, że daje komuś jeść

-coraz częściej bawi się zabawką i coś tam po swojemu przy tym mówi

-potrafi machać rączkami, kiedy bawimy się w "tu tu tu sroczka kaszkę ważyła"-macha w momencie, kiedy mówię, że sroczka ogonkiem pomachała i fruuu poleciała

-schodzić z łóżka tyłem i stać przy łóżku, już bez podtrzymywania przez nas, trzyma się tylko kanapy. Ostatnio nawet zrobił przy łóżku swój pierwszy kroczek!

-w pozycji na czworaka już nie tylko stoi w miejscu, ale też przemieszcza się wokół własnej osi i troszkę do tyłu, do przodu  nadal nie raczkuje, ciekawe, czy w ogóle zacznie, bo jak na razie widzę,że czołganie opanował do perfekcji i ten sposób poruszania się widocznie mu odpowiada

-jest strasznym śmieszkiem, byle co potrafi go rozśmieszyć tak, że śmieje się w głos, a nam się udziela;) Kiedy jest u tatusia na rękach, a ja przejdę obok to dostaje głupawki, zawsze wydaje mu się,że go zaczepiam, nawet jak tego nie robię.

-lubi jeść, zawsze cieszy się kiedy szykuję mu obiadek czy kaszkę, już nie mówiąc o tym jak cieszy go widok piersi, którą potrafi już doskonale znaleźć i wymusić,chociaż na chwilkę

-większość nocy przesypia już w swoim łóżeczku-zasypia przy piersi, a jak uśnie kładziemy go do łóżeczka

-pod dziąsłami pojawiły się dolne jedyneczki- jeszcze się nie przebiły, ale wyraźnie już je widać

Pewnie o wielu rzeczach zapomniałam, ale zawsze tak jest, kiedy siadam do pisania;)

Pokażę Wam również moje ostatnie przesyłki, bo jak już pewnie wiecie, bardzo lubię je otrzymywać;)

Kilkanaście dni temu dotarły do mnie darmowe próbki z firmy Beaming Baby, produkującej ekologiczne, biodegradowalne pampersy. Próbki otrzymałam ponieważ na fanpagu facebookowym w prywatnej wiadomości zapytałam, czy istnieje możliwość otrzymania takiego pampersa do wypróbowania. Byłam bardzo ciekawa czym różni się od od zwykłych pieluch, poza ceną i biodegradowalnością. Oprócz pampersa otrzymałam też kilka próbek kosmetyków i chusteczek nawilżanych, oraz kilka ulotek reklamowych. Póki co wykorzystałam tylko żel do mycia dla dzieci i muszę stwierdzić, że jest naprawdę fajny-ma taki delikatny, cytrynowy zapach, dobrze się pieni i ma przyjemną konsystencję, świetnie nadaje się do masowania maluszka podczas kąpieli. O reszcie może jeszcze napiszę, jak już wypróbuję.



Kolejna przesyłka to próbka płynu do płukania Lenor, którą można zamówić na stronie everyday me. Dziś wykorzystałam i muszę stwierdzić, że pachnie pięknie! Płynu użyłam przy praniu rzeczy swoich i męża, ponieważ staram się ograniczyć do minimum kontakt skóry synka z chemią-ubranka piorę tylko w proszku dla dzieci i w ogóle nie używam płynów do płukania.


Natomiast najlepsza przesyłka to moje zakupy w sklepie pluplu.pl. Tak-postanowiłam wypróbować pieluszki wielorazowe! Wiele razy wypowiadałam się, że wielorazówki są nie dla mnie, jednak ciekawość zwyciężyła. Nie ukrywam, że "winne" są dwie osoby- Violianka (klik) oraz moja koleżanka Asia, które stosują pieluszki wielorazowe i są nimi zachwycone. Stwierdziłam, że co mi szkodzi spróbować. I tak oto zamówiłam w sklepie pluplu- 2 pieluszki wielorazowe typu kieszonka z wkładką, ręczniczki frotte, które mogą być używane jako wkładki do pieluszek oraz 2 pieluszki tetrowe,bo to się zawsze przydaje. Do tego w końcu kupiłam też olejek herbaciany, który dodany do prania-odkaża je, co jest szczególnie fajne, gdy kupuje się rzeczy z ciuchlanda.
Dlaczego wybrałam pieluszki typu kieszonka? Z tego, co pobieżnie poczytałam na temat wielopieluchowania stwierdziłam, że ta opcja jest najlepsza na spróbowanie-wydaje mi się,że jest dość tania, ponieważ pieluszki są nieprzemakalne dzięki czemu nie trzeba stosować otulacza. W dodatku z tego co wyczytałam, jeśli dziecko tylko nasiusia można wymienić samą wkładkę bez zmieniania całej pieluszki.



Pieluszki już miałam okazję przetestować na pupci Filipka, więc mogę podzielić się pierwszymi wrażeniami.
Po pierwsze są urocze, wyglądają tak słodko na małej pupce. W sklepie pluplu niestety nie było dużego wyboru wzorów, ale w niektórych sklepach pieluszki są po prostu obłędne! Po drugie są bardzo przyjemne-takie mięciutkie i delikatne- nie odciskają się na pupie i nóżkach tak jak pampersy.
Co mnie najbardziej przerażało to pranie tych pieluch- zakładałam Filipowi wtedy, kiedy wiedziałam, że na bank kupy nie będzie;) Jednak dziecko cwańsze niż mama urządziło mi chrzest bojowy. I okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Owszem spranie kupy nic przyjemnego, ale też nie jest to jakieś mega trudne. Wystarczy z grubsza wyrzucić do sedesu a resztę spłukać prysznicem i po sprawie ufff.
To, co natomiast niepokoi mnie w wielorazówkach- wydaje mi się, że dziecko ma gorąco, że pupka się poci w przeciwieństwie do pampersów, które są przecież dużo cieńsze. Być może się mylę, ale takie są moje pierwsze spostrzeżenia, to zaobserwowałam na moim dziecku. Zobaczymy jak będzie dalej. No i niestety po nasiusianiu jest dużo wilgotniej niż w pampersie. Na razie to jest minus, ale wiem, że w czasie, kiedy chcemy uczyć dziecko załatwiania się na nocnik, jest to plusem, ponieważ maluch szybciej pojmuje związek między tym, że siusianie=mokro.







No więc co dalej? Póki co na pełne wielopieluchowanie nie decyduję się z kilku powodów- koszt zakupu pełnego zestawu wielo jest dość spory, nie wiem jeszcze jak by sprawdziło się używanie tych pieluch na dłuższą metę, poza tym mam ogromny zapas pampersów.
Jedno wiem na pewno-kupię jeszcze kilka pieluszek typu kieszonka i będę stosować pieluchowanie naprzemienne. Myślę, że na razie ta opcja sprawdzi się u nas najlepiej. A co będzie dalej zobaczymy.
Pewnie niedługo skuszę się na kolejne zakupy, tym razem chyba skorzystam z oferty sklepu Pupus- mają tam wzory pieluszek na które choruję od dawna. Nawet jeszcze za czasów, kiedy nie wyobrażałam sobie wielopieluchowania te pieluszki, które widzicie poniżej mnie zachwycały;)




(zdjęcia pochodzą ze oferty sklepu Pupus http://allegro.pl/pieluszki-wielorazowe-z-kieszonka-pupus-77-wzorow-i3787157407.html)

piątek, 3 stycznia 2014

Nareszcie coś uszyłam!

Od długiego czasu nosiłam się z zamiarem uszycia jakiejś zabawki dla Filipka. Po głowie chodził mi od dawna pomysł takiej szmatki z metkami, jednak zupełnie nie mogłam się do tego zabrać. No i brakowało mi pomysłu skąd wziąć metki.
Ostatnio koleżanka, która również ma małego synka pokazała mi właśnie taką zabawkę, którą uszyła dla swojego maleństwa. Odżył we mnie na nowo zapał;) Zapytałam skąd wzięła metki-okazało się,że po prostu wykorzystała różne materiały, które akurat były w domu. I wtedy mnie olśniło-przecież robię bukiety z cukierków i mam całą szufladę kolorowych tasiemek i wstążek różnych kolorów i grubości! Nie wiem jak to możliwe,że przez tyle czasu na to nie wpadłam!
Wczoraj wieczorem, kiedy Filipek już usnął zabrałam się do pracy:) A efektem chwalę się.

Co wykorzystałam do uszycia? Materiał z dziecięcego śpiworka, wstążki, folię lustrzaną, kotyliony jeszcze z mojego wesela. Kubusia Puchatka wycięłam z poplamionej bluzeczki, której nie dało się doprać.







środa, 1 stycznia 2014

Pierwszy Sylwester Filipka

Witam wszystkich noworocznie i oczywiście przesyłam najlepsze życzenia na Nowy Rok!

Dziś krótka relacja z pierwszego Sylwestra Filipka-o dziwo Filip wcale nie przespał całej imprezy:) Ale po kolei.
Sylwestra spędziliśmy u nas w domu, ale nie sami-przyszli moi rodzice oraz przyjaciółka.Prawie caly dzień ogarniałam mieszkanie i szykowałam się do imprezy;) Dzień wcześniej na szczęście przygotowałam już sałatkę i ciasto-blok.
Filipka postanowiłam ubrać w elegancką koszulę. Jakoś udało się założyć, po czym okazało się,że jest za ciasna! Rękawki dosłownie wrzynały się w rączki, szybko więc zaczęliśmy z mężem rozbierać synka. I tu pojawiły się schody,bo koszula za nic nie chciała zejść! Filip zaczął płakać i denerwować się, a my cali w stresie próbowaliśmy ściągnąć z niego to ustrojstwo. Niestety nie udało się- w ruch poszły nożyczki. Na szczęście okazało się,że mam jeszcze jedną koszulę i w tej Filipek wystąpił-dobrze się złożyło, bo nawet kolorystycznie zgrał się z tatusiem!


 Ja założyłam kolorową sukienkę, jednak po kilku minutach przestała mi się podobać i przebrałam się w spodnie, bluzeczkę i czarny sweterek.


Oczywiście podczas Sylwestra nie mogło zabraknąć muzyki i tu z pomocą pośpieszyła nam telewizja. Filip oczywiście wygłupiał się z dziadkiem, śmiał się i dokazywał jak to zwykle z nim bywa. Nasze dziecko to po prostu dusza towarzystwa!


Tak tańcował z dziadkiem, że o 19 podczas tańczenia oczka mu się zamknęły i usnął dziadkowi na rękach. Przełożyliśmy go do wózka, zdrzemnął się 20 minut, po czym obudził z uśmiechem na buzi i dalej rozrabiał!




O 21 Filipek został wykąpany, zjadł kolację i wyjątkowo pozwoliliśmy mu bawić się razem z nami. Na początku plan był taki, że Mały zostanie położony spać tak, jak każdego innego dnia, jednak okazało się, że w Filipka wstąpiła ogromna energia i nie było szans go uspać.Chciał po prostu uczestniczyć w imprezie.. Wyjątkowo pozwoliliśmy mu szaleć dopóki będzie miał siły, w końcu tylko jeden raz w życiu obchodzi się swojego pierwszego Sylwestra! 
Filip wojował do 22:30 po czym dosłownie padł! 
O północy przebudził się-nie od fajerwerek, tylko od huku szampana, ponieważ mój mąż (oczywiście wbrew moim prośbom) otworzył butelkę głośno. Na szczęście Filipek po kilku minutach usnął, a na odgłos fajerwerek nawet nie zwrócił uwagi. A my świętowaliśmy do 3. Na szczęście dzięki temu, że Filip poszedł spać wyjątkowo późno, rano dał nam pospać do 9!
Sylwester uważam za bardzo udany! Pomimo tego, że zostaliśmy w domu i pierwszy raz od wielu lat spędziliśmy go z rodzicami (za to razem z naszą przyjaciółką po raz ósmy!), to bawiliśmy się naprawdę dobrze.

Pierwszy dzień Nowego Roku również spędziliśmy miło-wybraliśmy się do moich rodziców na gorące flaczki, kawkę i ciasteczko.


Po drodze naszym oczom ukazał się widok raczej nie spotykany w styczniu:


Do rodziców przyjechał również mój wujek, który akurat przejeżdżał przez Lublin. Sprawił Filipkowi niesamowitą radość- przywiózł mu dwa baloniki z helem. Filipek przez pierwszych kilkanaście minut trzymał tasiemki od balonów w rączkach i jak zaczarowany wpatrywał się w unoszące się balony! Niesamowite ile radości może sprawić dziecku taka z pozoru zwykła rzecz!



W drodze powrotnej baloniki przyczepiliśmy do wózka;)



Podsumowując Nowy Rok rozpoczęliśmy bardzo miło i w doskonałych humorach, oby takie uczucia towarzyszyły nam przez wszystkie 365 dni 2014 roku:)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...