wtorek, 26 stycznia 2016

Każdy może świętym być

Pamiętacie przebój Arki Noego? Nawet jeśli nie słuchało się tego dziecięcego zespołu, to i tak tą piosenkę raczej większość zna:
Taki gruby, taki chudy może świętym być
Taki mały, taki duży, może świętym być.
Taki ja i taki ty może świętym być. 
Znacie?
Zastanawialiście się kiedyś nad świętością? Nad tym, co trzeba zrobić, czym się zasłużyć, żeby zostać ogłoszonym świętym? W takich czasach żyjemy, że życie religijne jest nie w modzie. Teraz na czasie jest ateizm, negowanie dogmatów Kościoła, życie bez religii. Kiedyś w naszym kościele ksiądz powiedział, że gdyby zapytać dzieci o ich idolów, o to kim chciałyby być w przyszłości, to usłyszymy nazwy superbohaterów, gwiazd muzyki, mody czy filmu, ale raczej nie usłyszymy -mój idol to święty Franciszek, Maksymilian Kolbe, czy Faustyna. Jest szansa, że może ktoś wymieniłby Jana Pawła II. Nikła, ale jest i to raczej wśród starszych roczników, które jeszcze pamiętają polskiego papieża.
A Wam z czym kojarzą się święci? Na pewno, podobnie jak ja w myślach macie głównie ich wielkie czyny, którymi się zasłużyli. A myśleliście kiedyś kim byli zanim doszli do świętości? Jak wyglądało ich życie? Jakimi byli dziećmi? Możecie się tego dowiedzieć, wystarczy, że sięgniecie po piękne książeczki wydane przez wydawnictwo Promic.


O czym są te książki? Tak właśnie o tym kim byli święci, zanim świętymi zostali. Obydwie książeczki podzielone są na rozdziały, a każdy rozdział to historia z życia jednej osoby.
"Kiedy święci byli mali" składa się z 5 opowiadań. W pierwszym z nich możemy przeczytać o małym Stasiu, który bardzo źle się uczył, pomimo, że chęci miał wielkie. Tak wielkie, że oddał się pod opiekę Matce Bożej. Wkrótce stał się najlepszym uczniem, a w przyszłości został zakonnikiem i założycielem nowego zgromadzenia. Następnie poznajemy Rajmunda i jego bardzo kochającą się rodzinę. Mundka wziął pod opiekę aptekarz, który przygotował go do nauki w szkole. Ten niesamowicie zdolny chłopiec znany jest nam wszystkim jako święty Maksymilian Kolbe, patron parafii do której należę. Trzecia osoba to mała Zoe, która po śmierci mamy musiała przejąć wszystkie jej obowiązki. Dziewczynka ukojenie znalazła w modlitwie do Matki Bożej. Zoe w przyszłości zostanie świętą Katarzyną. Kogo jeszcze spotkamy w tej książce? Znanego wszystkim dzieciom Mikołaja- świętego, który już od dziecka wykazywał się niezwykłą  dobrocią i troską o innych. W ostatnim opowiadaniu poznajemy bardzo kochającą się rodzinę małej Julii. Julia w przyszłości zostanie świętą Urszulą Ledóchowską.
Znane są Wam te postacie, przynajmniej ze słyszenia, prawda? Ale to jeszcze nie koniec, zobaczcie, o kim możecie poczytać w książce "Małe psoty wielkich świętych".
Franciszek był chłopcem, który razem ze swoimi kolegami uwielbiał wymyślać nowe psoty. Pewnego dnia podczas zabawy znalazł rannego psa, którym zaopiekował się w tajemnicy przed wszystkimi. Franciszek kochał zwierzęta i szybko zyskiwał ich zaufanie. Wiecie o kim mowa? No pewnie, przecież to nikt inny jak św.Franciszek z Asyżu, znany wszystkim ze swojej niezwykłej dobroci i miłości do wszystkich stworzeń.
Druga postać to mały Janek, któremu największą radość sprawiała własna, głośna modlitwa. Ten chłopiec żył w niespokojnych czasach, kiedy wyznawanie religii było przestępstwem. W tajemnicy przygotowywał się do Pierwszej Komunii. Ten chłopczyk w przyszłości zostanie patronem wszystkich kapłanów- świętym Janem Vianney.
Cyryl i Metody- bracia, którym zawdzięczamy wprowadzenie chrześcijaństwa wśród ludów słowiańskich. W dzieciństwie-Konstantyn i Michał, kim byli dowiecie się w trzecim rozdziale.
Wiecie za czyim wstawiennictwem możemy modlić się o odnalezienie zagubionej rzeczy? Pomocnym może nam być mały Ferdynand znany w swojej rodzinie z "bystrego oka". Ferdynand, a nie święty Antoni Padewski? Tak właśnie, bo ten chłopczyk i św Antoni to ta sama osoba. O nim możecie przeczytać w ostatnim rozdziale.

Chcecie znać moją opinię o tych książkach? Myślę, że są świetne i bardzo wartościowe. I nie dlatego, że współpraca, że dostałam do recenzji. Bo ja to raczej z tych osób, co jak coś się nie podoba, to wprost to piszę. Te książki pokazują wiele ważnych rzeczy. Po pierwsze wiadomo, opowiadają o świętych, o tym, że byli kiedyś dziećmi, jak ja i ty, jak twój syn i córka. Przybliżają naszym dzieciom sylwetki tych wielkich postaci, wzbudzają zainteresowanie wiarą, może podziw dla tych dzieci, które doszły do świętości. Może bohaterowie staną się ich idolami. Ale jest coś jeszcze ważnego, co mnie osobiście dotknęło najbardziej. W wielu z tych opowiadań, pokazana jest rodzina. Dobra, kochająca się, wspierająca, rozumiejąca. Rodzice, którzy wychowują swoje dzieci we wzajemnych szacunku, miłości i w wierze. Tak, taka rodzina to skarb, dar i wstęp do "stworzenia" wielkiego człowieka. Takiej rodziny chcę dla swoich dzieci. Ale osiągnięcie tego nie jest takie łatwe.

Wielkimi krokami zbliża się sezon Pierwszych Komunii. Od wielu lat widzę tendencję do tego, że ten dzień został zdominowany przez drogie prezenty i koperty z papierkami w środku. Może warto pomyśleć nad tym, aby podarować dziecku coś wartościowszego? Dobra lektura- to jest to, co powinny dostawać dzieciaki.
Zajrzyjcie na stronę wydawnictwa, gdzie możecie nabyć te książki za niecałe 28 zł- klik i klik.





poniedziałek, 25 stycznia 2016

Ćwiczenia z naklejkami

Ci, którzy śledzą bloga od dłuższego czasu na pewno już wiedzą, że mój synek jest fanem wszelkich książeczek z zadaniami. Kupuję mu mnóstwo książek, drukuję zadania z Internetu i wymyślam sama. Wielokrotnie recenzowałam wam już różne zbiory zadań dla dzieci. Niektóre są świetne, inne dobre, a zdarzają się też kiepskie. Filip ma 2 latka i 10 miesięcy i rozwiązuje zadania dla trzy- i czterolatków.
Co jest najfajniejsze w takich książeczkach? Oczywiście naklejki! Dobrze jak jest ich dużo i są potrzebne do wykonania zadań, a nie tylko do wklejenia na zasadzie nagrody. Lubię też jak książka zawiera sporo zadań, a nie kilka stron, które Filip rozwiązuje za jednym zamachem.
Zbiór ćwiczeń dla dzieci, który spełnia te wszystkie warunki możecie znaleźć w ofercie wydawnictwa Siedmioróg.


"Zbiór ćwiczeń z naklejkami" to książeczka przeznaczona dla dzieci w wieku 3-5 lat. Znajduje się w niej 96 różnych ćwiczeń. Są tu kolorowanki, labirynty, łączenie punktów, rysowanie po kropkach, zadania polegające np. na uzupełnieniu naklejkami. Zadania mają różną tematykę, dzięki czemu są jeszcze atrakcyjniejsze. Rozwiązywanie ćwiczeń z tego zbioru to doskonały wstęp do nauki pisania, są idealne do ćwiczenia małych rączek.
Dzięki temu, że książeczka jest dość obszerna wystarczyła Filipowi na kilka dni. Bawił się świetnie rozwiązując kolejne zadania. Ich poziom trudności okazał się idealny dla mojego synka. W ofercie wydawnictwa znajdziecie także zbiór ćwiczeń dla dzieci w wieku 5-7 lat.






Informacje o książce:
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Promocja- wydawnictwo Siedmioróg
Liczba stron: 96
Oprawa: miękka
Cena: 11,19 zł

Książkę na stronie wydawnictwa znajdziecie pod tym linkiem



piątek, 22 stycznia 2016

Pielęgnacja niemowlaka

O pielęgnacji małego człowieka powstało już wiele książek, poradników, artykułów i filmów. Kiedy byłam w pierwszej ciąży zaczytywałam się w gazetkach dla młodych mam. Wszystko to wydawało się takie skomplikowane! Czy tak jest w rzeczywistości? Nie wiem jak u innych, ale u mnie nie. Nie świruję z nadmiernym czyszczeniem niemowlaka, nie balsamuję od stóp do głów, nie kupuję nie wiadomo jak drogich kremów, płynów i innych pierdół. Dziś po krótce napiszę jak wygląda pielęgnacja mojego niemowlaczka, może jakiejś młodej mamie ten post się przyda.

Zacznę od tego, że kosmetyki ograniczam do minimum. Nie widzę potrzeby pchać w dziecko dodatkowej chemii. Skóra niemowlaczka jest tak delikatna, tak pachnąca, że nie ma po co poprawiać natury. Wiecie, że można kupić nawet perfumy dla niemowląt? Dla mnie to jest, nie obrażając nikogo, idiotyczne.

U nas to wszystko prezentuje się tak:

  • PRZEWIJANIE
Najlepszy kosmetyk do przewijania, to ciepła woda, ewentualnie z dodatkiem mydła;) Aby ułatwić sobie życie przeznaczyłam do tego celu niewielka miseczkę, która zawsze jest w łazience. W pudełeczku obok łóżka (nie mam przewijaka) mam waciki kosmetyczne, których używam do obmywania pupki. Wierzcie mi, że to wcale nie zajmuje więcej czasu niż wycieranie mokrymi chusteczkami. Jest zdrowiej i przyjemniej dla dziecka. Chusteczki też mamy, ale głównie na wyjścia i do przewijania w nocy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Używam tylko chusteczek Fitti z Biedronki, mają dobry skład i cenę. Od czasu do czasu smaruję pupkę Bepanthenem .Nie przy każdym przewijaniu, najczęściej dopiero wtedy jak coś tam się delikatnie zaczerwieni. Jak Filipek był mały czasem zasypywałam mu pupę mąką ziemniaczaną, u Kubusia jeszcze tego nie stosowałam (ale sposób jest rewelacyjny i co najważniejsze skuteczny i naturalny) . Jeśli chodzi o pieluszki to stosujemy  Dada, Babydream oraz Pampers Active Baby, a od czasu do czasu zakładamy pieluszkę wielorazową (mam ich dziewięć), aby pupka trochę odpoczęła. Przy przewijaniu rewelacyjnie sprawdzają nam sie podkłady wielorazowe



  • KĄPIEL
Początkowo kąpanie Kubusia wiązało się z niezłym stresem. Maluch strasznie wrzeszczał;) Na szczęście po kilku tygodniach to się zmieniło i Kubuś polubił wodę. Kąpiemy go w wanience, we dwoje- mąż trzyma, a ja myję- ręką, nie stosujemy myjek czy gąbek. Do kąpieli używamy płynu Babydream oraz PAT&RUB. Ten pierwszy dostępny jest w Rossmannie, ma bardzo dobry skład oraz cenę. Natomiast drugi wygrałam w konkursie, sama raczej nie kupiłabym tak drogiego kosmetyku. Po kąpieli osuszam skórę synka ręcznikiem i ubieram go w pidżamkę. Nie nakładam kremów ani balsamów, a już nie daj Boże oliwki! Na początku, jak synek miał suchą skórę, zamiast płynu używaliśmy do kąpieli krochmalu .


  •  OGÓLNA PIELĘGNACJA
Jeśli chodzi o ogólną pielęgnację maluszka też nie jest to mocno skomplikowane. Zazwyczaj raz dziennie przemywam synkowi buźkę i oczka wacikiem zamoczonym w ciepłej wodzie. Chyba, że dziecku mocno się uleje, wtedy też przemywam mu policzki i szyjkę. Nosek też czyścimy zazwyczaj raz dziennie, rano. Oczywiście jeśli zachodzi taka potrzeba sięgamy po aspirator częściej. Do pielęgnacji noska stosujemy wodę morską Marimer oraz aspirator Canpol babies 


Uszy czyścimy tylko z zewnątrz, nie psikam niczym do środka, uważam, że nie ma takiej potrzeby u tak małego dziecka. Małżowiny czyścimy patyczkiem kosmetycznym zamoczonym w wodzie lub preparacie Voskolix przeznaczonym do czyszczenia uszu.
Ponieważ synek jest karmiony piersią i nie ma jeszcze zębów, nie czyszczę mu buzi. Zaczniemy jak rozpoczniemy rozszerzanie diety.
Paznokcie obcinam Kubusiowi nożyczkami, umytymi uprzednio w ciepłej wodzie. U rąk co kilka dni, u stóp znacznie rzadziej.
Od czasu do czasu u mojego maluszka pojawia się na głowie ciemieniucha. Aby się jej pozbyć przemywam główkę wacikiem nasączonym oliwką (oliwki używam tylko i wyłącznie do tego celu, uważam, że ten preparat absolutnie nie nadaje się do smarowania całej skóry dziecka!) . Po jakimś czasie delikatnie wyczesuję łuski grzebykiem, a następnie usuwam je z główki przy pomocy szczoteczki z miękkim, naturalnym włosiem.



  • PIELĘGNACJA SEZONOWA
Teraz, na zimowe spacery natłuszczam skórę na buzi chłopców kremem Nivea. Ale też nie zawsze, właściwie tylko wtedy, kiedy temperatura spada poniżej 0. Pamiętajcie, że stosuje się tylko kremy na bazie tłuszczu, jeśli na pierwszym miejscu w składzie widnieje aqua, to ten krem absolutnie nie nadaje się na mróz.
W lecie używamy kremu z filtrem, ale też nie zawsze- jedynie wtedy, kiedy na dworze jest naprawdę gorąco, a my wychodzimy na dłużej. Podpowiem Wam, że w lecie, jeśli dziecko mocno poci się np. pod paszkami, to warto zasypywać je zwykłą mąką ziemniaczaną. Zapobiega to odparzeniom.




  •  PIELĘGNACJA PĘPUSZKA
Początkowo najbardziej problematyczna jest chyba pielęgnacja pępka. Ja nie stosowałam żadnych preparatów (jedynie położna dwa razy przemyła pępek octeniseptem i jakimś spirytusem). Normalnie myłam, a po kąpieli osuszałam jałowym gazikiem. Mieliśmy to szczęście, że u chłopców kikuty szybko odpadły i wszystko ładnie się goiło.

Może to wszystko brzmi dość skomplikowanie, ale młoda mamo wierz mi na słowo, że nie jest to takie straszne. Szybko wpada się w rytm pielęgnacji dziecka i znajduje swoje najlepsze sposoby. Sprawa komplikuje się jeśli mamy małego alergika, ale moich dzieci na szczęście takie problemy nie dotyczą.

czwartek, 21 stycznia 2016

Zabawy z dzieckiem nr 15

Witam Was już po raz 15 w notce z cyklu zabawy z dzieckiem. Trochę tych pomysłów już się tutaj uzbierało. Mam nadzieję, że czasem moje posty są dla was inspiracją w codziennych zabawach z dziećmi. Jak to jest? Korzystacie? Zobaczcie jakie propozycje mam dzisiaj dla was.

1. Kolorowanki troszkę inne

Jeśli Waszym dzieciom znudziło się tradycyjne kolorowanie, warto trochę urozmaicić tą zabawę. Obrazek do kolorowania można wyciąć. Filipek zażyczył sobie ostatnio, żeby podkleić mu jeszcze na tekturce. Niewiarygodne, jak dzieciom mało potrzeba do dobrej zabawy- cały wieczór bawił się takimi pokolorowanymi obrazkami.


2. Rysowanki

Ta zabawa cieszy się u nas popularnością już od kilku miesięcy. Jej urok tkwi w prostocie. Na dużej kartce rysuję Filipkowi ulice i jeździmy po nich samochodami. Fajne jest to, że za każdym razem zabawa ma inny scenariusz- czasem jest to droga do mechanika, czasem do lekarza, innym razem największym problemem są piesi przechodzący na światłach. Można narysować, co tylko nam podpowie wyobraźnia. Filipek uwielbia tak się bawić. Ostatnio nawet zaczął sam rysować ulice.


 3. Co się zmieniło

Poproś dziecko, aby dobrze przyjrzało się pokojowi. Następnie, kiedy maluch wyjdzie, zmień coś w ustawieniu np. postaw inaczej fotel, coś przełóż, schowaj itd. Zadanie dziecka polega na odgadnięciu, co się zmieniło.

4. Kleksy

Kartkę papieru zginamy na pół. Na jednej stronie nakładamy farbę, a następnie odciskamy. Kiedy malunek wyschnie wycinamy kleksa. Zadaniem dziecka jest wymyślenie, co to może być. Pomysły na pewno was zaskoczą. Nasz kleks był motylkiem, rybą, ulem, a nawet laptopem!



 5. Łączenie kropek

Ostatnio jedna z ulubionych zabaw Filipka- rysowanie obrazków po kropkach. Świetne ćwiczenie dla małych rączek i wstęp do pisania. Opcji mamy kilka- możemy kupić gotowe książeczki, wydrukować obrazki z Internetu, a także narysować samodzielnie. To ostatnie jest o tyle fajne, że dziecko samo wymyśla, co chce rysować- u nas są to najczęściej cyferki i literki.




środa, 20 stycznia 2016

Uczymy dziecko właściwych zachowań

Wychowanie dziecka na przyzwoitego człowieka to obowiązek każdego rodzica. Nie jest to jednak takie proste, jak może się wydawać. Musimy włożyć trochę wysiłku w to, aby nauczyć naszą pociechę właściwego zachowania. Wpoić pewne normy, które obowiązują w społeczeństwie.
Każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko było dobrze wychowane. Jak to osiągnąć, kiedy zacząć? Myślę, że od samego początku- najpierw swoim przykładem, a później tłumaczeniem, zabawą, czytaniem książeczek.
Nauka przez zabawę, to jest to! Dziecko uczy się, a nawet o tym nie wie. U nas idealnie sprawdzają się książeczki, a już szczególnie te z naklejkami. Dziś chcę wam pokazać jedną z pozycji wydawnictwa Siedmioróg, która może wspomóc naukę dobrych zachowań.


"Uczę się dobrych obyczajów"- to edukacyjna książeczka z naklejkami, dzięki której nasze pociechy mogą poznać dobre zachowania. Na każdej stronie znajduje się wierszyk oraz miejsca na przyklejenie właściwych naklejek. Poruszone są tu takie tematy jak dbanie o higienę, używanie "magicznych" słów, właściwe zachowanie w domu oraz wśród ludzi. Pokazane są także rzeczy, których nie należy robić np. psuć zabawek, niszczyć książek. Zabawa z tą książeczką to idealny punkt zaczepienia, aby porozmawiać z dzieckiem o tym jak powinno się zachowywać. Każda strona to nowy temat do poruszenia. Ja po wyklejeniu wszystkich naklejek jeszcze raz porozmawiałam z Filipkiem na każdy z tematów. Poprosiłam, aby patrząc na obrazki sam opowiedział co należy robić, a czego nie. Myślę, że oboje dobrze się bawiliśmy, a jednocześnie synek zrozumiał kilka rzeczy.
Książeczka jest ciekawa i kolorowa, na pewno spodoba się każdemu maluchowi. Dzięki naklejkom korzystanie z niej jest jeszcze atrakcyjniejsze.
Filipek stwierdził, że książeczka jest bardzo fajna i na moje pytanie, czy poleciłby innym rodzicom, aby kupili ją dla swoich dzieci, odpowiedział, że tak, bardzo by polecił. Także macie rekomendację i mamy i dziecka;)
Zobaczcie na zdjęciach, jak fajnie się prezentuje:






Kilka dodatkowych informacji:
Wydawnictwo: Siedmioróg
Liczba stron: 16
Cena: 9,20 zł
Książka na stronie wydawnictwa: klik




poniedziałek, 18 stycznia 2016

Angielsko-polski słownik dla małego ucznia

W dzisiejszych czasach bez znajomości angielskiego ani rusz. Nastała moda na naukę języka od najmłodszych lat. O ile się nie mylę już w przedszkolu, a nawet w żłobku są zajęcia z angielskiego. Ja nie mam parcia na to, aby Filipa uczyć już języka. Ale wiem, że to nieuniknione i za rok, góra dwa trzeba będzie zacząć. Nie dlatego, żeby mu to było jakoś bardzo niezbędne, ale po to, żeby nie odstawał od innych dzieci, kiedy pójdzie do przedszkola, czy do szkoły. Ja sama miałam spore problemy z angielskim, naukę zaczęłam dopiero w gimnazjum i niestety choć ogólnie uczyłam się bardzo dobrze, to język był moją największą słabością.
Na rynku istnieje całe mnóstwo książeczek, gier, zabawek, które mogą pomóc w nauce języka. Ja dziś pokażę Wam jedną z propozycji od wydawnictwa Siedmioróg.

Ilustrowany słownik angielsko-polski, bo o tej książce mowa, z założenia przeznaczony jest dla dzieci w wieku 7-10 lat. Ja myślę, że może on posłużyć nawet młodszym dzieciom, a także starszakom i rodzicom.


Dzieci, które potrafią czytać z powodzeniem poradzą sobie w samodzielnej pracy z książką. Maluchom mogą czytać rodzice np. pokazywać na konkretny obrazek i czytać jego nazwę po angielsku. Z tym słownikiem nawet rodzic nie znający zbyt dobrze języka da sobie radę. Wielkim plusem jest to, że przy każdej angielskiej nazwie, w nawiasie podana jest poprawna wymowa.
Książka podzielona jest na kilka tematycznych rozdziałów np. rodzina, sport, hobby, emocje, wielkanoc, nad morzem, ciało, dom itd. Tych rozdziałów jest aż 26.


Każdy rozdział składa się z obrazka, w którym poszczególne elementy podpisane są po angielsku. Pod obrazkiem znajdują się 2-3 całe wyrażenia. Wszystko zapisane jest po angielsku+ w nawiasie poprawna wymowa. Dalej znajduje się spis wszystkich słówek, krótki komiks oraz zwroty.

W praktyce wygląda to tak:




Na końcu książki znajduje się słowniczek polsko- angielski, tym razem alfabetyczny. Jest także tłumaczenie wierszyków z książki, nazwy liczb, miesięcy i dni tygodnia.


Myślę, że taka obrazkowa forma słownika to strzał w dziesiątkę. Chyba większość osób jest wzrokowcami i na pewno łatwiej im uczyć się słówek z obrazka niż ze zwykłego spisu.
Ta książka to rewelacyjna pomoc do nauki języka angielskiego zarówno w szkole, jak i w domu. Idealna propozycja dla małych uczniów i myślę, że świetny pomysł na prezent.

Jest jeszcze jedna duża zaleta tego słownika. Do książki dołączona jest płyta CD, na której nagrane są wszystkie rozdziały. Dzięki temu dziecko może posłuchać poprawnej wymowy. Możemy też tą płytę puszczać w tle, chociażby podczas zabawy, aby dziecko osłuchiwało się z językiem. Myślę, że ja właśnie od tego zacznę.

Choć nie jestem fanką języka angielskiego, bardzo polecam tą pozycję. Jestem przekonana, że może bardzo ułatwić naszym dzieciom naukę języka obcego. W ofercie wydawnictwa jest także słownik francuski, niemiecki oraz rosyjski.

Kilka informacji praktycznych o książce:

Tytuł: Ilustrowany słownik angielsko-polski
Wydawnictwo: Siedmioróg
Liczba stron: 128
Oprawa: twarda
Cena: 23,99 zł
Książka na stronie wydawnictwa: klik




wtorek, 12 stycznia 2016

Mądre poradniki o wychowaniu

Nie lubię poradników dotyczących wychowywania dzieci. Serio. Uważam, że każde dziecko jest inne i nie da się  wrzucić wszystkich do jednego wora. Mam traumę po książkach Tracy Hogg, które tak wszyscy wychwalają. Niestety w mojej opinii to metody pokazujące jak "wytresować" dziecko, aby było idealne, aby nie przeszkadzało rodzicom, żebyśmy mieli święty spokój. Tylko nie dostrzegam w tym wszystkim dziecka, jego uczuć i potrzeb. Odkładanie maluszka po kilkadziesiąt razy do łóżeczka, pomimo tego, że płacze i widać, że tego nie chce. Sorry, ale to nie dla mnie. Moje dzieci mają potrzebę bliskości i spania z nami i nie zabraniam im tego. Same wyrosną, a ja będę jeszcze za tym tęsknić. To taki przykład, bo generalnie nie o spanie mi tutaj chodzi.
No więc wracam do głównego wątku. Poradników nie lubię, ale...niedawno skusiłam się na zakup. Zobaczyłam te książki gdzieś w Internecie i wiedziałam, że muszę je mieć. Kilka kliknięć na allegro i tak oto są moje- świetne poradniki, których autorką jest Isabelle Filliozat.
Dwie z tych książek- "Moje dziecko doprowadza mnie do szału" oraz "Próbowałam już wszystkiego" to typowe poradniki o wychowywaniu dziecka. Pierwszy dotyczy starszaków, drugi dzieci w wieku 1-5 lat. Nie są to ścisłe podziały, bo rady zawarte w książkach można stosować tak naprawdę w każdej grupie wiekowej.


To, co jest największym atutem tych książek to ich konstrukcja. Podzielone są na tematyczne rozdziały, a w każdym z nich znajdujemy konkretną sytuację, odpowiedź jak sobie radzić i jakich błędów nie popełniać. Wszystko zobrazowane jest rysunkowymi historyjkami. Książki czyta się bardzo szybko, mi przeczytanie każdej z nich zajęło jeden wieczór.
Autorka skupia się przede wszystkim na dziecku- na jego potrzebach i uczuciach. Nam rodzicom podpowiada jak mówić do malucha, aby osiągnąć zamierzony cel i jednocześnie nie wpływać negatywnie na uczucia dziecka. Naprawdę warto te rady wcielić w życie, aby i nam i naszym pociechom było lepiej.
Trzecia z tych książek- "W sercu emocji dziecka" skupia się właśnie na uczuciach dziecka. Jest zupełnie inna od dwóch poprzednich pozycji- nie ma tu scenek, przez co czyta się dłużej;) Autorka podpowiada m.in jak radzić sobie ze złością u dziecka, z płaczem, ze strachem. Jak pomóc zaakceptować pojawienie się rodzeństwa czy przeżyć żałobę z powodu śmierci bliskiej osoby. Porusza wiele ważnych tematów, które dotyczą każdej rodziny.
Ja osobiście jestem wszystkimi trzema książkami zachwycona. Oczywiście nie w każdej kwestii zgadzam się z autorką, ale naprawdę wiele rad przydało mi się w moim życiu. Staram się je stosować na co dzień, choć naprawdę nie jest łatwo zmienić swoje przyzwyczajenia, chociażby sposób mówienia do dziecka. Jeden wniosek jest natomiast oczywisty- jeśli chcesz zmienić coś w zachowaniu swojego dziecka, to musisz zacząć od siebie.
Polecam wam naprawdę te książki. Nie są drogie, a mogą pomóc w wielu kwestiach. Ja zbieram się do przeczytania ich po raz drugi, bardziej wnikliwie, bo za pierwszym razem dosłownie je pochłonęłam.
Zobaczcie sobie poniższe zdjęcia, tak na zachętę:)






A wy sięgacie po poradniki, czy raczej unikacie książek z radami dotyczącymi wychowywania dzieci?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...