sobota, 10 grudnia 2016

Mama czyta- "Gorzki dar"

Czy książka o chorobie może być naładowana pozytywnymi emocjami? Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Choroba sama w sobie kojarzy nam się z bólem, cierpieniem, łzami. Powiem wam szczerze, że niechętnie sięgam po taką tematykę. Wiadomo każdy chce być zdrowy, szczęśliwy, a czytając o chorych ludziach zawsze mam myśl- mnie też to może spotkać...
Wyjątkowo, kiedy przeczytałam opis książki "Gorzki dar" wiedziałam, że chcę to przeczytać. I nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo mnie ta książka zaskoczyła!


Autorka to Grażyna Zielińska, niezwykła kobieta! Opisuje ona swoje zmagania z chorobą, którą jest stwardnienie rozsiane. Choroba nieuleczalna, dla wielu po prostu wyrok. Pani Grażyna w swojej książce udowadnia, że z chorobą można żyć i to żyć pełną piersią! Ze stron opowieści aż bije pozytywna energia! Jest to jedna z najbardziej optymistycznych książek jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać. Czytając poczułam autentyczny przypływ dobrej energii i zobaczyłam swoje życie w zupełnie innym świetle. Trzeba doceniać to, co się ma! Każdą chwilę, każdy dzień, każdego człowieka na swojej drodze.
Pani Grażyna, kiedy usłyszała diagnozę-SM postanowiła, że się nie podda. Oswoiła chorobę i pogodziła się z nią, jednocześnie czerpiąc z życia pełnymi garściami. Pozytywne myślenie jest bardzo ważne dla osób borykających się z problemami zdrowotnymi. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową dla każdej chorej osoby.
"Gorzki dar" tak mnie pochłonął, że przeczytałam go w jeden wieczór. Zwykle zasypiam po kilkunastu stronach książki, tym razem nie było o tym mowy. Chciałam czytać, czytać i czytać (wstawałam co chwilę z łóżka,żeby nie zasnąć;) ). Dawno już żadna książka tak mnie nie poruszyła.
Książka jest krótka, ma tylko 160 stron. Autorka opowiada nie tylko o swojej walce z chorobą, o dniu dzisiejszym, ale też często wraca do wspomnień z dzieciństwa. Bardzo ważne miejsce w jej życiu zajmuje Bóg i to pełne mu zaufanie jest bodźcem do szczęśliwego życia pomimo nieuleczalnej choroby.
Polecam Wam tą książkę z całego serca! A ja czekam na drugą część "Kryształowy dar", która ukaże się niebawem.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Autor: Grażyna Zielińska
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 168
Cena: 18,90 zł, aktualnie 16,06 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj



środa, 30 listopada 2016

Jak pocieszyć Matyldę? Anioł z nieba po raz trzeci

O serii książek Twój Anioł z nieba pisałam już dwa razy (zobacz recenzje tu i tu ). Są to niezbyt długie książeczki opowiadające o przygodach Antka oraz jego Anioła Stróża. Dziś chciałabym wam pokazać kolejną część tego cyklu.


"Jak pocieszyć Matyldę?" to już piąta książeczka z tej serii. Tym razem opowiada o tym jak Antek ze swoim Aniołem chcieli pomóc Matyldzie- starszej siostrze. Dziewczynka była zła, smutna i sfrustrowana. Wszystko ją złościło i chciało jej się płakać. Antek postanowił ją rozweselić, ale niestety jego próby okazały się bezowocne. Czasem jednak najlepsze rozwiązania przychodzą same.
Książka opowiada o relacjach rodzeństwa, czasem napiętych, a mimo to pełnych miłości. Chyba każdy kto ma brata czy siostrę wie o co chodzi. Antek, choć chciał dla siostry dobrze, to tylko pogarszał całą sytuację. Z opowieści płynie bardzo ważne przesłanie- złe myśli i zły humor potęgują się, a także zarażają innych. Ale jest też dobra wiadomość- to działa także w drugą stronę. Dobre myśli, uczynki, uśmiech, czułe gesty także działają na innych, może nawet jeszcze bardziej. Każdy człowiek nosi w sercu radość i miłość, tylko nie zawsze potrafi to okazać.
Osobiście bardzo lubię książki z tej serii. Są dość krótkie, a jednocześnie bardzo wartościowe. Przekazują najmłodszym czytelnikom ważne sprawy w zabawny i lekki sposób. To wartościowe lektury i warto takie książki podsuwać dzieciom.
Tekst jest napisany dużą czcionką, idealną dla dzieci, które dopiero opanowały sztukę czytania. Do tego całość okraszona humorystycznymi ilustracjami. Dla mnie to książki na szóstkę!



Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Rok wydania: 2016
Cena: 14,90 zł aktualnie promocja 12,66 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj


 

piątek, 25 listopada 2016

Skrzat nie śpi...

Kiedy wspominam książki z mojego dzieciństwa w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiałam tą książkę i mam do niej ogromny sentyment. Mimo to chyba nie zdarzyło mi się przeczytać innej powieści Astrid Lindgren. Aż do ostatniego tygodnia, kiedy otrzymałam książkę "Skrzat nie śpi" wydaną przez wydawnictwo Zakamarki.


Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl na opisanie tej książki to "klimatyczna". Wyobraźcie to sobie...Zima, ciemna noc, mała wioska gdzieś w głębi lasu. Samotna, stara zagroda, srogi mróz, biały śnieg. Wszyscy śpią głębokim snem. Czy wszyscy? Okazuje się, że nie, bo w tej zagrodzie mieszka też skrzat, który nie śpi. Wychodzi nocą ze swojej kryjówki i czuwa nad mieszkańcami zagrody. Zagląda do zwierząt i do dzieci, rozmawia z nimi, dba, żeby nic im nie zabrakło. A jedyny dowód na jego obecność to ślady małych stóp pozostawione na śniegu.
Mi takie opowieści bardzo działają na wyobraźnię. Filipkowi też, bo słuchał jak zaczarowany, a kiedy skończyliśmy czytać powiedział tylko "chcę jeszcze raz".
Tą książkę czyta się inaczej niż zwykłą bajkę, ona ma niepowtarzalny klimat. Jest idealna na wyciszenie się. Oczywiście połowa sukcesu to ilustracje, które są równie magiczne jak sama opowieść.Niby proste, a mają w sobie to coś.
Książka jest cudowna, bardzo się cieszę, że trafiła do naszej biblioteczki. Mogę ją polecić z czystym sercem.




Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Zakamarki
Autor: Astrid Lindgren & Kitty Crowther
Liczba stron: 28 stron
Oprawa: twarda z płóciennym brzegiem
Cena: 29,90 zł, obecnie 26,91 zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



poniedziałek, 21 listopada 2016

Kubuś w szpitalu

Kuba do tej pory praktycznie nie chorował. Zdarzył mu się kilka razy katarek i w zasadzie tyle. A jak zachorował kilka dni temu to od razu z przytupem tak, że wylądowaliśmy w szpitalu. Diagnoza? Zapalenie krtani. Ale zacznijmy od początku.
W nocy z niedzieli na poniedziałek Kubuś miał temperaturę 38 stopni, która później z niewielkimi wahaniami utrzymywała się przez cały dzień. Nic mu nie podawałam, bo jestem zdania, że niewielka gorączka to stan potrzebny i nie należy z tym walczyć. Poza tym dziecko było uśmiechnięte, żywiołowe, jadło jak zawsze. Gdyby nie to, że termometr pokazywał niezbicie, że temperatura jest wyższa niż normalnie nie powiedziałabym, że cokolwiek maluchowi dolega. Stwierdziłam, że pewnie idzie ząbek i stąd gorączka.
We wtorek Kuba wstał na oko zdrowy, już bez temperatury, która sama spadła jeszcze poprzedniego wieczoru. Jednak w ciągu dnia kilka razy zakasłał. Stwierdziłam, że w środę z rana wybiorę się na wszelki wypadek do pediatry. Teraz wiem, że kaszel był bardzo charakterystyczny, taki dźwięczny-szczekający. Wtedy jednak tego nie skojarzyłam, bo Kuba kaszlał po raz pierwszy i nie miałam porównania.
Wieczorem kładłam praktycznie zdrowe dziecko spać. Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzy....Około 22 Kuba nagle się przebudził wydając bardzo dziwne dźwięki. Miał taki gruby głos, chciał kaszleć ale jakby nie mógł, jego głos przypominał gigantyczną chrypę. Wystraszyliśmy się bardzo, ale wzięłam go na ręce i po chwili z powrotem usnął. Mąż stwierdził, że może jakaś flegma mu spłynęła i osiadła na strunach głosowych. Ja panikara miałam już wizję jakiegoś zapalenia płuc.
Po kilku minutach snu Kuba znów się obudził i sytuacja się powtórzyła. Dziwny kaszel, trudności z wydobyciem dźwięku a w końcu trudności z oddychaniem, mieliśmy wrażenie, że dziecko się dusi. Podczas gdy ja nosiłam i uspokajałam Kubusia mąż zadzwonił na pogotowie. Pani z dyspozytorni kazała dziecko nosić w górze, przebrać i czekać na lekarza. W międzyczasie "atak" minął pozostała tylko gigantyczna chrypa. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, pieluszki, ubranka na przebranie, książeczkę zdrowia, bo czułam, że skończy się to szpitalem.
Po kilku minutach przyjechało pogotowie. Lekarz stwierdził, że Kuba ma zapalenie krtani i koniecznie musimy jechać na jakiś dyżur pediatryczny. Miałam do wyboru jechać taksówką, budzić Filipka i jechać samochodem lub pojechać karetką. Choć niechętnie, to lekarz zgodził się na ostatnią opcję. Pojechaliśmy do szpitala dziecięcego gdzie jak zwykle najpierw musiałam odpowiedzieć na dziesiątki pytań i podpisać stosy dokumentów. Kubusiowi założono wkłucie i dostał dożylnie steryd. Został zbadany przez laryngologa, zrobiliśmy inhalację i przyjęto nas na oddział. Kubuś padł jak tylko znaleźliśmy się na sali. Bałam się, że nie będzie chciał spać w szpitalnym łóżku, ale był tak zmęczony, że nie zrobiło mu to różnicy. Ja całą noc siedziałam obok na krześle. Dzień w szpitalu minął nam całkiem dobrze. Na oddziale panowała bardzo miła atmosfera, personel był sympatyczny i naprawdę nie było na co narzekać. Kubuś jeszcze rano dostał steryd dożylnie, a później już tylko inhalacje. W międzyczasie zostaliśmy sami na sali, więc kolejnej nocy czułam się dużo swobodniej i nawet spałam na kocu, na podłodze. Kubuś miał prawdziwe szczęście, bo podczas całego pobytu tylko raz był ukłuty (na pogotowiu przy założeniu wenflonu), nawet krew do morfologii miał pobieraną z wkłucia.Do domu zostaliśmy wypisani w czwartek około godziny 10 z zaleceniem inhalacji przez kilka dni i podawania syropu.
Kuba pobyt w szpitalu zniósł bardzo dobrze. Rozrabiał najbardziej ze wszystkich dzieci na oddziale, nie szło go utrzymać w sali. Niewiarygodne jak dzieci szybko adaptują się do nowych miejsc i sytuacji. Początkowo Kuba nawet na chwilę nie dał się położyć do szpitalnego łóżka, płakał przy przewijaniu, a po kilku godzinach bez problemu mogłam go nawet na chwilę zostawić i wyjść np. do toalety.
Powiem wam, że panicznie bałam się momentu, w którym któryś z chłopców trafiłby do szpitala. Stwierdzam jednak, że nie ma co nastawiać się na najgorsze. Choć wiadomo, że szpital to nic przyjemnego, to jednak ma swoje plusy. Warunki wciąż pozostawiają wiele do życzenia, ale mam nadzieję, że to będzie szło ku lepszemu.
Zapalenie krtani to choroba wirusowa i niestety złapała chyba całą naszą rodzinę. U dorosłych to przebiega nieco inaczej ze względu na w pełni rozwinięty układ oddechowy. U niemowląt i dzieci to wszystko jest węższe stąd też choroba jest groźniejsza. Filipek miał w tym tygodniu wrócić do przedszkola, niestety w niedzielę i jego dopadł duszący, szczekający kaszel, a lekarka w weekendowej opiece stwierdziła, że prawdopodobnie złapał to samo. Zamiast przedszkola mamy więc inhalacje i syropy...
Czy te choróbska kiedyś się skończą? Od września bez przerwy w naszym domu słychać kaszel i smarkanie...

sobota, 19 listopada 2016

O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus


Książek dla dzieci wydano tysiące, jedne są lepsze inne trochę gorsze. Niektóre prawie na pamięć znamy, a inne dopiero z recenzji poznamy. Nie, nie martwcie się, nie będę pisać marnym wierszem;)
Chciałabym dziś pokazać Wam kolejną piękną książeczkę, która trafiła do mnie za pośrednictwem Wydawnictwa Promic.
"O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus i inne historie" to książka, w której znajduje się pięć różnych bajeczek. Bohaterami każdej opowieści jest ktoś inny- małe mrówki, ptaszek Timmi, dziewczynka o imieniu Sofia oraz dwaj chłopcy wraz ze swoimi Aniołami Stróżami.
Mrówki, jak wskazuje tytuł szykowały prezent dla nowonarodzonego Dzieciątka Jezus, nie chciały być gorsze od mędrców i pastuszków. Ptaszek Timmi uczył się cierpliwości i tego, że warto mieć nadzieję. Sofia, dzięki radom swojej babci nauczyła się czym jest pokora oraz bezinteresowność. A Aniołowie dzięki współpracy i dobremu planowi doprowadzili do przyjaźni pomiędzy nielubiącymi się chłopcami.
Każda opowieść przekazuje jakiś morał, jakąś życiową prawdę. Najmłodsi czytelnicy mogą dowiedzieć się, że nawet będąc biednym zawsze można coś podarować drugiej osobie, że każda osoba może być darem dla innych, że każdy człowiek jest wyjątkowy, a pokora to potrzebna cnota.
Bajki napisane są przystępnym językiem, opisują zdarzenia, które dziecko może bez trudu pojąć. Całość uzupełniają piękne, kolorowe ilustracje.
Książka jest bardzo ładne wydana. Świetnie sprawdzi się jako prezent np. na Mikołaja.




Kilka informacji o książce:
Autor: Maria Luisa Equez, Elisa Tromba
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 56
Oprawa: twarda
Cena: 19,90 zł, aktualnie 16,90zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...