piątek, 24 maja 2019

3,4,5-latek bawi się i poznaje świat- seria książeczek edukacyjnych

Jeśli regularnie zaglądacie na bloga, to na pewno doskonale wiecie, że razem z chłopcami bardzo lubimy wszelkie książeczki edukacyjne. Praktycznie codziennie chociaż kilka minut poświęcamy na rozwiązywanie ciekawych zadań, nie wspominając już o czytaniu.
Jednymi z naszych ulubionych książeczek są publikacje z wydawnictwa Aksjomat- książeczki te charakteryzują się interesującą tematyką, różnorodnością zadań oraz przyjemną dla oka szatą graficzną. W ostatnich dniach sięgnęliśmy po nową serię edukacyjną "3,4,5-latek bawi się i poznaje świat" i dzisiaj krótko Wam o niej opowiem.


Jest to zestaw składający się z trzech książek, w których poziom trudności zadań został dopasowany do odpowiedniej grupy wiekowej. Kubuś ma 3,5 roku i rozwiązał książeczkę dla 3- i dla 4-latków. Ta druga wymagała od niego nieco więcej pracy i zaangażowania.
Tematyka ćwiczeń jest bardzo różnorodna, a ich układ nawiązuje do następujących po sobie pór roku. Dodatkowo oprócz zadań do rozwiązania dzieci znajdą tutaj wierszyki, piosenki, opowiadania oraz zagadki.


Zadania jakie znajdziecie w książeczkach to na przykład:
-labirynty
-kolorowanki
-dopasowywanie elementów np.cieni
-układanie kolejności zdarzeń
-rysowanie po śladzie- szlaczków i obrazków
-liczenie elementów
-wybieranie opisanego elementu
-dopasowywanie kolorów
-układanie szeregów
-poznawanie zwierząt, roślin, znaków drogowych, zasad zachowania
-rysowanie

Ćwiczenia są ciekawe i atrakcyjne dla dzieci, nie ma tutaj nudy i monotonii. Dzięki zadaniom dzieci mogą ćwiczyć różne umiejętności, a także zdobywać nową wiedzę. Uczą się zasad bezpieczeństwa, dobrego zachowania, higieny oraz ćwiczą wiele pojęć używanych w życiu codziennym. Rozwiązywanie tych książeczek, to nie tylko pożyteczna rozrywka i nauka, ale także naprawdę przyjemna zabawa. Do ćwiczeń dołączone są również naklejki- jest ich naprawdę sporo.
Zobaczcie jak prezentują się niektóre zadania z poszczególnych książeczek:

Dla trzylatków:



Dla czterolatków:




I dla pięciolatków:




Każda z książeczek ma aż 40 stron, a jej koszt to 12,99 zł.
Te książeczki oraz mnóstwo innych ciekawych tytułów znajdziecie na stronie wydawnictwa Aksjomat 


środa, 22 maja 2019

Rach ciach- rodzinna gra zręcznościowa

Nasza kolekcja gier rozrasta się coraz bardziej. Niestety nie każda gra cieszy się zainteresowaniem chłopców- dużo mamy tytułów, po które praktycznie nie sięgamy. Są też takie gry, które okazują się absolutnym hitem i takie pokazuję Wam na blogu. Ostatnio w nasze ręce dostała się gra Rach Ciach firmy Alexander i co tu dużo mówić- zachwyciła chłopców i od kilku dni jest w ciągłym użyciu. Nie będę ukrywała, że i ja stałam się fanką tej gry.


Rach Ciach to rodzinna gra zręcznościowa z banalnie prostymi zasadami. W pudełku znajdziecie następujące elementy:
-kolorowe kulki po 4 z każdego koloru, a kolorów jest 6
-4 kolorowe podstawki z rurkami
-dzwonek
-55 kart z wzorami do układania
-planszę oraz 4 pionki
-instrukcję do gry




Elementy gry są bardzo porządnie wykonane, nam najbardziej podobają się te kolorowe kuleczki. Gra polega na tym, aby jak najszybciej nałożyć kulki na rurkę w kolejności zaznaczonej na karcie.
Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy uczestnik otrzymuje podstawkę z rurką oraz 6 kulek- po jednej w każdym kolorze. Na środku stołu rozkłada się karty oraz dzwonek, a także planszę.


Jeden z uczestników odkrywa kartę ze stosiku- na karcie jest rysunek. Od tego momentu każdy nakłada swoje kulki na rurkę w kolejności kolorów jaka pokazana jest na karcie. Kto pierwszy skończy naciska dzwonek i tym samym kończy czas na wykonanie zadania. Za każdą dobrze nałożoną kulkę otrzymujemy jeden ruch pionka na planszy, dodatkowo kto pierwszy skończy ma jeden dodatkowy ruch. Wygrywa osoba, która jako pierwsza dojdzie do mety.


To jest oczywiście główna wersja gry, co nie znaczy, że jedyna. My wolimy grać bez planszy i po prostu rywalizować, kto pierwszy ułoży swoje kulki. Można grać również w wersję trudniejszą, w której kartę z obrazkiem odkrywamy tylko na kilka sekund, a następnie kolejność kolorów odtwarzamy z pamięci.
Jeśli chodzi o wiek graczy, gra posiada oznaczenie 5+, ale powiem Wam, że idealnie nadaje się dla młodszych dzieci do zabawy w odtwarzanie kolejności. Mój Kuba codziennie wyciąga Rach Ciach i po prostu odkrywa sobie karty i układa kulki. To zajęcie potrafi go pochłonąć na długi czas i jest oczywiście bardzo rozwijające. Jest to tzw. układanka lewopółkulowa, która ma bardzo pozytywny wpływ na rozwój dziecka.  Kubuś jest oczywiście za mały, żeby grać na czas, ale cieszę się, że odkrył w tej grze zabawę dla siebie. Filip, choć rewelacyjnie gra na czas i często wygrywa, to czasami również lubi poukładać sobie kulki po prostu dla zabawy.


Podsumowując- gra RACH CIACH to nie tylko świetna, zręcznościowa gra rodzinna, ale także rozwijająca zabawa dla dzieci w wieku przedszkolnym.
Producentem gry jest polska firma ALEXANDER, która w swojej ofercie ma mnóstwo ciekawych gier i zabawek dla dzieci.


wtorek, 21 maja 2019

Metoda żywieniowa BLW- recenzja książki

W ostatnich latach wytyczne dotyczące żywienia dzieci uległy dużym zmianom. Chociażby moment wprowadzania pierwszych posiłków został przesunięty i teraz rozszerzanie diety rozpoczyna się po 6 miesiącu. Bardzo popularna stała się także metoda BLW (Baby Lead Weaning), która pomija etap papek i bazuje na dawaniu dziecku wyboru co do tego, co chce jeść i w jakiej ilości.
Ja osobiście nie stosowałam BLW, bo niestety panicznie bałam się zadławienia. Karmiłam więc chłopców najpierw papkami, po czym stopniowo wprowadzałam większe kawałki, aż do momentu, kiedy byłam spokojna, że poradzą sobie z samodzielnym jedzeniem. Nie trafiłam też na żaden poradnik, który byłby w stanie przekonać mnie do tej metody i wyjaśnić jak się do tego zabrać. Na szczęście tradycyjny model wprowadzania posiłków też nie jest niczym złym i w tej dziedzinie odniosłam sukces, bo moje dzieci jedzą pięknie, uwielbiają owoce i warzywa, a ich lista rzeczy nie lubianych jest naprawdę krótka.
Natomiast dla rodziców, którzy chcieliby wprowadzić metodę BLW, poznać jej zasady oraz przekonać się, czy ta metoda będzie dla nich odpowiednia wydawnictwo RM wydało rewelacyjny poradnik- "Metoda żywieniowa BLW. Daj dziecku wybór". 


Jest to książka, w której znajdziecie wszystkie potrzebne informacje dotyczące metody BLW, ale nie tylko- są tutaj też ogólnie wiadomości dotyczące rozszerzania diety maluszka oraz mnóstwo ciekawych przepisów, które można stosować zarówno w BLW, jak i w tradycyjnym modelu karmienia. Przyznam się Wam, że chociaż moje dzieciaki są już duże, to znalazłam tu kilka świetnych przepisów, które zamierzam wykorzystać- chociażby zdrowe desery.


Książka podzielona jest na 7 rozdziałów teoretycznych plus przepisy,które zostały podzielone tematycznie na śniadania, zupy, obiady, kolacje i desery.
Rozdział 1- Jak rozszerzać dietę dziecka- opowiada o ogólnych zasadach dotyczących rozszerzania diety maluszka, czyli jakie produkty kiedy wprowadzamy, na co należy uważać, co podawać do picia.
Rozdział 2 to ogólne zasady metody BLW- na czym to polega i jakie są tego plusy.


Rozdział 3- jak przygotować się na wprowadzenie BLW- omówiono tutaj zasady bezpieczeństwa (np. w jakiej pozycji dziecko powinno jeść), a także przydatne gadżety.


Rozdział 4- BLW w praktyce- mówi o tym jakich zasad należy przestrzegać podczas BLW, a także o tym jak przebiega wprowadzanie tej metody krok po kroku, co jest ściśle związane z umiejętnościami dziecka zmieniającymi się w każdym miesiącu życia.
Rozdział 5, czyli, to co mnie powstrzymało przed BLW- mity i obawy związane z tą metodą. Rodzice znajdą tutaj odpowiedzi na takie pytania jak- czy moje dziecko się najada, jak dbać o to, aby nie miało niedoborów składników odżywczych, a także jak zminimalizować ryzyko zakrztuszenia i zadławienia (oraz czym różnią się te dwa pojęcia, bo nie są tym samym).


Rozdział 6- Zmodyfikowana wersja BLW, czyli BLISS- muszę przyznać, ze o tej metodzie usłyszałam tutaj po raz pierwszy. Została wprowadzona, aby zminimalizować ryzyko zadławienia oraz niedoborów składników odżywczych. Główne założenie BLISS polega na tym, aby po każdym posiłku zaproponować dziecku jeden produkt o wysokiej wartości odżywczej oraz dużej zawartości żelaza. Jest to dość nowa metoda i jeszcze niezbyt popularna.
W rozdziale 7 natomiast bardzo szczegółowo omówiono zalety metody BLW, których jak się okazuje jest bardzo dużo.

Druga część książki, tak jak wspomniałam wcześniej to przepisy. Znajdziecie tutaj propozycje kilkudziesięciu pyszności, które można przygotować zarówno dla maluszków, jak i starszych dzieci. Mi często brakuje pomysłów na ciekawe, smaczne i zdrowe posiłki, a dzięki tej książce zyskałam całe mnóstwo nowych pomysłów. I co najważniejsze- te potrawy są naprawdę proste w wykonaniu.




Polecam tą książkę dla wszystkich rodziców- zarówno tych, którzy planują wprowadzić BLW, jak i tych, którzy opowiadają się za tradycyjnym sposobem rozszerzania diety. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.


Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: RM
Autor: Magdalena Jarzynka-Jendrzejewska, Ewa Sypnik-Pogorzelska
Okładka: miękka
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2019
Cena: 29,99 zł
Książka na stronie wydawnictwa- kliknij tutaj

poniedziałek, 20 maja 2019

Nauka angielskiego- nasze pomoce edukacyjne

Dwa tygodnie temu Filip wrócił ze szkoły (dla przypomnienia- Filip chodzi do zerówki w szkole podstawowej) i opowiedział mi, że tego dnia Pani wołała każde dziecko do siebie i prosiła o rozwiązywanie zadań. Jak się okazało Filip wszystkie zadania zrobił bezbłędnie i dostał plusy, poza zadaniami z angielskiego, z którymi sobie nie poradził- nie znał słówek. Co prawda Pani pocieszyła go, że ma prawo tego jeszcze nie wiedzieć, ale mi ta sytuacja dała mocno do myślenia. Zawaliłam w tej dziedzinie.
Nauczyłam moje dziecko pisać, liczyć i czytać. Opowiadałam mu o przyrodzie, historii, geografii. Przekazałam mu całe mnóstwo wiedzy i umiejętności, ale zaniedbałam kwestię języka angielskiego. A niestety nie oszukujmy się- w naszych czasach bez angielskiego ani rusz. Oczywiście ja doskonale znam przyczynę tego stanu rzeczy-sama angielskiego nie znoszę i mam z nim duży problem, chociaż uczyłam się wiele lat. W pierwszej klasie podstawówki rodzice zapisali mnie na prywatny angielski (wtedy jeszcze język obcy nie był w podstawie programowej) i ja bardzo lubiłam te lekcje. Niestety po kilku miesiącach rodzice mnie wypisali. Ja jednak tak lubiłam angielski, że dorwałam skądś jakiś podręcznik i uczyłam się języka sama. Język obcy jako normalne lekcje zaczynał się wtedy dopiero w czwartej klasie i tak wyszło, że u mnie był to nie angielski, a rosyjski, który był moim głównym językiem obcym aż do końca gimnazjum. Od pierwszej klasy gimnazjum zaczął się również angielski, ale jako język dodatkowy. I tutaj zaczęły się schody- dwie rzeczy sprawiły, że znienawidziłam angielski na zawsze. Po pierwsze- nauczycielka uznała, że nie ma sensu zaczynać od podstaw i wskoczyła z nami od razu na wyższy poziom dostosowując go do garstki osób w klasie, która uczyła się prywatnie, a nie do większości, która do tej pory miała tylko rosyjski. Po drugie- pewnego dnia koleżanka w szyderczy sposób skomentowała moją wymowę sprawiając tym samym, że włączyła mi się blokada przed rozmawianiem po angielsku. Niestety jedna chwila sprawiła, że od tej pory wymawianie angielskich słów stało się dla mnie katorgą i tej blokady nie potrafię przełamać do dzisiaj. Z tego względu uznałam też, że nie będę Filipa uczyć angielskiego, żeby nie nauczyć go źle. Niestety- ćwiczyć z nim musimy, jeśli nie chcemy, aby lekcje angielskiego stały się dla niego takim stresem jakim zawsze były dla mnie. I tak postanowiliśmy, że ja zajmę się zapewnieniem materiałów, a mąż poświęci kilka minut dziennie na szlifowanie z Filipem języka (mój mąż na szczęście mówi płynnie po angielsku i używa tego języka na co dzień w pracy).

Do tej pory zgromadziłam kilka pomocy naukowych (a raczej książek):


Jak na razie naszym numerem 1 są krótkie książeczki po angielsku. Zauważyliśmy, że podczas słuchania Filip zapamiętuje najwięcej słówek. Oczywiście wszystko to odbywa się na zasadzie- mąż czyta stronę, po czym ją tłumaczy i objaśnia znaczenie co niektórych słów. Nie ma żadnego odpytywania, czy zmuszania do powtarzania. Po prostu- czytanie i osłuchiwanie z językiem. Książeczki, które udało nam się do tej pory zgromadzić kupiłam za grosze w ciuchlandzie. Teraz w każdym tygodniu będę wyruszać na łowy, bo naprawdę można kupić świetne tytuły za niewielkie pieniądze. Póki co ulubioną książeczką jest MEG and MOG.


Bardzo fajną pomocą jest także seria książeczek "Moje pierwsze angielskie słówka"- my mamy dwa tytuły, ale jest ich dużo więcej. Koszt jednej książeczki to 2-3 zł, więc naprawdę warto. Słówka zapisane są po polsku i po angielsku, jest także zapisana wymowa. Wydawcą tej serii jest Fenix.



W naszej biblioteczce posiadamy także Ilustrowany słownik angielsko-polski z wydawnictwa Siedmioróg. Tą książkę kiedyś recenzowałam, post znajdziecie tutaj. Jest to słownik bardzo ładnie wydany, są w nim zarówno słówka jak i całe zwroty. Jeszcze z niego nie korzystaliśmy, ale na pewno zaczniemy. Dodatkowo do książki dołączona jest płyta CD.



Moją ulubioną formą nauki jest natomiast rozwiązywanie książeczek z zadaniami. W tematyce angielskiego póki co trafiliśmy na serię Superkid z wydawnictwa Aksjomat. Jest to książeczka z różnymi ciekawymi ćwiczeniami, do których dołączone są naklejki. Na końcu znajduje się słowniczek, a na środku wkładka z grą planszową. Rozwiązując te zadania dziecko może poznać naprawdę sporo słówek i zwrotów.





Nasza ostatnia pomoc edukacyjna to "Angielski w zagadkach" z wydawnictwa Edgard. Jest to podręczny plik różnych ciekawych zagadek. Pytania i warianty odpowiedzi są w języku angielskim, a po drugiej stronie każdej karty znajduje się tłumaczenie oraz poprawna odpowiedź. Zagadnienia są bardzo różnorodne, dzięki czemu dziecko ma szansę poznać dużo różnych słówek i zwrotów. Myślę, że taka forma nauki jest ciekawa i co najważniejsze efektowna. Na uwagę zasługuje tutaj także kolorowa szata graficzna, która ułatwia zapamiętywanie, szczególnie wzrokowcom. Dużym plusem jest niewielki rozmiar tego produktu, dzięki czemu te zagadki idealnie nadają się nie tylko do zabawy w domu, ale także poza nim.



Mam nadzieję, że nasza kolekcja materiałów edukacyjnych będzie się sukcesywnie powiększać, a Filipek polubi angielski i będziemy widzieli efekty systematycznej nauki (przez zabawę oczywiście). Ogromnym plusem jest także fakt, że przy Filipie uczy się również Kubuś- zapamiętał już co najmniej kilka słówek z czytanych książeczek.

Na koniec mam pytanie do was- jakie inne materiały edukacyjne (książeczki, gry itd) moglibyście nam polecić? W jaki sposób Wy uczycie angielskiego waszego dzieci? A może nie widzicie potrzeby nauki języka obcego w wieku przedszkolnym? Zachęcam do komentowania i dzielenia się swoim doświadczeniem.

Magazyn Scooby Doo

Kolejny magazyn, który możecie aktualnie spotkać na sklepowych witrynach to gazetka Scooby Doo!, czyli czasopismo dla nieco starszych dzieci niż moje dwa skrzaty. Scoobiego znają chyba wszyscy, ja osobiście wychowałam się na tej bajce. Choć muszę przyznać, że teraz rażą mnie te zjawy i upiory, wtedy mi to zupełnie nie przeszkadzało. Moi chłopcy tej bajki nie oglądają, ale z kolei lubią motyw Scooby Doo na przykład na ubraniach. W czasopiśmie natomiast najbardziej spodobały im się dodatki.


Pierwszy z nich to "upiorne szarady"- gra na zasadzie kalambur. Na kartach narysowane są różne elementy, które trzeba narysować markerem suchościeralnym, a druga osoba zgaduje, co narysowaliśmy. Drugi prezent to Glibbi Snoball, czyli substancja, z której można stworzyć 15 "śnieżek" do zabawy. Planujemy wykorzystać to na działce, jednak za każdym razem  zapominamy zabrać. Jak w końcu się uda, to pokażę Wam naszą zabawę na Facebooku. Glibbi jest całkowicie biodegradowalne, więc śmiało można się tym bawić na trawie.


A co w środku czasopisma? Na początek trochę ciekawostek do poczytania- o duchach i nawiedzonych domach. Muszę się przyznać, że osobiście lubię takie tematy z dreszczykiem.


Dalej na dzieci czeka kilka stron komiksu:


Następnie zaczynają się różne łamigłówki- jest na przykład quiz, labirynty, szukanie elementów na obrazku, kolorowanka. Na środku gazetki znajduje się plakat, a na końcu konkurs plastyczny.



Czasopismo kosztuje 9,99 zł, ma 36stron.


Książeczki i gazetki dla dzieci kupicie na:


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...