niedziela, 22 kwietnia 2018

Wycieczka do Warszawy- kierunek Zoo

Wczorajszą piękną sobotę wykorzystaliśmy na wycieczkę do stolicy. Wyjazd zaplanowaliśmy kilka dni wcześniej. Wstaliśmy przed 5 rano, pojechaliśmy po moją siostrę i wyruszyliśmy w trzygodzinną podróż do Warszawy. Chłopcy jak zawsze wstali bez problemu i bez marudzenia. Małe włóczykije uwielbiają ten dreszczyk emocji towarzyszący wyjazdom. Myślałam, że "dośpią" po drodze, ale im nie w głowie było spanie.
Do zoo dojechaliśmy przed godziną 9. Taki był plan, aby zdążyć przed tłumem zwiedzających. Bilety kupiliśmy w automatach przed wejściem, dzięki czemu nie musieliśmy stać w kolejce (polecam takie rozwiązanie, za bilety można płacić kartą). Koszt biletu normalnego to 25 zł, ulgowego- 15, a dzieci do lat 3 wchodzą bezpłatnie. Na miejscu można skorzystać z bezpłatnych wózeczków do ciągania dzieci. Rewelacyjne rozwiązanie. My niestety wzięliśmy swoją spacerówkę, więc nie potrzebowaliśmy dodatkowego środka transportu. Na terenie zoo w kilku miejscach znajdują się także czyste, bezpłatne toalety.
Zoo w Warszawie jest naprawdę duże, zwiedzanie zajęło nam około 3 godzin. Bałam się, że chłopcy szybko się znudzą, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Byli zachwyceni zwierzętami i oglądali z ciekawością. Nie chcieli stamtąd wychodzić. Filipek był zachwycony ptaszarnią, a konkretnie pomieszczeniem, w którym w egzotycznej scenerii ptaszki latają luzem wśród zwiedzających. Ogromnie podobały się również akwaria z rybami, płaszczkami, konikami morskimi.
Niestety mieliśmy pecha, bo część zwierząt w ogóle nie wyszła na wybiegi (np. tygrys), a niektórych wcale nie było (w części zwanej "baśniowe zoo" nie było, ani jednego zwierzaka). Część ogrodu zoologicznego jest także w remoncie.
Bardzo podobało mi się to, że na terenie zoo nie ma wielu budek z pamiątkami, balonami itd. To znacznie ułatwia zwiedzanie, kiedy nic takiego nie rozprasza uwagi dzieci. Zoo jest zadbane i ładnie urządzone. Zdecydowanie polecam na wycieczkę z dziećmi.

Po zwiedzeniu zoo pojechaliśmy na Starówkę. Zostawiliśmy samochód pod ambasadą chińską (w sobotę parkingi są bezpłatne) i spacerkiem udaliśmy się na Stare Miasto.
Kolejnym punktem miał być Pałac Kultury, niestety nie mieliśmy już za bardzo sił, aby udać się tam na piechotę, więc ostatecznie zrezygnowaliśmy. Za to przeszliśmy spacerkiem przez Ogród Krasińskich. Na koniec odwiedziliśmy cmentarz i zebraliśmy się w drogę powrotną. Wymęczeni, ale zadowoleni z wycieczki.
Chłopcy przez cały dzień zdrzemnęli się 15 minut w czasie przejazdu przez Warszawę. Sądziłam, że w drodze powrotnej padną i podróż minie nam w ciszy i spokoju. Niestety po raz kolejny przekonaliśmy się, że nasze dzieci są nie do zdarcia i nawet kilkunastokilometrowe spacery nie są wstanie ich poskromić. Tak więc całą podróż gadali, pytali czy daleko jeszcze, wołali siku itd. W międzyczasie Filip nauczył się rozpinać pasy w foteliku, a Kuba stwierdził, że nie będzie gorszy. Podróże z chłopcami są coraz ciekawsze.
Choć wróciliśmy bardzo zmęczeni, a ja z ogromnym bólem głowy, to wycieczkę uznajemy za bardzo udaną i już zastanawiamy się, gdzie by tu pojechać następnym razem:D
A na koniec trochę zdjęć:





Nemo:)




Filipkowi ogromnie podobała się ta aranżacja z domkiem:


W zoo każde zwierzątko jest dokładnie opisane:












W Ogrodzie Krasińskich:


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wiosenne spacery-Lublin

Przyszła wiosna i rozgościła się na dobre. Od dwóch tygodni mamy przepiękną pogodę, jest słonecznie a temperatury przekraczają 20 stopni. Czasem mamy wrażenie, że to już lato:) A jak pięknie zielono się zrobiło, i kwiaty kwitną.
Wykorzystujemy ten przepiękny kwiecień i większość czasu spędzamy na dworze. W weekendy urządzamy sobie długie, kilkukilometrowe spacery. Mam to szczęście, że moi chłopcy bardzo lubią z nami spacerować, nie marudzą. Używamy jeszcze wózka, więc czasami Kubuś zwalnia miejsce Filipkowi, sam idzie nóżkami, a Filip odpoczywa w wózku. Taki układ jest dla nas idealny, więc chyba nieprędko pożegnamy spacerówkę.
W sobotę wybraliśmy się na spacer po naszym pięknym mieście.
Najpierw zawitaliśmy na Plac Litewski, na którym są już uruchomione fontanny. Chłopcy uwielbiają na nie patrzeć (nie dotykamy wody, nie wchodzimy do środka). Musimy się tam wybrać wieczorem, kiedy fontanny będą podświetlone.


Później deptakiem udaliśmy się pod Zamek na lody. Uwaga- deptak jest rozkopany! Niestety aby dostać się do ulicy Grodzkiej, pod Bramę Krakowską czy na Zamek trzeba przejść dookoła lub przeciskać się dość wąskim przejściem.
Po drodze podziwialiśmy uroki naszego pięknego Starego Miasta- na ulicy Olejnej odkryliśmy bardzo starą, wręcz przerażającą kamienicę. Większość pewnie powie, że nic w niej pięknego, ale ja mam sentyment do takich miejsc, one mają niesamowity urok, duszę, czuć w nich historię. Filipa też one przeciągają, choć mówi, że się boi, to jednak z ciekawością ogląda.



A tu równie klimatyczna ulica Ku Farze:


Pod Zamkiem zjedliśmy lody (pamiętacie te czasy, kiedy gałka kosztowała 80 groszy?! Teraz z roku na rok ceny coraz wyższe!) i poszliśmy, nieco dookoła do Ogrodu Saskiego.  W Saskim już pięknie! Od wejścia czuć zapach przyrody. Kuba spał a Filipek z tatusiem pobawił się na (jakże zatłoczonym) placu zabaw. Ja na ławce słuchałam śpiewu ptaków...Bardzo lubimy to miejsce, zaglądamy tam od czasu do czasu. Chłopców najbardziej ciągnie na plac zabaw, który przyznaję jest bardzo fajny.

Na koniec zajrzeliśmy jeszcze do nowego budynku na Racławickich- CSK- Centrum Spotkania Kultur, na miejscu dawnego teatru w budowie. Co za niesamowite miejsce! Nawet nie wiedziałam, że można tam wchodzić i zwiedzać. W środku wystrój jest bardzo niecodzienny,byliśmy naprawdę zaskoczeni. Są też bezpłatne, czyste toalety. Windą wjechaliśmy na taras widokowy mieszczący się na czwartym piętrze. Jest jeszcze piętro 5, ale po opuszczeniu windy napotkaliśmy schody,a tak jak pisałam mieliśmy wózek.
Na tarasach wszystko jest oszklone i nie powiem, robi to wrażenie. Osobiście trochę się tam bałam.
Można spacerować po kratce, w której widać wszystko w dół (zdecydowanie to nie dla mnie):


A to oszklone korytarze:


Jest nawet mała pasieka:


A takie ściany są w środku budynku:


Jeśli jeszcze nie mieliście okazji odwiedzić tego miejsca, to naprawdę polecam. Moje dzieciaki były zafascynowane, choć odrobinę się bały. Takim pozytywnym strachem;)

Moi wytrwali chłopcy wcale nie chcieli wracać do domu. Lubimy taki aktywny wypoczynek, poznawanie nowych miejsc, zwiedzanie. W najbliższym czasie planujemy wycieczki do Ogrodu Botanicznego oraz do Warszawy. Oby tylko pogoda cały czas dopisywała!

piątek, 13 kwietnia 2018

Ogóras- Ale jazda!

Kiedy byłam jeszcze piękna i młoda, razem z moim ówczesnym narzeczonym (a teraz mężem) mieliśmy takie jedno marzenie...Za każdym razem kiedy mijaliśmy gdzieś relikt poprzedniej epoki, zwany potocznie samochodem ogórkiem snuliśmy marzenia o tym, żeby kupić taki wehikuł i udać się w daleką podróż przed siebie. Niestety to marzenie nie zostało zrealizowane, ale sentyment do takich samochodów pozostał. Do tej pory widząc na ulicy "ogórka" (a widać je już niezwykle rzadko) rozmawiamy o tym jakby to super było taki posiadać...


Nikogo więc nie powinno zdziwić, że książka, która ukazała się w ostatnim miesiącu nakładem wydawnictwa Wilga od razu wzbudziła moją sympatię.


"Ogóras. Ale jazda" to historia autobusiku rodem z PRLu. Charakterystyczny kształt, światła jak denka od butelek, czy taki pojazd może być atrakcyjny? Oj początkowo wszystko wskazuje na to, że nie. Nowoczesne samochody nie doceniają Ogórasa, a wręcz śmieją się z niego. Z czasem okazuje się jednak, że Ogóras choć stary, jest bardzo wartościowy. Nie tylko dlatego, że jest wytrzymały i solidny, ale także dlatego, że wozi turystów na wycieczki, bierze udział w wystawie, a nawet potrafi czytać! Ta umiejętność okazuje się niezwykle przydatna w świecie pojazdów.
Na kartach tej książeczki dzieci spotkają się z wieloma różnymi postaciami. Jednym z bohaterów jest Jaś. To jego tata jest właścicielem Ogórasa. Jest tutaj także niezwykła pani Lena, która rozumie język samochodów.
"Ogóras. Ale jazda" to idealna książka dla małych wielbicieli motoryzacji. Oprócz Ogórasa bohaterami historii są także inne samochody, zarówno nowoczesne, jak i te starodawne- nysa, tarpan, syrenka, warszawa.
Oprócz ciekawej treści znajdziecie tutaj również świetne ilustracje, doskonale oddające klimat poprzedniej epoki. To dzięki nim czytanie tej książeczki było dla naszej rodziny prawdziwą przyjemnością.  Ich styl przywołuje wspomnienia z mojego dzieciństwa.



Kilka informacji o książce:
Autor: Eliza Piotrowska
Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal, Wilga
Okładka: twarda
Liczba stron: 80
Cena: ok 20 zł
Książka na stronie wydawnictwa kliknij tutaj






wtorek, 27 marca 2018

Królik Franek- bohater bliski przedszkolakom

Grasz ze swoim dzieckiem w grę. Wszystko jest fajnie dopóki Twoja pociecha wygrywa. Kiedy zaczyna przegrywać nagle traci ochotę na wspólną zabawę, kończy grę lub się obraża. Znacie to? Chyba każdy rodzic prędzej czy później zmierzy się z tym etapem. Każdy lubi wygrywać, ale sęk w tym, że nawet małe dziecko musi zrozumieć, że czasem trzeba umieć przegrywać...
Z podobnym problemem musiał zmierzyć się Królik Franek, bohater książeczek, które ostatnio pojawiły się w naszej biblioteczce.


Franek był mistrzem w grze memory. W przedszkolu zawsze wygrywał i tego samego oczekiwał w domu. Kiedy jednak zbyt pewny siebie przestał skupiać się na grze, zwycięstwo przypadło innym osobom. Króliczek oskarżył siostrę o oszukiwanie, a następnie obraził się na swoją rodzinę. Na drugi dzień w przedszkolu przemyślał swoje zachowanie i zrozumiał, że nie zawsze trzeba wygrywać aby dobrze się bawić. W grze liczy się nie zwycięstwo, a wspólna zabawa.




W drugiej książeczce z serii poruszony został inny problem. Do przedszkola Franka dołączyła nowa dziewczynka. Początkowo króliczek był zachwycony kotką Pusią, jednak po chwili odkrył, że różni się ona od innych dzieci- ma zbyt krótki ogonek. Franek nie chciał się bawić z dziewczynką, a nawet niechcący sprawił jej przykrość komentując na głos jej wygląd. Franek nie mógł zrozumieć dlaczego zrobił coś złego. W rozmowie z mamą przyznał się, że nowa koleżanka wywołuje w nim lęk. Zrozumiał swoje niewłaściwie zachowanie, przeprosił Pusię, a później zostali przyjaciółmi.

To krótkie opowiadanie niesie za sobą doskonałe przesłanie dla dzieci. Pokazuje, że nie należy bać się odmienności, a już na pewno nie wolno takich dzieci obrażać, czy krytykować.




Na końcu każdej z książeczek znajduje się zestaw pytań, które mogą nam pomóc w omówieniu z dziećmi przedstawionych problemów. Zwracają uwagę na uczucia i prawidłowe reakcje w różnych sytuacjach. To doskonałe pole wyjściowe do przeprowadzania z dziećmi rozmów na ważne tematy.

W książeczkach o Króliku Franku poruszone są problemy, które są bliskie każdemu dziecku w wieku przedszkolnym. Książki są łatwe w odbiorze, przystępnie napisane, a jednocześnie bardzo mądre i wartościowe. Kolorowe ilustracje sprawiają, że czytanie staje się jeszcze większa przyjemnością.
Moim chłopcom obydwie części bardzo się spodobały i na pewno często do nich wrócimy w codziennym czytaniu.

"Królik Franek i problem krótkiego ogonka"
"Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy"

Wydawnictwo: Wilga- Grupa Wydawnicza Foksal
Okładka: miękka
Liczba stron: 32
Rok wydania: 2018
Cena: ok 7-9 zł
Książeczki na stronie wydawnictwa- kliknij tutaj

 


niedziela, 18 marca 2018

Konkurs Canpol babies

Przed Wami kolejny konkurs organizowany w ramach programu Blogosfera Canpol babies. Tym razem do wygrania taki śliczny zestaw, a konkretnie nawet dwa:)


Zadanie konkursowe jak zwykle bardzo łatwe:

Firma Canpol babies to nie tylko akcesoria dla dzieci, ale również zabawki. Pokaż na zdjęciu jaką zabawkę/ zabawki tej firmy posiada twój maluszek i napisz którą z nich poleciłabyś innym mamom. 

Zgłoszenia możecie dodawać w poście konkursowym na Facebooku lub wysyłać mi na maila (aneta.sawicka05@gmail com) w temacie wpisując Konkurs Canpol babies.

Miło mi będzie jeśli udostępnicie konkurs wśród swoich znajomych, zaprosicie ich do zabawy, a przede wszystkim polubicie na Facebooku moją stronę (Mama Filipka i Kubusia) oraz stronę sponsora nagrody (Canpol babies).

Konkurs potrwa do 6 kwietnia, a wyniki zostaną ogłoszone w tym poście na blogu.
Zanim weźmiesz udział w konkursie, przeczytaj proszę poniższy regulamin.


****Wyniki****
W konkursie tym razem postanowiłam nagrodzić panie Emilię Burdon (zgłoszenie na facebooku) oraz Ewelinę Skierkowską (zgłoszenie na maila). Gratuluję i proszę o kontakt w wiadomości prywatnej lub mailu, w celu przekazania danych do wysyłki:) Dziękuję wszystkim za udział w konkursie:)

Regulamin konkursu:


1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga www.mama-filipka.blogspot.com we współpracy z programem Blogosfera Canpol babies

2. Nagrodą w konkursie są dwa zestawy ufundowane przez firmę Canpol babies.

3. Wysyłka nagrody możliwa jest tylko na terenie Polski. Koszt wysyłki pokrywa sponsor konkursu.

4. Aby wziąć udział w konkursie należy wypełnić wszystkie jego warunki wymienione w treści posta konkursowego. W przypadku nie dopełnienia któregoś z punktów osoba zostaje wykluczona z konkursu.

5. Osoby, których polubienia znikną po zakończeniu konkursu zostają wykluczone z możliwości brania udziału w kolejnych konkursach organizowanych przez autorkę bloga www.mama-filipka.blogspot.com.

6. Konkurs trwa od dnia 18.03.2018 do dnia 06.04.2018 do godz. 23:59. 

7. Zwycięzca zostanie wybrany przez autorkę bloga najpóźniej do dnia 12.04.2018. Wyniki zostaną opublikowane na blogu.

8. Zwycięzca konkursu po poinformowaniu o wygranej zobowiązuje się do podania swoich danych adresowych w celu wysyłki nagrody. Dane te nie zostaną wykorzystane do innych celów ani przekazane osobom trzecim.

9. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do zmian w niniejszym regulaminie, bez podawania przyczyny jak również do odwołania konkursu w przypadku zbyt małej liczby zgłoszeń (poniżej 15 osób)

11. Niniejszy konkurs nie jest grą losową ani zakładem wzajemnym, w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r.(Dz.U.2010.127.857)
12. Udział w konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...