czwartek, 31 października 2013

Chory Filipek

W życiu młodej mamy i dziecka jest wiele "pierwszych razów". Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsze mama, wymieniać można długo. Prędzej czy później musi też nadejść czas na pierwsze chorowanie. No i u nas niestety nadszedł.
Już wczoraj Filipek pokasływał. Myślałam jednak, że gdzieś mu zachodzi ślinka, bo często tak ma. Dziś jednak od rana kaszel przybrał na sile i zrobił się bardziej mokry. Kiedy mąż wrócił z pracy stwierdziliśmy, że lepiej pojechać do przychodni, tym bardziej, że teraz przez 3 dni będzie nieczynne ze względu na weekend. Ubraliśmy więc Filipka i pojechaliśmy. Pani doktor zajrzała do gardełka, osłuchała, pomacała uszka. Osłuchowo na szczęście jest w porządku, natomiast gardełko jest zaczerwienione. Przez 5 dni mamy Małemu podawać witaminę C, wapno, fenistil i flegaminę. Do tego na noc smarować plecki i stópki spirytusem salicylowym. Mam nadzieję, że szybko przejdzie.
Przy okazji poprosiłam o zważenie Filipka. Mój mały mężczyzna waży już 9400g! Co prawda był w ubranku, to można przyjąć, że na golasa byłoby może ok 9200. Niesamowite jak on urósł! A taki był maleńki...

środa, 30 października 2013

Dobra passa

Często tak mam, że jak raz coś wygram, to później udaje mi się kilka razy pod rząd. Ten tydzień okazał się wyjątkowo owocny! Wczoraj dostałam 2 maile o wygranych konkursach- w jednym wygrałam 3 DVD z bajkami "Stacyjkowo", a w drugim przysmaki dla psa (i już wiem kogo nimi obdaruję;D). Udało mi się też załapać na otrzymanie darmowych cukierków Verbena, bo akurat była akcja promocyjna na stronie http://www.imbir.cukierkiverbena.biz/ .Podobno niedługo akcja zostanie wznowiona.
Dziś przyszła paczka, a w niej wygrana w kolejnym konkursie. Nawet nie otrzymałam żadnej informacji, że coś wygrałam, więc byłam bardzo zaskoczona, kiedy odebrałam przesyłkę. A w niej cały zestaw przekąsek Lajkonik oraz pendrive!


Dziś dostałam kolejną miłą wiadomość- moje zgłoszenie zostało zakwalifikowane do projektu "Witaj nasze kochanie". Jest to wystawa zdjęć usg dzieci, grawerowanych w szkle. Każdy uczestnik otrzymuje miniaturową statuetkę ze zdjęciem swojego maleństwa. Bardzo się cieszę, że mi się udało, będę miała piękną pamiątkę. Więcej o wystawie można przeczytać tutaj .Można także obejrzeć zdjęcia, które zostały wybrane.

Wczoraj także dotarła do mnie przesyłka z darmowymi próbkami produktów Mustela. W skład paczuszki wchodzi płyn do kąpieli, krem na odparzenia, kosmetyczka, próbka kremu do brodawek. Próbki otrzymałam dzięki zapisaniu się do klubu Mustela lub dzięki polubieniu profilu na facebooku (zrobiłam jedno i drugie, nie wiem, które zaważyło).


Również polowania ciuchlandowe okazały się sukcesem. Dla Filipka udało mi się kupić ciepłą kurteczkę, akurat na teraz. Bardzo się przydaje ponieważ okazało się,że mój mały mężczyzna nienawidzi ubierania kombinezonu. Każde wyjście wiązało się z wielką awanturą. Do kurtki też nie pała wielką miłością, ale przynajmniej się nie wydziera;) Kupiłam mu także śliczne ogrodniczki, będą akurat na lato. Będzie miał w czym pomagać dziadkowi na działce;) Pomagać, a raczej psocić.




Dla siebie znalazłam ciepły, jesienny płaszczyk. Muszę tylko doszyć guziki:)



Ostatnio kupiliśmy także łóżeczko turystyczne. Początkowo plan był taki, że będzie stało w kuchni, aby Filip mógł się bawić, kiedy ja gotuję. Niestety okazało się zbyt duże. Zrobiliśmy więc małą zamianę- pozbyliśmy się łóżeczka drewnianego, a na jego miejsce wstawiliśmy turystyczne. Myślę, że to dobra decyzja, bo to łóżeczko na pewno będzie bezpieczniejsze, kiedy Filipek zacznie wstawać. Ponieważ synek ciągle śpi ze mną (tak,tak,wiem,że później ciężko odzwyczaić;P) pełni ono funkcję miejsca do zabawy. Ah i co najlepsze mam je dosłownie za grosze- wylicytowałam za 40 zł (już z przesyłką) na allegro. Jest nowe, ale stało na wystawie.


Kupiliśmy też nowe zabawki- piramidkę z kółeczkami i organki. Organki Filipek od razu bardzo polubił. Niestety jak większość zabawek są bardzo głośne. Na szczęście mąż umie je wyciszyć, więc zrobi to jak tylko znajdzie czas. Planujemy też kupić puzzle piankowe, aby rozłożyć je na podłodze. Kupujemy też nowy fotelik samochodowy, bo w tym co mamy Filipkowi jest już strasznie ciasno.

A na koniec-jak ułatwić sobie życie:) Mąż zrobił mi wyjazd dla wózka. Dzięki temu nie muszę już najpierw wyjeżdżać wózkiem, a później wracać po dziecko. Teraz małego pakuję już w domu w wózek i na spacer!


sobota, 26 października 2013

7 miesięcy Filipka

Kilka minut temu, o 20:05 minęło dokładnie 7 miesięcy od momentu, kiedy zobaczyłam swoje Szczęście:) Z tej okazji jak co miesiąc krótkie podsumowanie.

Waga-ok 8,4 kg
Wzrost-71 cm

Jedzenie- tak jak ostatnio pisałam, 2 razy dziennie kaszka, raz lub dwa razy obiadek i raz owoce. Ostatnio czasami Filipek dostaje też biszkopta moczonego w mleku. Spróbował już też kawałek bułeczki. Coraz ładniej wychodzi mu gryzienie i przeżuwanie. Jest też bardzo zainteresowany, kiedy ktoś koło niego je. Coraz częściej daję mu do spróbowania ociupinkę tego, co mam na talerzu. Oczywiście nadal karmię piersią i nie zamierzam tego zmieniać.

Sen- w tym temacie bez zmian. Przez ostatnich kilka dni rzadsze pobudki w nocy, oby tak zostało;)

Nowe umiejętności- Filipek coraz stabilniej siedzi. Potrafi już przez dłuższą chwilę siedzieć sam, bez podparcia i bez chwiania. Bez problemu obraca się na brzuszek i na plecki, przemieszcza się do przodu. Próbuje przyjmować pozycję do raczkowania, ale mu nie wychodzi. Denerwuje się przy tym strasznie i tyle z jego prób;) Jednak największe osiągnięcie tego miesiąca, to robienie papa.

Charakter- Filip jest bardzo wesołym dzieckiem, ciągle się śmieje. Uwielbia wygłupy, zwiedzanie mieszkania. Wszystko go interesuje, jak zobaczy coś ciekawego to wyciąga rączkę, żeby mu to podać. Trzeba coraz bardziej na niego uważać, już raz łapałam kwiaty w locie, kiedy pociągnął za obrus. Doskonale zaczął już rozpoznawać osoby znajome od obcych. Dawniej śmiał się do wszystkich, teraz kiedy zaczepia go nieznajoma osoba, to jest poważny lub nawet zaczyna płakać. Kiedy pojedziemy z nim w obce miejsce musi mnie cały czas widzieć, inaczej płacze. W domu płacze rzadko, raczej zdarza mu się marudzić, kiedy jest śpiący.

Zęby-idą, idą i wyjść nie mogą. Dziąsła białe, nabrzmiałe i chyba mocno swędzące sądząc po sile jaką wkłada w ich drapanie wszystkim co się da.



wtorek, 22 października 2013

Rozszerzanie diety malucha

W życiu każdej mamy i dziecka nadchodzi taki moment, że trzeba rozpocząć przygodę z rozszerzaniem menu. Wiele mam ma obawy dotyczące tego etapu. Czego się boimy? Że zrobimy coś źle, że zaszkodzimy dziecku, że malec nie będzie chciał współpracować, że dostanie alergii, że się zakrztusi itd. Obaw jest wiele, ale spokojnie-wcale to nie jest takie straszne.
Według tych wszystkich mądrych rozpisek i publikacji rozszerzanie diety dziecka karmionego mlekiem modyfikowanym rozpoczyna się po 4 m-cu, natomiast w przypadku dzieci karmionych piersią-dopiero po 6 m-cu. W praktyce jednak wiele mam karmiących naturalnie decyduje się na wcześniejsze wprowadzenie nowych pokarmów. Mój synek swoje pierwsze stałe jedzenie otrzymał jak miał 4 miesiące i 20 dni.
Pamiętam jak bardzo obawiałam się tego rozszerzania diety. Głupio się przyznać, ale miałam też takie poczucie, że coś zostanie mi zabrane. No bo jak to- Filipek potrzebuje już czegoś innego oprócz mojego mleka? Przecież daję mu to, co najlepsze. Było mi nawet trochę przykro, że już nie będzie cyckania po kilka godzin dziennie. Na szczęście szybko te negatywne myśli poszły w niepamięć i w końcu zdecydowałam się na zrobienie tego pierwszego kroku. Owszem mogłam wstrzymać się jeszcze przynajmniej miesiąc, ale widziałam, że synka coraz bardziej interesuje jedzenie. Poza tym stwierdziłam, że czas także wziąć się za siebie, bo niestety przez karmienie bardzo schudłam. A więc 15 sierpnia zaczęło się! ;)

Może zacznijmy do tego, co jest potrzebne, aby rozpocząć naszą przygodę. Lista nie jest zbyt długa:

1. Łyżeczki- przyjęło się, że na początku używa się łyżeczek plastikowych, jednak podobno to mit, że tak trzeba i można używać tych zwykłych metalowych
2. Miseczka-do tej pory jeszcze nie kupiłam takiej specjalnej dla dzieci;) Na początku używałam zwykłych niedużych pojemniczków np. po serku Danio. Łatwiej w nich podgrzać obiadek. Mam też takie zwykłe miseczki plastikowe.
3. Śliniaczki- na początku, kiedy dziecko je stały posiłek np. raz dziennie nie trzeba ich wiele jednak później czasem brudzi się nawet kilka dziennie. Dla mnie najwygodniejsze są wiązane lub zapinane na rzep, ale w tym drugim przypadku trzeba zwracać uwagę, aby otwór na szyjkę nie był zbyt mały. Widziałam także w Pepco śliniaczki foliowe nakładane przez głowę-wydają się bardzo fajne.
4. Cierpliwość;)
5. Krzesełko do karmienia. Nasze póki co stoi nieużywane, a karminy się na łóżku (Filipa opieram na poduszkach ). A to dlatego, że mamy krzesełko drewniane, które nie ma regulacji oparcia nadaje się więc dla dzieci stabilnie siedziących. Lada dzień myślę, że w końcu zaczniemy go używać.



 A teraz po kolei jak to u nas przebiegało. Od razu zaznaczam, że nie jestem mamą sztywno trzymającą się tych wszystkich rozpisek, tego co wolno, a co nie. Uważam, że kiedyś nie było tego wszystkiego i mamy dawały sobie radę, a moje pokolenie żyje i ma się dobrze;) W rozszerzaniu diety pomógł mi też poradnik z Bobovity- 5 kroków, na początku nawet wypełniałam te kalendarze, ale później przestałam, wszystko zaczęło biec naturalnie, swoim torem i już nie potrzebowałam takich pomocy naukowych.
Wprowadzanie nowych pokarmów zaczęłam standardowo od marchewki. Pierwszego dnia Filip dostał dosłownie 3 łyżeczki. Na początku był zdziwiony, ale szybko załapał o co chodzi i pięknie jadł. Pewnie zjadłby więcej, ale trzeba zaczynać od małych ilości.


Po 4 dniach jedzenia marchewki w małych ilościach- dosłownie kilka łyżeczek, wprowadziłam brokuła, także zaczynając od małej porcji, a następnie ziemniaka. Później już co 2-3 dni wprowadzałam kolejne warzywa. Korzystałam głównie z dań słoiczkowych  Bobovity (m.in. seria Pierwsza Łyżeczka) oraz  Hipp. Często jednego dnia dawałam 2 rodzaje warzyw np. marchewkę, która została z poprzedniego słoiczka i do tego wprowadzałam coś nowego. Od początku warzywa dawałam w porze obiadowej. Już po kilku dniach Filip zaczął zjadać jednorazowo pół słoiczka, a po kilku tygodniach po całej porcji. Jakiś czas po rozpoczęciu urozmaicania diety (nie pamiętam dokładnie może jakieś 2 tygodnie) zaczęłam wprowadzać owoce zawsze w porze podwieczorku. Owoce można dawać w formie przecierku lub soku, u nas o soku nie ma mowy, bo Filip odmawia wszelkiego picia (nie chce ani soków, ani wody, ani herbatek), widocznie wystarcza mu mleko. 
Po okołu 2-3 tygodniach rozpoczęłam ekspozycję na gluten.
No właśnie jak z tym glutenem?
Dużo jest sprzecznych informacji dotyczących wprowadzania glutenu. Sama spotkałam się ze skrajnymi opiniami- jedna lekarka kazała dopiero po 6 m-cu (i broń Boże nie wcześniej) natomiast druga kazała przed 5, a nawet żałowała, że nie zaczęłam wcześniej. A robiłam to tak- łyżeczkę kaszki manny (Nestle, po 4 m-cu) zalewałam odrobinką przegotowanej wody i do tego dokładałam porcję obiadku. Wszystko mieszałam i podgrzewałam w kąpieli wodnej (czyli pojemnik/miseczkę z obiadkiem wstawia się do gorącej wody). Po jakimś czasie zwiększyłam porcję. Ponieważ Filip dobrze toleruje gluten, nie dostał żadnej alergii, po czasie ok. półtora miesiąca skończyłam zabawę z ekspozycją (którą w sumie uważam za trochę zbędny wymysł) i zaczęłam dawać normalne porcje kaszki glutenowej.
Gdy Filip skończył 6 m-cy wprowadziłam kaszkę na śniadanie, a po kilku dniach także na kolację. Kupiłam sporo kaszek, tak, aby urozmaicać smaki, codziennie daję inną, aż zje wszystkie i wtedy zaczynamy od nowa. Nigdy jednak nie są to porcje takie jak w przepisie, czyli 150 ml. Mój synek ma wyraźnie mniejszą pojemność żołądka- 120 ml to dla niego już bardzo dużo, czasem nie jest w stanie zjeść nawet tyle. Ale ponieważ wygląda dobrze, waży idealnie i wszystko dopycha cycem nie mam się co martwić. Każde dziecko jest inne i nie trzeba sztywno trzymać się reguł. 
Z każdym skończonym miesiącem zaczęłam też zmieniać słoiczki, co jest dość ważne, ponieważ zmienia się konsystencja pokarmu, a od 5 m-ca w obiadkach pojawia się mięso. W 7 m-cu życia  co drugi dzień daje się także pół żółtka.
Jeszcze do niedawna karmiłam Filipka tylko gotowymi daniami ze słoiczka. Dzięki namowom mamy oraz koleżanki zaczęłam gotować sama. Pierwszych kilka razy okazało się porażką;) Nie dawałam soli, tak jak zalecają, ale wtedy Filip nie chciał tego nawet przełknąć ( i wcale mu się nie dziwię, ohyda!). Innym razem zostawiłam gotujące się mięsko i zagadałam się z mamą przez telefon. 3 godziny nie mogłam wywietrzyć kuchni;) Na szczęście opanowałam już tę sztukę i już prawie dwa tygodnie mój synek je tylko domowe obiadki.
Jak robię taką zupkę? Gotuję kawałeczek mięska. W oddzielnym garnku gotuję warzywa w niewielkiej ilości wody. Zawsze daję też trochę ryżu, makaronu czy kaszy jaglanej. Dodaję troszkę soli do smaku, czasem też koperku. W trakcie gotowania wrzucam ugotowane wcześniej mięsko. Gdy wszystko jest miękkie dodaję niecałą łyżeczkę oliwy z oliwek (żeby witaminy lepiej się przyswajały, pamiętacie ze szkoły ADEK?), a następnie wszystko traktuję blenderem. Zagęszczam kleikiem ryżowym i kukurydzianym. Ostatnio do gotowej zupki wkrajam też drobno 2-3  kluseczki, aby Filip uczył się gryźć. Oprócz tego co drugi dzień pół żółtka. W Internecie pełno jest rozpisek, co kiedy można wprowadzać, a co najciekawsze różnią się one między sobą. Z tego wniosek, że trzeba ufać swojej intuicji.

Do tej pory w domowych obiadkach wprowadziłam:
mięso-kurczak,indyk,cielęcina. Czasami nie muszę mięsa gotować oddzielnie, bo kiedy gotuję zupę dla mnie i męża, przed dodaniem przypraw wyciągam mięso, troszkę obskubuję i wrzucam do zupki Filipkowej.
warzywa-ziemniak, marchew, pietruszka, por, burak czerwony, zielony groszek, kalafior, brokuł, cukinia, koper
inne: ryż, makaron, kasza jaglana, kleiki

A tak wygląda jadłospis 7 miesięcznego Filipa:
śniadanie-zaraz po obudzeniu cyc
drugie śniadanie ok 9 rano-kaszka zazwyczaj ok 120 ml+cyc
obiad ok. 12, mały słoiczek domowej zupki
od kilu dni ok 14-15 Filip zjada drugą porcję obiadku
podwieczorek-owoce ze słoiczka lub starte jabłko, czasem jogurt
kolacja-ok 19-kaszka również maks.120 ml+cyc
Oprócz tego kilka razy w ciągu dnia karmienie piersią, ale zazwyczaj niewielkie ilości, bardziej chyba, aby się napić niż najeść. Do tego karmienie w nocy, ostatnio 2-3 razy, a dwie ostatnie noce 1 raz, oby tak już zostało!
Przymierzam się także do wprowadzenia chrupek, wafelków ryżowych i ciasteczek, ale jakoś nie mogę się do tego zebrać. Mam obawy, że Filip może się udławić i dlatego jeszcze się wstrzymuję. Staram się w obiadkach dawać coraz więcej grudek, aby uczył się gryźć. Widzę, że idzie mu coraz lepiej, więc niedługo trzeba będzie zrobić pierwszą próbę.

Temat rozszerzania diety dziecka jest bardzo obszerny. Starałam się opisać dokładnie, ale być może coś mi umknęło. Na koniec dodam tylko, że to wszystko tak trudno brzmi, ale jak zrobi się pierwszy krok, to później jakoś naturalnie wszystko idzie dalej.

sobota, 19 października 2013

Dzieci to kupa szczęścia, czyli post o przewijaniu

Znacie takie powiedzenie, że "dzieci to kupa szczęścia z przewagą kupy?" Ile w tym prawdy? W dzisiejszej notce chciałabym powiedzieć parę słów na temat przewijania maluszków.
Statystyczny noworodek robi kupę po każdym jedzeniu, czyli ładnych parę razy na dobę. Na początku oddaje tzw. smółkę, czyli bardzo bardzo ciemną kupę. Stan taki trwa kilka dni. Następnie sytuacja się zmienia i zawartość pampersa robi się jaśniejsza, aż w końcu żółto-brązowa. W szpitalu pediatra mówiła, że w dzień, w którym następuje ta zmiana dziecko może być niespokojne i marudne. Tak więc na początku niestety zużywa się ok. 10 pampersów na dobę. W przeliczeniu na złotówki całkiem sporo, ale na szczęście po kilku tygodniach sytuacja uspokaja się i dziecko robi kupę np. jeden raz dziennie, a czasem i co drugi dzień lub nawet rzadziej. Od jakiegoś czasu zużywam już tylko 6 pampersów na dobę, więc prawie o połowę mniej! Pieluszkę zmieniam co 3-3,5 godziny, a w nocy nie przewijam wcale.
Wypróbowałam już kilka rodzajów pampersów i chciałabym pokrótce napisać moje subiektywne opinie na ich temat.
  • Babydream dostępne w Rossmannie- na początku używałam ich prawie cały czas. Po kilku tygodniach zrobiłam zapas pieluszek Pampers i od tego czasu Babydream poszły w odstawkę.
Zalety:
-stosunkowo tanie i często w promocji
-dobrze chłonne

Wady:
-bardzo sztywne i grube

  • Bambino-dostępne w Stokrotce, dostaliśmy paczkę w prezencie. Niestety nie jestem z nich zadowolona, bo są strasznie sztywne. Używam jako pieluszkę na kupę, czyli zakładam rano przy pierwszym przewijaniu, bo synek zazwyczaj przy śniadaniu robi sobie miejsce w brzuszku;)




Zalety:
-tanie
-pełna pieluszka jest sucha w środku

Wady:
-grube i sztywne
-mają dziwny, niewyprofilowany kształt

  • Dada-pieluszki biedronkowe, podobno najpopularniejsze w Polsce, byłyby super, gdyby bardziej izolowały wilgoć od pupy dziecka. Ale muszę stwierdzić, że są bardzo miękkie i delikatne, jeśli o to chodzi, to wg mnie najlepsze ze wszystkich, które miałam okazję używać.


Zalety:
-niska cena i częste promocje
-fajny, dostosowany do dziecka kształt
-w środku bardzo miękkie i delikatne, nie mają zagnieceń odbijających się na pupie maluszka

Wady:
-niestety nie izolują wilgoci, zasikana pieluszka jest wilgotna w środku
-mają dziwny, chemiczny zapach

  • Pampers Sleep&Play- lubię te pieluszki, ale denerwuje mnie to,że w środku są jakby pogniecione, co sprawia, że na pupie dziecka odbija się każde zagniecenie


Zalety:
-stosunkowo tanie jak na markę Pampers i w dodatku często w promocji
-dobrze izolują wilgoć
-dobry kształt
-cienkie

Wady:
-w środku posiadają zagniecenia
-nie nadają się na noc pomimo nazwy- za mało chłonne, aby mogły wytrzymać całą noc

  • Pampers Active baby- zdecydowanie mój numer jeden, najlepsze ze wszystkich, które miałam do tej pory. Niestety cenowo już mniej opłacalne, więc obecnie używam ich tylko na noc.


    Zalety:
    -fajny kształt
    -miękkie, cienkie, delikatne
    -bardzo chłonne
    -nawet bardzo pełna pieluszka jest sucha w środku
    -często w promocji

    Wady:
    -droższe od innych prezentowanych tutaj
    -dziwnie pachną, często wydaje mi się, że Filip zrobił kupę, a okazuje się, że to pieluszka tak "pachnie"

    W prezencie dostaliśmy też paczkę pieluszek Eko, ale jeszcze nie miałam okazji ich wypróbować. Może za jakiś czas pokuszę się o obszerniejszą recenzję na ich temat, bo sama jestem ciekawa jakości takich pampersów z niższej półki cenowej.

Jak widać na zdjęciach używamy już pampersów w rozmiarze 4. Bardzo szybko przeskakiwaliśmy na kolejne rozmiary, ponieważ Filipek w ekspresowym tempie przybierał na wadze i pieluszki robiły się za ciasne. Niestety przejście na wyższy rozmiar jest mniej ekonomiczne, bo im mniejsze pieluszki tym taniej wychodzi za sztukę;)
W dzisiejszych czasach większość mam używa pampersów, ale warto wiedzieć, że to jest tylko jedna z opcji. Coraz popularniejsze robią się bowiem pieluszki wielorazowe. W tym temacie niewiele wiem, ale odsyłam Was do bloga Violianki, która bardzo szczegółowo opisuje temat wielopieluchowania. Warto poczytać tutaj . Od siebie mogę dodać tylko tyle, że współczesne pieluchy jednorazowe to nie jest tetra owinięta ceratą jak 20 lat temu. Teraz te pieluszki są po prostu śliczne, mięciutkie i fajnie skonstruowane:)

Oprócz pampersów do przewijania bardzo przydają się chusteczki nawilżane. Kupując je zwracajcie uwagę na skład. Chusteczki nie powinny mieć szkodliwych substancji takich jak np. parabeny, które są związkami rakotwórczymi i nie powinny być aplikowane w pobliżu węzłów chłonnych. Warto wiedzieć, że zazwyczaj te drogie, markowe są beznadziejne jeśli chodzi o skład.

Moje ostatnie odkrycie chusteczkowe to Fitti z Biedronki. Okazały się rewelacyjne! Są dobrze nawilżone, ale nie tak,żeby ciekło po rękach. Są tanie- niecałe 10 zł za 3-pak, a w promocji nawet 8 zł! A przede wszystkim mają dobry skład. Zwróćcie uwagę, że na pierwszych miejscach w składzie jest woda, pantenol, ekstrakt z rumianku, alantoina. Składniki w kosmetykach zawsze wymieniane są wg ilości, więc to co jest wymienione na początku, jest w największym stężeniu. Chusteczki te nie mają parabenów.

   

Drugie lubiane przeze mnie chusteczki to Softino z Lidla. Są nieco droższe od Fitti. Są dobrze nawilżone, ale mają gorszy skład. Na szczęście bez parabenów.



Kupiłam też kiedyś chusteczki Babydream z Rossmanna, bo była promocja na 3-pak. Do tej pory nie mogę się zmobilizować, żeby zużyć ostatnią paczkę, a to dlatego, że są strasznie suche.



Przewijania nie wyobrażam sobie bez podkładów. Wiele razy uratowały już pościel przed małą katastrofą:) Podkłady takie można kupić w każdej aptece. Niby są jednorazowe, ale spokojnie można używać tej samej sztuki dopóki nie zostanie zasiusiana lub jeszcze gorzej;) Podkłady występują w różnych rozmiarach 40x60 kosztują ok 5 zł/5 szt, 90x60 ok 8 zł/5 szt. Na pierwszy rzut oka te mniejsze wychodzą taniej, ale te większe można  przeciąć na pół (nie przecięte są i tak za duże, trzeba składać na pół) i tym sposobem mamy 10 szt/ 8 zł;) Trzeba tylko zabezpieczyć przeciętą stronę np. taśmą klejącą, żeby nie wypadała wata.



Natomiast jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji pupy dziecka, mój zestaw przedstawia się tak:


Używam naprzemiennie. Czasami nie stosuję nic, aby też nie obciążać nadmiernie skóry dziecka. Bardzo lubię mąkę ziemniaczaną- stosuje się ją jako zasypkę. Mąka jest substancją higroskopijną, czyli pochłania wilgoć. Czasem zasypuję nią nawet paszki Filipka jak widzę, że są zaczerwienione.
Z moich rozmów z innymi mamami, wyciągam wniosek, że każdej z nas pasuje coś innego. Każda ma swoje ulubione pieluszki, kosmetyki itd. To co dla jednej jest super, dla innej może być beznadziejne. Każda mama musi znaleźć swój złoty środek, ja podzieliłam się swoimi spostrzeżeniami. Mam nadzieję, że w komentarzach znajdą się także opinie innych mam.

wtorek, 15 października 2013

Czy dziecko to studnia bez dna?

Kiedy będąc młodą mężatką wspominałam, że chcę mieć dziecko, od wielu osób słyszałam: "zwariowałaś? ty wiesz jaki to wydatek?", "najpierw musisz mieć dobrą pracę", "nie dacie rady utrzymać dziecka", "dziecko jest strasznie drogie." itd. Nawet mój mąż wielokrotnie powtarzał: "nie stać nas na to." Niesamowicie denerwowało mnie takie gadanie. Nie docierało do mnie i nadal nie dociera jak można największy CUD przeliczać na pieniądze. Wszyscy wokół twierdzili, że dziecko to taka droga sprawa, i mieli rację? Nie.
Dzięki mojemu uporowi zaszłam w ciążę, pomimo tych wszystkich "dobrych rad." Nie znalazłam najpierw pracy, byłam jeszcze na studiach. Wiadomo, że byłoby łatwiej, gdybym mogła być po prostu na macierzyńskim, ale zanim to by się stało, minęłoby sporo czasu. A ja pragnęłam być mamą natychmiast! Nie żałuję decyzji, którą podjęłam.
Wiadomo, że mając dziecko zwiększa się liczba domowych wydatków, nie ma się co oszukiwać. Ale nie są to jakieś astronomiczne sumy. Zawsze powtarzam, że dziecko, aby być szczęśliwe nie potrzebuje super drogich zabawek, markowych ciuchów, wózka droższego niż samochód. Dziecko potrzebuje miłości i kochającej się, zgranej rodziny. Wydatki na utrzymanie maluszka naprawdę można rozsądnie zaplanować. Łóżeczko, wózek, krzesełko do karmienia, wszystko to można kupić używane, za niewielkie pieniądze. Można też popytać w rodzinie, może ktoś akurat ma coś niepotrzebnego. Kupując pampersy, chusteczki nawilżane itd. warto polować na promocje i robić sobie większy zapas. Ubranka też można kupować używane, czasem w rewelacyjnym stanie chociażby w komisach dziecięcych lub na allegro.
Dawniej ludzie posiadali po kilkoro dzieci i dawali radę. Teraz niektórym parom ciężko jest zdecydować się nawet na jedno! W dziwnych czasach żyjemy. Rodzina już nie jest taką wartością jak kiedyś...a szkoda. Nawet w latach, w którym na świat przyszło nasze pokolenie, ludziom było trudno żyć, a jednak nasi rodzice zdecydowali się na nas. Oczywiście nie mam na myśli sytuacji "co rok, to prorok", co to, to nie. Nie twierdzę, że powinniśmy płodzić dzieci na potęgę. Chcę tylko dać do zrozumienia, że dziecko to nie jest "wydatek, czy skarbonka". Wiadomo, że wymaga wkładu finansowego, ale wierzcie mi, że każdego dnia to się zwraca stukrotnie!

Głosujcie:)

Drogie czytelniczki, proszę o głosy na moją poradę w konkursie Bebiklubu. Można oddać aż trzy głosy dziennie (po zagłosowaniu wystarczy odświeżyć stronę lub ponownie wejść w link z poradą). Głosować można każdego dnia. Będę wdzięczna za każdy głos:)

kliknij http://www.bebiklub.pl/konkurs/jakim-typem-mamy-jestes/galeria/porada/5584

Dodatkowo zachęcam wszystkie mamy i przyszłe mamy do udziału w ankiecie konkursowej na stronie Bebiprogramu. Jeśli znajdą się trzy osoby, które wezmą udział dzięki mojej rekomendacji (czyli z linka poniżej) otrzymam ebook z ćwiczeniami na kręgosłup. Zapraszam do zabawy!

kliknij https://www.bebiprogram.pl/ankieta-szkoly-rodzenia/polecenie/6348


Jeśli lubicie brać udział w konkursach polecam dwie stronki, na których znajdują się aktualne konkursy dla mamy i dziecka:)

poniedziałek, 14 października 2013

Świadczenia z racji urodzenia dziecka

Termin "becikowe" jest znany chyba wszystkim Polakom. Jest to pomoc materialna od państwa z racji urodzenia dziecka. Ale jak to zrobić, żeby te pieniądze otrzymać? Pamiętam jak sama zastanawiałam się nad tym i poszukiwałam informacji w Internecie. Może moja dzisiejsza notka pomoże jakiejś przyszłej mamie.

O becikowe może starać się rodzina, w której na świat przyszło dziecko. Mamy na to rok czasu, jednak większość osób stara się załatwić to jak najszybciej. Wiadomo- utrzymanie dziecka kosztuje, a 1000 zł piechotą nie chodzi. Aby otrzymać pieniądze należy wybrać się do swojego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Tam należy pobrać odpowiednie druki do wypełnienia. Jeśli rodzina ma nieduży dochód na jedną osobę dostaje dodatkową zapomogę w wysokości kolejnego 1000 zł. Aby otrzymać te pieniądze trzeba na pobranych drukach zaznaczyć odpowiednią kratkę. Aby wszystko poprawnie wypełnić najlepiej zapytać panią, która obsługuje nas w MOPR. Wypełnienie druków to niestety nie wszystko. Do wniosku musimy dołączyć ksero dowodu osobistego i zaświadczenie o uzyskanych dochodach pobrane z Urzędu Skarbowego. Zamiast tego możemy też złożyć podpisane oświadczenie o wysokości dochodów z podpisem potwierdzającym, że podajemy prawdziwe kwoty. Oświadczenie o wysokości dochodów składa zarówno mąż jak i żona. Poprawnie wypełniony wniosek składamy w MOPR i czekamy na decyzję, która przychodzi w ciągu kilku-kilkunastu dni, a następnie na przelew pieniędzy na nasze konto (lub możemy je wypłacić bezpośrednio w kasie).
Składając podanie o becikowe najlepiej od razu złożyć również podanie o "rodzinne". Jest to kwota 77 zł co miesiąc na dziecko. Marne to pieniądze, ale zawsze na jakieś pieluchy będzie. Zapomoga ta jest przyznawana na okres kilku miesięcy, po tym czasie wniosek trzeba składać od nowa (i tak przez kilka lat;/). Procedura identyczna jak wyżej-pobieramy druki, wypełniamy, dołączamy oświadczenie o uzyskanych dochodach i czekamy na decyzję. Przy pobieraniu druków warto poprosić osobę obsługującą nas aby wskazała miejsca, gdzie należy coś wpisać, podpisać itd., bo łatwo jest coś przeoczyć.

Jeśli urodziłaś dziecko będąc studentką mam dla Ciebie dobrą wiadomość- uczelnia także przyznaje zapomogi. Trzeba w dziekanacie złożyć wniosek o jednorazową zapomogę z racji urodzenia dziecka. Wniosek trzeba umotywować, więc wypada napisać kilka słów o swojej sytuacji. Warto to zrobić, bo otrzymuje się całkiem ładne pieniądze. W moim przypadku było to 1000 zł na mnie i 1000 na męża, ponieważ oboje jeszcze studiowaliśmy, kiedy na świat przyszedł nasz synek. Oczywiście na poszczególnych uczelniach te kwoty mogą się różnić, być może niektóre uczelnie w ogóle tego nie przyznają-nie wiem, ale warto próbować.
 Jeśli na uczelni pobierasz stypendium socjalne po urodzeniu dziecka złóż nowy wniosek- rodzina powiększyła się o nowego członka, zmalała więc kwota dochodu na jedną osobę, a to oznacza, że jest duże prawdopodobieństwo, że stypendium socjalne ulegnie zwiększeniu.

Opisałam temat w dużym skrócie, ale może komuś te informacje okażą się przydatne. Trzeba wypełnić parę druków, złożyć niezliczoną ilość podpisów, ale dzięki temu można dostać niemałą pomoc finansową przynajmniej na zakup wyprawki dla dziecka.

piątek, 11 października 2013

Pierwsza podróż w spacerówce

Nadszedł czas, że trzeba było Filipka przesadzić do spacerówki. Wiadomo, że dziecku przyjemniej, kiedy może obserwować to,co się dzieje dookoła. Przyznam, że nie mogłam jakoś zdecydować się na ten krok. A bo Filipek jeszcze mały, a bo nie siedzi samodzielnie, a bo lubię gondolę, tak ładnie wygląda. W końcu jednak stwierdziłam, że to dziecku ma być przyjemnie, a nie mi. I tak oto spacerówka została wyprana i zamontowana, a gondolka poszła do schowania. Dodatkowo zakupiłam na allegro ciepły śpiworek, który poleciła mi koleżanka. Rewelacja. Jest wygodny, mięciutki, ciepły i ma miejsce na przełożenie pasów.


Część wierzchnią na razie odpięłam, a spodnią od razu założyłam do wózka. Dzięki temu Filipek ma mięciutko i wygodnie. Pierwszy spacer w spacerówce bardzo mu się spodobał. Najpierw smacznie pospał, a później obserwował to, co się dzieje dookoła.


W domu też jest wygodniej, bo kiedy mam coś do zrobienia mogę Filipa przypiąć w wózku pasami i nie bać się, że mi wypadnie. Kupiłam też na allegro łóżeczko turystyczne do zabawy w czasie, kiedy ja np. robię obiad, ale coś długo mi paczka nie przychodzi;/


W ramach spaceru wybraliśmy się także na zakupy. I przy kasie wielkie zdziwienie, co próbuję wózkiem wyjechać, to bramka zaczyna piszczeć. Oczywiście momentalnie pojawił się ochroniarz. Myślałam, że może piszczy na deserek, który wzięłam z domu, ale po wyjęciu go z wózka sytuacja się powtórzyła. Moja mama powiedziała ochroniarzowi, że jak chce, to,żeby przeszukał wózek, ale stwierdził, że "innym razem".;) W końcu za którymś razem udało się wyjechać bez piszczenia. W grupie mam, w której się udzielam dowiedziałam się, że bramki lubią piszczeć na wózki, więc pewnie to nie ostatnia taka sytuacja. Ale uczucie trochę dziwne.

A na koniec śmieszna sytuacja z udziałem mojego męża:D
Siedzimy oboje przed komputerem. Otwieram allegro i w wyszukiwarce wpisuję nazwę zabawki, którą chcę kupić Filipowi-garnuszek na klocuszek. Otwierają się aukcje, a mąż zdziwiony: "A ja myślałem, że to coś do sr**nia". :D I mówi, że zdziwił się, co ja chcę kupować, bo przecież nocnik dla Filipa już mamy:) Oj ci mężczyźni....


środa, 9 października 2013

Mama na zakupach

Mając małe dziecko każde wyjście z domu to wielka wyprawa. Ponieważ pilnie potrzebowałam butów na jesień, postanowiłam wybrać się na małe zakupy. Filipek jak zwykle został z moją mamą, a ja razem z siostrą ruszyłam na miasto.
Oto efekty:

Botki na jesień:


A reszta zakupów oczywiście dla dziecka. Tak to już jest;)

Kombinezon na jesień upolowany w SH za całe 15 zł:D


Do tego mięciutkie rękawiczki:


Zapasy jedzonka- kilka słoiczków z deserkami i obiadkami, kaszki oraz jogurty. Dziś Filipek pierwszy raz spróbował jogurt i bardzo mu posmakował.


Kupiłam także "książeczkę miesiąca"- tym razem z tej samej serii, co ostatnio-cyfry. Wiem, że Filip na liczenie jest duuuuużo za mały, ale książeczkę kupiłam ze względu na ładne obrazki.  A i liczyć też przecież kiedyś będzie się uczył.


Znalazłam też czapkę mikołaja-przyda się w okresie świątecznym, bo planuję zrobić świąteczną rodzinną sesję zdjęciową. Ale dziś też już kilka fotek powstało;)




Swoją drogą świąt już się nie mogę doczekać;) I wciąż zastanawiam się jaki prezent sprawić Filipkowi na gwiazdkę.
Co poza tym u nas? Staram się gotować Filipkowi samodzielnie, aby ograniczyć jedzenie słoiczkowe. Póki co można powiedzieć, że się uczę, bo wciąż zdarza mi się robić głupoty. Wczoraj zostawiłam gotujące się mięso i zajęłam się innymi sprawami.. W rezultacie w kuchni smród, siwo, a garnek czarny. Dodatkowo coś niesmaczne mi te zupki wychodzą, bo Filip nie bardzo chce jeść. Ale na szczęście mam kogo poprosić o rady i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.
Oprócz tego przymierzamy się do zmiany gondoli na spacerówkę. Filip co prawda jeszcze nie siedzi stabilnie, ale jest coraz ciekawszy i na spacerach lubi obserwować, co się dzieje dookoła. Poza tym zaczyna kombinować, próbuje się podnosić i boję się, że może wypaść z gondoli, a w spacerówce są pasy. Zobaczymy jak mu się spodoba ta zmiana.

niedziela, 6 października 2013

Drugie życie słoiczków

Od jakiegoś czasu zbierałam puste słoiczki po przecierkach, które zjadał Filipek. Postanowiłam zrobić sobie z nich pojemniczki na przyprawy.


Mąż zamontował mi specjalną półeczkę. Strasznie wkurzył się, kiedy zrobiłam mu to zdjęcie;) Kiedy błysnęłam aparatem, wystraszył się, że to w wiertarce:D



Etykietki zrobił również mąż:) Ja je wydrukowałam, powycinałam i poprzyklejałam na słoiczki. Nareszcie podczas gotowania nie będę musiała przekładać wszystkich torebek, aby znaleźć konkretną przyprawę.
A tak prezentuje się efekt:



Etykietki można pobrać tutaj

sobota, 5 października 2013

Pójdziemy ajciu, a moze na lowelek?

Spotkaliście się z takim zjawiskiem, ze dorośli stosują wesołe słowotwórstwo podczas mówienia do dzieci? Od zawsze mnie to zastanawiało, dlaczego wiele osób mówi do dzieci w bardzo specyficzny sposób. Seplenienie,wymyślanie nowych słów. Ajciu zamiast na spacer, mlimli, a nie mleko. Po co? Przecież dziecko uczy się prawidłowej wymowy od nas-dorosłych. Kiedy my mówimy rowelek, zamiast rower, to skąd dziecko ma wiedzieć jak wymówić tą nazwę poprawnie?
Od zawsze wiedziałam, że do swojego synka będę mówić normalnie, tak, aby miał szansę osłuchać się z prawidłowym brzmieniem języka. Nie sądzę, aby prawidłowa wymowa, bez seplenienia była dla malucha gorzej przyswajalna niż specyficzny "język dla dzieci".
O tyle o ile niektóre wyrażenia rzeczywiście są dla dziecka prostszym komunikatem np.be, czy am, to kompletnie nie rozumiem sensu zastępowania słów ich dziwnymi zamiennikami. Może wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale mnie osobiście strasznie irytuje to seplenienie do dzieci. Wierzę w to, że dzięki temu, że czytam Filipkowi książeczki i mówię poprawną polszczyzną, będzie on szybciej uczył się mówić i to mówić prawidłowo. Niestety pokolenie naszych rodziców ma głęboko zakorzenione używanie języka dla dzieci, kilka razy już słyszałam jak niektóre osoby wyrażały się do Filipka właśnie w ten dziwny sposób. Poprosiłam nawet mamę, aby tego nie robiła.

-zobacz, hau hau
-babciu, przecież to pies!

Taką rozmowę kiedyś miałam okazję usłyszeć. Wiadomo, że małe dzieci uwielbiają wyrazy typu hau hau,miau,miau, muuuu. Nie twierdzę absolutnie, że używanie ich jest złe-wręcz przeciwnie-jest ważnym etapem rozwoju. Jednak kiedy oglądam z Filipkiem książeczkę z obrazkami mówię: "to jest piesek. Piesek robi hau hau, to jest kotek-kotek robi miau miau, a to krówka, która robi muuu". Czy nie brzmi to lepiej? Efekt użycia wyrazów dźwiękonaśladowczych jest, a przy okazji używamy prawidłowych określeń.

Mówienie do dziecka w sposób normalny nie jest trudne. Wystarczy uświadomić sobie, że jest to człowiek, jak każdy inny, tylko trochę mniejszy;)


Z Filipkiem wychodzę na spacer, a nie "ajciu":




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...