poniedziałek, 30 grudnia 2013

Krótkie podsumowanie odchodzącego roku

I kolejny rok za nami! Niewiarygodne jak ten czas leci. Dopiero co byłam na sylwestrowej imprezie 2012/2013 z Filipkiem w brzuszku, a tu już świętujemy kolejny rok! Z tej okazji krótkie podsumowanie roku 2013.

Jaki był ten rok? Niesamowity, wspaniały, cudowny ponieważ przyszedł na świat mój ukochany synek! Ten mały człowiek podbił moje serce totalnie, sprawił, że cały mój świat zaczął się kręcić wokół niego! Bez dwóch zdań narodziny Filipa to numer 1 wśród wydarzeń odchodzącego roku.
A co wydarzyło się oprócz tego?
  • skończyłam 24 lata
  • zaczęłam prowadzić bloga i napisałam w nim 70 postów
  • skończyłam studia i zostałam magistrem chemii
  • przeczytałam 53 książki, czyli o 19 mniej niż w roku ubiegłym
  • przeprowadziliśmy się do innego mieszkania
  • z mężem przeżyliśmy pierwszą rocznicę ślubu kościelnego i drugą ślubu cywilnego
  • kupiliśmy nasz pierwszy samochód, po czym go sprzedaliśmy i kupiliśmy drugi;) również Filipek zmienił swój pojazd na lepszy model
  • 18 sierpnia ochrzciliśmy synka
  • poczyniłam znaczne postępy w gotowaniu
  • wygrałam sporo nagród w konkursach (oby szczęście przeniosło się na nowy rok;)) 
  • mąż dostał dobrą pracę
  • zrezygnowałam ze studium florystycznego
  • byłam na 3 ślubach 
Podsumowując-był to naprawdę udany rok! Oby 2014 był równie dobry. Najważniejsze plany na nowy rok to przede wszystkim zrobienie prawo jazdy, wychowywanie synka oraz rozwój zawodowy, ale o tym na razie cicho sza!
A na koniec wszystkim Wam życzę szampańskiej zabawy w noc sylwestrową oraz wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym Nowym Roku!

*           *            *

Sylwester 2012- jeśli dobrze pamiętam 22 tydzień ciąży





środa, 25 grudnia 2013

Nasze pierwsze Boże Narodzene

No i nadeszły długo wyczekiwane pierwsze święta Filipka! Cieszyłam się na to Boże Narodzenie jak dziecko, w końcu pierwszy raz spędzam je razem z synkiem.
Przygotowania do świąt rozpoczęliśmy już w środę- ubraliśmy choinkę. Filipek był bardzo zdziwiony pojawieniem się drzewka w domu. Kolejne dni upłynęły na sprzątaniu oraz spotkaniach ze znajomymi:)


Święta jak co roku spędzamy z rodziną. Na Wigilię wyruszyliśmy najpierw do mojej Babci, a następnie do Dziadka, tam też przenocowaliśmy. Wróciliśmy dziś po południu, jutro wybieramy się do teściów, a później kontynuujemy świętowanie z moimi rodzicami. W piątek jedziemy jeszcze do rodziny męża. Przyznam,że miałam obawy jak Filipek zniesie nowe otoczenie. Natomiast mój syn pozytywnie mnie zaskoczył! Był duszą towarzystwa. Nikogo się nie bał, każdy mógł wziąć go na ręce. Filipek wygłupiał się, śmiał i dokazywał tak, jak to on potrafi. Wieczorem pięknie usnął, nie przeszkadzało mu to, że idziemy spać w obcym miejscu. Po kilkugodzinnych wygłupach dosłownie padł! Uśmiech nie schodził mu z buzi przez cały pobyt na wsi! Jestem z niego niesamowicie dumna:)
Oczywiście dostał też piękne prezenty:) Sami zobaczcie:


I choć atmosfera w tym roku jest mało świąteczna, to jednak nasze pierwsze Boże Narodzenie uważam, za bardzo udane!




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najlepsze życzenia!

Wszystkim moim czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia! Aby te święta były dla Was wyjątkowe, spędzone we wspaniałej atmosferze wśród najbliższych Wam osób.
A szczególnie ciepłe życzenia składam wszystkim mamom, które tak jak ja, po raz pierwszy spędzą święta ze swoimi Maleństwami!

wtorek, 17 grudnia 2013

Trochę nowości i nowa seria książeczek dla maluszków

Filipek coraz to nabywa nowe umiejętności. W ciągu ostatnich kilku dni nauczył się pełzać (szczególnie w kierunku szafek i szuflad) i siadać z pozycji leżącej. Intensywnie próbuje też rozpocząć raczkowanie, ale póki co stoi w miejscu, a jak próbuje ruszyć, to się przewraca.
Nauczył się także przybijać piątkę oraz bawić się,że daje mamie jeść. Kiedy trzyma coś w rączkach i powiem "daj mamie jeść" to przybliża ten przedmiot do moich ust, a ja udaję, że zjadam. Oprócz tego prawie każdej nocy śpi już w swoim łóżeczku, zazwyczaj do momentu, kiedy obudzi się na jedzenie. Pobudka jest już  tylko raz w nocy. Coraz ładniej się bawi, czasami nawet potrafi zająć się samym sobą;) W końcu nauczył się także doić palce u stopy, ale wyczyn ten powtórzył tylko dwa razy-widocznie nie bardzo go to interesuje.
Ostatnio wymyśliłam mu nową "zabawkę". Ponieważ bardzo lubi wszelki sznureczki i wstążeczki, podoszywałam mu kolorowe paseczki do skarpetek;)


A ja w końcu wieczorami wróciłam do czytania książek. Zawsze czytałam bardzo dużo, a od jakiegoś czasu prawie wcale. Kilka dni temu mąż zrobił mi lampkę przy łóżku, wiec gdy uda mi się już uspać Filipka mogę leżeć i czytać:)
Co poza tym...odliczam dni do świąt. W tym roku przeżywam je szczególnie- w końcu to moje pierwsze święta z synkiem! Choinka już czeka w sieni, prezenty prawie skompletowane, w magnetofonie cały
czas płyta z kolędami...Jeszcze tylko tydzień!

A na koniec chciałabym Wam napisać o nowej serii książeczek dla maluszków. Ukazywać mają się co 2 tygodnie. Pierwsza książeczka ukazała się w zestawie z książką "Kot w butach" z kolekcji "Magiczna kolekcja bajek" w cenie 7,95 zł (warto kupić, bo obydwie są pięknie wydane). Zdjęcia nie mam, bo tak naprawdę kupiła to Filipkowi Babcia i dołączyła do świątecznej paczki. Jedynie tą małą książeczkę udało mi się "wykraść" :D Kolejne będą ukazywać się już osobno w cenie 4,95. Są to książeczki z obrazkami dla maluszków. Mnie zachwyciły od pierwszej chwili- obrazki są bardzo proste i kolorowe. Filipek oglądał je z wielkim zaciekawieniem. Pierwsza książeczka to "Zwierzęta", druga to będą "Zwierzęta Afryki", trzecia "Owoce". Z tego, co widziałam na ulotce ma być ich dość dużo. Oczywiście zamierzam regularnie kupować.





sobota, 14 grudnia 2013

Jak ugotować pyszną zupkę dla maluszka

Ci,którzy regularnie czytają bloga wiedzą, że przygodę z rozszerzaniem Filipkowej diety rozpoczęliśmy od gotowych dań w słoiczkach. Zawsze miałam plan,że moje dziecko nie będzie dostawało takich obiadków, a jednak w praktyce wyszło tak,że po nie sięgnęłam. Myśl o tym, żeby gotować samodzielnie gdzieś tam od początku tłukła mi się po głowie, ale nie mogłam się do tego zabrać. Bałam się,że coś zrobię nie tak, że coś zaszkodzi małemu, że nie będę miała na to czasu. Wydawało mi się, że nie opłaca się gotować takich małych ilości. Planowałam gotować, ale zawsze było "zacznę za jakiś czas". Dzięki namowom koleżanki (dzięki Aniu!) w końcu przekonałam się, że warto. W dodatku mama postawiła mnie przed faktem dokonanym i kiedy byłam u niej oznajmiła mi "kupiłam cielęcinkę, dziś gotujemy Filipkowi domową zupkę".
I tak to się zaczęło. Pierwszą zupkę ugotowała mama, a później już ja sama. Ale nie było na początku różowo, co to, to nie. Pierwsze moje dania robione z sercem dla syna wylądowały w koszu- moje dziecię nawet nie chciało tego przełknąć. Dlaczego? Bo robiłam głupoty-nie dawałam w ogóle soli (wszak wszędzie piszą,żeby absolutnie nie dawać!), a nawet (sama nie wiem czemu) odlewałam wodę po gotowaniu warzyw. No i nie dziwię się dziecku, że nie chciało jeść, skoro to nie miało żadnego smaku. Po kilku niepowodzeniach w końcu osiągnęłam sukces-Filipowi moje zupki zaczęły smakować, a nawet bardzo smakować. Z czasem opracowałam swoją recepturę i obiadki wychodzą naprawdę dobre! Czasem nazywam je brzydko "zupki-śmieciuch", bo daję mnóstwo składników, które akurat mam pod ręką.
Dziś chciałabym pokrótce opisać, jak przyrządzić taką zupkę.
Najpierw przez jakiś czas dziecko powinno jeść obiadki bez wywaru mięsnego. Oznacza to,że mięso gotujemy oddzielnie i dopiero ugotowane dodajemy do naszej zupki. Do zupki dajemy warzywa w zależności od tego, jakie chcemy i jakie mamy pod ręką. U nas zazwyczaj jest to ziemniak, pół dużej marchewki, kawałeczek pietruszki. Do tego w zależności od tego,co mam akurat w domu daję np. kawałek kapusty, szpinak, zielony groszek, cukinię, brokuł, pomidor, kalafior, por, kukurydzę, burak, soczewicę i in. Oczywiście nie wszystko do jednej zupki, co za dużo, to też niedobrze. Staram się dawać kilka warzyw, ale też zmieniać je przy następnym gotowaniu, aby zupki miały różny smak. Oprócz warzyw warto dodać np.ryż czy kaszę jaglaną. Ostatnio daję też płatki owsiane. Obiadek doprawiam szczyptą soli, koperkiem i natką pietruszki. Trzeba dodać także niewielką ilość masła lub oliwy z oliwek, aby witaminy lepiej się wchłaniały. Ugotowaną zupkę blenderujemy, jeśli jest zbyt rzadka zagęszczamy np.kleikiem i gotowe!
Od jakiegoś czasu nie blenderuję już całości- dużą część warzyw rozgniatam widelcem, a dopiero resztę rozdrabniam całkowicie. Daję już też wywar z mięsa, czyli po prostu gotuję wszystko razem. Zupkę gotuję co drugi dzień, tak, aby była na dwa dni. Skąd biorę warzywa? Najpierw brałam z działki rodziców, a teraz kupuję w zwykłym osiedlowym warzywniaku. Nie wydaję pieniędzy na żadne "bio,eko", bo jakoś wcale nie uważam,aby były one dużo lepsze, poza tym że są dużo droższe.
Raz na jakiś czas daję też Filipowi kupczy obiadek np. z rybą, jagnięciną czy królikiem. Tak dla urozmaicenia. Zauważyłam jednak, ze te słoiczkowe zupki są dużo mniej sycące dla dziecka. Mały słoiczek takiego obiadku to dla Filipa stanowczo za mało, widać, że się nie najada, bo zazwyczaj zjada do ostatniej łyżeczki zeskrobanej ze ścianek miski. Natomiast kiedy dostaje domowy obiad czasem nie jest w stanie zjeść porcji odpowiadającej małemu kupczemu słoiczkowi. Dużo dłużej jest też najedzony, pomimo, że objętościowo zjada mniej.
Podsumowując- warto gotować dla maluszka samodzielnie. Mi to sprawia ogromną przyjemność, kiedy widzę jak synek ze smakiem zjada to,co dla niego przygotowałam. Wierzcie mi, że jest to też duża oszczędność-duży kupczy obiadek to koszt ok 5-6 zł, a kwotę tą trzeba przemnożyć przez wszystkie dni miesiąca. Trochę wychodzi prawda? Warzywa są dużo tańsze, a jeszcze kupując np. brokuła- do zupki zużywamy mały kawałek, a reszta dla nas;) Także Droga Mamo, jeśli jeszcze nie próbowałaś gotować samodzielnie, to gorąco Cię do tego zachęcam!

czwartek, 12 grudnia 2013

Filipowy prezent na Gwiazdkę, m.in siateczka do podawania pokarmów

Dziś dotarła do mnie przesyłka z zakupami z allegro. Zamówiłam kilka rzeczy dla Filipka, które uznaję jako prezent pod choinkę, choć dostał je już dzisiaj;) Nie chcieliśmy kupować kolejnej zabawki, bo sporo już ich ma, a na Mikołaja dostał przecież garnuszek. Tak więc kupiliśmy mu miseczkę i kubeczek, nowy smoczek oraz siateczkę do podawania pokarmów. Oprócz tego  zatyczki do gniazdek i smoczek do butelki.


Kilka słów na temat tej siateczki.




Co to jest siateczka do podawania pokarmów stałych?

Jest to niewielki gadżecik służący do podawania dziecku np. owoców czy ciastek. Pełni funkcję gryzaka, uczy dziecko gryzienia, jednocześnie chroniąc je przed zakrztuszeniem się kawałkiem pokarmu. Przeznaczona jest dla dzieci po 5 miesiącu życia.

Jak tego używać?

Do siateczki wkładamy np. kawałek jabłka, skręcamy i dajemy maluszkowi. Dziecko masuje sobie dziąsełka, a jednocześnie zjada owoc. Po użyciu siateczkę myjemy w ciepłej wodzie. W zestawie znajdują się 2 siateczki, można je także dokupić oddzielnie (mam na myśli samą siatkę, bez tej plastikowej części).

Ile kosztuje?

Kupiłam siateczkę Canpol babies na allegro. Koszt 15,20 zł+przesyłka.

Jakie są moje odczucia na temat tego przedmiotu?

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej siateczce powiedziałam- zbędny gadżet. Moje dziecko nie będzie jadło przez takie coś. Jednak po jakimś czasie, słysząc zachwyty innych mam w mojej mamusiowej grupie pomyślałam,że może jednak spróbować? Zwłaszcza, że mam straszne opory przed dawaniem Filipkowi np.jabłka czy ciastka, boję się,że się udławi. Zamówiłam na allegro,żeby zobaczyć co, to w ogóle jest. I wiecie co? Jestem zachwycona, a moje dziecko jeszcze bardziej. Filip jak tylko odkrył,że w siateczce znajduje się jabłko, to od razu zabrał się do pałaszowania:D Zajęcie to pochłonęło go na jakieś 15 minut, a ja mogłam spokojnie zjeść obiad i nawet napić się herbaty. Jestem bardzo zadowolona z zakupu, tym bardziej, że widzę radość na twarzy synka. Filipek nie tylko jadł, ale także masował sobie dziąsła i świetnie się bawił. Oczywiście ta siateczka nie posłuży nam na zbyt długo, bo powolutku przyzwyczajamy Filipka do normalnego jedzenia. Mam nadzieję, ze ta siateczka nam to ułatwi i wykształci prawidłowy odruch gryzienia. Zobaczymy jak to się sprawdzi na dłuższą metę, póki co traktuję to jako wprowadzenie do nauki jedzenia i jako zabawę.

Podsumowując:

Choć na początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona do siateczki, to jednak poleciłabym ją każdej mamie. To niedrogi gadżet, a naprawdę przydatny. Dziecko może bawić się i uczyć spożywać stałe pokarmy, a my nie musimy bać się udławienia. 






Wczoraj dotarł także mój gwiazdkowy prezent. Z mężem mamy taką tradycję, że prezenty kupujemy sobie właśnie na Gwiazdkę, a nie na mikołaja. W tym roku, aby ubyło łatwiej, powiedzieliśmy sobie,co chcemy dostać. Ja wybrałam torbę do wózka (oczywiście na allegro;) ). Do tej pory używałam niebieskiej z naszego poprzedniego wózka, ale nie dość, że ma uszkodzone napy, to jeszcze kolorystycznie nie pasuje (niebieska do czerwonego?nieeee). Z wyboru jestem bardzo zadowolona:)


Wczoraj też odwiedziła nas babcia Filipka, która spotkała Mikołaja;) Filipek dostał pięknie ilustrowaną, wielką księgę bajek:)



piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki

Dziś magiczny dzień, czyli pierwsze Mikołajki Filipa. Początkowo planowaliśmy, że prezent w tym roku damy synkowi tylko na Gwiazdkę, bo on i tak jeszcze nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Wczoraj jednak stwierdziliśmy, że nie może być tak,że naszemu dziecku Mikołaj nie zostawi prezentu pod poduszką! Tak więc dziś rano po obudzeniu Filipek znalazł swój prezent, czyli zabawkę Garnuszek na klocuszek.


Prezent kupiliśmy już jakiś czas temu, korzystając z promocji w sklepie Tesco (cena była niezwykle okazyjna). Filipowi zabawka od razu się spodobała! Miał zajęcie na cały ranek:)

Dostał także ciepły, polarowy kocyk od dziadka.


Pogoda również sprawiła Filipkowi niespodziankę-dziś zobaczył swój pierwszy śnieg:) Ze zdziwieniem patrzył przez okno na lecące z nieba białe płatki:)


W tym wyjątkowym dniu wzięło mnie na wspomnienia. Zawsze z siostrą niecierpliwie odliczałyśmy dni do 6 grudnia! Zawsze w nocy z 5/6 Mikołaj przynosił nam prezenty pod poduszkę (które zazwyczaj znajdowałyśmy na łóżku, a nie pod poduszką:D). Najpierw, jakiś czas wcześniej pisałyśmy listy, które zostawiałyśmy w przedpokoju na szafce, aby Mikołaj sobie zabrał (nieźle ułatwiałyśmy rodzicom zadanie:D). A później było wielki oczekiwanie. Do dziś pamiętam te emocje, które nam towarzyszyły, kiedy 5 grudnia kładłyśmy się spać. W nocy budziłyśmy się i zaczynało się otwieranie paczek! Zazwyczaj znajdowałyśmy to,co chciałyśmy dostać oraz mnóstwo słodyczy. No i obowiązkowo mandarynki! Grudzień i Mikołaj zdecydowanie pachnie mandarynkami. Czasem nie spałyśmy już do rana. To są moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Chcę, aby moje dzieci również wierzyły, że Mikołaj istnieje! Aby znajdowały pod poduszką prezenty, które będą mogły rozpakować w środku nocy. Nie wyobrażam sobie,żeby było inaczej. Wiem,że są rodzice, którzy nie chcą w swoich dzieciach zaszczepiać wiary w Mikołaja. Nie rozumiem tego, ale każdy ma swoje poglądy. Ja i siostra wyrosłyśmy z Mikołaja w swoim czasie, nikt nas nie musiał uświadamiać, nie przeżyłyśmy jakiegoś szoku. Po prostu wyrosłyśmy i już. Ale wspomnienia mamy na zawsze.
Natomiast na Gwiazdkę prezenty zawsze dawali nam rodzice. My ich oraz siebie nawzajem również obdarowywałyśmy drobiazgami. W tym roku także tak będzie-część prezentów mam już nawet zapakowane:)

A na koniec wszystkim moim czytelnikom wraz z Filipkiem życzymy
WESOŁYCH MIKOŁAJEK!



czwartek, 5 grudnia 2013

Zakupy w sklepie Pupus i moja wygrana w konkursie

Bardzo lubię te dni, w których otrzymuję jakieś przesyłki. Dzisiaj listonosz przyniósł mi aż dwie.

Pierwsza z nich to moje zakupy w sklepie internetowym Pupus (klik). Jest to sklep, w którym można zakupić pieluchy wielorazowe oraz różne akcesoria. Ja zamówiłam podkład do przewijania,wkładki laktacyjne oraz ocieplacze na nóżki. Nie jestem zakręcona na punkcie ekologii (przyczyniam się do produkowania ogromnej ilości śmieci-pampersów), ale mimo wszystko lubię czasem zrobić coś dla naszej planety. A tak szczerze mówiąc po prostu spodobały mi się te akcesoria, które kupiłam. Kiedy kompletowałam wyprawkę dla synka nawet nie wiedziałam,że większość rzeczy jednorazowych można zastąpić wielorazowymi. Dopiero niedawno zaczęłam poznawać takie produkty, między innymi dzięki Violiance (klik). Postanowiłam wypróbować.

Podkład, który zakupiłam oczarował mnie od pierwszej chwili po otworzeniu koperty. Jest niesamowicie miękki i przyjemny w dotyku, świetnie wykonany. Ma ładny wzór ( w ofercie sklepu kilka do wyboru klik), a od spodu warstwę chroniącą przed przemakaniem. Podkład taki po zabrudzeniu można prać w pralce.Żałuję,że tak późno zdecydowałam się na zakup i przez 8 miesięcy używałam podkładów jednorazowych (używanych wielokrotnie-dopóki się nie zabrudziły) np. Sena lub Teni.

Drugim kupionym produktem są wkładki laktacyjne, również wielorazowe (klik). Do tej pory używałam jednorazówek firmy Babydream. Postanowiłam kupić jedną parę wielorazowych-na próbę. Jeszcze nie miałam okazji ich użyć, ale już widzę, że są o niebo lepsze od tych jednorazowych. Są miękkie w dotyku, oddychające. Od spodu zawierają również warstwę chroniącą przed przemakaniem. Jestem ciekawa jak sprawdzą się w praktyce. Jeśli spełnią moje oczekiwania na pewno zamówię jeszcze kilka par.

Ostatnią rzeczą są ocieplacze na nóżki (klik). Są to takie jakby pojedyncze nogawki. Można założyć je na rajstopy czy spodnie. Zakupiłam je z myślą o zimowych spacerach oraz o raczkowaniu. Na razie są jeszcze odrobinę za długie, ale dzięki temu posłużą na dłużej.



Natomiast w drugiej przesyłce znajdowała się moja wygrana w konkursie. Jakiś czas temu pisałam, że udało mi się wygrać wybielającą pastę do zębów na forum abc zdrowie. Moje zadanie polegało na używaniu pasty oraz napisaniu na jej temat przynajmniej dwóch opinii na forum. Spośród osób testujących zostało wybranych dziesięciu laureatów, w tym ja. Wygrałam dwie pasty Advance Arm&Hammer (czyli to,co testowałam) oraz elektryczną szczoteczkę do zębów. Bardzo cieszy mnie ta wygrana, ponieważ ostatnio szukałam tej pasty w sklepie i nigdzie nie było- a tymczasem problem sam się rozwiązał.



To na koniec jeszcze kilka słów na temat samej pasty wybielającej Advance Arm&Hammer. Jest to produkt na bazie sody oczyszczonej, która jak wiadomo ma działanie oczyszczające i wybielające. Ma delikatny, miętowy smak, który mi bardzo odpowiada. Jej konsystencja nie jest jednolita-zawiera maleńkie grudki, dzięki czemu doskonale czyści zęby i na długi czas pozostawia uczucie świeżości. Jest delikatna dla dziąseł-nie powoduje podrażnień, w przeciwieństwie do wszystkich past wybielających, które do tej pory używałam. No i co najważniejsze- naprawdę wybiela zęby. Trudno ocenić czy rzeczywiście o 3 odcienie tak,jak podaje producent, ale efekt jest widoczny. Ja z tej pasty jestem zadowolona i z czystym sercem mogą ją polecić.

środa, 4 grudnia 2013

Brokuły-smaczne i zdrowe



O tym, że brokuły są zdrowe wie chyba każdy z nas. Warto je jeść zwłaszcza teraz- w sezonie przeziębień, ponieważ zawierają duże ilości witaminy C, a tym samym wpływają na odporność. Brokuły są także źródłem magnezu, błonnika, potasu, prowitaminy A, witaminy K, kwasu foliowego oraz żelaza. Zawierają także substancje działające antynowotworowo np. izotiocyjany, beta karoten. Samo zdrowie!
Co kilka dni kupuję brokuły, aby dodać je do zupki, którą gotuję dla Filipka. Wiadomo, że do tego celu zużywam tylko niewielki kawałek, a co z resztą? Oczywiście można ugotować do pochrupania, czy zjedzenia z zasmażaną bułką tartą. Ale można także przyrządzić pyszną zupę-krem lub użyć do drugiego dania. Dziś dwa pomysły na brokułowe jedzenie.

Zupa krem 

Zupę przyrządzamy na dowolnym mięsie lub rosołku w kostce (polecam opcję pierwszą). Mięso wygotowujemy, doprawiamy liściem laurowym,zielem angielskim, przyprawą do zup, czyli tym wszystkim, co lubimy i co zwykle używamy. Dodajemy kawałek pokrojonej marchewki, trochę pietruszki. Brokuły gotujemy w oddzielnym garnku (nie za długo, aby nie traciły wartości odżywczych). 
Następnie ugotowane różyczki brokuła w połączeniu z niewielką ilością bazy do naszej zupy blenderujemy na gładką masę. Im więcej zblenderujemy, tym nasza zupa-krem będzie gęstsza. Tą "papkę" wlewamy do garnka z zupą. Dodajemy też kilka ugotowanych różyczek brokuła w całości. Zupa świetnie smakuje z groszkiem ptysiowym. Można także podać z makaronem lub grzankami (choć tej wersji nie próbowałam). 
Tą zupę przyrządzałam także w połączeniu z porem-robi się identycznie-por blenderujemy razem z brokułami.


Dzisiejsze brokuły wykorzystałam do drugiego dania i to w dodatku "gotowca" z torebki;)


Ugotowane brokuły dołączyłam do sosu i podałam z makaronem spaghetti. Nie napracowałam się, Filip nie miał czasu się zdenerwować, bo nie stałam długo przy garach, a obiad był pyszny:)

Polecam obydwie opcje! Smacznego:)

czwartek, 28 listopada 2013

Domowy kisiel

Od długiego czasu zbierałam się,żeby zrobić Filipkowi domowy kisielek i jakoś nie mogłam się zebrać. Dziś nareszcie się udało. Synek zachwycony, spałaszował wszystko ze smakiem. Kisiel zrobiłam z domowego soku malinowego-super zdrowy, z własnych działkowych malin.
Sok rozrobiłam z wodą- wyszła mi porcja 100 ml. Mniej więcej 80 ml zagotowałam w garnuszku, a do pozostałych 20 dodałam łyżeczkę mąki ziemniaczanej i wymieszałam. Tą zawiesinę dodałam do garnuszka i gotowałam ok. 4 minuty ciągle mieszając. Wyszło pyszne!
Kisiel na stałe zagości w menu synka. Jest nie tylko pyszny, ale i zdrowy. Oprócz tego,że zawiera naturalny sok owocowy dobrze wpływa na żołądek-ma działanie osłonowe, jest lekkostrawny i nie zawiera pustych kalorii.

poniedziałek, 25 listopada 2013

8 miesięcy Filipka

Już jutro moje Szczęście kończy 8 miesięcy! Akurat ta data wypada we wtorek, czyli dokładnie tak, jak rodziłam. Niesamowite jak ten czas zleciał i jak bardzo zmieniło się moje dziecko. Z okruszka ważącego niewiele ponad 2 kg wyrósł chłopak ponad dziewięciokilowy!


Nowe umiejętności:
-siedzi pewnie bez trzymania i podparcia, kiedy straci równowagę podpiera się rączką
-wyrzucanie zabawek z wózka
-próby raczkowania-póki co podnosi się na krótko, huśta się w przód i tył, pełza (zazwyczaj do tyłu), turla się
-kiedy siedzę obok niego zagląda mi w dekolt i szuka cyca, potrafi się także o niego wykłócać
-wydaje dużo dźwięków, łączy sylaby, zmienia intonację
-podskakuje, kiedy go trzymamy
-podskakuje i kiwa się,gdy usłyszy muzykę
-rozpoznaje osoby znajome od obcych, na niektóre obce osoby reaguje płaczem, na inne tylko spogląda z dystansem
-marszczy nosek i fuka:D
-rozpoznaje ulubione zabawki, potrafi włączyć dźwięki np. w organkach

Co Filip lubi?
-przytulanie, zabawy, wygłupy, łaskotanie
-spacery (ale nie lubi zakładania ciepłych ubrań i wybierania się)
-zabawki, które mają elementy kręcące się, kółeczka itd.
-metki, sznureczki, wstążeczki
-jedzenie;)
-robienie zdjęć
-telefon, laptop,myszkę, czyli wszystko to,co nie jest zabawką
-kąpanie się
-noszenie na rękach, zwiedzanie mieszkania

Sen- w dzień 2 lub 3 drzemki trwające  30-40 minut, najczęściej w wózku lub na łóżku. Na noc zasypia ok. 19:30 i śpi do ok.8, w międzyczasie budząc się 2-3 razy na jedzenie. Śpi nadal ze mną.

Jedzenie-śniadanie-cyc, drugie śniadanie-kaszka lub kaszka z owocami, obiad-domowa zupka zagęszczona kleikiem, raz na jakiś czas gotowe danie ze słoiczka np. z rybką, podwieczorek-owoce ze słoiczka,  starte jabłuszko, jogurt lub biszkopty maczane w mleku, kolacja-kaszka+cyc lub tylko karmienie piersią. Karmienie piersią kilka razy w dzień na żądanie oraz w nocy. Filip lubi także próbować naszego jedzenia, obowiązkowo muszę dać mu posmakować ziemniaka z zupy, bułki czy każdej innej rzeczy, którą aktualnie jem.

Ulubione zabawki: piłka, gumowa kaczka, grające organki, grające maskotki-pies, żółw i Kłapouchy, piramidka z kółeczkami.

Dziś Filipka odwiedziła Babcia i pokazała mu nową zabawę. Filip trzymany pod brzuszek lata w powietrzu i łapie piłkę leżącą na podłodze, a następnie lata trzymając piłkę w rączkach. Ale mu się ta zabawa spodobała!





piątek, 22 listopada 2013

Zmiana planów

Dziś (lub raczej jutro) miał pojawić się wpis o tym, jak było na warsztatach "Bezpieczny maluch", na które zapisałam się już 2 miesiące temu. Zależało mi na tym wydarzeniu i naprawdę nie mogłam się doczekać. Chciałam na żywo zobaczyć jak udziela się pierwszej pomocy dziecku oraz zdobyć różne ciekawe informacje dotyczące bezpieczeństwa maluszka. Niestety okazało się,że na warsztaty nie mogę pójść;/ Wczoraj w południe dostałam smsa od organizatorów, że o 17 zaczynają się warsztaty dla kobiet w ciąży, natomiast mnie jako mamę zapraszają na godzinę 11. Natomiast ja cały czas otrzymywałam informacje, że spotkanie jest o 17. Filipkiem mieli zająć się moi rodzice, a ja z mężem miałam pojechać. Gdybym dowiedziała się o tej zmianie godziny chociaż dwa dni wcześniej, mama mogłaby zamienić się zmianami w pracy i pilnować dziecka, a ja bym pojechała. Niestety poinformowano mnie za późno i dlatego nie mogłam skorzystać. Nie było sensu przecież ciągnąć synka przez całe miasto autobusem na warsztaty, które trwają 4 godziny (ale by rozrabiał!). W dodatku Filipek znowu jest przeziębiony. Tak więc musiałam przełknąć to, że po raz kolejny moje plany się nie ziściły.
Za to wczoraj dotarły do mnie dwie przesyłki- niebieski miś z Nestle oraz nagroda w konkursie, który niedawno wygrałam. Z Nestle chciałam otrzymać kocyk, ale niestety zabrakło.





poniedziałek, 18 listopada 2013

6 powodów dla których warto karmić piersią

O tym, że warto karmić piersią niby wiedzą wszyscy. Jednak coraz więcej mam decyduje się na podawanie mleka modyfikowanego. Różne są tego przyczyny, często rzeczywiście nie ma innego wyjścia, ale często zdarza się też, że wynika to z braku informacji, braku chęci karmienia, czy pomocy.
Dlaczego warto karmić piersią?

1. Masz pewność, co do składu mleka. Natura tak nas stworzyła, że mleko kobiece jest idealne dla dziecka, ma wszystko to,czego maluch potrzebuje. Żadne, nawet najlepsze mleko modyfikowane nie jest tak naturalne jak mleko matki. Nigdy nie masz też 100% pewności co, do składu mleka sztucznego. Oprócz tego karmiąc piersią zapewniasz dziecku lepszą odporność.

2. Jedzenie dla dziecka masz zawsze przy sobie- przy wyjściu nie musisz pamiętać o spakowaniu mleka, butelek, przegotowanej wody. Nie musisz grzać, odmierzać, mieszać, ustalać temperatury. Wyciągasz cyca i jedzenie gotowe. Co za wygoda!

3. W nocy nie musisz się rozbudzać i szykować jedzenia. Dajesz pierś i maluch najedzony, a ty nie musisz się rozbudzać. Jeśli dodatkowo śpisz z dzieckiem nie musisz nawet wstawać z łóżka.

4. Pierś mamy jest najlepszym sposobem na uspokojenie dziecka. Dla mojego Filipka przytulenie się do cyca i wypicie chociaż odrobiny mleczka jest lekarstwem na wszystko- na strach, na zdenerwowanie, na zmęczenie, nawet na ból. Dodatkowo sposób ten masz zawsze pod ręką. Wiele dzieci uwielbia również zasypiać z cycem w buzi.

5. Karmienie piersią wytwarza niesamowitą więź z dzieckiem. Takiej jedności nie osiągnie się już nigdy w żaden sposób. Uwielbiam, kiedy leżę z synkiem na łóżku, kiedy wtula się we mnie mając cyca w buzi. Uwielbiam czuć jego oddech, wdychać zapach jego włosków. Uwielbiam kiedy swoją małą rączką głaska mnie po dekolcie.

6. Mleko w piersiach masz za darmo! Za mleko modyfikowane musisz płacić i to całkiem sporo.

Droga mamo! Rób wszystko, aby karmić piersią. Początki często bywają trudne i niestety bolesne. Ale, kiedy maluszek nauczy się dobrze chwytać pierś karmienie nie będzie już bolało. Nie rezygnuj, bo wydaje Ci się, że ze sztucznym mlekiem jest łatwiej. W szpitalu, jeśli dziecko z jakichś powodów musi leżeć z dala od Ciebie walcz o to, aby je samodzielnie karmić. Nikt Ci łaski nie robi, jesteś matką i masz do tego prawo. To nie prawda, że po cesarskim cięciu nie można karmić-bzdura kompletna. Podobno mitem jest także dieta matki karmiącej, aczkolwiek wiadomo,że trzeba ostrożnie. Nie znaczy to,że masz się głodzić...o nie-wręcz przeciwnie! Musisz jeść, aby Twoje mleko było treściwe. Ja już w pierwszych dniach po porodzie jadłam wiele rzeczy, chociażby mleko,słodycze, jajka, tuńczyka, które mogą uczulać. Wszystko trzeba wypróbować-jeśli dziecku nie szkodzi, to nie trzeba z tego rezygnować.
Nie poddawaj się po pierwszych niepowodzeniach. Ja nie miałam pokarmu przez pierwsze 3 doby, myślałam,że już nie mam szansy na karmienie. Jednak przystawiałam dziecko i pokarm się pojawił. Karmię synka już 7 i pół miesiąca i przez długi,długi czas nie zamierzam z tego rezygnować.
Na początku Filipek mógł leżeć przy piersi całymi dniami, często miałam wątpliwości, czy się najada. Wiele razy kusiło mnie,żeby dokarmić mm, ale zawsze rezygnowałam. Jak się okazało dobrze, że nie uległam pokusie. Dziecko pięknie przybierało na wadze. A wiadomo, że każde dokarmienie sztucznym mlekiem osłabia laktację i często jest to początek końca karmienia. Niestety wiele mam dokarmia, a po niedługim czasie muszą całkowicie przejść na mm. W wielu wypadkach pewnie zupełnie niepotrzebnie, bo dziecko leżąc ciągle przy cycu wcale nie jest cały czas głodne, tylko po prostu potrzebuje bliskości. Warto walczyć o karmienie piersią i nie iść na łatwiznę w postaci mleka modyfikowanego. Mi teraz czasem nawet brakuje tych dni, kiedy kilka godzin dziennie wylegiwałam się z Filipkiem w łóżku, miałam nawet czas przeczytać kilka książek!
Co jest jeszcze fajnego w karmieniu piersią? Ten moment, kiedy kilkumiesięczne dziecko zaczyna kojarzyć fakty. Mama się rozbiera, to znaczy, że będzie cyco! Filipek czasem aż cały podskakuje z radości, kiedy tylko zobaczy, że wyciągam pierś! Często zaczyna tak śmiesznie stękać, aby mnie popędzić i czeka z otwartą buzią, aż się obok niego położę. Kilka dni temu odkrył też, gdzie mama chowa cyce;) Kiedy siedzę obok niego łapie mnie za bluzkę i zagląda w dekolt. Czasem zaczyna się po swojemu wykłócać i wtedy muszę mu dać chociaż na chwilkę;) Wierzcie mi, że to są bardzo miłe momenty.

Broń Boże nie krytykuję w tym poście mam karmiących mm. Chcę tylko pokazać, że karmienie piersią jest wspaniałe i warto o nie walczyć nawet pomimo przeciwności!


niedziela, 17 listopada 2013

Testowanie-wkładki laktacyjne Canpol babies

Kilka dni temu otrzymałam do testowania pudełko wkładek laktacyjnych Canpol babies z aloesem. Dziś krótka recenzja tego produktu.

Wkładki zapakowane są w ładne, kolorowe pudełko.


Z zewnątrz zrobiło na mnie dobre wrażenie, natomiast po otwarciu bardzo się zawiodłam. Dlaczego? Ponieważ każda wkładka zapakowana jest w oddzielny woreczek. Nawet nie każda para, tylko każda oddzielna sztuka. Pewnie ma to zwiększyć atrakcyjność produktu, ale ja zupełnie nie rozumiem sensu takiego opakowania. Zbędne śmieci i dodatkowa robota przy rozpakowywaniu. A wiadomo, że młoda mama często stara się wszystkie czynności wykonywać w tempie błyskawicznym, aby nie narażać się na gniew swojego bobasa.


Co mogę powiedzieć na temat samych wkładek. Są dość duże, wypełniają całą miseczkę biustonosza. Na odwrocie mają pasek z klejem dzięki czemu można umocować je na bieliźnie. Trzymają się dobrze, nawet po kilku godzinach nie przemieściły się. Są też bardzo cienkie- nie odznaczają się pod ubraniem, można więc określić je mianem "dyskretne".


Wkładki te są bardzo delikatne, nie odciskają się na piersi, nie podrażniają. Trudno natomiast ocenić mi ich chłonność. Moja laktacja jest już ustabilizowana nie mam więc problemów z nadmiarem pokarmu. Ciężko powiedzieć jak wkładki sprawdziłyby się w pierwszych tygodniach po porodzie lub podczas nawału.

Natomiast to, co zdecydowanie odstrasza to ich cena. W sklepie dziecięcym za opakowanie takie jak wyżej (40 szt.) trzeba zapłacić 19 zł. Na allegro doliczając koszt przesyłki zapłacimy podobnie. Za tą cenę spokojnie można kupić wkładki innej firmy, które również spełnią swoje zadanie.

Ja na dzień dzisiejszy wkładek używam już tylko na wyjścia, bo na co dzień nie ma takiej potrzeby. Kupowałam wkładki Babydream z Rossmanna. Natomiast żałuję, że nie wiedziałam o istnieniu wkładek wielorazowych, które można prać. Przy drugim dziecku na pewno zdecyduję się na takie rozwiązanie.

Moja ocena wkładek w serwisie bangla. pl znajduje się tutaj

czwartek, 14 listopada 2013

Zakupy, zakupy...:)

Jak chyba każda mama uwielbiam zakupy, szczególnie te dla swojego dziecka;) Tym razem nasze zakupy są większe gabarytowo niż zazwyczaj.
Po pierwsze zaopatrzyliśmy się w fotelik samochodowy. Zdecydowaliśmy się na model Monte Carlo Quatro 9-25 kg. Jest solidnie wykonany, miękki i wygodny, niedrogi oraz ma pochylane oparcie. Jednak ma też jedną zasadniczą wadę-nie można go montować tyłem do kierunku jazdy. Z tego powodu fotelik póki co został schowany, a Filipek nadal jeździ w tym,co do tej pory. Początkowo decydując się na zakup myśleliśmy, że synek zacznie z nowego fotelika korzystać od razu, bo w tamtym jest mu trochę ciasno w grubych ubraniach. Jednak pan, który nas obsługiwał i pokazywał jak zamontować w samochodzie odradził nam wożenie 8 miesięcznego dziecka przodem do kierunku jazdy, pomimo,że wagowo już się łapie. Powiedział,że dla dziecka jazda tyłem jest dużo bezpieczniejsza. Na szczęście nasz fotelik jest do 13 kg, więc Filip może jeszcze jakiś czas z niego korzystać. Z jednej strony szkoda,bo jest mniej wygodny, ale z drugiej ważniejsze jest bezpieczeństwo niż wygoda.



















Kolejny duży zakup to spacerówka. Udało mi się kupić model, który wpadł mi w oko już dawno. A konkretnie kilka miesięcy temu, zanim dokonaliśmy zamiany wózków, o której wspominałam w jednej z notek. Wózek ten widziałam w komisie dziecięcym, ale niestety był różowy. Ostatnio przeglądając allegro zobaczyłam,że ten model jest wystawiony na licytacji. Napisałam do sprzedającej, która zgodziła się dodać opcję kup teraz. I tak oto mam wózek Bebe Confort Streety za 140 zł już z wysyłką:) Do tego otrzymałam gratis dwie zabawki i welurowy pajacyk.



Dziś oczywiście od razu wypróbowałam wózek i jestem bardzo zadowolona. Ogólnie na razie na spacery będziemy jeździć dużym, bo jest cieplejszy i po zamontowaniu śpiworka jest i tak dużo miejsca. A ten póki co będzie przeznaczony na wyjazdy, bo jest dużo przyjemniejszy w transporcie. Nasz Bebecar jest świetnym wózkiem, ale niestety bardzo dużym, kiedy musimy zabrać go do samochodu stelaż chowamy do bagażnika, a siedzisko na przednie siedzenie. Streety mieści się cały w bagażniku i jeszcze jest mnóstwo miejsca na inne rzeczy.
Filipek nowy wózek bardzo polubił. Spodobała mu się barierka- miał na czym oprzeć nóżki;) Można ją także podnieść dzięki czemu leżące dziecko może mieć na niej powieszone zabawki.




Zalety wózka Bebe Confort Streety:
-ładny wygląd
-bardzo lekki i zwrotny
-siedzisko montowane przodem lub tyłem do kierunku jazdy
-pojemny kosz na zakupy
-składany do małych rozmiarów
-siedzisko rozkładane aż do pozycji leżącej
-skręcające przednie koła z możliwością zablokowania
-specjalny system podbijania wózka na krawężnik, co jest jednocześnie zaletą i wadą (przed wjechaniem trzeba się zatrzymać)

Wady:
-cienka budka
-brak regulacji podnóżka

A na koniec dzisiejsze zdobycze ciuchlandowe;)


wtorek, 12 listopada 2013

Krótka instrukcja jak ściszyć grającą zabawkę-wpis gościnny mojego męża:)

Drodzy Rodzice, czy zdarzyło Wam się kupić dziecku grającą zabawkę, która już po kilku minutach zaczęła was denerwować? Pewnie tak, ponieważ duża większość takich zabawek jest po prostu za głośna. Jakiś czas temu kupiliśmy synkowi organki-Filipek od razu je polubił, ale niestety melodyjki były tak głośne, że raczej nie miały dobrego wpływu na słuch dziecka. Na szczęście jest na to rada- zabawkę można ściszyć. Dziś mój mąż przedstawi Wam krótką instrukcję jak to zrobić. A więc do dzieła!

Pamiętaj, że wszystko robisz na własną odpowiedzialność!

Musimy odpowiednio się przygotować, ale myślę że to nie problem - każdy prawdziwy mężczyzna powinien mieć chociaż jedną szufladę/szafkę/pokój pełen różnych ''przydasi'' błędnie nazywanych przez żony ''bałaganem'' lub co gorsza ''śmieciami''.
A takie właśnie ''przydasie'' mogą zaradzić na irytujące dźwięki dziecięcej zabawki.

W tym przypadku wystarczą dwa skarby z naszego kącika majsterkowicza: śrubokręt i opornik. Jako że poradnik jest skierowany także dla kobiecej części czytelników, opisuję wszystko krok-po-kroku tak, by każdy sobie z tym poradził bez najmniejszego problemu. Nawet bez użycia lutownicy!

Oto nasz pacjent.
Konieczne są dwa słowa wyjaśnienia jak działa ludzkie ucho. Dźwięk jaki do nas dociera jest odbierany w skali logarytmicznej.
Wyobraźmy sobie warczący motocykl. Robi sporo hałasu. Jeśli będą dwa motocykle będzie dwa razy więcej hałasu? NIE! dwa razy więcej hałasu zrobi 10 motocykli!
Tak właśnie postrzegamy siłę dźwięku - dlatego należy uważać na głośne słuchanie muzyki. Dwukrotnie głośniejsza muzyka wymaga dziesięciokrotnie (!) większej mocy dostarczanej na naszą błonę bębenkową. Znam gościa który dostał zakaz używania słuchawek. Lekarz wykonując badanie słuchu zapytał go ile lat pracował w tartaku... Żyjmy ciszej. Szczególnie dziecko powinno mieć szansę dorastania w spokoju, nie w środowisku gdzie agresywnie głośne dźwięki szarpią psychikę dorastającego szkraba.


Zaczynamy od rozkręcenia zabawki. Nasz pacjent miał wyjątkowo dużo śrubek. Musimy być ostrożni, żeby nie pogubić przycisków i przewodzących gumek pod nimi. Zapamiętajmy jak jest zbudowana zabawka, co gdzie powinno być. Pamiętaj, że rozkręcić to nie sztuka ;)


Namierzamy głośniczek czyli sprawcę całego zgiełku. Praktycznie zawsze w takich zabawkach używa się głośniczków o oporze 8Ω.
Musimy go połączyć szeregowo z opornikiem który spowoduje spadek mocy dźwięku.


Aby zmniejszyć głośność dwukrotnie - zmniejszamy moc przez wstawienie opornika. Teoretycznie powinien mieć opór 72Ω. Takich jednak nie ma :) Najbliższe w szeregu to bodajże 68Ω, ale ja użyłem 100Ω ( na zdjęciu).
Dźwięk jest jednak trochę za cichy - myślę że np. 56Ω w zupełności wystarczy. Opornik taki można kupić w każdym sklepie elektronicznym za ok 5 groszy.


Szukamy odpowiedniego kabelka do przecięcia. Musi on biec bezpośrednio od głośniczka do płytki z elektroniką.
UWAGA na delikatne, chińskie kabelki! jeśli go urwiesz to bez lutownicy się nie obejdzie!


Następnie z końcówek kabelków musimy zdjąć izolację. Odradzam ściąganie izolacji przy użyciu narzędzi - po prawej stronie kabelek starałem się delikatnie odizolować przy użyciu noża. Poprzecinałem miedziane żyłki wewnątrz kabelka. Po lewej stronie izolacja ściągnięta zębami.
Pomiędzy kabelki wstawiamy opornik. Musimy go wstawić miedzy głośnik a płytkę czyli szeregowo, jak na schemaciku poniżej.



Zawijamy odizolowane końcówki kabelków na nóżkach opornika i całość upychamy gdzieś w bezpiecznym miejscu z dala od ruchomych elementów zabawki.


Pamiętaj! zanim skręcisz zabawkę sprawdź jej działanie. Możliwe że coś poszło nie tak, np. przeciąłeś zły kabelek!
Na szczęście to nie bomba więc jeśli zepsujesz zabawkę świat się nie skończy a satysfakcja samodzielnej modyfikacji jest duża, nawet jeśli to tylko jej ściszenie.


sobota, 9 listopada 2013

Agresja wśród dzieci

Wczoraj będąc z Filipkiem na spacerze przechodziłam koło miejsca, w którym kilka tygodni temu byłam świadkiem pewnej sytuacji. Scenka ta naprawdę mnie przeraziła i do dziś nie daje mi spokoju.
Otóż wyobraźcie sobie...:
Tatuś na podjeździe myje samochód. Trzy metry dalej jego syn, na oko 7-8 lat bawi się. Hmm niby nic nadzwyczajnego? Jednak szkopuł tkwi w tym jak bawi się dziecko. Chłopczyk ten udaje,że jest na wojnie, walczy z wyimaginowanymi wrogami, strzela z karabinu. Ja specjalnie idę wolniej,żeby popatrzeć. Mimika i gesty tego dzieciaka są naprawdę przerażające. W pewnym momencie chłopak zabija swojego wroga, udaje, że kolbą karabinu dobija przeciwnika.
To wyglądało naprawdę strasznie! Stałam i patrzyłam nie mogąc uwierzyć, że tyle agresji może tkwić w takim małym człowieku. I skąd to dziecko zna takie sceny? Z telewizji? Z gier komputerowych? A gdzie są rodzice? Czy nie widzą co w wolnych chwilach robi ich dziecko? A tatusia myjącego samochód nie obchodzi jak bawi się syn? Dla mnie to było naprawdę straszne. Dziś zabija na niby, a co będzie robił za kilka lat? Skoro już w tak młodym wieku agresja jest dla niego normalna, to za kilka lat przestanie taka być? Wątpię.
Modlę się, aby moje dziecko nigdy nie robiło sobie zabawy z zabijania, aby nigdy podczas zabawy nie robiło takich przerażających min i gestów, aby nie miało w sobie takich pokładów negatywnych emocji. I wiem, że to na nas-rodzicach spoczywa odpowiedzialność za to, co nasz syn będzie sobą reprezentował.

wtorek, 5 listopada 2013

Statuetka "Witaj nasze Kochanie" i trochę nowości

Ostatnio pisałam o tym, że dostałam się do projektu "Witaj nasze kochanie", do którego zgłosiłam zdjęcie z usg. Dzisiaj dotarła do mnie przesyłka ze statuetką. Jest piękna! Zapakowana w eleganckie pudełeczko, bardzo ładnie wykonana. Jestem niesamowicie zadowolona, bo to piękna pamiątka zarówno dla nas-rodziców, jak i dla naszego dziecka.
 A tak prezentuje się to cudo:


Warto zajrzeć na stronę wystawy na facebooku (kliknij)

Chciałam też zrobić pamiątkowe zdjęcie Łobuzowi, ale nie miał ochoty współpracować;)


Oprócz tego dotarła przesyłka z puzzlami piankowymi, które kupiłam na allegro. Zależało mi na nich ze względu na to, że w mieszkaniu jest dość zimna podłoga, a z tych puzzli mogę ułożyć matę do zabawy. Filipkowi bardzo się spodobały.


Mój kawaler dorósł już do tego, aby korzystać ze swojego krzesełka do karmienia:) Choć często bardziej niż jedzenie interesuje go uderzanie w blat lub oglądanie oparcia:)


A dziś spróbował swojego pierwszego chrupka. Najpierw bał się, uciekał, odkręcał głowę i bronił się jak tylko zbliżałam ten dziwny przedmiot do jego buzi. Dopiero po chwili załapał, że to się je!


Jednak zdecydowanie bardziej smakowały mu chrupki serowe, które jakiś czas temu tata pozwolił polizać;)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...