czwartek, 29 grudnia 2016

Humor słowny #9

Kolejny zbiór Filipkowych powiedzonek i naszych rozmów:

Filipek wziął mój telefon i krzyczy:
-Mamo mamo, chodź do selfie


-Wiesz Filipku, ciocia Paola ma już dwa koty, wzięli też Pusię.
-bo lubi się puszyć?


Filip się zdenerwował i tak mówi sam do siebie:
-Zaraz mnie coś trafi! Zaraz mnie trafi sok!
(słyszy jak ja czasem mówię,że mnie szlag trafi:D)


-Filip, wygraliśmy nagrodę w konkursie.
-ooo jaką?
-pasty do zębów i szczoteczkę
-oj tam mamo, co to za nagroda


Włączyłam sobie serial. Na co Filip zaczyna biadolić:
-mamo, ja to nie lubię sejalów. Bo to jest wkurzające! Te twoje wymyślanie, mamo.


-Mamo, ja wiem, że w nocy trzeba śpić.


Ubieramy się na spacer. A Fifi:
-Mamo, tylko ubierz mnie zimno
(mylą mu się jeszcze pojęcia ciepło-zimno)


-Ślimaki nie mają nóg. One mają taki ślizg.


Filip wspinał się po coś do szafki (klęknął na podstawce)
-Filip, wiesz,że mogłeś spaść?
-Ale nie spadłem, bo  byłem na kucąco


Wieczór. Mąż chce kąpać Filipka a ja usypiam Kubę. Filip przyszedł i schował się za fotelem. Krzysiek go szuka, a ja udaję, że nie wiem gdzie Fifi jest. Podpuszczam jeszcze, żeby poszukał w Filipka pokoju i sprawdził, czy nie wyszedł z mieszkania:D W pewnym momencie Fifi wygląda zza fotela i mówi do mnie takim konspiracyjnym szeptem:
-Mamo, tobie to chyba urośnie nos jak u Pinokia :D


-Mamo, mam do ciebie małe pytanecko. Cemu te panie w przedszkolu tak mnie denerwują?


Wracamy z przedszkola.
-Mamo, wytrzyj mi oczka, bo mi lecą wzy (nie umie powiedzieć łzy)
-to od wiatru ci tak łzawią
Filip przestraszony:
-oczka mi się roztapiają?


Filip wyje i wydaje dziwne dźwięki.
-Filip, pieskiem jakiej rasy jesteś? Owczarek, spaniel, seter, buldog, a może kundelek?
-sama jesteś kundel


Filip ściga się z tatusiem i krzyczy:
-kto pierwszy ten klapa od sedesu!


Rozwiązujemy książeczkę. W zadaniu narysowane są różne przedmioty i trzeba połączyć z workiem Mikołaja te, które nadają się na prezent. Filip łączy:
-samochodzik dla jakiegoś chłopczyka, laleczka dla dziewczynki, cukierki dla dzieci.
I była też narysowana jakaś zmiotka i mop, więc Fifi łączy dalej: zmiotka dla mamy.


Kiedy wkurzył się na tatę:
-tato, ty do mnie nie mów! Nie przyjaźnię się z tobą!


-Mamo, gdzie tata?
-w pracy
-chodzenie do pracy jest takie nudne....


Kuba przez przypadek otworzył zabawkową kasę, która od jakiegoś czasu była zblokowana. Filip przeszczęśliwy:
-Dzięki Kuba, że mi otworzyłeś te pieniążki! Zawsze mi się chyba już przydasz. Malutki braciszek jednak czasem się przydaje


Któregoś dnia byłam już bardzo zmęczona i mówię do chłopców:
-bądźcie już grzeczni, bo naprawdę jestem już zmęczona
na to Filip:
-no to weź sobie wolne
(oj chciałabym, chciała:D)


-Filip jak będziesz ściągał te bombki, to wyniosę  choinkę do piwnicy!
-Nie wyniesiesz, bo ty się boisz pająków


Dzień po tym jak w wielkiej konspiracji spakował z tatusiem prezent dla mnie.
-mamo, dziś możesz rozpakować swój prezent. Tam są cekolada, rękawicki...Oj mamo, tylko nie mów tacie, że ja ci to powiedziałem


Filip do Kuby:
-Kuba przy tobie nic nie może leżeć na dywanie? bo ty wszystko zeżerniesz?
 (miał na myśli zeżresz:D swoją drogą ma rację, bo Kuba to taki mały odkurzacz, każdy paproch do buzi)

Filip ostatnio ma nową zabawę. Zadaje Kubie pytania tak, aby ten pokiwał głową, a następnie mu tłumaczy, że jest inaczej.
Na przykład przed świętami:
-Kuba, były już święta Bożego Narodzenia?
(Kuba kiwa głową)
-Nie! Nie było jeszcze świąt

albo:
-Kuba, ty jesteś sikorką?
(Kuba kiwa głową)
-Nie! Ty nie jesteś sikorką!

I tak po kilka razy na godzinę:D


I na koniec kilka pytań, które ostatnio usłyszałam od Filipka:
-Mamo, naprawdę gdzieś na świecie jest Miś i Margolcia?
-Mamo, kopa jest najpierw w brzuchu a potem wychodzi?
-Mamo, naprawdę gdzieś na świecie jest psi patrol?




Podobał Ci się wpis? Koniecznie zajrzyj do poprzednich notek z cyklu HUMOR SŁOWNY


środa, 28 grudnia 2016

2 łatwe zabawy dla małych stóp

"Mamo, pobaw się ze mną" "Mamo, wymyśl jakąś zabawę", która mama tego nie zna? ;)
Dziś dwie zabawy na szybko, bez żadnego przygotowania i z zerowym nakładem finansowym. Zabawy dla małych stóp, które oprócz tego, że bawią, to jeszcze rewelacyjnie stymulują zmysły dziecka.

1.Na czym stoisz?
Zawiąż dziecku oczy i zdejmij skarpetki. Następnie stawiaj malucha na różne podłoża. Jego zadaniem jest zgadnąć na czym stoi. Dywan, podłoga w kuchni, podłoga w łazience, poduszka, miękki kocyk, klocki, maskotki, piłka, butelka, gazety i co tylko przyjdzie ci do głowy. Filipek bawił się świetnie i wszystko odgadł.

2. Sprzątanie stopkami
Przygotuj jakiś niewysoki pojemnik, miskę, pudełko lub coś w tym stylu. Rozsyp na podłodze różne drobne przedmioty- kredki, nakrętki, małe zabawki. Zadanie dziecka polega na pozbieraniu wszystkiego stopkami i przeniesieniu do pojemnika.

Próbowaliście już takich zabaw? A może macie inne propozycje dla małych stóp?

wtorek, 13 grudnia 2016

Chroń prywatność swojego dziecka

Dziś chciałabym poruszyć temat, który jest bardzo ważny, a mimo to nie zawsze uświadamiamy sobie jego istnienie. W dobie internetu gdzieś nam to umyka. Internet stał się częścią naszego życia i nie oszukujmy się-chyba nie potrafilibyśmy już żyć bez niego. Czasem jednak zapominamy, że wszystko ma dwie strony medalu.
Kiedy rodzi nam się dziecko staje się ono dla nas centrum wszechświata. Każdy gest, uśmiech, minka jest dla nas czymś najpiękniejszym na świecie. Pstrykamy setki fotek i chwalimy się nimi wśród znajomych....i nieznajomych. Wiadomo- rozwój dziecka cieszy i chcielibyśmy naszą radością dzielić się z innymi. Nie ma w tym nic złego. Ale...trzeba pamiętać o granicach.
Kiedy założyłam tego bloga wrzucałam tu zdjęcia małego Filipka. Po jakimś czasie jednak stwierdziłam, że nie powinnam mojego dziecka wystawiać na widok publiczny, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie monitora. Sama czytam kilka blogów na których pojawiają się zdjęcia dzieci i bez problemu zdarzyło mi się rozpoznać te maluchy na ulicy. I to właśnie jest ta granica bezpieczeństwa- skoro ja rozpoznaję, to inni też, a nie każdy ma dobre intencje...Postanowiłam, że zdjęcia na blogu będą, ale bez twarzy dzieci. I w ten sposób prowadzę bloga już trzy lata. Z podobnych względów nie dowiecie się do jakiego przedszkola chodzi mój synek ani na jakiej ulicy mieszkamy. Możecie mówić, że to przesada, ale różne historie się słyszy.  Warto pamiętać także o umieszczaniu na zdjęciu znaku wodnego, aby ograniczyć możliwość jego skopiowania.
Podobnie ma się sprawa z facebookiem. Tak, wrzucam tam zdjęcia swoje i dzieci. Nie dużo, od czasu do czasu. Przestrzegam jednak kilku zasad- zdjęcia mogą oglądać tylko osoby będące moimi znajomymi. Myślę, że jest to bardzo ważne, aby ograniczyć dostęp do zdjęć nieznajomym. Spotkałam kiedyś na swojej drodze osobę, która kradła zdjęcia dzieci i wrzucała jako swoje. Chyba nikt nie chciałby, aby jego maluch udawał dziecko innej osoby.
Pamiętajmy też, że to co dla nas jest fajne czy śmieszne nie musi takie być dla innych, a przede wszystkim dla naszej pociechy. Jest grupa zdjęć, które nigdy nie powinny być wrzucane do sieci- dziecko na golasa, czy w jakiejkolwiek ośmieszającej je sytuacji. Podobno to co raz zamieścimy w internecie, już tam pozostanie. O ile dla dorosłej osoby jej zdjęcie jako gołego niemowlaka może być śmieszne, o tyle dla nastolatka takie zdjęcie to prawdziwy dramat! Wiem co mówię, bo moje nagie fotki w rodzinnym albumie były moją zmorą dzieciństwa. Nigdy nie upubliczniajcie takich zdjęć!
Wiele osób wrzuca bez zastanowienia zdjęcia swoich dzieci, gdzie tylko się da. Biorąc udział w konkursach widzę taką tendencję. Czasem trzeba tylko zostawić komentarz, a mnóstwo osób oprócz tego zamieszcza zdjęcie dziecka. Nie zwiększa to szans na wygraną, więc nie rozumiem takiego działania. Inna sprawa to konkursy fotograficzne. Sama biorę w takich udział i sama takie organizuję. Mam jednak jedną zasadę- zawsze na zdjęciu umieszczam napis- np. nie kopiować Aneta Sawicka. Jest wiele nieuczciwych osób, które kopiują zdjęcia, w później wysyłają na konkursy jako własne. Kiedyś na konkursie widziałam zdjęcie skopiowane w mojego bloga. Na szczęście nie było to zdjęcie dzieci a......słoiczków Gerber, które testowałam:D Żałosne, że niektórzy wolą zrobić kopiuj/wklej zamiast wykazać odrobinę własnej inicjatywy.
Oczywiście to każdego indywidualna sprawa, co wrzuca do Internetu i gdzie stawia granicę prywatności swojej rodziny. Tym wpisem chciałam tylko zwrócić waszą uwagę na to zagadnienie i być może zachęcić do większej rozwagi.
Chciałabym poznać wasze zdanie na ten temat. Umieszczacie zdjęcia swoich dzieci w internecie?

sobota, 10 grudnia 2016

Mama czyta- "Gorzki dar"

Czy książka o chorobie może być naładowana pozytywnymi emocjami? Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Choroba sama w sobie kojarzy nam się z bólem, cierpieniem, łzami. Powiem wam szczerze, że niechętnie sięgam po taką tematykę. Wiadomo każdy chce być zdrowy, szczęśliwy, a czytając o chorych ludziach zawsze mam myśl- mnie też to może spotkać...
Wyjątkowo, kiedy przeczytałam opis książki "Gorzki dar" wiedziałam, że chcę to przeczytać. I nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo mnie ta książka zaskoczyła!


Autorka to Grażyna Zielińska, niezwykła kobieta! Opisuje ona swoje zmagania z chorobą, którą jest stwardnienie rozsiane. Choroba nieuleczalna, dla wielu po prostu wyrok. Pani Grażyna w swojej książce udowadnia, że z chorobą można żyć i to żyć pełną piersią! Ze stron opowieści aż bije pozytywna energia! Jest to jedna z najbardziej optymistycznych książek jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać. Czytając poczułam autentyczny przypływ dobrej energii i zobaczyłam swoje życie w zupełnie innym świetle. Trzeba doceniać to, co się ma! Każdą chwilę, każdy dzień, każdego człowieka na swojej drodze.
Pani Grażyna, kiedy usłyszała diagnozę-SM postanowiła, że się nie podda. Oswoiła chorobę i pogodziła się z nią, jednocześnie czerpiąc z życia pełnymi garściami. Pozytywne myślenie jest bardzo ważne dla osób borykających się z problemami zdrowotnymi. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową dla każdej chorej osoby.
"Gorzki dar" tak mnie pochłonął, że przeczytałam go w jeden wieczór. Zwykle zasypiam po kilkunastu stronach książki, tym razem nie było o tym mowy. Chciałam czytać, czytać i czytać (wstawałam co chwilę z łóżka,żeby nie zasnąć;) ). Dawno już żadna książka tak mnie nie poruszyła.
Książka jest krótka, ma tylko 160 stron. Autorka opowiada nie tylko o swojej walce z chorobą, o dniu dzisiejszym, ale też często wraca do wspomnień z dzieciństwa. Bardzo ważne miejsce w jej życiu zajmuje Bóg i to pełne mu zaufanie jest bodźcem do szczęśliwego życia pomimo nieuleczalnej choroby.
Polecam Wam tą książkę z całego serca! A ja czekam na drugą część "Kryształowy dar", która ukaże się niebawem.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Autor: Grażyna Zielińska
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 168
Cena: 18,90 zł, aktualnie 16,06 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj



środa, 30 listopada 2016

Jak pocieszyć Matyldę? Anioł z nieba po raz trzeci

O serii książek Twój Anioł z nieba pisałam już dwa razy (zobacz recenzje tu i tu ). Są to niezbyt długie książeczki opowiadające o przygodach Antka oraz jego Anioła Stróża. Dziś chciałabym wam pokazać kolejną część tego cyklu.


"Jak pocieszyć Matyldę?" to już piąta książeczka z tej serii. Tym razem opowiada o tym jak Antek ze swoim Aniołem chcieli pomóc Matyldzie- starszej siostrze. Dziewczynka była zła, smutna i sfrustrowana. Wszystko ją złościło i chciało jej się płakać. Antek postanowił ją rozweselić, ale niestety jego próby okazały się bezowocne. Czasem jednak najlepsze rozwiązania przychodzą same.
Książka opowiada o relacjach rodzeństwa, czasem napiętych, a mimo to pełnych miłości. Chyba każdy kto ma brata czy siostrę wie o co chodzi. Antek, choć chciał dla siostry dobrze, to tylko pogarszał całą sytuację. Z opowieści płynie bardzo ważne przesłanie- złe myśli i zły humor potęgują się, a także zarażają innych. Ale jest też dobra wiadomość- to działa także w drugą stronę. Dobre myśli, uczynki, uśmiech, czułe gesty także działają na innych, może nawet jeszcze bardziej. Każdy człowiek nosi w sercu radość i miłość, tylko nie zawsze potrafi to okazać.
Osobiście bardzo lubię książki z tej serii. Są dość krótkie, a jednocześnie bardzo wartościowe. Przekazują najmłodszym czytelnikom ważne sprawy w zabawny i lekki sposób. To wartościowe lektury i warto takie książki podsuwać dzieciom.
Tekst jest napisany dużą czcionką, idealną dla dzieci, które dopiero opanowały sztukę czytania. Do tego całość okraszona humorystycznymi ilustracjami. Dla mnie to książki na szóstkę!



Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Rok wydania: 2016
Cena: 14,90 zł aktualnie promocja 12,66 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj


 

piątek, 25 listopada 2016

Skrzat nie śpi...

Kiedy wspominam książki z mojego dzieciństwa w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiałam tą książkę i mam do niej ogromny sentyment. Mimo to chyba nie zdarzyło mi się przeczytać innej powieści Astrid Lindgren. Aż do ostatniego tygodnia, kiedy otrzymałam książkę "Skrzat nie śpi" wydaną przez wydawnictwo Zakamarki.


Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl na opisanie tej książki to "klimatyczna". Wyobraźcie to sobie...Zima, ciemna noc, mała wioska gdzieś w głębi lasu. Samotna, stara zagroda, srogi mróz, biały śnieg. Wszyscy śpią głębokim snem. Czy wszyscy? Okazuje się, że nie, bo w tej zagrodzie mieszka też skrzat, który nie śpi. Wychodzi nocą ze swojej kryjówki i czuwa nad mieszkańcami zagrody. Zagląda do zwierząt i do dzieci, rozmawia z nimi, dba, żeby nic im nie zabrakło. A jedyny dowód na jego obecność to ślady małych stóp pozostawione na śniegu.
Mi takie opowieści bardzo działają na wyobraźnię. Filipkowi też, bo słuchał jak zaczarowany, a kiedy skończyliśmy czytać powiedział tylko "chcę jeszcze raz".
Tą książkę czyta się inaczej niż zwykłą bajkę, ona ma niepowtarzalny klimat. Jest idealna na wyciszenie się. Oczywiście połowa sukcesu to ilustracje, które są równie magiczne jak sama opowieść.Niby proste, a mają w sobie to coś.
Książka jest cudowna, bardzo się cieszę, że trafiła do naszej biblioteczki. Mogę ją polecić z czystym sercem.




Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Zakamarki
Autor: Astrid Lindgren & Kitty Crowther
Liczba stron: 28 stron
Oprawa: twarda z płóciennym brzegiem
Cena: 29,90 zł, obecnie 26,91 zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



poniedziałek, 21 listopada 2016

Kubuś w szpitalu

Kuba do tej pory praktycznie nie chorował. Zdarzył mu się kilka razy katarek i w zasadzie tyle. A jak zachorował kilka dni temu to od razu z przytupem tak, że wylądowaliśmy w szpitalu. Diagnoza? Zapalenie krtani. Ale zacznijmy od początku.
W nocy z niedzieli na poniedziałek Kubuś miał temperaturę 38 stopni, która później z niewielkimi wahaniami utrzymywała się przez cały dzień. Nic mu nie podawałam, bo jestem zdania, że niewielka gorączka to stan potrzebny i nie należy z tym walczyć. Poza tym dziecko było uśmiechnięte, żywiołowe, jadło jak zawsze. Gdyby nie to, że termometr pokazywał niezbicie, że temperatura jest wyższa niż normalnie nie powiedziałabym, że cokolwiek maluchowi dolega. Stwierdziłam, że pewnie idzie ząbek i stąd gorączka.
We wtorek Kuba wstał na oko zdrowy, już bez temperatury, która sama spadła jeszcze poprzedniego wieczoru. Jednak w ciągu dnia kilka razy zakasłał. Stwierdziłam, że w środę z rana wybiorę się na wszelki wypadek do pediatry. Teraz wiem, że kaszel był bardzo charakterystyczny, taki dźwięczny-szczekający. Wtedy jednak tego nie skojarzyłam, bo Kuba kaszlał po raz pierwszy i nie miałam porównania.
Wieczorem kładłam praktycznie zdrowe dziecko spać. Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzy....Około 22 Kuba nagle się przebudził wydając bardzo dziwne dźwięki. Miał taki gruby głos, chciał kaszleć ale jakby nie mógł, jego głos przypominał gigantyczną chrypę. Wystraszyliśmy się bardzo, ale wzięłam go na ręce i po chwili z powrotem usnął. Mąż stwierdził, że może jakaś flegma mu spłynęła i osiadła na strunach głosowych. Ja panikara miałam już wizję jakiegoś zapalenia płuc.
Po kilku minutach snu Kuba znów się obudził i sytuacja się powtórzyła. Dziwny kaszel, trudności z wydobyciem dźwięku a w końcu trudności z oddychaniem, mieliśmy wrażenie, że dziecko się dusi. Podczas gdy ja nosiłam i uspokajałam Kubusia mąż zadzwonił na pogotowie. Pani z dyspozytorni kazała dziecko nosić w górze, przebrać i czekać na lekarza. W międzyczasie "atak" minął pozostała tylko gigantyczna chrypa. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, pieluszki, ubranka na przebranie, książeczkę zdrowia, bo czułam, że skończy się to szpitalem.
Po kilku minutach przyjechało pogotowie. Lekarz stwierdził, że Kuba ma zapalenie krtani i koniecznie musimy jechać na jakiś dyżur pediatryczny. Miałam do wyboru jechać taksówką, budzić Filipka i jechać samochodem lub pojechać karetką. Choć niechętnie, to lekarz zgodził się na ostatnią opcję. Pojechaliśmy do szpitala dziecięcego gdzie jak zwykle najpierw musiałam odpowiedzieć na dziesiątki pytań i podpisać stosy dokumentów. Kubusiowi założono wkłucie i dostał dożylnie steryd. Został zbadany przez laryngologa, zrobiliśmy inhalację i przyjęto nas na oddział. Kubuś padł jak tylko znaleźliśmy się na sali. Bałam się, że nie będzie chciał spać w szpitalnym łóżku, ale był tak zmęczony, że nie zrobiło mu to różnicy. Ja całą noc siedziałam obok na krześle. Dzień w szpitalu minął nam całkiem dobrze. Na oddziale panowała bardzo miła atmosfera, personel był sympatyczny i naprawdę nie było na co narzekać. Kubuś jeszcze rano dostał steryd dożylnie, a później już tylko inhalacje. W międzyczasie zostaliśmy sami na sali, więc kolejnej nocy czułam się dużo swobodniej i nawet spałam na kocu, na podłodze. Kubuś miał prawdziwe szczęście, bo podczas całego pobytu tylko raz był ukłuty (na pogotowiu przy założeniu wenflonu), nawet krew do morfologii miał pobieraną z wkłucia.Do domu zostaliśmy wypisani w czwartek około godziny 10 z zaleceniem inhalacji przez kilka dni i podawania syropu.
Kuba pobyt w szpitalu zniósł bardzo dobrze. Rozrabiał najbardziej ze wszystkich dzieci na oddziale, nie szło go utrzymać w sali. Niewiarygodne jak dzieci szybko adaptują się do nowych miejsc i sytuacji. Początkowo Kuba nawet na chwilę nie dał się położyć do szpitalnego łóżka, płakał przy przewijaniu, a po kilku godzinach bez problemu mogłam go nawet na chwilę zostawić i wyjść np. do toalety.
Powiem wam, że panicznie bałam się momentu, w którym któryś z chłopców trafiłby do szpitala. Stwierdzam jednak, że nie ma co nastawiać się na najgorsze. Choć wiadomo, że szpital to nic przyjemnego, to jednak ma swoje plusy. Warunki wciąż pozostawiają wiele do życzenia, ale mam nadzieję, że to będzie szło ku lepszemu.
Zapalenie krtani to choroba wirusowa i niestety złapała chyba całą naszą rodzinę. U dorosłych to przebiega nieco inaczej ze względu na w pełni rozwinięty układ oddechowy. U niemowląt i dzieci to wszystko jest węższe stąd też choroba jest groźniejsza. Filipek miał w tym tygodniu wrócić do przedszkola, niestety w niedzielę i jego dopadł duszący, szczekający kaszel, a lekarka w weekendowej opiece stwierdziła, że prawdopodobnie złapał to samo. Zamiast przedszkola mamy więc inhalacje i syropy...
Czy te choróbska kiedyś się skończą? Od września bez przerwy w naszym domu słychać kaszel i smarkanie...

sobota, 19 listopada 2016

O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus


Książek dla dzieci wydano tysiące, jedne są lepsze inne trochę gorsze. Niektóre prawie na pamięć znamy, a inne dopiero z recenzji poznamy. Nie, nie martwcie się, nie będę pisać marnym wierszem;)
Chciałabym dziś pokazać Wam kolejną piękną książeczkę, która trafiła do mnie za pośrednictwem Wydawnictwa Promic.
"O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus i inne historie" to książka, w której znajduje się pięć różnych bajeczek. Bohaterami każdej opowieści jest ktoś inny- małe mrówki, ptaszek Timmi, dziewczynka o imieniu Sofia oraz dwaj chłopcy wraz ze swoimi Aniołami Stróżami.
Mrówki, jak wskazuje tytuł szykowały prezent dla nowonarodzonego Dzieciątka Jezus, nie chciały być gorsze od mędrców i pastuszków. Ptaszek Timmi uczył się cierpliwości i tego, że warto mieć nadzieję. Sofia, dzięki radom swojej babci nauczyła się czym jest pokora oraz bezinteresowność. A Aniołowie dzięki współpracy i dobremu planowi doprowadzili do przyjaźni pomiędzy nielubiącymi się chłopcami.
Każda opowieść przekazuje jakiś morał, jakąś życiową prawdę. Najmłodsi czytelnicy mogą dowiedzieć się, że nawet będąc biednym zawsze można coś podarować drugiej osobie, że każda osoba może być darem dla innych, że każdy człowiek jest wyjątkowy, a pokora to potrzebna cnota.
Bajki napisane są przystępnym językiem, opisują zdarzenia, które dziecko może bez trudu pojąć. Całość uzupełniają piękne, kolorowe ilustracje.
Książka jest bardzo ładne wydana. Świetnie sprawdzi się jako prezent np. na Mikołaja.




Kilka informacji o książce:
Autor: Maria Luisa Equez, Elisa Tromba
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 56
Oprawa: twarda
Cena: 19,90 zł, aktualnie 16,90zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



wtorek, 15 listopada 2016

W co się bawić z dwójką dzieci

Bycie mamą dwójki dzieci to nie lada wyzwanie. Dopóki Kubuś był maleńki nie było większych problemów. Wystarczyło mu,że był blisko, leżał w leżaczku czy na łóżku, a ja mogłam poświęcać czas Filipkowi. Schody zaczęły się, kiedy Kuba zaczął się przemieszczać i zrobił się ciekawy świata.
Różnica między moimi chłopcami to równo 2,5 roku. Kubuś obecnie ma 13 miesięcy, a Filip 3 latka i 7 miesięcy. Obaj chcą się bawić, obaj wymagają ode mnie uwagi. Pojawiła się zazdrość, kłótnie, bicie się (właściwie godzina bez dania sobie po razie to dla moich dzieci godzina zmarnowana). Jednocześnie chcą się razem bawić, ale nie bardzo jeszcze potrafią. Kuba Filipowi psuje, chce robić wszystko to samo, Filip się złości i wojna gotowa. Zresztą co ja będę opowiadać- na pewno to znacie.
Dziś chciałabym wam przedstawić kilka propozycji, w co można się pobawić z dwójką dzieci o takiej różnicy wieku. Mamy kilka sprawdzonych zabaw:
  • Kółko graniaste- zabawa, którą moi chłopcy uwielbiają. Świetnie bawi się zarówno roczniak, jak i trzylatek. Mogą bawić się naprawdę długo. Zabawa jest na tyle prosta, że nawet Kubuś rozumie zasady. 
  • Tańce- chłopaki uwielbiają tańczyć. Jak już nie mam pomysłu co z nimi robić, to po prostu włączam radio lub polo tv i zabawa gotowa.
  • Zabawy z piłką-turlanie do siebie, rzucanie, gra w kolory. Oczywiście Kubuś nie rozumie o co chodzi w kolorach, ale zawsze ja jestem z nim w drużynie;)
  • Chowanego- każdy zna, więc nie muszę tłumaczyć o co chodzi. Chłopcy uwielbiają.
  • Układanie klocków-i tu świetnie sprawdzają się klocki Mega Blocks- są duże, łatwe do łączenia, idealne jako pierwsze klocki dla dziecka
  •  Domek w kartonie-w dużym pudełku wycięliśmy drzwi i okna i zrobiliśmy chłopcom domek. Przez kilka dni ta zabawa była hitem. Wchodzili razem do domku, znosili tam zabawki, zamykali jeden drugiego. A jak się znudziło, to bez żalu wynieśliśmy na śmietnik;)
  • Patyczaki-zabawa grą patyczaki. Filip lubi układać obrazki, a Kuba bawić się tymi patyczkami. Jedna z niewielu gier, która nadaje się i dla malucha i dla starszaka. Polecam.
  •  Odgrywanie scenek-Filip jak pewnie każdy trzylatek uwielbia bawić się we wszelkie scenki. Lekarz, sklep, przedszkole, gotowanie. Kiedy ma ochotę na taką zabawę, bawię się z nim włączając w to Kubusia, np.przychodzę po zakupy z moim małym niegrzecznym synkiem, który rozrzuca wszystkie produkty (przypominam naszą zabawę w sklep, która ciągle jest w użyciu klik ), czy przychodzę z synkiem do lekarza i Filip go bada. 
A wy jakie macie patenty na zabawę z dwójką dzieci? 

wtorek, 8 listopada 2016

Gąsienica- praca plastyczna

Dziś mam dla Was pomysł na pracę plastyczną. Do jej wykonania potrzebne będą:
  • kartka z bloku technicznego
  • kilka liści
  • pędzelek
  • zielona farba
  • 5 okrągłych wacików kosmetycznych
  • klej
  • flamaster
  • sztuczne oczy (można zastąpić papierem kolorowym lub narysować)

Waciki malujemy farbą na zielono. Następnie przyklejamy na kartkę jeden obok drugiego, tak aby się stykały. To jest nasza gąsienica.


Na pierwszym płatku przyklejamy sztuczne oczy. Pod gąsienicą przyklejamy liście. Następnie flamastrem dorysowujemy "włoski" oraz buzię (z buzią można poczekać aż waciki wyschną, żeby się nie rozmazała).


I gotowe:)


piątek, 4 listopada 2016

Humor slowny #8

Lubię czasem specjalnie prowokować Filipka do rożnych wypowiedzi.
Ja:-Proste jak świnki ogonek, bo ogonek świnki jest prosty, nie?
Filip:-nie jest. Jest zawiązany
Ja:-ale jak zawiązany?
Filip:-no z taką plentelką


Filip jak chce powiedzieć "nie ma takiej opcji" to mówi: "nie ma takiej aukcji" :D


Rozwiązujemy książeczkę. Zadanie polega na przyporządkowaniu zajęć do członków rodziny np. mama-gotowanie itd. Filip łączy tatę z pracą przy komputerze. Mówię, że bardzo dobrze, bo tatuś tak właśnie pracuje. Na co Filip łączy drugą linią komputer z mamą i mówi:
-ale ty też lubisz sobie popstrykać


-Mamo, pobaw się ze mną ciastoliną.
-Dobrze tylko wiesz co ja chciałam pójść się kąpać.
-Nie martw się, mi nie przeszkadza, że ty śmierdzisz


-Filip, kto to jest żona?
-żona to jest taka młoda dziewczyna
-A ty znasz kogoś, kto jest żoną?
-tylko ciebie
-A czyją ja jestem żoną?
-moją.


-Filip, czemu ty płaczesz?
-Bo tata dał mi przyzwolenie, żebym ja płakał.


Wychodzimy na spacer i widzimy niedaleko panią, która sprząta na naszym osiedlu. Filipek bardzo ją lubi.
-zobacz Fifi, twoja ulubiona pani sprząta
-nooo, moja najbardziejsza ulubienica


Filip karmi Kubusia.
-proszę...
Po chwili dodaje:
-ty żarłaczu


Kiedy coś mu się uda, np. coś narysuje mówi: Jestem ze siebie dumny


-Filip, jak myślisz po co się chodzi do kościoła?
-żeby być niegrzecznym?


-Filip, jak będziesz dziś niegrzeczny, to cię nie zabiorę jutro ze sobą na miasto.
-To ja cię jutro przeproszę za tą niegrzeczność i mnie zabierzesz.


Filip je bułkę i odkłada skórki.  Tata mówi, żeby skórki z bułki też jadł, na to Filip:
-Nie będę jadł skórki. Jeszcze mi się przyklei do gardła i będę wymiotowywał.


Filip się inhalował i próbował wykorzystać młodszego brata:
-Kuba, może byś się poinhalował za mnie?


Odbierałam Filipka z przedszkola. W pewnym momencie pobiegł z powrotem do pani przedszkolanki i mówi do niej: Przepraszam cię za wszystkie moje jutrzejsze psoty :D


-Filipku, jak nazywa się ptaszek z żółtym brzuszkiem?
-sikorka
-A z czerwonym?
-nie pamiętam
-gi....
-gilotek!


-Filip, dziewczyny mają siusiaki?
-Nie mają
-A co mają?
-dziurki do sikania
-skąd wiesz?
-Bo mi mówiłaś. Ale nie wiem jak wyglądają bo mi nigdy nie pokazałaś.


Kiedy powiedział coś śmiesznego, mówię: Czekaj muszę to zapisać. A Fifi na to:
-oj lepiej nie zapisuj, bo później wszyscy będą się z tego śmiać.


-Filipku proszę posprzątać swój pokój.
-Nie będę psontał. Zapomnij o tym mamo.


-Fifi sprawdź czy Kubuś się nie obudził
-Mamusiu, śpi jak susła


Kiedy wzięłam zeszyt, żeby zapisać jakieś jego powiedzonko:
-Zapisujesz to? Dobrze, przeczytaj to całemu facebookowi;D

Rano poszedł siku, po czym nam oznajmił (o spłuczce):
-wiecie co, zepsuł się wcisek w sedesie. Jak się naciśnie to nie zmywa.

wtorek, 1 listopada 2016

Nie obchodzę Halloween

Ostatnie dni października to czas, kiedy Internet zalewa fala halloweenowych wpisów. Nie da się ukryć, że z roku na rok popularność tej zabawy wzrasta i można śmiało stwierdzić, że Halloween zakorzeniło się już u nas na dobre. Bawią się dorośli, bawią się nastolatkowie i bawią się dzieci..,niestety. Szczerze mówiąc przeraża mnie ten trend, że to wkroczyło już nawet do przedszkoli. Cieszę się, że nasze przedszkole nie wpadło na pomysł zorganizowania balu z tej okazji.
Oczywiście to każdego prywatna sprawa w co wierzy, jakie ma zasady i w co się bawi. Ja jednak nie chcę uczestniczyć w tym "święcie" i nie chcę, żeby robiły to moje dzieci. Dlaczego? Bo nie widzę powodu dla którego miałabym choć na jedną noc w roku utożsamiać się z demonami, wampirami, zombiakami i innymi paskudnymi stworami. Wiele osób twierdzi, że to tylko niewinna zabawa, ale czy na pewno? Gdzie jest granica? Tak naprawdę nie możemy mieć pewności, że to pozostanie bez echa. Licho nie śpi, jak to mówią.
Nawet dla zabawy nie chcę mieć z tym nic wspólnego. I nie chcę moich dzieci narażać.
Sama idea chodzenia po domu, zbierania słodyczy i przebierania się faktycznie jest fajną zabawą i atrakcją dla dzieciaków. Ale gdy dołożymy do tego te wszystkie upiorne gadżety i przebrania, to już robi się mniej fajnie. Kiedyś mi się to podobało,teraz jednak patrzę trochę inaczej.
Być może nie spodoba wam się to, co teraz napiszę, ale dla mnie małe dzieci poprzebierane w te ohydne stroje wyglądają okropnie. Jak widzę niemowlaka w rampersie w formie kościotrupa, to aż mi się coś robi. Dla mnie to jest obrzydliwe i naprawdę dziwię się rodzicom, którzy widzą w tym coś fajnego.
Dzieci są piękne i niewinne. Po co je wciągać w takie brzydkie zabawy? Po co je, choćby na jeden dzień otaczać taką brzydotą?
A czy pomyśleliście o tym, że wrażliwe dzieci mogą mieć po Halloween traumę? Niektóre dekoracje i przebrania są naprawdę ohydne i bardzo straszne! Czy kilkuletnie dziecko na pewno zrozumie, że to tylko zabawa? Nie jestem przekonana. Ja sama czuję niesmak patrząc na te wszystkie zdjęcia na facebooku, bo naprawdę niektórym halloweenowej fantazji nie brakuje. 
A więc my nie obchodzimy Halloween. Nie wydrążamy dyni, nie przebieramy się za upiory. Nie utożsamiamy się z demonami nawet na jedną noc w roku. 
Nie oceniam ludzi, którzy obchodzą Halloween, bo to każdego prywatna sprawa. Ale zastanówcie się czy na pewno warto w to wciągać dzieci.

wtorek, 25 października 2016

Brzydki problem- pleśniawki

Od razu na wstępie zaznaczam, że ten post to nie jest porada lekarska i takiej nie zastąpi, bo ja lekarzem nie jestem. Potraktujcie to czysto informacyjnie, chcę się podzielić z wami moim doświadczeniem dotyczącym problemu, z którym często borykają się rodzice małych dzieci. Pleśniawki. Ten temat przerabiamy właśnie w domu po raz drugi.
Pierwszym razem przytrafiło się Filipkowi jak miał około półtora roku. Bawił się przed domem i nagle zaczął lizać bramę. Na drugi dzień na języku brzydki nalot. Od razu poszłam do pediatry i dostaliśmy na receptę robiony specyfik. Po kilku dniach pleśniawki zniknęły i już nigdy nie wróciły.
Tym razem dopadło Kubusia. Nie wiem skąd to się wzięło, bo nawet nie wychodziliśmy z domu. Ale są- najpierw na języku, później także na podniebieniu i na wewnętrznej stronie ust. Sytuacja trochę bardziej skomplikowana, bo do pediatry mamy dość daleko, a jeszcze sezon przeziębień i niespecjalnie miałam ochotę ciągać malucha do przychodni. Postanowiłam spróbować zadziałać sama.
Jak się okazuje na pleśniawki jest sporo sposobów, które można zastosować. Zacznijmy może od początku, czyli od tego, czym w ogóle są pleśniawki. Jest to biały nalot, takie plamki-grudki pojawiające się w buzi dziecka. Wywołane są przez drożdżaki.
Co można zrobić, kiedy się pojawią?
Po pierwsze Aphtin, lek kosztujący grosze i chyba wszystkim znany. Aphtin brałam na jałowy gazik i przecierałam Kubie języczek. Brzmi łatwo, ale w praktyce trudne do wykonania, bo mały cwaniak zaciskał usta jak tylko się zbliżałam. Jak już udało mi się wepchnąć palec, to zaraz mnie gryzł.
Witamina C-pleśniawki nie lubią kwaśnego środowiska, więc można przecierać je witaminą c w kroplach lub rozgnieść tabletkę i rozmieszać z wodą. Ja po prostu podaję po kilka kropelek witaminy c na łyżeczce, kilka razy dziennie. Do tego do jedzenia kwaskowate owoce- mandarynki, pomarańcze, kiwi.
Ponieważ pleśniawki trzymały się nadal sięgnęliśmy po trochę drastyczniejszy środek- 1 % wodny roztwór fioletu gencjanowego (nie alkoholowy!). Wygląda to okropnie jak dziecko ma w środku całą fioletową buzię, ale muszę przyznać, że jest skuteczne, bo pleśniawek z języka szybko się pozbyliśmy. Pierwszym razem posmarowałam język za pomocą gazika, drugim-podaliśmy dosłownie pół kropelki fioletu na łyżeczce.
Oprócz tego za radą farmaceutki podajemy probiotyk-6 kropelek na noc. Chodzi o to, żeby przywrócić w organizmie równowagę mikroflory.
Stosujemy także Tantum verde w sprayu- psikamy kilka razy dziennie na gardło, bo tam jeszcze pleśniawki się trzymają.
Do picia podaję Kubie rumianek, który ma działanie łagodzące. Daję mu na łyżeczce po troszeczkę, bo w inny sposób by nie wypił.
Można także przecierać pleśniawki szałwią, a także rozcieńczoną 1:1 wodą utlenioną, ale tego ostatniego sposobu nie próbowałam.
Jest jeszcze jeden stary sposób, który poleca wiele mam- przecieranie pleśniawek moczem dziecka.  No cóż sposób podobno skuteczny, ale dla mnie nie do wykonania. Nie jestem w stanie zrobić tego dziecku, siuśki mają trafiać do pieluszki, a nie do buzi. Dlaczego jeszcze ten sposób nie jest dobry- bo skoro pleśniawki są w buzi, to prawdopodobnie są i w moczu, a więc mija się to z celem. Identyczne działanie powinno mieć przecieranie witaminą c, bo w sposobie z moczem chodzi prawdopodobnie o jego odczyn.

Z języczka pleśniawek udało się dość łatwo pozbyć. Gorzej z podniebieniem i gardłem, bo tam nie mogę sięgnąć palcem.  Skonsultowałam się telefonicznie z naszą pediatrą, bo prawdę mówiąc sama już nie wiedziałam co robić. Mamy zwiększyć dawkę probiotyku i poczekać jeszcze 2 dni. Jeśli nic się nie zmieni, to trzeba będzie pojechać i pewnie zastosować coś silniejszego.
Na szczęście Kubusiowi pleśniawki nie przysparzają problemów- ma apetyt, je normalnie, ssie pierś. Gdyby pojawiły się z tym problemy nie czekalibyśmy z wizytą u lekarza. Podobnie, gdyby pojawiła się gorączka.
Mam nadzieję, że pozbędziemy się resztki pleśniawek i nie trzeba będzie sięgać po antybiotyki.

Mieliście kiedyś podobny problem? Jak radziliście sobie z pleśniawkami u dziecka?

piątek, 14 października 2016

Konkurs "Ulubiona zabawka mojego dziecka"

Dziś przybywam do Was z konkursem, który mam przyjemność organizować w ramach programu Blogosfera Canpol babies .

Temat konkursu brzmi: "Ulubiona zabawka mojego dziecka", a zadanie konkursowe jest banalnie proste- wystarczy, że zgłosicie zdjęcie, które będzie to obrazować:) Może być pojedyncze zdjęcie lub kolaż z maksymalnie trzech fotografii. Miło jeśli dołączycie krótki opis. Zdjęcia możecie wysyłać na maila: aneta.sawicka05@gmail.com (w temacie wpisując konkurs), w prywatnej wiadomości na facebooku lub wstawiać w komentarzach pod postem konkursowym na fanpagu Mama Filipka i Kubusia.

A teraz to, co najprzyjemniejsze, czyli NAGRODA. Jej fundatorem jest firma Canpol babies, a do wygrania jest zestaw ze zdjęcia. A właściwie 2 zestawy, bo nagrodzone zostaną dwie osoby, których zdjęcia najbardziej mi się spodobają.


Konkurs trwa do 23 października, a wyniki postaram się opublikować w ciągu trzech dni od jego zakończenia. Osoby, które wyślą zdjęcia w prywatnych wiadomościach, w razie wygranej zgadzają się na opublikowanie ich na blogu, w tym poście.
Proszę Was, abyście zapoznali się z regulaminem konkursu, który znajduje się poniżej.

Oczywiście warto polubić profil Mama Filipka i Kubusia oraz Canpol babies na facebooku.
Mile widziane są wszelkie udostępnienia informacji o konkursie oraz zapraszanie znajomych do zabawy.

Zapraszam do udziału!

WYNIKI
Wszystkie zdjęcia, które wzięły udział w konkursie były bardzo ładne. Miałabym ogromny problem z wybraniem osób, które zostaną nagrodzone, więc postanowiłam po prostu wylosować. Myślę, że to sprawiedliwe i najlepsze rozwiązanie.
Tym sposobem ogłaszam, że nagrody powędrują do pań:
Chmura Karolina (która wysłała zdjęcie na maila) oraz do Karolina Karola (zdjęcie na facebooku w poście konkursowym).
Serdecznie gratuluję i czekam trzy dni na dane adresowe, które przekażę do sponsora.
 

Regulamin konkursu:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga www.mama-filipka.blogspot.com we współpracy z programem Blogosfera Canpol babies
2. Nagrodą w konkursie jest zestaw ufundowany przez firme Canpol babies.W skład zestawu wchodzi kubek niekapek oraz zestaw butelek.
3. Wysyłka nagrody możliwa jest tylko na terenie Polski. Koszt wysyłki pokrywa sponsor konkursu.
4. Aby wziąć udział w konkursie należy wypełnić wszystkie jego warunki wymienione w treści posta konkursowego. W przypadku nie dopełnienia któregoś z punktów osoba zostaje wykluczona z konkursu.
5. Osoby, których polubienia znikną po zakończeniu konkursu zostają wykluczone z możliwości brania udziału w kolejnych konkursach organizowanych przez autorkę bloga www.mama-filipka.blogspot.com.
6. Konkurs trwa od dnia 14.10.2016 do dnia 23.10.2016 do godz. 23:59. 
7. Zwycięzca zostanie wybrany przez autorkę bloga najpóźniej do dnia 28.10.2016. Wyniki zostaną opublikowane na blogu.
8. Zwycięzca konkursu po poinformowaniu o wygranej zobowiązuje się do podania swoich danych adresowych w celu wysyłki nagrody. Dane te nie zostaną wykorzystane do innych celów ani przekazane osobom trzecim.
9. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do zmian w niniejszym regulaminie, bez podawania przyczyny jak również do odwołania konkursu w przypadku zbyt małej liczby zgłoszeń (poniżej 15 osób)
11. Niniejszy konkurs nie jest grą losową ani zakładem wzajemnym, w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r.(Dz.U.2010.127.857)
12. Udział w konkursie jest bezpłatny i dobrowolny.
13. Facebook nie uczestniczy w organizacji konkursu, nie jest sponsorem nagrody. Facebook nie ponosi żadnej odpowiedzialności za dzialania Organizatora w związku z przeprowadzanym konkursem.

środa, 12 października 2016

Mama czyta- "Pieśń o Bernadetcie"

Lourdes. Myślę, że każdy katolik zna tą nazwę. Ja również ją znałam, ale w sumie nic poza tym. Wiedziałam, że były tam jakieś cuda i objawienia, że jeżdżą tam pielgrzymki, coś obiło mi się o uszy o jakiejś wodzie (dostałam kiedyś od znajomego księdza flakonik z taką wodą). Ale nic poza tym. Natomiast już od kilku dni nie jestem taką ignorantką w tej dziedzinie. Co się zmieniło? Przeczytałam powieść "Pieśń o Bernadetcie" wydaną przez wydawnictwo Promic.


Jest to dość obszerna opowieść o tym, co wydarzyło się w połowie XIX wieku w tym malutkim miasteczku u stóp Pirenejów. Tam, razem ze swoją rodziną, w wielkiej biedzie żyła dziewczynka Bernadetta Soubirous. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, wręcz przeciwnie, uważano ją za lenia i nieuka. Tak to już jest, że Pan Bóg często tych najmniejszych postanawia wyróżnić. Tak stało się tym razem, kiedy to Bernadetcie zaczęła ukazywać się przepiękna tajemnicza Pani. Długa była droga dziewczynki, wiele musiała ona wycierpieć zanim świat jej uwierzył. Nie będę zdradzać szczegółów, żeby nie psuć Wam przyjemności czytania.
Nie będę oszukiwać, że jest to lekkie czytadło. O nie, to zdecydowanie coś o wiele więcej. Były momenty, że czytało mi się dość trudno, a były takie, że pochłaniałam dziesiątki stron nawet nie wiedząc kiedy.
Lubię książki, które pozwalają mi poszerzyć moją wiedzę. Obojętnie czy chodzi o postacie historyczne, miejsca, czy postaci świętych. Zawsze czytając sięgam do Internetu i weryfikuję informacje. Tym razem również w połowie książki zaczęłam wyszukiwać czegoś więcej o głównej bohaterce. Zajrzyjcie tutaj i poczytajcie.
Czy poleciłabym tą powieść? Zdecydowanie tak. Dla mnie Lourdes było do tej pory tylko nazwą miejsca pielgrzymek, teraz już wiem o wiele więcej. Chciałabym kiedyś tam pojechać i na własne oczy zobaczyć to miejsce. Po dziś dzień mają tam miejsce cuda i uzdrowienia...

Kilka informacji o książce:
Autor: Franz Werfel
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Liczba stron: 692
Rok wydania: 2016
Cena: 38,90 zł
Książka na stronie wydawnictwa: tutaj



czwartek, 6 października 2016

Testowanie z blogosferą-zestaw Forest Friends

Program Blogosfera Canpol babies już na pewno znacie. Kilkakrotnie pojawiały się na blogu recenzje produktów otrzymanych przeze mnie do testowania. W ostatnim miesiącu kolejny raz miałam okazję testować z blogosferą. Tym razem otrzymaliśmy zestaw Forest Friends.
Najlepszy moment, to ten, kiedy pojawia się kurier z paczką;) Moi chłopcy uwielbiają rozpakowywać przesyłki.



W paczce otrzymaliśmy: butelkę, kubek niekapek, kubek z rurką oraz zabawkę.


Zabawka-przytulanka urzekła mnie od pierwszej chwili. Jest mięciutka i przyjemna w dotyku. Kolorowe metki , szeleszczące elementy oraz jej kształt to idealne zestawienie dla malucha. Zabaweczka występuje w trzech wzorach (tu możecie je zobaczyć), a jej koszt to ok 20-25 zł.



Kubek-niekapek- przeznaczony jest dla dzieci powyżej 9 miesiąca życia. Posiada silikonowy ustnik, jest wolny od BPA. Ma wygodne uchwyty, które ułatwiają dziecku trzymanie kubeczka. Pojemność 230 ml. Więcej o kubeczku możecie przeczytać tutaj. Jego cena to ok. 20 zł.


Butelka EasyStart o pojemności 240 ml. Jest to butelka szklana. Powiem szczerze, że od kiedy jakiś czas temu otrzymałam do testowania (przy okazji innej akcji) szklaną butelkę Canpol babies, nie używam żadnych innych. Butelki szklane są dużo lepsze od popularnych plastikowych. Nie zużywają się, nie są porysowane nawet po wielu użyciach, nie tracą obrazka. A przede wszystkim są "zdrowsze" niż plastik. Co prawda u nas butelka służy tylko do podawania picia, ponieważ Kubuś nadal jest karmiony piersią. Z czystym sercem mogę jednak polecić. Dokładnie o tego typu butelkach możecie poczytać tutaj .Koszt ok. 20-25 zł.


Bidon z rurką-to typ kubeczka dla dzieci, który bardzo lubię. Posiada słomkę, którą można schować po przekręceniu nakrętki. Jest to bardzo wygodne. Ma też pasek do noszenia, który można oczywiście odczepić. Tego typu kubeczki przeznaczone są dla dzieci, które opanowały już picie przez rurkę. Jego pojemność to 400 ml. O bidonie możecie poczytać tutaj. Jego cena to około 15 zł.





Nasze poprzednie testy w ramach programu Blogosfera Canpol babies znajdziecie tutaj



niedziela, 25 września 2016

Humor słowny #7

Czytam z Filipkiem książeczkę. Na jednej ze stron jest polecenie: poszukaj coś miękkiego. I Fifi wymienia: podusia, kocyk, cycki!


Podczas zabawy:
-Mamo, ty masz być kotunką.
-Kotunką? A co to?
-Kotunka, to taka opiekunka kotów.


Zbieramy się na spacer. Filip chce, żebym mu zapięła rzepy w butach. Mówię mu, żeby zrobił to sam, bo przecież potrafi. A Filip na to: zniszczyłaś mi życie!


-Mamo, a co to za literka?
-To jest B. Na przykład B jak burak albo B jak babcia
Na to Filip:
-albo B jak dziadzio


Ciężkie życie trzylatka:
-Filipku,  a może byś się zdrzemnął?
-Nie mogę, mam za dużo spraw na głowie.


Kiedy Filip był niegrzeczny:
-Filip, czemu ty jesteś taki niedobry?
-Od ciebie się nauczyłem


Wracamy z przedszkola i Filip snuje rozważania:
-Sprzedawca nazywa się sprzedawca, bo sprzedaje. Lekarz bo leczy. Sprzątacz, bo sprząta
-a ksiądz?
-bo księdzuje


Filip, kilka dni po tym jak jego biedronka przeniosła się na drugi świat:
-ja już nie zbieram biedronek, bo raz miałem, hodowałem w domu i mi się zepsuła


Na placu zabaw do dziewczynki:
-uważaj! Biedronka tam poszedła!


-Filip jak się czujesz?
-Już o wiele dobrzej


Gdy zdenerwował się na mnie, taką mi puścił wiązankę:
-Nie lubię cię, nie kocham cię, jesteś brzydka, ty zmarszczuchu

A innym razem usłyszałam:
-jesteś brzydka jak strach na wróble


Filip poplamił koszulkę. Mówię mu, żeby nie ściągał, bo i tak siedzimy w domu i nikt tego nie zobaczy. Na to Filip:
-ale wiesz, ktoś może mnie zobaczyć przez balkon (mieszkamy na 7 piętrze:D)


Kiedy powiedziałam, że może jednak nie będziemy iść na plac zabaw, Filip poskarżył się tacie:
-tato, mama mi odobiecała!


Po powrocie od lekarza pytam się Filipa czy była fajna pani doktor. Na to Filip:
-lekarka była przesympatyczna, taka fajna babka


Dzień po tym jak babcia kupiła Filipkowi kinder niespodziankę.
-wiesz mamo, babcia mnie naciągnęła, żeby kupić mi jajko niespodziankę
Biedactwo, babcia go naciągnęła;D


Filip bawi się w lekarza i "leczy" Kubusia. Zwracamy mu uwagę, żeby czegoś tam Kubie nie robił, a Filip oburzony:
-ja tak ładnie leczę dzieci, a wy mi nie ufacie


Podczas zabawy:
-przyjechałem na wieś. Wiesz moja nawsia jest najfajniejsza


Wychodzimy wieczorem z domu, na dworze już szarówka. Filip pyta:
-mamo, dlaczego słońce nie działa?


Ostatnie przemyślenia Filipka:
-ja chyba nie nadaję się na przedszkolaka
-dlaczego? ktoś ci tak powiedział? pani w przedszkolu?
-nie, sam się domyśliłem. Bo w jednej piosence jest jestem sobie przedszkolaczek, nie grymaszę i nie płaczę, a ja przecież grymaszę i płaczę...


Kiedy pani w przedszkolu kazała Filipowi usiąść do stolika, odpowiedział jej, że nie wolno jej rządzić dziećmi.


Rozwiązujemy książeczkę z zadaniami. W jednym poleceniu trzeba było wpisać osoby, które się lubi i kocha. Więc Filip wymienia, a ja piszę: Mikołaj, babcia Kaśka, dziadzio Janio, Paola, tata i Kubuś.
-a ja?
-ciebie, nie wpiszę
Na nic były moje prośby, żeby mnie jednak umieścił w serduszku. Po jakichś 15 minutach przyszedł do mnie i mówi:
-No dobra wpisz się, jak tak bardzo chcesz


Rozmowa taty i Filipka:
-Filip, dlaczego znów nie masz skarpet?
-Bo mi się same zdjęły
-Nic się samo nie dzieje. Mi się jakoś skarpety same nie zdejmują
-bo ty masz nie magiczne

I pogadane:D

Poprzednie humory słowne możecie poczytać tutaj

wtorek, 20 września 2016

Zabawka idealna czyli...?

Żyjemy w czasach dobrobytu. Mamy to szczęście, że naszym dzieciom nic nie brakuje. A wręcz przeciwnie. Sklepowe półki uginają się od propozycji dla najmłodszych. Od jedzenia, poprzez ubrania aż po zabawki. I o tych ostatnich chciałabym dziś powiedzieć kilka słów. Zgodzicie się ze mną, że od ogromu propozycji można wprost zwariować? A kiedy przychodzi do kupienia prezentu, to nie wiadomo na co się zdecydować. Tyle atrakcyjnych rzeczy. Wydajemy grube pieniądze na zabawki, a po kilku minutach dzieciach rzuca je w kąt by tam obrastały kurzem. Znacie to?
Jak więc wybierać zabawki, żeby nie były bezsensownym zakupem? Czym się kierować? Ceną-bo im droższa tym pewnie lepsza? Wyglądem-im większa i bardziej kolorowa tym lepiej? Odpowiedź jest prosta-funkcją. Bo idealna zabawka powinna nie tylko bawić, ale i uczyć. Bo tak naprawdę już od niemowlaka możemy edukować nasze dziecko. Zaczynając od nauki tych najprostszych spraw- chwytania, dopasowywania kształtów, układania. Idealnie do tego nadają się maty edukacyjne, wszelkie sortery i piramidki. Mój Kuba już od kilku miesięcy najchętniej bawi się właśnie tego typu zabawkami.




W miarę jak nasze dziecko rośnie możemy sięgać po ciekawsze propozycje. Począwszy od drewnianych edukacyjnych układanek, liczydeł, poprzez puzzle, zabawki plastyczne, gry, klocki.






Ja natomiast z niecierpliwością czekam na to, aż razem z Filipkiem sięgniemy po typowo naukowe zabawy. Jako dziecko uwielbiałam wszelkie doświadczenia (w końcu zostałam chemikiem;) ), obserwacje przyrody, poznawanie co i jak działa. Niestety wtedy nie było takich gotowych propozycji. Natomiast teraz możemy zaoferować naszym dzieciom naprawdę świetne edukacyjne zabawy. Twoje dziecko interesuje się zjawiskami fizycznymi, elektrycznością czy majsterkowaniem?


A może ma zadatki na małego chemika?

Dla małego odkrywcy, który lubi dinozaury idealne będą zestawy z serii skamieniałości oraz hodowle prehistorycznych stworzeń. Oh jako dziecko wariowałabym ze szczęścia mając takie zabawki, bo uwielbiałam dinozaury!



Ważne jest aby znać zainteresowania dziecka, dla którego kupujemy zabawkę. Tak, aby trafić w jego gust i rzeczywiście sprawić, że zakup okaże się strzałem w dziesiątkę. A więc zamiast po raz kolejny kupować lalkę, samochód czy miśka rozeznajmy się w temacie i zainwestujmy w rozwój. Tak, bo każda taka zabawa zaprocentuje w przyszłości. Warto od najmłodszych lat wprowadzać dziecko w świat nauki.

Jeszcze więcej świetnych edukacyjnych zabawek znajdziecie w sklepie MrToy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...