niedziela, 25 września 2016

Humor słowny #7

Czytam z Filipkiem książeczkę. Na jednej ze stron jest polecenie: poszukaj coś miękkiego. I Fifi wymienia: podusia, kocyk, cycki!


Podczas zabawy:
-Mamo, ty masz być kotunką.
-Kotunką? A co to?
-Kotunka, to taka opiekunka kotów.


Zbieramy się na spacer. Filip chce, żebym mu zapięła rzepy w butach. Mówię mu, żeby zrobił to sam, bo przecież potrafi. A Filip na to: zniszczyłaś mi życie!


-Mamo, a co to za literka?
-To jest B. Na przykład B jak burak albo B jak babcia
Na to Filip:
-albo B jak dziadzio


Ciężkie życie trzylatka:
-Filipku,  a może byś się zdrzemnął?
-Nie mogę, mam za dużo spraw na głowie.


Kiedy Filip był niegrzeczny:
-Filip, czemu ty jesteś taki niedobry?
-Od ciebie się nauczyłem


Wracamy z przedszkola i Filip snuje rozważania:
-Sprzedawca nazywa się sprzedawca, bo sprzedaje. Lekarz bo leczy. Sprzątacz, bo sprząta
-a ksiądz?
-bo księdzuje


Filip, kilka dni po tym jak jego biedronka przeniosła się na drugi świat:
-ja już nie zbieram biedronek, bo raz miałem, hodowałem w domu i mi się zepsuła


Na placu zabaw do dziewczynki:
-uważaj! Biedronka tam poszedła!


-Filip jak się czujesz?
-Już o wiele dobrzej


Gdy zdenerwował się na mnie, taką mi puścił wiązankę:
-Nie lubię cię, nie kocham cię, jesteś brzydka, ty zmarszczuchu

A innym razem usłyszałam:
-jesteś brzydka jak strach na wróble


Filip poplamił koszulkę. Mówię mu, żeby nie ściągał, bo i tak siedzimy w domu i nikt tego nie zobaczy. Na to Filip:
-ale wiesz, ktoś może mnie zobaczyć przez balkon (mieszkamy na 7 piętrze:D)


Kiedy powiedziałam, że może jednak nie będziemy iść na plac zabaw, Filip poskarżył się tacie:
-tato, mama mi odobiecała!


Po powrocie od lekarza pytam się Filipa czy była fajna pani doktor. Na to Filip:
-lekarka była przesympatyczna, taka fajna babka


Dzień po tym jak babcia kupiła Filipkowi kinder niespodziankę.
-wiesz mamo, babcia mnie naciągnęła, żeby kupić mi jajko niespodziankę
Biedactwo, babcia go naciągnęła;D


Filip bawi się w lekarza i "leczy" Kubusia. Zwracamy mu uwagę, żeby czegoś tam Kubie nie robił, a Filip oburzony:
-ja tak ładnie leczę dzieci, a wy mi nie ufacie


Podczas zabawy:
-przyjechałem na wieś. Wiesz moja nawsia jest najfajniejsza


Wychodzimy wieczorem z domu, na dworze już szarówka. Filip pyta:
-mamo, dlaczego słońce nie działa?


Ostatnie przemyślenia Filipka:
-ja chyba nie nadaję się na przedszkolaka
-dlaczego? ktoś ci tak powiedział? pani w przedszkolu?
-nie, sam się domyśliłem. Bo w jednej piosence jest jestem sobie przedszkolaczek, nie grymaszę i nie płaczę, a ja przecież grymaszę i płaczę...


Kiedy pani w przedszkolu kazała Filipowi usiąść do stolika, odpowiedział jej, że nie wolno jej rządzić dziećmi.


Rozwiązujemy książeczkę z zadaniami. W jednym poleceniu trzeba było wpisać osoby, które się lubi i kocha. Więc Filip wymienia, a ja piszę: Mikołaj, babcia Kaśka, dziadzio Janio, Paola, tata i Kubuś.
-a ja?
-ciebie, nie wpiszę
Na nic były moje prośby, żeby mnie jednak umieścił w serduszku. Po jakichś 15 minutach przyszedł do mnie i mówi:
-No dobra wpisz się, jak tak bardzo chcesz


Rozmowa taty i Filipka:
-Filip, dlaczego znów nie masz skarpet?
-Bo mi się same zdjęły
-Nic się samo nie dzieje. Mi się jakoś skarpety same nie zdejmują
-bo ty masz nie magiczne

I pogadane:D

Poprzednie humory słowne możecie poczytać tutaj

2 komentarze:

  1. �� ale się osmialam :-) z rana taka dawka Filipkowych słów odrazu wzmacnia organizm Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się chce śmiać za każdym razem jak przypomnę sobie tą rozmowę o skarpetkach:D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...