sobota, 28 września 2013

Pół roczku Filipa

26 września moje maleństwo skończyło już pół roku! Ależ to szybko zleciało!
Oczywiście czas na krótkie podsumowanie:)

Wzrost i waga- nie wiem. Z mojego mierzenia wynika,że Filip ma jakieś 67 cm. Ostatnio dość intensywnie rósł, w ciągu miesiąca większość spodenek zrobiła się za mała, a te śpiochy, które były za duże są akurat. Waga-na pewno grubo ponad 8 kg.

Charakter-Filipek jest niesamowicie wesoły. Potrafi  śmiać się nawet z największej głupoty np. z ruszającej się pieluszki tetrowej. Jest tez bardzo ciekawski- wszystko musi dotknąć, obejrzeć i poskrobać pazurkami. Nie boi się ludzi, uśmiecha się nawet do obcych. Jak coś chce to domaga się tego głośnym krzykiem. Marudny robi się właściwie tylko wtedy, jak jest śpiący.

Co Filip lubi? Uwielbia jazdę samochodem, spacery, noszenie na rękach, kąpiele, wygłupianie się. Lubi kiedy czytam mu książeczki i naśladuję odgłosy zwierząt. Jego ulubione zabawki to pielucha tetrowa, wszelkie materiały np. pościel, wiszący kalendarz w kuchni i maskotko-grzechotka kot (potrafi cały spacer śmiać się do tego kota:D)

Czego nie lubi? Ostatnio bardzo nie lubi ubierania, od małego nie znosi tez czapki.

Nowe umiejętności:
-przekręcanie się z plecków na brzuszek, jeszcze nie zawsze wychodzi, ale próbuje ciągle
-odpychanie się, kiedy tylko próbuję mu czyścić nosek lub wytrzeć buzię pieluchą-świetnie opanował wszelkie uniki,rzucanie głową i dawanie mamie "po łapach":D
-siadanie, kiedy podamy mu ręce, próbuje się także łapać np. wózka
-robienie "brrrrr" ustami- od trzech dni prawie cały czas Filip gdzieś jedzie:D
-łapanie stópek
-coraz częściej Filipek mówi "mam" -czekam niecierpliwie aż będzie "mama"
-wyciąganie stópek do całowania po kąpieli, zawsze przy wycieraniu całowałam mu stopki, a teraz już  sam się tego domaga.
-rozpinanie pampersa, kiedy już próbuję go ubrać

Jedzenie-nadal karmię Filipka piersią i nie zamierzam tego zmieniać. Oprócz mleczka na śniadanie dostaje kaszkę, później obiadek-przecierek z mięsem, podwieczorek-owoce ze słoiczka lub skrobane jabłko i od dwóch dni kaszka na dobranoc. Filipek z chęcią wszystko zjada, nie ma z nim żadnych problemów.

Sen-w dzień zazwyczaj trzy drzemki po ok. 30 min. Na noc Filipek zasypia ok 20. Niestety ostatnio dość często budzi się w nocy-ile razy, tego nie wiem (działam na autopilocie:D), ale częściej niż wcześniej.

Podsumowując- Filipek jest cudowny! To wspaniałe uczucie patrzeć jak rozwija się nasze dziecko, jak osiąga coraz to nowe umiejętności. Mogę śmiało powiedzieć, że macierzyństwo jest super, a a jako mama czuję się naprawdę spełniona i szczęśliwa!



Jest pielucha, jest zabawa;)


czwartek, 26 września 2013

Test odplamiania dziecięcych ubranek-część 1

Kiedy nasze dziecko z ochotą pałaszuje kolejne porcje marchewki nam przybywa prania;) Niestety na ubrankach powstają plamy, które nie schodzą przy zwyczajnym praniu.
Postanowiłam przeprowadzić mały test, aby znaleźć idealny sposób na pozbywanie się plam z ubranek Filipka. Wypróbowałam sodę oczyszczoną-czyli tradycyjny środek czyszczący, wybielający, odplamiający oraz mydełko do odplamiania Dr.Beckmann.

Skład: koncentrat galasowy, mydło
Cena: niecałe 6 zł w Rossmannie

Opisywane jako mydło usuwające plamy z tkanin, tapicerek i dywanów.









Do testu wybrałam kilka zabrudzonych ubranek i śliniaków. Podzieliłam na trzy kategorie- prane bez odplamiania, natarte sodą oczyszczoną oraz mydełkiem do odplamiania.



Półtorej godziny przed zrobieniem prania plamy namoczyłam w ciepłej wodzie i wtarłam sodę lub mydło.
Po tym czasie zrobiłam pranie jak zwykle- w 40 stopniach, przy użyciu proszku dla dzieci Jelp (skusiłam się na promocję, ale więcej nie kupię-bardzo kiepski!).
Oto efekty:


Jak widać szału nie ma. Spodziewałam się, że wyjmę z pralki ubranka jak nowe, a tymczasem efekty odplamiania mierne. Z bluzeczek jeszcze w miarę plamy zeszły, ale śliniaki nadal pozostały brudne.

Bez odplamiania:


Po zastosowaniu sody oczyszczonej:


Po zastosowaniu mydełka:



Nie wiem, czy ja coś zrobiłam nie tak, czy rzeczywiście obydwa sposoby są zawodne. Następnym razem plamy nasmaruję na całą noc i ocenię efekty.

Równocześnie zrobiłam także test na pieluchach tetrowych. Na półtorej godziny przed praniem włożyłam je do miski z ciepłą wodą, w której rozpuściłam sodę oczyszczoną oraz trochę mydełka. Miałam nadzieję, że pozbędę się marchewkowych plam, a tymczasem tak, jak w poprzednim wypadku rezultat kiepski:

PRZED:                                                                                        PO:


wtorek, 24 września 2013

Tyyyyyyle rzeczy za darmo!

Ostatnie kilka dni zaowocowało wieloma darmowymi rzeczami:)
Najpierw od sąsiadki rodziców dostałam trzy siaty ubrań i zabawek dla Filipka. Niektóre naprawdę cudowne! Na zdjęciu tylko mała część, reszta była już  w praniu:)



Dziś odebrałam w Rossmannie prezent z konkursu- wygrałam karmę dla kotów, parasolkę i torbę- będzie dla Filipka na zabawki:)


Dziś również otrzymałam dla Filipka grzechotkę z Fisher Price. Jakiś czas temu zarejestrowałam się na stronie www.wspolneodkrywanie.pl. Osoby, które się zarejestrują otrzymują grzechotkę i kupony rabatowe. Naprawdę warto!

Otrzymana zabawka to lew z lustereczkiem. Po bokach posiada materiałowe metki, które są dodatkową atrakcją dla maluszka. Grzechotkę można także powiesić np. w wózku, gdyż posiada zawieszkę. Całość prezentuje się bardzo ładnie. Filipkowi najbardziej spodobało się lustereczko.


W przesyłce były również kody rabatowe na zakup zabawek z firmy Fisher Price.



poniedziałek, 23 września 2013

Pobyt w szpitalu

Pod jedną z ostatnich notek, czytelniczka Kot napisała:

"Bardzo ciekawe rzeczy :) Chciałabym zobaczyć wpis, w którym opiszesz jak było przez te 10 dni w szpitalu, uwzględniając ploteczki z sąsiadeczkami z porodówki oraz to, jak się dziewczyna czuje i jak sobie radzi kiedy non stop niekontrolowanie leje się z niej dołem i (dość niestandardowo) górą. Wiem, że potrafisz to zrobić, bo opis odczuć związanych z okolicznościami cesarki był bardzo obrazowy. Zatem czekam i może się doczekam :)"

Zatem dziś notka na życzenie:) A tak na marginesie, jestem ciekawa, czy to ten Kot, o którym myślę, czy zupełnie inny;)

Od mojego porodu minęło już prawie pół roku. Kawał czasu, a jednak wydaje się jakby to było wczoraj. Tak jak już wspominałam w szpitalu spędziłam aż 10 dni. Dlaczego tak długo? Najpierw przez 3 doby Filipka trzymali w inkubatorze, aby mu zapewnić ciepło. Później mały dostał żółtaczki noworodkowej i musiał być naświetlany. Chcieli nas zostawić na oddziale jeszcze dłużej, ale tak męczyłam pediatrę, że w końcu  zlitowała się i pozwoliła nam wyjść. O wypisie decydowała pediatra, ponieważ ja już w trzeciej dobie po porodzie byłam w stanie umożliwiającym powrót do domu. Jednak w szpitalu, w którym rodziłam, jeśli nie ma nadmiaru pacjentek, to mama zostaje na oddziale dopóki dziecko musi być hospitalizowane.

Moje odczucia związane z pobytem w szpitalu niestety nie są dobre. Pomimo, że trafiłam na przemiłe położne (oprócz jednej) psychicznie czułam się fatalnie. Tak jak już wielokrotnie wspominałam, urodziłam 5 tygodni przed wyznaczonym terminem. Nie byłam jeszcze psychicznie gotowa na urodzenie dziecka. To wszystko bardzo mocno mnie zaskoczyło. Nie miałam pojęcia jak zajmować się dzieckiem, nie potrafiłam przystosować się do sytuacji. W dodatku synek leżał z dala ode mnie. Nie miałam pokarmu, bo nie miałam przy sobie dziecka. Leżałam i patrzyłam na sąsiadki z sali, które zajmowały się swoimi maluszkami. W dodatku niesamowicie tęskniłam za domem, za mężem. W szpitalu odwiedziny odbywają się tylko na korytarzu, a ja na początku nie miałam siły, żeby tak długo stać, czy siedzieć na krześle. Poza tym akurat przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania-chciałam urządzać nasze gniazdko, a nie snuć się całymi dniami w koszuli po szpitalnych korytarzach. Najgorzej było w święta-zawsze ten czas spędzam ze swoimi bliskimi, a tymczasem musiałam leżeć na oddziale i w dodatku bez synka. Oczywiście mąż i rodzice odwiedzali mnie codziennie, ale mimo wszystko tęskniłam. Były momenty, że chciało mi się płakać, szczególnie rano, kiedy przy obchodzie były podejmowane decyzje o wypisach pacjentek, a ja cały czas słyszałam "nie dziś". Swoją drogą obchodów dosłownie nienawidziłam, ze względu na okropną ordynatorkę;/ Wstrętne babsko, które nawrzeszczało na mnie w drugiej dobie po cesarce, kiedy zgięło mnie z bólu podczas, gdy nacisnęła mi na brzuch. Na szczęście poza nią, wszyscy inni lekarze byli super.

Jeśli chodzi o stan fizyczny, to bardzo szybko doszłam do siebie. 12 godzin po cc przy pomocy położnej wstałam z łóżka i wzięłam prysznic. Z każdym dniem czułam się lepiej, a w 4 dobie po porodzie już prawie nie czułam bólu. Nie lało się też ze mnie jakoś mocno-ot taki zwyczajny "okres" i to w dodatku bez bólu brzucha. Pokarmu też początkowo miałam jak na lekarstwo, więc i nawał mnie ominął.
Niestety nie złapałam kontaktu z sąsiadkami z sali. Było nas 5, ale wszystkie poza mną rodziły już swoje 2 lub 3 dziecko. One nieustannie miały o czym gadać. A ja? Nawet nie miałam swojego synka przy sobie. W dodatku byłam dużo młodsza, momentami czułam się jak taka "gówniara", co nic nie wie o życiu. Pewnie tak też o mnie myślały, bo niestety wyglądam jak nastoletnia mama. Wiadomo czasem porozmawiałyśmy o czymś,czy zerknęłam im na dzieci, kiedy szły pod prysznic, ale nie można tego nazwać "ploteczkami z sąsiadkami z porodówki".
Pamiętam też jak pierwszy raz przyniesiono mi synka. Położna rzuciła mi tobołek z dzidziusiem na łóżko i musiałam sobie radzić. Pokazała mi tylko jak przystawić małego do piersi-ale co z tego skoro pokazała mi źle (dopiero na drugi dzień inna pani pokazała mi jak to zrobić prawidłowo). Powiem szczerze, że byłam przerażona-nie wiedziałam nawet jak mam podnieść Filipka, aby nie zrobić mu krzywdy. Jedyna wiedza na temat opieki nad dzieckiem pochodziła z gazetek i Internetu. Dobrze też, że obserwowałam sąsiadki z sali, to przynajmniej dzięki temu mogłam zobaczyć jak to wygląda na żywo. Na szczęście z każda godziną szło mi coraz lepiej.
Wiem, że to wszystko brzmi bardzo negatywnie. Ale to nie było tak, że miałam jakiegoś mega doła. Było mi przykro i smutno, ale mimo to, byłam szczęśliwa, że mam już synka przy sobie. Pamiętam do dziś jak cudnie pachniała jego główka, kiedy leżał przy mnie pierwszy raz. Nieustannie wyobrażałam sobie jak będzie cudownie, kiedy zabiorę go do domu. Później, kiedy siedziałam z Filipkiem sama całymi dniami,  a on nie chciał w ogóle spać, to były momenty, że chętnie wróciłabym do szpitala, aby tylko mieć choć chwilę tylko dla siebie.
Myślę, że gdybym była bardziej nastawiona na poród, gdyby to wszystko odbyło się w zaplanowanym terminie, nie przeżywałabym tego szpitala aż tak mocno. Może szybciej obudziłby się we mnie instynkt macierzyński i mogłabym karmić synka od pierwszych chwil. Z perspektywy czasu cieszę się, że wyszło tak, jak wyszło. Ominęło mnie oczekiwanie na poród i wypatrywanie jego oznak. Kupa stresu zaoszczędzona.
Jestem też pewna, że przy drugim dziecku będzie zupełnie inaczej. Będę już doświadczoną mamą, na pewno znajdę tematy z innymi mamusiami z sali. Może będę bardziej pewna siebie. Może...czas pokaże.


Filipek w szpitalu:




sobota, 21 września 2013

Wyprawa na wieś

Miało być tak pięknie...
Już tydzień temu zaplanowaliśmy wyprawę na wieś. Nadawali piękną pogodę, więc razem z siostrą szykowałyśmy się na sesję zdjęciową w lesie i na łonie natury-oczywiście w roli głównej-Filipek. Cieszyłam się, że dziecko pooddycha świeżym powietrzem, że pokażę mu tyle rzeczy...Rodzice napalili się na grzybobranie...
Wyruszyliśmy z Lublina ok. 8 rano- ja, Filipek, moja siostra oraz rodzice. Mąż niestety nie mógł z nami pojechać. Już kilka kilometrów za miastem zaczęło padać, ale ciągle mieliśmy nadzieję, że się przejaśni.
Filipek oczywiście odpłynął, jak zawsze podczas jazdy samochodem:




Niestety w miarę zbliżania się do celu podróży, malała nasza nadzieja na słońce. I nie pomyliliśmy się- jak na złość cały dzień padało i było naprawdę zimno;/
Najpierw zajechaliśmy do Babci. Rodzice poszli na grzyby, a my z siostrą postanowiłyśmy porobić zdjęcia w domu;) Grzybów nie było, ale kilka zdjęć jest;) Co prawda Filip jak zwykle nie bardzo chciał współpracować- za każdym razem jak chciałyśmy zrobić ujęcie, na którym całuję go w policzek, to w ostatniej chwili odwracał głowę;)








Około 12 pojechaliśmy dalej- tym razem do kolejnej miejscowości, aby odwiedzić Dziadka. Tacie tym razem udało się nazbierać grzybów. My natomiast przesiedzieliśmy w domu, bo nadal padało:(
Na wiejskie widoki popatrzyłam tylko z okna:



Pamiętacie jak przy opisie chrzcin pisałam o obrazku z Aniołem Stróżem kojarzącym mi się z dzieciństwem? Wisi on właśnie w domu dziadka.


Po około trzech godzinach zebraliśmy się w drogę powrotną. Filip jak zwykle usnął niedługo po tym jak wyruszyliśmy. On uwielbia jazdę samochodem.



Po powrocie do domu, mąż z moimi rodzicami opijał kupno nowego samochodu (długo szukaliśmy, ale w końcu udało się!). Ja musiałam zadowolić się piwem Karmi;) Filip powygłupiał się z dziadkami i po 19 usnął:)
Strasznie żałuję, że pogoda popsuła nam wyjazd, ale przynajmniej odwiedziliśmy rodzinkę. Może następnym razem szczęście nam dopisze.

środa, 18 września 2013

Pakujemy torbę do szpitala

Pobyt w szpitalu czeka każdą przyszłą mamę (chyba,że decydujemy się na poród w domu, ale to dość rzadkie zjawisko). W związku z tym nieuchronne jest także spakowanie torby, czyli zmora wielu ciężarnych. Pamiętam jak długo nie mogłam się do tego zabrać. "Mam czas" powtarzałam, kiedy mama suszyła mi głowę, że powinnam już być spakowana. W końcu się zebrałam, jakoś około 35 tygodnia. Tydzień później urodziłam. Z tego wniosek, że trzeba być spakowanym już przynajmniej na ok.1,5 miesiąca przed planowanym terminem porodu, gdyż nigdy nie wiadomo, czy nasza dzidzia nie zrobi nam psikusa i nie pojawi się wcześniej.
Przed rozpoczęciem pakowania warto sprawdzić w szpitalu, w którym zamierzamy rodzić, czy jest jakaś lista rzeczy, które musimy ze sobą mieć. Poszczególne placówki różnią się między sobą-np.są szpitale, w których musimy mieć własne ubranka dla dziecka, oraz takie, które ubierają maluszki w ubranka szpitalne.
Dziś podzielę się z Wami tym, co mi się przydało podczas pobytu w szpitalu. Co warto mieć, a co można sobie odpuścić.
Pamiętajmy także, że nie wiadomo ile czasu spędzimy w szpitalu. Standardowo jeśli wszystko jest w porządku mama z dzieckiem zostaje wypisana około 3 doby po porodzie. Jeśli coś jest nie tak, np.nasz maluszek ma żółtaczkę ten pobyt może się wydłużyć. Ja leżałam bardzo długo, bo aż 10 dni (ależ to się dłużyło...).

A oto i lista rzeczy:

Dla dziecka:
  •  Pampersy -ja wzięłam paczkę w rozmiarze 2 i były mocno za duże dla mojego synka. Ale jeśli spodziewamy się dużego bobasa, mogą okazać się dobre. Niektóre szpitale dają własne pampersy.
  • Chusteczki nawilżane.
  • Pieluszka tetrowa-tego akurat nie miałam, ale na szczęście były szpitalne.
  • Krem do pupy np.Bepanthen- przyda się także na obolałe brodawki dla mamy.
  • Smoczek-ja nie miałam, ale były mamy, które stosowały.
  • Ubranka dla dziecka-jeśli szpital nie oferuje własnych. Ja akurat trafiłam na taki, w którym dzieci były ubierane w ciuszki szpitalne. Trzeba się dowiedzieć przed porodem. Ubranka najlepiej rozpinane po bokach, aby uniknąć nakładania przez główkę- chyba,że się nie boimy. Body,śpiochy,kaftaniki po ok.3 szt.
  • Ubranka na wyjście ze szpitala-można poprosić np. męża,aby je dowiózł, kiedy po Was przyjedzie, aby zmniejszyć liczbę rzeczy w torbie. Tylko w takim wypadku naszykujcie je wcześniej, mój mąż przywiózł mi zupełnie coś innego niż chciałam. My na wyjście mieliśmy-body z długim rękawem,śpioszki,chyba jakąś bluzeczkę,czapkę i kombinezon (było zimno).
  • Rękawiczki-niedrapki- na początku nie wolno obcinać dziecku paznokci, dlatego niedrapki mogą się bardzo przydać.
Niepotrzebne okazały się:
-rożek-dzieci były w szpitalnych becikach
-akcesoria do kąpieli-maluszki były kąpane przez położną

Dla mamy:
  • Podkłady poporodowe (czyli takie duuuuuże podpaski;))-przynajmniej 3 opakowania, po kilku dniach można się przerzucić na zwykłe podpaski waciaki
  • Ręcznik-w ciemnym kolorze, aby nie było widać śladów krwi, raczej nikt nie czułby się dobrze paradując z ręcznikiem w czerwone plamy
  • Majtki siateczkowe, przynajmniej 2-3 szt (można je prać, szybko schną) lub majtki jednorazowe-siateczkowe są dużo lepsze
  • Woda mineralna w butelce z dzióbkiem- mi po cc kazali dużo pić, a jednocześnie nie mogłam ruszać głową- ze zwykłe butelki nie udałoby mi się napić
  • Skarpetki-w szpitalu bardzo marzły mi stopy, podobno też przydają się przy porodzie siłami natury
  • Koszule wygodne do karmienia- nie muszą to być te specjalne, wystarczy, aby miały spory dekolt
  • Koszula do porodu-jeśli rodzimy naturalnie
  • Kapcie
  • Klapki pod prysznic
  • Szlafrok-mi przydał się tylko jeden raz, bo w szpitalu było bardzo gorąco. Zamiast szlafroka wystarczy zapakować sweterek lub bluzę-zajmie mniej miejsca
  • Szczotka do włosów
  • Pasta+szczoteczka do zębów
  • Płyn pod prysznic-najlepiej w takiej małej buteleczce np. Rossmann ma takie w sprzedaży
  • Szampon do włosów, plus opcjonalnie suszarka do włosów
  • Jedzenie:D Niestety szpitalna strawa jest koszmarna. Ja byłam w o tyle dobrej sytuacji,że po cc miałam dietę, więc przynajmniej pieczywo dostawałam smaczne;) Warto mieć np. biszkopty, sucharki, herbatniki, wodę do picia, mogą być jogurty naturalne itd. Mi codziennie rodzinka donosiła jakieś smakołyki i dzięki temu jakoś funkcjonowałam.
  • Jeśli nie możemy się obejść bez kosmetyków, to też warto je mieć:) Moja mama do tej pory się nabija, że zadzwoniłam do niej,żeby mi przywiozła pęsetkę,bo chciałam sobie wyregulować brwi:D
  • Rolka papieru toaletowego-w szpitalu nie było w żadnej toalecie!
  • Książka, krzyżówki-coś czym lubimy się zająć w wolnej chwili. Mój synek przez większość pobytu w szpitalu był oddzielnie ode mnie-najpierw w inkubatorze, a później pod lampami (miał żółtaczkę), a ja jakoś musiałam sobie wypełnić czas.
  • Dokumenty-dowód osobisty, karta ciąży, ostatnie wyniki badań
  • Biustonosz do karmienia+wkładki laktacyjne
  • Sztućce- łyżka, widelec,nożyk
  • Kubek
  • Ściereczka lub ręczniki jednorazowe
  • Ubrania na wyjście ze szpitala-można poprosić męża, aby przywiózł, kiedy będzie przyjeżdżał po wypisie
  • Aparat fotograficzny-ja nie miałam, cykałam zdjęcia telefonem
  • Może się także przydać poduszka jasiek
Nieprzydatne okazały się podkłady-takie do rozkładania na łóżku, bo szpital dawał swoje. No i oczywiście różne drobnostki, które zawsze pakuje się "na wszelki wypadek".
Nie wiem jakie rzeczy mogą przydać się podczas porodu naturalnego, bo mnie ta "przyjemność" ominęła. Może inne mamy uzupełnią tą listę:)

Listę w skróconej formie można ściągnąć  tutaj

poniedziałek, 16 września 2013

Pan kotek był chory...

...i leżał w łóżeczku. I przyszedł pan doktor: "Jak się masz koteczku?". Do nas pan doktor nie przyszedł, póki co kurujemy się domowymi sposobami.
Zaczęło się od tego,że wczoraj obudziłam się z bólem gardła. Nie wiem czy się przeziębiłam np. od chłodnej podłogi, czy to po prostu coś wirusowego. W ciągu dnia pojawił się też lekki katar. Dziś to samo. Poza ogólnym osłabieniem i delikatnym bólem głowy nic więcej mi nie dolega.
Niestety Filipek też się troszkę zaziębił-ma katar. W nocy obudził się z zablokowanym noskiem. Oczywiście zaraz musiał mieć odruch wymiotny (a już z miesiąc mieliśmy spokój;/), ze 4 razy pod rząd, i oczywiście zwrócił wszystko co przedtem zjadł. Na szczęście udało się odciągnąć, to co mu zalegało i resztę nocy ładnie przespał. Dziś kilka razy zakropliłam mu sól fizjologiczną do noska i odciągałam katarek. Dobrze, że jednak jakiś czas temu kupiłam aspirator, bo gruszką nie dałoby rady. Poza tym nic mu nie jest, humorek dopisuje, więc chyba nie jest tak przeziębiony jak ja. Na wszelki wypadek jednak odpuściliśmy sobie dziś spacer i wieczorną kąpiel. Zobaczymy jak będzie jutro, ale już nawet na wieczór była znaczna poprawa.
Mam nadzieję, że do soboty oboje będziemy zdrowi, bo mam w planach wybrać się z rodzicami na wieś, do dziadków.

Jak zawsze przyrządziłam sobie napój na przeziębienie:
2 plasterki cytryny, 2 łyżki miodu zalewa się gorącą wodą. Pić należy gorące:)


Jest też dobra wiadomość, mojemu mężowi w końcu udało się usunąć białe ramki ze zdjęć-teraz blog wygląda dużo lepiej:)

Co poza tym? Dziś mamy drugą rocznicę ślubu cywilnego. Z tej okazji mąż wracając z pracy podarował mi piękną różę:


Niewiarygodne jak ten czas szybko leci!




Co jeszcze u nas? Filip zrobił się wybredny co do jedzenia. Najpierw odmówił współpracy, kiedy dostał deserek jabłko+jagoda. Krzywił się, wypluwał, aż go trzęsło-no dobra, rzeczywiście ten przecierek jest dość kwaśny. Ale jeszcze bardziej zdziwił mnie, kiedy kolejnego dnia kompletnie nie chciał brokuła. Kiedy dostał go jakieś 4 tygodnie temu, to się tak zajadał,że koniec karmienia poskutkował płaczem, bo chciał jeszcze. A teraz nawet nie chciał przełknąć- wypluwał, krzywił się i robił smutne miny. No trudno, nie będę dziecka zmuszać. Na szczęście marchewka z jabłkiem i zupka jarzynowa nadal mu smakują, więc nie dostał jakiegoś ogólnego wstrętu do jedzenia. A brokuła zjadły Pixi i Dixi;)


Poza tym Filip źle toleruje banana. Za każdym razem jak dostanie przecierek z bananem czy kaszkę, to wieczorem płacze. Początkowo myślałam, że to zbieg okoliczności, ale chyba jednak nie. Ja w ciąży miałam okropny wstręt do tych owoców, nie mogłam znieść nawet zapachu, więc może coś w tym jest? Spróbujemy znowu za jakiś czas i zobaczymy jaki będzie efekt.


"Tata, zwariowałeś? Nie rób zdjęć o 7 rano";)


piątek, 13 września 2013

O tym jak wkurzyć listonosza;)

Ostatnio kupiłam Filipkowi na allegro kolejną zabawkę- grającą żabkę. Zabawka ta posiada trzy przyciski, po wciśnięciu których usłyszeć możemy wesołe melodyjki. Dziś dotarła do nas przesyłka-nieźle się przy tym ubawiłam. Nie dość, że sprzedający zapakował towar w kopertę bąbelkową, to jeszcze nie wyciągnął baterii. Rezultat? Każdy ruch powodował uruchomienie muzyczki:D
Kiedy listonosz zadzwonił domofonem jedyne co słyszałam to skoczna melodyjka. Oczami wyobraźni już widzę jak maszerował z listami przez całe osiedle, a z jego torby co chwila wydobywała się muzyczka z rechotaniem żabki w tle;D Oj dawno się tak nie ubawiłam....:D Tym bardziej mnie to śmieszy, że wyjątkowo nie lubię tego listonosza, bo jest strasznie gburowaty. Haha pewnie w myślach nieźle mnie pobłogosławił;)
A oto sprawca całego zamieszania:





czwartek, 12 września 2013

Wizyta u ortopedy, pierwsze próby siadania i przygotowania do jesieni

Dziś mieliśmy już trzecią wizytę u ortopedy. Nie wiem czemu tak często każe przychodzić skoro wszystko jest dobrze. Teraz znów kazał się pojawić za 2-3 miesiące. Nie widzę sensu tak częstych wizyt no ale co zrobić.
Przychodnia do której chodzę z Filipkiem mieści się w samym centrum miasta. Dojechanie tam to dla nas nie lada wyprawa. Na szczęście synek był niesamowicie grzeczny, nie marudził w autobusie, a wręcz taka przejażdżka bardzo mu się podobała. Wybrała się z nami moja mama, ponieważ we dwie zawsze łatwiej wnieść wózek do autobusu.
Samo badanie maluszek też zniósł znakomicie-doktor obejrzał nóżki Filipka, obmacał główkę, a następnie zrobił usg bioderek. Oczywiście podobnie jak na usg serduszka, mojego synka wszystko bardzo interesowało. Ciężko było go ułożyć na boczku, bo odkręcał główkę, żeby zobaczyć, co się dzieje.
Niestety nie podobało mi się to, co mówił ten ortopeda. Stwierdził, że dziecko jest za grube, bo ma fałdki na nóżkach! Przecież większość dzieci ma, a chyba lepiej, żeby niemowlę było pulchniutkie, niż takie mizerne. Kiedy powiedziałam, że Filip ma idealną wagę wg siatki centylowej (w każdym miesiącu idealnie na linii środkowej;D) to był wielce zdziwiony. Nie wiem też czy dobrze zrozumiałam, ale chyba zasugerował, że mam zakończyć karmienie piersią i przejść na pokarm stały. Niedoczekanie! Zamierzam karmić przynajmniej do czasu aż moje dziecko skończy rok, bo wiem, że w ten sposób daję mu to, co najlepsze.
Kolejna rewelacja, którą usłyszałam to, że mam uczyć Filipa raczkować. No tutaj to doktor mnie mocno zaskoczył- pierwsze słyszę, żeby 5 miesięczne dziecko trzeba było ćwiczyć, aby raczkowało. Natomiast kazał nie sadzać. Ja wychodzę z założenia, że dziecko wszystko robi wtedy, kiedy jest na to gotowe. Nie zamierzam synka zmuszać, aby raczkował, ani zabraniać mu siadania.
Na szczęście wizyta trwała dosłownie kilka minut. Po wszystkim udało się nawet wstąpić do Rossmanna po małe zakupy;)

A co do siadania, to od kilku dni Filipek intensywnie próbuje. W ogóle nie chce już leżeć tylko cały czas podnosi główkę i ciągnie się do przodu. Próbuje się łapać np. wózka, żeby się dźwignąć. Ostatnio bardzo mnie rozbawił, bo złapał sam siebie za ubranko i próbował się w ten sposób podnieść. Kiedy daję mu swoje dłonie to już pięknie siada:) Wczoraj nawet puścił się na chwilkę i przez kilka sekund siedział bez trzymania i podparcia! Pewnie w ciągu kilku-kilkunastu dni opanuje tą sztukę:) Póki co w podnoszę mu oparcie w gondoli do pozycji półsiedzącej, aby mógł lepiej widzieć wszystko dookoła. W domu dodatkowo zdjemuję budkę:)
Filipek potrafi już także złapać swoje stopki, ale jeszcze nie odkrył, że można je wsadzić do buzi;)

Ja tymczasem ostatnio wyjęłam kolejną partię ubranek, poprałam i wyprasowałam. Okazało się, że mamy strasznie dużo bluz i sweterków w rozmiarze 6-9 m-cy, nawet nie wiem, kiedy tyle nagromadziłam. Niestety większość z kapturem- pewnie okażą się niezbyt praktyczne, no ale zobaczymy.
Tak więc, nam jesień nie straszna:





Do zabawek Filipka dołączył także nowy mieszkaniec- sympatyczny żółw TinyLove, wylicytowany przeze mnie na allegro. Żółw ten śmieje się i gaworzy. Od razu przypadł Filipkowi do gustu.










środa, 11 września 2013

Wyprawka dla bobasa

Dziś kolejna notka z myślą o przyszłych mamach. Podzielę się z Wami informacjami na temat wyprawki dla dziecka, co nam się przydało, z czego zrezygnowaliśmy. Oczywiście ile mam, tyle opinii i pewnie nie jedna mama ma inne zdanie na temat listy potrzebnych rzeczy. O ubrankach pisałam już w osobnej notce, dziś skupię się na wszystkim innym:) A więc do dzieła:) 

 1. Meble, wózek i tym podobne większe rzeczy oraz wyposażenie dziecięcego pokoju



  • Po pierwsze oczywiście wózek i łóżeczko. Na rynku jest tyle modeli, że na pewno każda przyszła mama znajdzie coś dla siebie. Przed zakupem wózka warto poczytać w internecie opinie na temat wybranego modelu. Niestety jest to dość drogi zakup, ale zawsze warto poszukać ogłoszeń- czasem zdarza się,że ludzie wózki w świetnym stanie sprzedają za niewielką cenę. Nasz pierwszy wózek kupiliśmy za 300 zł, natomiast drugi (o którym niedawno pisałam) za 100 zł! To samo dotyczy łóżeczka. A może warto popytać wśród znajomych, czy nie mają łóżeczka do sprzedania lub oddania? My nasze łóżeczko dostaliśmy od teściów po młodszym bracie mojego męża.
  • Pościel do łóżeczka-kołderka, płaska poduszeczka (choć zaleca się, by dziecko na początku spało całkiem na płasko), prześcieradło z gumką (dzięki której nie zsuwa się i nie podwija), ochraniacz na szczebelki.  Oraz oczywiście materac.
  • Ceratka- wkłada się ją pod prześcieradło. Ma za zadanie chronić materac w przypadku pieluszkowej awarii;) Zamiast ceratki można też użyć dużych podkładów (takich jak po porodzie,czy do przewijania) np. Seni czy Tena.
  • Komoda lub szafka na dziecięce ubranka. Bardzo przydatna sprawa. Natomiast na zabawki, artykuły pielęgnacyjne itp. mam zwykłe pudełka obłożone ozdobnym papierem. 
  • Lampka nocna. Najlepiej taka, która daje niewielkie światło i ciągnie mało prądu (polecam lampki diodowe-zużycie prądu jest znikome). U nas lampka świeci się każdej nocy. Czuję się bardziej komfortowo mając świadomość, że o każdej porze nocy mogę widzieć, co się dzieje z dzieckiem bez konieczności wstawania, aby zapalić światło. 
  • Fotelik samochodowy-często zdarza się, że jest w komplecie z wózkiem. Jeśli kupujemy fotelik oddzielnie zwróćmy uwagę na to, aby był komfortowy dla dziecka- nasz pierwszy fotelik był strasznie twardy!
  • Pojemna torba-np. taka do wózka. Wychodząc z dzieckiem nawet na kilka godzin zawsze jest mnóstwo rzeczy do zapakowania.
  • Kocyki- mamy dwa cienkie i jeden gruby polarowy- w zupełności wystarcza. 
  • Rożek-doskonały dla noworodka- dziecko jest otulone (a noworodki bardzo to lubią), jest mu ciepło, na pewno nic nie naciągnie sobie na buzię. A dodatkowo w rożku doskonale  nosi się takiego maluszka. Kiedy maluch wyrośnie można złożyć na pół i włożyć do wózka jako materacyk.




Z czego zrezygnowaliśmy?
  • Przewijak- w szpitalu przyzwyczaiłam się do przewijania dziecka na łóżku i stwierdziłam, że możemy spokojnie zrezygnować z kolejnego mebla w mieszkaniu.
  • Leżaczek-bujaczek-bardzo wiele mam kupuje, my jednak zrezygnowaliśmy- w naszym małym mieszkaniu musimy redukować liczbę sprzętów do minimum
  • Organizer na łóżeczko-najpotrzebniejsze rzeczy mam ustawione na komodzie. Te rzadziej używane w pudełku.

2. Karmienie

Jeśli planujemy karmić piersią, to lista rzeczy w tym punkcie nie jest zbyt długa:) A karmić piersią warto, nie tylko ze względu na to,że tak dla dziecka najzdrowiej, ale też, aby móc cieszyć się tymi chwilami maksymalnej bliskości. Ale do rzeczy. Moja lista oczywiście dotyczy opcji karmienia piersią. Nie wypowiadam się na temat karmienia mlekiem modyfikowanym, bo nigdy tego nie robiłam.
  •  Butelki+smoczki-nawet przy karmieniu piersią trzeba jakieś mieć. Ja mam jedną dużą i jedną małą, i jak dotąd dużej nawet jeszcze nie rozpakowałam.
  • Mleko modyfikowane-warto mieć tak na wszelki wypadek. Przez 5 miesięcy przydało się tylko raz:) Resztę wypiłam ja;)
  • Herbatka koperkowa-dobra na ból brzuszka. Dodatkowo koperek zwiększa laktację, więc idealna dla mam karmiących (choć dla mnie wstrętna..blee)
  • Dla mamy- biustonosz do karmienia, wkładki laktacyjne, bepanthen, wygodne koszule z dużym dekoltem lub rozpinane.
Zrezygnowałam z :
  • laktatora-planowałam kupować, ale w szpitalu nauczyłam się ściągać pokarm ręcznie i stwierdziłam, że w takim wypadku laktator nie jest mi potrzebny
  • sterylizatora, który uważam za zbędny gadżet. Butelki można wysterylizować za pomocą gorącej wody. 
  • podgrzewacza-jeśli potrzebuję podgrzać mleko lub przecierek wstawiam po prostu w gorącą wodę.

3. Przewijanie, pielęgnacja, zdrowie dziecka

  • Pampersy (rozmiar 1 używałam przez co najmniej 3-4 tygodnie, ale mój synek urodził się bardzo mały) lub coraz bardziej popularne pieluszki wielorazowe.
  • Chusteczki nawilżane-duuuuuużo. Najlepiej na początek nie kupować zbyt wiele paczek chusteczek jednej firmy, bo może się okazać, że np. nasze dziecko ma na nie uczulenie lub z innego powodu nam nie odpowiadają. Osobiście przetestowałam  wiele różnych firm i jak do tej pory najbardziej odpowiadają mi chusteczki Softino z Lidla- są tanie (niecałe 4 zł za 72 szt.), bardzo dobrze nawilżone (nie wysychają!), nie pachną intensywnie i mają świetny skład (bez parabenów, a to jest dla mnie pierwszorzędna sprawa).
  • Podkłady do przewijania-zawsze rozkładam na łóżku przy zmianie pieluszki i dzięki temu już wiele razy uchroniłam obicie wersalki i pościel przed katastrofą. Dostępne w każdej aptece. Koszt-za opakowanie 5 szt firmy Seni płacę ok. 5 zł. Są to te same podkłady, które rozkłada się na łóżku po porodzie.
  • Pieluszki tetrowe i flanelowe. Ja mam po 5 szt i w zupełności mi wystarcza. Używane do wycierania, odbijania, podkładania na przewijak np. u lekarza, przykrycia dziecka w cieplejszy dzień itd.

  • Szczoteczka z miękkim włosem dla niemowląt 


  • Nożyczki z okrągłymi końcami oraz pilniczek

  • Patyczki do uszu oraz waciki kosmetyczne-patyczki specjalne dla dzieci, natomiast waciki najlepiej najzwyklejsze, takie, jakich używamy np. do zmywania makijażu



  • Akcesoria do pielęgnacji noska- zakupiłam aspirator, zwykłą gruszkę i wodę morską w sprayu. Aspiratora użyłam może 2 razy, na co dzień używam gruszki- jest mi dużo wygodniej. Być może w przypadku kataru aspirator byłby lepszy, ale póki co nosek Filipka działa bez zarzutu i nie jest mu potrzebne jakieś wielkie czyszczenie. Początkowo używałam też wody morskiej w sprayu, ale raz synek miał po tym odruch wymiotny, więc od tego czasu zrezygnowałam.
  • Wanienka. Można też dodatkowo kupić stelaż, ale nam nie było to potrzebne.  Najwygodniej nam kąpać stawiając wanienkę na podłodze.
  • Ręczniki.  Kupiłam mały ręcznik reklamowany jako "dla niemowląt". Jak się okazało zakup zupełnie zbędny-zbyt mały, aby zawinąć dziecko po kąpieli. Filipek bardzo lubi, kiedy po wyciągnięciu z wanienki jest cały zawinięty. Na szczęście w prezencie dostał aż trzy bardzo duże, miękkie ręczniki. 
  • Niektórzy kupują także termometr do wody- dla nas okazał się zbędny- na początku używaliśmy zwykłego rtęciowego, a teraz sprawdzamy temperaturę "na łokieć".
  • Kosmetyki- na początek warto kupić mniejsze opakowania, żeby zobaczyć jak nasze dziecko toleruje poszczególne produkty. Potrzebujemy: 
-krem na odparzenia i do pielęgnacji pupy- u nas najlepiej sprawdził się Bepanthen. Kompletnym niewypałem okazał się Sudocrem, od którego pupa synka wyglądała fatalnie. Dobre okazały się także kremy Babydream, Nivea oraz Johnson Baby. Do pielęgnacji pupy rewelacyjna jest także mąka ziemniaczana.
-płyn do kąpieli- bardzo wygodnie jest, gdy ma taki wciskany aplikator
-krem pielęgnacyjny- do smarowania buźki w chłodne dni
-oliwka-osobiście stosuję tylko i wyłącznie do ciemieniuszki 
(na szczęście nie mamy z nią dużego problemu)
-mydełko- warto mieć, chociaż u nas używa się go do mycia rąk, a nie kąpania dziecka;)

Kupując kosmetyki dla dziecka zwracajmy uwagę, aby w swoim składzie nie zawierały parabenów, które prawdopodobnie mają działanie rakotwórcze i nie powinny być aplikowane w pobliżu węzłów chłonnych!

Zupełnie nieprzydatny natomiast okazał się płyn do kąpieli z dodatkiem emolientów (potrzebny dla dzieci z problemami skórnymi). Kupiliśmy, bo tak kazała położna, natomiast tydzień później pediatra kazała nie stosować. 40 zł poszło na marne. 








  • Proszek do prania dziecięcych ubranek. Zrezygnowałam z płynu do płukania, żeby redukować liczbę chemii oraz koszty do minimum;)
  • Smoczek + zawieszka- nawet jeśli mamy wzniosłą ideę, nie uczenia dziecka dojenia smoka, to i tak często w praktyce wychodzi inaczej. Wiele niemowląt ma tak silny odruch ssania, że smoczek jest obowiązkowy, jeśli nie chcemy, aby nasz dzidziuś wisiał nam na cycu 24 h/dobę;). Na początek mieliśmy Avent przeroczysty (dostaliśmy w Niebieskim pudełku otrzymywanym w szpitalu)-nie polecam, chyba, że lubicie poszukiwania smoczka w pościeli tudzież w innych miejsach;) Pamiętajmy, że smoczek musi być dobrany do wieku dziecka, aby nie wpływać negatywnie na zgryz. Warto też wybrać taki, który posiada zatyczkę-bardzo praktyczne rozwiązanie.


4. Apteczka bobasa

  • termometr- na rynku można spotkać wiele różnych rodzajów. My mierzymy dziecku temperaturę zwykłym rtęciowym (pod paszką). Zakupiłam też elektroniczny z miękką końcówką, który okazał się beznadziejny (niedokładnie mierzy!).
  • Lek przeciwgorączkowy-w czopkach lub syropku. Do tej pory na szczęście użyliśmy tylko raz, po szczepieniu.
  • Witaminy-na początek D+K (do 3 m-ca), a później już tylko D. Kiedy zaczynamy podawać tylko witaminę D warto poprosić pediatrę o receptę na Devikap, czyli witaminy w kroplach. Jest to dużo tańsza opcja- koszt buteleczki to ok. 3 zł, natomiast witaminy w kapsułkach kosztują 10-20 zł (warto pytać w aptece o cenę, bo koszt poszczególnych preparatów waha się nawet w granicach 10 złotych).
  • Jałowe gaziki-do pielęgnacji pępuszka. W przypadku, kiedy są jakieś problemy z gojeniem  używa się Octenisept (my na szczęście nie musieliśmy).
  • Sól fizjologiczna-do przemywania oczek.
  • Letnią porą warto kupić na wszelki wypadek maść na ukąszenia. 
  • No i oczywiście żel na dziąsełka przy ząbkowaniu, ale to już troszkę później;)


Nie wiem czy o czymś nie zapomniałam. Może inne mamy w komentarzach uzupełnią tą listę:) A Wy, przyszłe mamy dajcie znać, czy te informacje Wam się przydały:)
Niedługo planuję kolejny wpis- tym razem będzie o tym, co świeżo upieczona mama powinna zabrać do szpitala. 

poniedziałek, 9 września 2013

Plan dnia

W prasie i literaturze dotyczącej macierzyństwa dużo mówi się o planie dnia. Podobno to dobrze wpływa na dziecko, daje mu poczucie bezpieczeństwa itd. Chociażby Tracy Hogg, autorka "Języka niemowląt" gorąco namawia do takiego stylu opieki nad niemowlęciem (o książce można przeczytać tu http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49187/jezyk-niemowlat). Osobiście nie byłam zwolenniczką takiego rozwiązania. Dlaczego? Ponieważ uznałam, że każdy dzień przynosi coś innego, nie da się wszystkiego rozplanować, wolałam postawić na spontaniczność. Życie samo zweryfikowało ten pogląd - plan dnia ułożył się nawet nie wiem kiedy.
Na początku rzeczywiście był chaos. Kąpanie raz o 18, raz o 21. Nic nie unormowane. Wszystko robione wtedy, kiedy nam rodzicom wygodnie. Z czasem jakoś wszystko się ukształtowało. No może nie wszystko, bo nie mamy zaplanowanego całego dnia, ale wyrobił nam się ogólny schemat.
Jak więc wygląda nasz typowy dzień?
Mąż wychodzi do pracy przed 7 lub przed 8. Ja i Filipek zazwyczaj jeszcze śpimy. Budzimy się różnie, czasem przed 7, a czasem nawet po 8. Po karmieniu zwykle przez kilka minut migdalimy się w łóżku. Warto dzień zacząć od porcji przytulańców i całusów z własnym bobasem, a co! Następnie przebieram Filipka z pidżamki, kładę go do wózka, a sama w tym czasie przebieram się, maluję (tak, nawet siedząc z dzieckiem w domu;) ) i jem śniadanie.  Między 9 a 10 synek ma pierwszą drzemkę, a ja w tym czasie sprzątam lub korzystam z komputera. Śpi zazwyczaj ok pół godziny, więc nie mam zbyt dużo czasu. Kolejnym stałym punktem jest obiadek Filipka ok 12-13, po którym ma następną drzemkę. Czas na zabawę, czytanie, spacer jest niezaplanowany. Wszystko to robimy wtedy, kiedy mamy na to ochotę. W międzyczasie muszę też wygospodarować czas, żeby coś przekąsić oraz ugotować obiad. Mąż wraca z pracy po 15 lub 16,w tych godzinach zwykle synek śpi po raz trzeci. Około 17 Filipek dostaje podwieczorek. Zazwyczaj w granicach 18:30-19:00 wspólnie z mężem kąpiemy synka, a następnie ja układam go do snu. Maluszek zasypia raz szybciej, raz wolniej, ale praktycznie codziennie maksymalnie o 20:00 mam już czas dla siebie, czyli kąpiel, korzystanie z komputera czy poczytanie książki.
Jeśli chodzi o karmienie piersią, to Filipek je zazwyczaj co ok 2,5 godziny. W nocy budzi się chyba około 3 razy (nie wiem dokładnie, przestałam to kontrolować, śpi ze mną, więc wyciągam cyca jak zaczyna się kręcić i nawet się mocno nie rozbudzam).
Często też chodzę z Filipkiem do rodziców, którzy mieszkają 20 minut piechotką ode mnie. Zdarza się, że spędzamy u nich cały dzień. Zawsze to przyjemniej niż siedzieć w domu.
Tak więc nie mamy zaplanowanego każdego dnia od A do Z. Zabawa, spacery, czytanie książeczek, wygłupianie się- wszystko to jest spontaniczne. Jednak w naszej codzienności zagościły stałe punkty- trzy drzemki Filipka, obiadek, podwieczorek, kąpiel, usypianie. Mając taki ogólny schemat postępowania dużo łatwiej jest opiekować się maluszkiem:)

Mały Książe




Filipek bardzo lubi się kąpać

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...