środa, 30 listopada 2016

Jak pocieszyć Matyldę? Anioł z nieba po raz trzeci

O serii książek Twój Anioł z nieba pisałam już dwa razy (zobacz recenzje tu i tu ). Są to niezbyt długie książeczki opowiadające o przygodach Antka oraz jego Anioła Stróża. Dziś chciałabym wam pokazać kolejną część tego cyklu.


"Jak pocieszyć Matyldę?" to już piąta książeczka z tej serii. Tym razem opowiada o tym jak Antek ze swoim Aniołem chcieli pomóc Matyldzie- starszej siostrze. Dziewczynka była zła, smutna i sfrustrowana. Wszystko ją złościło i chciało jej się płakać. Antek postanowił ją rozweselić, ale niestety jego próby okazały się bezowocne. Czasem jednak najlepsze rozwiązania przychodzą same.
Książka opowiada o relacjach rodzeństwa, czasem napiętych, a mimo to pełnych miłości. Chyba każdy kto ma brata czy siostrę wie o co chodzi. Antek, choć chciał dla siostry dobrze, to tylko pogarszał całą sytuację. Z opowieści płynie bardzo ważne przesłanie- złe myśli i zły humor potęgują się, a także zarażają innych. Ale jest też dobra wiadomość- to działa także w drugą stronę. Dobre myśli, uczynki, uśmiech, czułe gesty także działają na innych, może nawet jeszcze bardziej. Każdy człowiek nosi w sercu radość i miłość, tylko nie zawsze potrafi to okazać.
Osobiście bardzo lubię książki z tej serii. Są dość krótkie, a jednocześnie bardzo wartościowe. Przekazują najmłodszym czytelnikom ważne sprawy w zabawny i lekki sposób. To wartościowe lektury i warto takie książki podsuwać dzieciom.
Tekst jest napisany dużą czcionką, idealną dla dzieci, które dopiero opanowały sztukę czytania. Do tego całość okraszona humorystycznymi ilustracjami. Dla mnie to książki na szóstkę!



Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Oprawa: miękka
Liczba stron: 64
Rok wydania: 2016
Cena: 14,90 zł aktualnie promocja 12,66 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj


 

piątek, 25 listopada 2016

Skrzat nie śpi...

Kiedy wspominam książki z mojego dzieciństwa w pierwszej kolejności przychodzą mi do głowy "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiałam tą książkę i mam do niej ogromny sentyment. Mimo to chyba nie zdarzyło mi się przeczytać innej powieści Astrid Lindgren. Aż do ostatniego tygodnia, kiedy otrzymałam książkę "Skrzat nie śpi" wydaną przez wydawnictwo Zakamarki.


Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl na opisanie tej książki to "klimatyczna". Wyobraźcie to sobie...Zima, ciemna noc, mała wioska gdzieś w głębi lasu. Samotna, stara zagroda, srogi mróz, biały śnieg. Wszyscy śpią głębokim snem. Czy wszyscy? Okazuje się, że nie, bo w tej zagrodzie mieszka też skrzat, który nie śpi. Wychodzi nocą ze swojej kryjówki i czuwa nad mieszkańcami zagrody. Zagląda do zwierząt i do dzieci, rozmawia z nimi, dba, żeby nic im nie zabrakło. A jedyny dowód na jego obecność to ślady małych stóp pozostawione na śniegu.
Mi takie opowieści bardzo działają na wyobraźnię. Filipkowi też, bo słuchał jak zaczarowany, a kiedy skończyliśmy czytać powiedział tylko "chcę jeszcze raz".
Tą książkę czyta się inaczej niż zwykłą bajkę, ona ma niepowtarzalny klimat. Jest idealna na wyciszenie się. Oczywiście połowa sukcesu to ilustracje, które są równie magiczne jak sama opowieść.Niby proste, a mają w sobie to coś.
Książka jest cudowna, bardzo się cieszę, że trafiła do naszej biblioteczki. Mogę ją polecić z czystym sercem.




Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Zakamarki
Autor: Astrid Lindgren & Kitty Crowther
Liczba stron: 28 stron
Oprawa: twarda z płóciennym brzegiem
Cena: 29,90 zł, obecnie 26,91 zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



poniedziałek, 21 listopada 2016

Kubuś w szpitalu

Kuba do tej pory praktycznie nie chorował. Zdarzył mu się kilka razy katarek i w zasadzie tyle. A jak zachorował kilka dni temu to od razu z przytupem tak, że wylądowaliśmy w szpitalu. Diagnoza? Zapalenie krtani. Ale zacznijmy od początku.
W nocy z niedzieli na poniedziałek Kubuś miał temperaturę 38 stopni, która później z niewielkimi wahaniami utrzymywała się przez cały dzień. Nic mu nie podawałam, bo jestem zdania, że niewielka gorączka to stan potrzebny i nie należy z tym walczyć. Poza tym dziecko było uśmiechnięte, żywiołowe, jadło jak zawsze. Gdyby nie to, że termometr pokazywał niezbicie, że temperatura jest wyższa niż normalnie nie powiedziałabym, że cokolwiek maluchowi dolega. Stwierdziłam, że pewnie idzie ząbek i stąd gorączka.
We wtorek Kuba wstał na oko zdrowy, już bez temperatury, która sama spadła jeszcze poprzedniego wieczoru. Jednak w ciągu dnia kilka razy zakasłał. Stwierdziłam, że w środę z rana wybiorę się na wszelki wypadek do pediatry. Teraz wiem, że kaszel był bardzo charakterystyczny, taki dźwięczny-szczekający. Wtedy jednak tego nie skojarzyłam, bo Kuba kaszlał po raz pierwszy i nie miałam porównania.
Wieczorem kładłam praktycznie zdrowe dziecko spać. Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzy....Około 22 Kuba nagle się przebudził wydając bardzo dziwne dźwięki. Miał taki gruby głos, chciał kaszleć ale jakby nie mógł, jego głos przypominał gigantyczną chrypę. Wystraszyliśmy się bardzo, ale wzięłam go na ręce i po chwili z powrotem usnął. Mąż stwierdził, że może jakaś flegma mu spłynęła i osiadła na strunach głosowych. Ja panikara miałam już wizję jakiegoś zapalenia płuc.
Po kilku minutach snu Kuba znów się obudził i sytuacja się powtórzyła. Dziwny kaszel, trudności z wydobyciem dźwięku a w końcu trudności z oddychaniem, mieliśmy wrażenie, że dziecko się dusi. Podczas gdy ja nosiłam i uspokajałam Kubusia mąż zadzwonił na pogotowie. Pani z dyspozytorni kazała dziecko nosić w górze, przebrać i czekać na lekarza. W międzyczasie "atak" minął pozostała tylko gigantyczna chrypa. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, pieluszki, ubranka na przebranie, książeczkę zdrowia, bo czułam, że skończy się to szpitalem.
Po kilku minutach przyjechało pogotowie. Lekarz stwierdził, że Kuba ma zapalenie krtani i koniecznie musimy jechać na jakiś dyżur pediatryczny. Miałam do wyboru jechać taksówką, budzić Filipka i jechać samochodem lub pojechać karetką. Choć niechętnie, to lekarz zgodził się na ostatnią opcję. Pojechaliśmy do szpitala dziecięcego gdzie jak zwykle najpierw musiałam odpowiedzieć na dziesiątki pytań i podpisać stosy dokumentów. Kubusiowi założono wkłucie i dostał dożylnie steryd. Został zbadany przez laryngologa, zrobiliśmy inhalację i przyjęto nas na oddział. Kubuś padł jak tylko znaleźliśmy się na sali. Bałam się, że nie będzie chciał spać w szpitalnym łóżku, ale był tak zmęczony, że nie zrobiło mu to różnicy. Ja całą noc siedziałam obok na krześle. Dzień w szpitalu minął nam całkiem dobrze. Na oddziale panowała bardzo miła atmosfera, personel był sympatyczny i naprawdę nie było na co narzekać. Kubuś jeszcze rano dostał steryd dożylnie, a później już tylko inhalacje. W międzyczasie zostaliśmy sami na sali, więc kolejnej nocy czułam się dużo swobodniej i nawet spałam na kocu, na podłodze. Kubuś miał prawdziwe szczęście, bo podczas całego pobytu tylko raz był ukłuty (na pogotowiu przy założeniu wenflonu), nawet krew do morfologii miał pobieraną z wkłucia.Do domu zostaliśmy wypisani w czwartek około godziny 10 z zaleceniem inhalacji przez kilka dni i podawania syropu.
Kuba pobyt w szpitalu zniósł bardzo dobrze. Rozrabiał najbardziej ze wszystkich dzieci na oddziale, nie szło go utrzymać w sali. Niewiarygodne jak dzieci szybko adaptują się do nowych miejsc i sytuacji. Początkowo Kuba nawet na chwilę nie dał się położyć do szpitalnego łóżka, płakał przy przewijaniu, a po kilku godzinach bez problemu mogłam go nawet na chwilę zostawić i wyjść np. do toalety.
Powiem wam, że panicznie bałam się momentu, w którym któryś z chłopców trafiłby do szpitala. Stwierdzam jednak, że nie ma co nastawiać się na najgorsze. Choć wiadomo, że szpital to nic przyjemnego, to jednak ma swoje plusy. Warunki wciąż pozostawiają wiele do życzenia, ale mam nadzieję, że to będzie szło ku lepszemu.
Zapalenie krtani to choroba wirusowa i niestety złapała chyba całą naszą rodzinę. U dorosłych to przebiega nieco inaczej ze względu na w pełni rozwinięty układ oddechowy. U niemowląt i dzieci to wszystko jest węższe stąd też choroba jest groźniejsza. Filipek miał w tym tygodniu wrócić do przedszkola, niestety w niedzielę i jego dopadł duszący, szczekający kaszel, a lekarka w weekendowej opiece stwierdziła, że prawdopodobnie złapał to samo. Zamiast przedszkola mamy więc inhalacje i syropy...
Czy te choróbska kiedyś się skończą? Od września bez przerwy w naszym domu słychać kaszel i smarkanie...

sobota, 19 listopada 2016

O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus


Książek dla dzieci wydano tysiące, jedne są lepsze inne trochę gorsze. Niektóre prawie na pamięć znamy, a inne dopiero z recenzji poznamy. Nie, nie martwcie się, nie będę pisać marnym wierszem;)
Chciałabym dziś pokazać Wam kolejną piękną książeczkę, która trafiła do mnie za pośrednictwem Wydawnictwa Promic.
"O tym, co małe mrówki podarowały Dzieciątku Jezus i inne historie" to książka, w której znajduje się pięć różnych bajeczek. Bohaterami każdej opowieści jest ktoś inny- małe mrówki, ptaszek Timmi, dziewczynka o imieniu Sofia oraz dwaj chłopcy wraz ze swoimi Aniołami Stróżami.
Mrówki, jak wskazuje tytuł szykowały prezent dla nowonarodzonego Dzieciątka Jezus, nie chciały być gorsze od mędrców i pastuszków. Ptaszek Timmi uczył się cierpliwości i tego, że warto mieć nadzieję. Sofia, dzięki radom swojej babci nauczyła się czym jest pokora oraz bezinteresowność. A Aniołowie dzięki współpracy i dobremu planowi doprowadzili do przyjaźni pomiędzy nielubiącymi się chłopcami.
Każda opowieść przekazuje jakiś morał, jakąś życiową prawdę. Najmłodsi czytelnicy mogą dowiedzieć się, że nawet będąc biednym zawsze można coś podarować drugiej osobie, że każda osoba może być darem dla innych, że każdy człowiek jest wyjątkowy, a pokora to potrzebna cnota.
Bajki napisane są przystępnym językiem, opisują zdarzenia, które dziecko może bez trudu pojąć. Całość uzupełniają piękne, kolorowe ilustracje.
Książka jest bardzo ładne wydana. Świetnie sprawdzi się jako prezent np. na Mikołaja.




Kilka informacji o książce:
Autor: Maria Luisa Equez, Elisa Tromba
Wydawnictwo: Promic
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 56
Oprawa: twarda
Cena: 19,90 zł, aktualnie 16,90zł
Książka na stronie wydawnictwa klik



wtorek, 15 listopada 2016

W co się bawić z dwójką dzieci

Bycie mamą dwójki dzieci to nie lada wyzwanie. Dopóki Kubuś był maleńki nie było większych problemów. Wystarczyło mu,że był blisko, leżał w leżaczku czy na łóżku, a ja mogłam poświęcać czas Filipkowi. Schody zaczęły się, kiedy Kuba zaczął się przemieszczać i zrobił się ciekawy świata.
Różnica między moimi chłopcami to równo 2,5 roku. Kubuś obecnie ma 13 miesięcy, a Filip 3 latka i 7 miesięcy. Obaj chcą się bawić, obaj wymagają ode mnie uwagi. Pojawiła się zazdrość, kłótnie, bicie się (właściwie godzina bez dania sobie po razie to dla moich dzieci godzina zmarnowana). Jednocześnie chcą się razem bawić, ale nie bardzo jeszcze potrafią. Kuba Filipowi psuje, chce robić wszystko to samo, Filip się złości i wojna gotowa. Zresztą co ja będę opowiadać- na pewno to znacie.
Dziś chciałabym wam przedstawić kilka propozycji, w co można się pobawić z dwójką dzieci o takiej różnicy wieku. Mamy kilka sprawdzonych zabaw:
  • Kółko graniaste- zabawa, którą moi chłopcy uwielbiają. Świetnie bawi się zarówno roczniak, jak i trzylatek. Mogą bawić się naprawdę długo. Zabawa jest na tyle prosta, że nawet Kubuś rozumie zasady. 
  • Tańce- chłopaki uwielbiają tańczyć. Jak już nie mam pomysłu co z nimi robić, to po prostu włączam radio lub polo tv i zabawa gotowa.
  • Zabawy z piłką-turlanie do siebie, rzucanie, gra w kolory. Oczywiście Kubuś nie rozumie o co chodzi w kolorach, ale zawsze ja jestem z nim w drużynie;)
  • Chowanego- każdy zna, więc nie muszę tłumaczyć o co chodzi. Chłopcy uwielbiają.
  • Układanie klocków-i tu świetnie sprawdzają się klocki Mega Blocks- są duże, łatwe do łączenia, idealne jako pierwsze klocki dla dziecka
  •  Domek w kartonie-w dużym pudełku wycięliśmy drzwi i okna i zrobiliśmy chłopcom domek. Przez kilka dni ta zabawa była hitem. Wchodzili razem do domku, znosili tam zabawki, zamykali jeden drugiego. A jak się znudziło, to bez żalu wynieśliśmy na śmietnik;)
  • Patyczaki-zabawa grą patyczaki. Filip lubi układać obrazki, a Kuba bawić się tymi patyczkami. Jedna z niewielu gier, która nadaje się i dla malucha i dla starszaka. Polecam.
  •  Odgrywanie scenek-Filip jak pewnie każdy trzylatek uwielbia bawić się we wszelkie scenki. Lekarz, sklep, przedszkole, gotowanie. Kiedy ma ochotę na taką zabawę, bawię się z nim włączając w to Kubusia, np.przychodzę po zakupy z moim małym niegrzecznym synkiem, który rozrzuca wszystkie produkty (przypominam naszą zabawę w sklep, która ciągle jest w użyciu klik ), czy przychodzę z synkiem do lekarza i Filip go bada. 
A wy jakie macie patenty na zabawę z dwójką dzieci? 

wtorek, 8 listopada 2016

Gąsienica- praca plastyczna

Dziś mam dla Was pomysł na pracę plastyczną. Do jej wykonania potrzebne będą:
  • kartka z bloku technicznego
  • kilka liści
  • pędzelek
  • zielona farba
  • 5 okrągłych wacików kosmetycznych
  • klej
  • flamaster
  • sztuczne oczy (można zastąpić papierem kolorowym lub narysować)

Waciki malujemy farbą na zielono. Następnie przyklejamy na kartkę jeden obok drugiego, tak aby się stykały. To jest nasza gąsienica.


Na pierwszym płatku przyklejamy sztuczne oczy. Pod gąsienicą przyklejamy liście. Następnie flamastrem dorysowujemy "włoski" oraz buzię (z buzią można poczekać aż waciki wyschną, żeby się nie rozmazała).


I gotowe:)


piątek, 4 listopada 2016

Humor slowny #8

Lubię czasem specjalnie prowokować Filipka do rożnych wypowiedzi.
Ja:-Proste jak świnki ogonek, bo ogonek świnki jest prosty, nie?
Filip:-nie jest. Jest zawiązany
Ja:-ale jak zawiązany?
Filip:-no z taką plentelką


Filip jak chce powiedzieć "nie ma takiej opcji" to mówi: "nie ma takiej aukcji" :D


Rozwiązujemy książeczkę. Zadanie polega na przyporządkowaniu zajęć do członków rodziny np. mama-gotowanie itd. Filip łączy tatę z pracą przy komputerze. Mówię, że bardzo dobrze, bo tatuś tak właśnie pracuje. Na co Filip łączy drugą linią komputer z mamą i mówi:
-ale ty też lubisz sobie popstrykać


-Mamo, pobaw się ze mną ciastoliną.
-Dobrze tylko wiesz co ja chciałam pójść się kąpać.
-Nie martw się, mi nie przeszkadza, że ty śmierdzisz


-Filip, kto to jest żona?
-żona to jest taka młoda dziewczyna
-A ty znasz kogoś, kto jest żoną?
-tylko ciebie
-A czyją ja jestem żoną?
-moją.


-Filip, czemu ty płaczesz?
-Bo tata dał mi przyzwolenie, żebym ja płakał.


Wychodzimy na spacer i widzimy niedaleko panią, która sprząta na naszym osiedlu. Filipek bardzo ją lubi.
-zobacz Fifi, twoja ulubiona pani sprząta
-nooo, moja najbardziejsza ulubienica


Filip karmi Kubusia.
-proszę...
Po chwili dodaje:
-ty żarłaczu


Kiedy coś mu się uda, np. coś narysuje mówi: Jestem ze siebie dumny


-Filip, jak myślisz po co się chodzi do kościoła?
-żeby być niegrzecznym?


-Filip, jak będziesz dziś niegrzeczny, to cię nie zabiorę jutro ze sobą na miasto.
-To ja cię jutro przeproszę za tą niegrzeczność i mnie zabierzesz.


Filip je bułkę i odkłada skórki.  Tata mówi, żeby skórki z bułki też jadł, na to Filip:
-Nie będę jadł skórki. Jeszcze mi się przyklei do gardła i będę wymiotowywał.


Filip się inhalował i próbował wykorzystać młodszego brata:
-Kuba, może byś się poinhalował za mnie?


Odbierałam Filipka z przedszkola. W pewnym momencie pobiegł z powrotem do pani przedszkolanki i mówi do niej: Przepraszam cię za wszystkie moje jutrzejsze psoty :D


-Filipku, jak nazywa się ptaszek z żółtym brzuszkiem?
-sikorka
-A z czerwonym?
-nie pamiętam
-gi....
-gilotek!


-Filip, dziewczyny mają siusiaki?
-Nie mają
-A co mają?
-dziurki do sikania
-skąd wiesz?
-Bo mi mówiłaś. Ale nie wiem jak wyglądają bo mi nigdy nie pokazałaś.


Kiedy powiedział coś śmiesznego, mówię: Czekaj muszę to zapisać. A Fifi na to:
-oj lepiej nie zapisuj, bo później wszyscy będą się z tego śmiać.


-Filipku proszę posprzątać swój pokój.
-Nie będę psontał. Zapomnij o tym mamo.


-Fifi sprawdź czy Kubuś się nie obudził
-Mamusiu, śpi jak susła


Kiedy wzięłam zeszyt, żeby zapisać jakieś jego powiedzonko:
-Zapisujesz to? Dobrze, przeczytaj to całemu facebookowi;D

Rano poszedł siku, po czym nam oznajmił (o spłuczce):
-wiecie co, zepsuł się wcisek w sedesie. Jak się naciśnie to nie zmywa.

wtorek, 1 listopada 2016

Nie obchodzę Halloween

Ostatnie dni października to czas, kiedy Internet zalewa fala halloweenowych wpisów. Nie da się ukryć, że z roku na rok popularność tej zabawy wzrasta i można śmiało stwierdzić, że Halloween zakorzeniło się już u nas na dobre. Bawią się dorośli, bawią się nastolatkowie i bawią się dzieci..,niestety. Szczerze mówiąc przeraża mnie ten trend, że to wkroczyło już nawet do przedszkoli. Cieszę się, że nasze przedszkole nie wpadło na pomysł zorganizowania balu z tej okazji.
Oczywiście to każdego prywatna sprawa w co wierzy, jakie ma zasady i w co się bawi. Ja jednak nie chcę uczestniczyć w tym "święcie" i nie chcę, żeby robiły to moje dzieci. Dlaczego? Bo nie widzę powodu dla którego miałabym choć na jedną noc w roku utożsamiać się z demonami, wampirami, zombiakami i innymi paskudnymi stworami. Wiele osób twierdzi, że to tylko niewinna zabawa, ale czy na pewno? Gdzie jest granica? Tak naprawdę nie możemy mieć pewności, że to pozostanie bez echa. Licho nie śpi, jak to mówią.
Nawet dla zabawy nie chcę mieć z tym nic wspólnego. I nie chcę moich dzieci narażać.
Sama idea chodzenia po domu, zbierania słodyczy i przebierania się faktycznie jest fajną zabawą i atrakcją dla dzieciaków. Ale gdy dołożymy do tego te wszystkie upiorne gadżety i przebrania, to już robi się mniej fajnie. Kiedyś mi się to podobało,teraz jednak patrzę trochę inaczej.
Być może nie spodoba wam się to, co teraz napiszę, ale dla mnie małe dzieci poprzebierane w te ohydne stroje wyglądają okropnie. Jak widzę niemowlaka w rampersie w formie kościotrupa, to aż mi się coś robi. Dla mnie to jest obrzydliwe i naprawdę dziwię się rodzicom, którzy widzą w tym coś fajnego.
Dzieci są piękne i niewinne. Po co je wciągać w takie brzydkie zabawy? Po co je, choćby na jeden dzień otaczać taką brzydotą?
A czy pomyśleliście o tym, że wrażliwe dzieci mogą mieć po Halloween traumę? Niektóre dekoracje i przebrania są naprawdę ohydne i bardzo straszne! Czy kilkuletnie dziecko na pewno zrozumie, że to tylko zabawa? Nie jestem przekonana. Ja sama czuję niesmak patrząc na te wszystkie zdjęcia na facebooku, bo naprawdę niektórym halloweenowej fantazji nie brakuje. 
A więc my nie obchodzimy Halloween. Nie wydrążamy dyni, nie przebieramy się za upiory. Nie utożsamiamy się z demonami nawet na jedną noc w roku. 
Nie oceniam ludzi, którzy obchodzą Halloween, bo to każdego prywatna sprawa. Ale zastanówcie się czy na pewno warto w to wciągać dzieci.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...