niedziela, 26 kwietnia 2015

Małe Zoo w Leonowie + działka

Nareszcie pogoda dopisała i mogliśmy spędzić miły rodzinny weekend na świeżym powietrzu. Sobota już od rana zapowiedziała się pięknie- Filip zrobił niespodziankę i pospał do 7:45 (od kilku miesięcy pobudki o 6), więc wstaliśmy w dobrych humorach. A jak zobaczyliśmy piękne słońce to już wiedzieliśmy, że to będzie miły dzień.
Postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do Małego Zoo w Leonowie. Jest ono położone tylko 15 km od Lublina, więc dosłownie kilkanaście minut drogi. W małym zoo mieszkają sympatyczne zwierzęta- osiołki, lama, konie, wielbłąd, świnki, kozy, krowy, strusie, kangur, żółwie, gęsi, bocian. Wszystkie są oswojone i chętne do jedzenia- można przywozić im swój suchy chleb. Zaopatrzeni w siatę pieczywa mogliśmy pokarmić zwierzaki- Filipkowi najbardziej podobało się karmienie świnek. Oddał im wszystkie zapasy, a potem kłócił się, że nie ma chleba dla konia;D Teren zoo to naprawdę spory obszar- jest plac zabaw, tor przeszkód, dwa dinozaury oraz kilka miejsc na ognisko/grill. To chyba największa zaleta tego miejsca- można pojechać całą rodziną i naprawdę fajnie spędzić czas na grillowaniu przy okazji korzystając z przyrody i obecności zwierząt. Bardzo podobało mi się to, że jest kilka tych miejsc grillowych, a  nie jedno duże jak np. w Wojciechowie. Dzięki temu każda rodzina może sobie znaleźć swój zakątek i spędzać czas we własnym gronie. Są nawet namioty z miejscem do grillowania. Wstęp do zoo nie kosztuje dużo- 10 zł od osoby dorosłej, 8 zł za dziecko powyżej 3 lat, a maluchy bezpłatnie. Naprawdę niewiele, a można miło spędzić czas.
Oczywiście są też minusy. Zabrakło mi tabliczek z opisem zwierzaków. W takich miejscach lubimy poczytać informacje o danym gatunku, a jeszcze lepiej o konkretnym osobniku z którym mamy do czynienia. Fajnie byłoby znać imiona zwierząt i wiedzieć co nieco o ich historii czy charakterze. Minusem są też słabo zabezpieczone wybiegi. Skręcony dwulatek bez przeszkód wejdzie na wybieg konia czy wielbłąda. Może jestem nieco przewrażliwiona, ale do dziecka jednak trzeba mieć ograniczone zaufanie. Niestety cały czas miałam świadomość, że nie mogę spuścić Filipka z oczu nawet na chwilę.
W zoo organizowane są również imprezy np. urodziny, są też dmuchane place zabaw (choć jak my byliśmy to ich nie widziałam). Z tego co widzę po stronie internetowej placówka stale się rozwija, a to wielki plus. Zapraszam po więcej informacji na http://mini-zoo.pl/ oraz zachęcam do wycieczki w to miejsce. Koniecznie z kiełbaską na grilla;)
A tutaj fotorelacja:





Jedno z miejsc do grillowania:




Plac zabaw:





Filip stwierdził, że to klocki i zabrał się za układanie:D Swoją drogą takie klocki (gdyby były wyszlifowane i nie miały drzazg) to bardzo fajna zabawa- były takie na Jarmarku Jagiellońskim i cieszyły się ogromnym zainteresowaniem wśród dzieciaczków:


Plac zabaw z opon- super sprawa!






Aaaa dinozaur zjadł mi męża!




Dużo miejsca do biegania!



Filipek pytany o to jakie zwierzę w zoo podobało mu się najbardziej nieustannie odpowiada, że kot:D Niestety kot na widok Filipka uciekał gdzie pieprze rośnie:D




Niedziela przywitała nas jeszcze ładniejszą pogodą, więc pojechaliśmy na działkę. Sezon oficjalnie rozpoczęty:) Filipek był bardzo zadowolony i o dziwo grzeczny. Podlewał kwiatki, spacerował, bawił się w piaskownicy. Do tego miał babcię i dziadka, więc nic więcej do szczęścia dziecku nie trzeba;)





Wielka pszczoła:D


Pomocnik dziadzia


To był wspaniały weekend, cały spędzony na świeżym powietrzu. Wypoczęliśmy, spędziliśmy razem czas i naładowaliśmy akumulatory na następny tydzień!
A wam jak minął weekend?

piątek, 24 kwietnia 2015

Zabawy z dzieckiem nr 7

Mój dwulatek jest coraz bardziej wymagający jeśli chodzi o zabawy, a ja muszę wykazywać się coraz większą kreatywnością. Zobaczcie jakie zajęcia towarzyszyły nam w ostatnich dniach:) Jednocześnie zachęcam do dzielenia się swoimi pomysłami, chętnie skorzystam:)


1. Drukowane zadania

Filipek bardzo lubi rozwiązywać różne zadania (szczególnie te z naklejkami). Aby nie zbankrutować na książeczkach wyszukuję zadania w Internecie i drukuję. Filip lubi dopasowywanie obrazków (np. znajdywanie takich samych, łączenie z cieniem), obrysowywanie, doklejanie elementów itd. Bardzo ładnie łączy już linią dwa elementy. Potrafi też obrysować w kółko.



2. Dopasowywanie obrazków

Druga wersja poprzedniej zabawy. Poszczególne elementy wycinam, a Filipek dopasowuje (np. obrazek z jego cieniem).



3. Geometryczna dopasowywanka

Drukujemy lub rysujemy  obrazek złożony z figur geometrycznych oraz osobno wszystkie figury, które wchodzą w skład obrazka (np. z papieru kolorowego lub pokolorowane kredkami). Zadanie polega na dopasowaniu figur do obrazka i przyklejeniu ich. Ja wykorzystałam obrazek znaleziony w Internecie. Kiedy wycinałam figury stwierdziłam, że chyba będzie zbyt skomplikowany dla Filipka. Jednak mój dwulatek niesamowicie mnie zaskoczył - każdy element poprawnie dopasował i nie sprawiło mu to praktycznie żadnego problemu! Ładnie smarował  klejem i przyklejał na obrazek. Był niesamowicie skupiony i zaangażowany! Bardzo spodobała mu się taka zabawa i był bardzo dumny z efektu pracy (ja też!). Obrazek został przyczepiony na lodówkę i Filipek co chwila podchodził, oglądał i mówił, że zrobił "siam".






4. Obrazek z figur

Potrzebujemy: białą kartkę, klej, nożyczki i papier kolorowy. Z papieru wycinamy różne figury. Zadanie polega na ułożeniu z nich obrazka i przyklejeniu na kartkę. Mogą to być konkretne rzeczy lub wesoła twórczość dziecka;)






A tutaj praca zupełnie samodzielna:



5. Co zniknęło?

Układam kilka przedmiotów i proszę Filipka, żeby wymienił, co widzi. Następnie odwraca się, a ja chowam jedną rzecz- Filipek mówi, co zniknęło.




Jeśli nie widzieliście jeszcze wszystkich wpisów z tej serii, to zapraszam do zakładki Zabawy z dzieckiem

wtorek, 21 kwietnia 2015

Odsmoczkowany i odstawiony

Mój dwulatek jest już odsmoczkowany i odstawiony od piersi. Dziś chciałabym wam napisać kilka słów o tym jak wyglądały u nas te dwie drogi.
Zacznijmy od smoczka. Według mnie niepotrzebne demonizowanego. Wiele razy słyszy się jakie to zło, żeby najlepiej dziecku wcale nie dawać. Zapomina się tylko o tym, że niemowlę na maturalną potrzebę ssania. A skoro ma potrzebę, to musi ją jakoś zaspokoić. Jak nie smoczkiem, to i tak znajdzie sposób, np. paluszek.
Filipek dostał smoczka jak miał ok 2 tygodnie. Bez przerwy wisiał przy piersi, a ja miałam problem z tym, żeby normalnie siąść i zjeść. Smoczek dał mi chwilę oddechu. I nie, nie zaburzył dziecku odruchu ssania, bo synek i tak został mlecznym maniakiem.
Kiedy Filipek miał 4-5 miesięcy, zaczął wydawać różne dźwięki, automatycznie smoczka używał mniej- przeszkadzał mu i wypadał. Około 8-10 miesiąca smoczek był już właściwie tylko do zasypiania (zazwyczaj kiedy Fifi usnął głęboko to smoczek wypadał), na spacery i do samochodu. Nie wiem czemu, ale to było obowiązkowe, tak się maluszek przyzwyczaił. Smoczek na spacerach cieszył mnie, była zima i przynajmniej dziecko nie łykało zimnego powietrza. Z upływem każdego miesiąca Filip używał smoczka coraz mniej. Po roczku, kiedy zaczął powoli mówić to już praktycznie tylko do spania. Jakoś ok 22 miesiąca Filip przestał praktycznie używać smoczka, czasami nawet nie wiedziałam, gdzie jest. Kiedy zaczęliśmy ograniczać pierś przygotowując się do odstawienia, smoczek na kilka dni wrócił do łask. Szybko jednak się znudził, wylądował gdzieś za łóżkiem i przestał być potrzebny. I tym sposobem Filip całkiem sam zrezygnował z dojenia smoczka.
Nie musiałam go zabierać, obcinać, wyrzucać. Nie było płaczu, histerii i nieprzespanych nocy. Wszystko odbyło się zupełnie naturalnie. Po prostu Filip utracił potrzebę używania smoczka.
Jestem przeciwna temu, co obserwuję wśród młodych rodziców- odstawianie od smoczka na siłę, najlepiej zaraz po roczku. Jestem zdania, że dziecko ma swoje potrzeby i przyzwyczajenia i powinniśmy to szanować. To, że jesteśmy dorośli nie powinno sprawiać, że sprawujemy nad dzieckiem absolutną władzę. My raczej nie czulibyśmy się fajnie, gdyby z dnia na dzień zabrano nam (wyrzucono, zniszczono itd.) coś, co bardzo lubimy. Dlaczego więc takie metody stosuje się w stosunku do dzieci? Bardzo zapadło mi w pamięć zdanie, które powiedziała jedna pani psycholog (niestety nie pamiętam nazwiska) w wywiadzie dotyczącym odsmoczkowywania. Powiedziała ona: "odczepcie się od tych maluchów". I ja się z tym zgadzam.
Wiem, że są dzieci, które smoczka używają praktycznie bez przerwy, że to może stanowić problem. Ale mimo wszystko polecam metodę małych kroczków i stopniowego ograniczania, zamiast terapii szokowej.

A jak było z piersią ? Długo trwała ta droga, bo aż dwa lata. Kiedy zaraz po porodzie ktoś by mi powiedział, że będę tyle karmić, to padłabym ze śmiechu. Moja granica to było pół roku. Tyle planowałam na początku. Kiedy minęło pół roku, stwierdziłam, że jednak do roczku. A po roczku, że zobaczymy;)
Początkowo nie zapowiadało się fajnie. Urodziłam przez cesarskie cięcie, w dodatku za wcześnie. Zaowocowało to brakiem pokarmu. Przez pierwsze trzy doby nie było nic, myślałam, że nici z naturalnego karmienia. Na szczęście położna motywowała mnie do przystawiania dziecka i odciągania pokarmu. Ponieważ synek nie leżał przy mnie, siedziałam godzinami na łóżku i próbowałam odciągać mililitry pokarmu do kubeczka. Każdego dnia było coraz więcej, aż rozkręciło się na dobre. Nie raz śmiałam się, że bym dwójkę wykarmiła. Filipek od początku był fanem leżenia przy cycu. Całymi dniami wylegiwaliśmy się w łóżku (narzekałam wtedy-o ja głupia!), zawsze karmiłam na leżąco, bo tak odpoczywałam. Czytałam nawet książki podczas tych wielogodzinnych sesji;) A Filipek przybierał na wadze jak szalony i szybko przegonił swoich rówieśników urodzonych o czasie. Pokochałam karmienie piersią. W piątym miesiącu zaczęłam wprowadzać Filipkowi pokarmy stałe (początkowo raz dziennie 2-3 łyżeczki), ale mniej więcej do 7-8 miesiąca mleko było absolutną podstawą. Z czasem wprowadziliśmy obiadki , kolacje i śniadania. Liczba karmień się zmniejszyła, ale karmiłam nadal zarówno w dzień, jak  i w nocy. Oczywiście wiele razy słyszałam, że powinnam już to skończyć, ale że niewiele mnie obchodzi opinia innych, to dalej robiłam swoje. Karmienie piersią nie było dla mnie uciążliwe, nie wpływało źle na stan zdrowia, więc nie widziałam powodu, żeby rezygnować.
Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży zaczęłam myśleć o odstawieniu Filipka od piersi. Wiem, że ciąża nie jest przeciwwskazaniem i można z powodzeniem kontynuować karmienie, a nawet później karmić dwójkę. Jednak doszłam do wniosku, że przy mojej posturze i masie ciała nie będę ryzykować takiego obciążenia. Podjęłam decyzję i chciałam przejść do działania. Bałam się okropnie, że Filipek poczuje się odrzucony, że będzie płakał, ogólnie, że będzie ciężko. Zastosowałam metodę małych kroczków, czyli zaczęłam ograniczać karmienie. Często gdy Filipek przychodził po mleczko, zagadywałam go, zajmowałam czymś innym i mówiłam, że mamę teraz cycuś boli, albo, że cycuś śpi. To samo robiłam w nocy. O dziwo w w ciągu dwóch dni Filip praktycznie przestał próbować. Zupełnie naturalnie to przyjął, bez ani jednej łzy, szarpania za bluzkę i innych niefajnych historii! Zbiegło się to w czasie z przyjęciem urodzinowym, więc tłumaczyłam synkowi, że ma dwa latka, jest już duży, zdmuchnął świeczkę na torcie i już nie bardzo wypada doić cyca. Moje mądre dziecko zaakceptowało tą zmianę w swoim życiu! Zaobserwowałam tylko, że od tego czasu ma często ataki czułości- przychodzi się przytulać, całuje, ściska za nogę czy rękę robiąc przy tym słodkie "mmmmmmm" :) Lubi też być głaskany i sam się upomina. Także same plusy z tego odstawienia! Tą czułością Filipek chyba rekompensuje sobie brak czułości przy piersi.

Wiem, że zarówno przy smoczku, jak i przy piersi poszło nam wyjątkowo łatwo. Są różne dzieci i przez to różne reakcje. Polecam tylko wsłuchiwanie się w potrzeby swojego malucha i przede wszystkim szanowanie jego zwyczajów i potrzeb. Warto podejść do sprawy ze zrozumieniem i nie robić nic na siłę. Oszczędzi to nam nerwów, a dziecku niepotrzebnego stresu i żalu.
A jak było u was? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach.


sobota, 18 kwietnia 2015

Ciąża-trymestr I

Powolutku dobiega końca pierwszy trymestr ciąży. Dziś zaczynam 13 tc, co oznacza, że już za tydzień wkroczymy w trymestr drugi. Z jednej strony szybko, a z drugiej dłuży się, bo już nie mogę się doczekać jak przytulę tego malucha.
Ciążę znoszę jeszcze lepiej niż przy Filipku, a myślałam, że to nie jest możliwe. Wtedy często mnie mdliło (choć na szczęście nie zwracałam), odrzuciło mnie od mięsa, wędzonego, smażonego, bananów, zapachu kosmetyków (głównie męskich). Miałam krwawienie na samym początku. A teraz? Nic:D Dosłownie ciężko mi uwierzyć, że jestem w ciąży, bo prawie tego nie odczuwam.
Jak dotąd jedyne objawy to: powiększony tyłek tak, że żadne spodnie już na mnie nie wchodzą, powolutku zaokrąglający się brzuszek, widoczny na razie tylko popołudniu. Zapachy mnie nie drażnią, apetyt mam jak nigdy w życiu, ciągle jem i jem:D Co chwila nachodzą mnie zachcianki (przy Filipku może raz czy dwa przez całą ciążę). Odrzuciło mnie jedynie od niektórych zup. No i nerwowa jestem strasznie;) Nie wiem jak ten mój mąż ze mną wytrzymuje.
W tym tygodniu miałam usg. Szłam na nie zestresowana, że coś będzie nie tak, albo, że w ogóle dziecka nie ma (no bo objawów ciąży przecież brak). Ale kiedy tylko lekarka przyłożyła sondę usg do brzucha od razu zobaczyłam mojego maluszka. Leżał sobie grzecznie, dał wszystko obejrzeć i zmierzyć, a pod koniec się rozbrykał. Ma już 4,6 cm licząc od główki do pupci:) Byłam bardzo zadowolona z przebiegu badania- ekran cały czas był zwrócony w moją stronę i pani doktor wszystko mi pokazywała. Nosek, rączki, nóżki, pępowinę, nawet malusieńkie paluszki. Słyszałam też bicie serduszka. To wspaniałe chwile dla każdej mamy. No i najważniejsza wiadomość- wszystko jest w porządku, parametry w normie, pani doktor powiedziała, że nie ma żadnych zastrzeżeń.
Kiedy tak myślę o tym moim dzieciątku i przypominam sobie jak wyglądał Filipek na usg w 13 tc to zadaję sobie pytanie- jak niektórzy ludzie mogą twierdzić, że to nie dziecko? Że to nic nieznaczący płód. Że można się pozbyć, zabić...Nie pojmuję tego- przecież bije serduszko, rusza rączkami, nóżkami, ma paluszki, oczy, nos...Ja widzę człowieka. Kilkucentymetrową miniaturkę, ale człowieka. Żywego i prawdziwego.

Następne usg za 8 tygodni, mam nadzieję, że poznam wtedy płeć. Marzę o dziewczynce, ale intuicja podpowiada mi, że będzie drugi synek. Oj będzie problem z imieniem. Dla dziewczynki wybrane jeszcze z czasu, kiedy Filipek był córeczką, ale dla synka łatwo nie dojdziemy do porozumienia;)

A na koniec zdjęcie brzuszka, czasem większego, czasem mniejszego, ale coś tam jest;)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...