wtorek, 21 kwietnia 2015

Odsmoczkowany i odstawiony

Mój dwulatek jest już odsmoczkowany i odstawiony od piersi. Dziś chciałabym wam napisać kilka słów o tym jak wyglądały u nas te dwie drogi.
Zacznijmy od smoczka. Według mnie niepotrzebne demonizowanego. Wiele razy słyszy się jakie to zło, żeby najlepiej dziecku wcale nie dawać. Zapomina się tylko o tym, że niemowlę na maturalną potrzebę ssania. A skoro ma potrzebę, to musi ją jakoś zaspokoić. Jak nie smoczkiem, to i tak znajdzie sposób, np. paluszek.
Filipek dostał smoczka jak miał ok 2 tygodnie. Bez przerwy wisiał przy piersi, a ja miałam problem z tym, żeby normalnie siąść i zjeść. Smoczek dał mi chwilę oddechu. I nie, nie zaburzył dziecku odruchu ssania, bo synek i tak został mlecznym maniakiem.
Kiedy Filipek miał 4-5 miesięcy, zaczął wydawać różne dźwięki, automatycznie smoczka używał mniej- przeszkadzał mu i wypadał. Około 8-10 miesiąca smoczek był już właściwie tylko do zasypiania (zazwyczaj kiedy Fifi usnął głęboko to smoczek wypadał), na spacery i do samochodu. Nie wiem czemu, ale to było obowiązkowe, tak się maluszek przyzwyczaił. Smoczek na spacerach cieszył mnie, była zima i przynajmniej dziecko nie łykało zimnego powietrza. Z upływem każdego miesiąca Filip używał smoczka coraz mniej. Po roczku, kiedy zaczął powoli mówić to już praktycznie tylko do spania. Jakoś ok 22 miesiąca Filip przestał praktycznie używać smoczka, czasami nawet nie wiedziałam, gdzie jest. Kiedy zaczęliśmy ograniczać pierś przygotowując się do odstawienia, smoczek na kilka dni wrócił do łask. Szybko jednak się znudził, wylądował gdzieś za łóżkiem i przestał być potrzebny. I tym sposobem Filip całkiem sam zrezygnował z dojenia smoczka.
Nie musiałam go zabierać, obcinać, wyrzucać. Nie było płaczu, histerii i nieprzespanych nocy. Wszystko odbyło się zupełnie naturalnie. Po prostu Filip utracił potrzebę używania smoczka.
Jestem przeciwna temu, co obserwuję wśród młodych rodziców- odstawianie od smoczka na siłę, najlepiej zaraz po roczku. Jestem zdania, że dziecko ma swoje potrzeby i przyzwyczajenia i powinniśmy to szanować. To, że jesteśmy dorośli nie powinno sprawiać, że sprawujemy nad dzieckiem absolutną władzę. My raczej nie czulibyśmy się fajnie, gdyby z dnia na dzień zabrano nam (wyrzucono, zniszczono itd.) coś, co bardzo lubimy. Dlaczego więc takie metody stosuje się w stosunku do dzieci? Bardzo zapadło mi w pamięć zdanie, które powiedziała jedna pani psycholog (niestety nie pamiętam nazwiska) w wywiadzie dotyczącym odsmoczkowywania. Powiedziała ona: "odczepcie się od tych maluchów". I ja się z tym zgadzam.
Wiem, że są dzieci, które smoczka używają praktycznie bez przerwy, że to może stanowić problem. Ale mimo wszystko polecam metodę małych kroczków i stopniowego ograniczania, zamiast terapii szokowej.

A jak było z piersią ? Długo trwała ta droga, bo aż dwa lata. Kiedy zaraz po porodzie ktoś by mi powiedział, że będę tyle karmić, to padłabym ze śmiechu. Moja granica to było pół roku. Tyle planowałam na początku. Kiedy minęło pół roku, stwierdziłam, że jednak do roczku. A po roczku, że zobaczymy;)
Początkowo nie zapowiadało się fajnie. Urodziłam przez cesarskie cięcie, w dodatku za wcześnie. Zaowocowało to brakiem pokarmu. Przez pierwsze trzy doby nie było nic, myślałam, że nici z naturalnego karmienia. Na szczęście położna motywowała mnie do przystawiania dziecka i odciągania pokarmu. Ponieważ synek nie leżał przy mnie, siedziałam godzinami na łóżku i próbowałam odciągać mililitry pokarmu do kubeczka. Każdego dnia było coraz więcej, aż rozkręciło się na dobre. Nie raz śmiałam się, że bym dwójkę wykarmiła. Filipek od początku był fanem leżenia przy cycu. Całymi dniami wylegiwaliśmy się w łóżku (narzekałam wtedy-o ja głupia!), zawsze karmiłam na leżąco, bo tak odpoczywałam. Czytałam nawet książki podczas tych wielogodzinnych sesji;) A Filipek przybierał na wadze jak szalony i szybko przegonił swoich rówieśników urodzonych o czasie. Pokochałam karmienie piersią. W piątym miesiącu zaczęłam wprowadzać Filipkowi pokarmy stałe (początkowo raz dziennie 2-3 łyżeczki), ale mniej więcej do 7-8 miesiąca mleko było absolutną podstawą. Z czasem wprowadziliśmy obiadki , kolacje i śniadania. Liczba karmień się zmniejszyła, ale karmiłam nadal zarówno w dzień, jak  i w nocy. Oczywiście wiele razy słyszałam, że powinnam już to skończyć, ale że niewiele mnie obchodzi opinia innych, to dalej robiłam swoje. Karmienie piersią nie było dla mnie uciążliwe, nie wpływało źle na stan zdrowia, więc nie widziałam powodu, żeby rezygnować.
Kiedy zorientowałam się, że jestem w ciąży zaczęłam myśleć o odstawieniu Filipka od piersi. Wiem, że ciąża nie jest przeciwwskazaniem i można z powodzeniem kontynuować karmienie, a nawet później karmić dwójkę. Jednak doszłam do wniosku, że przy mojej posturze i masie ciała nie będę ryzykować takiego obciążenia. Podjęłam decyzję i chciałam przejść do działania. Bałam się okropnie, że Filipek poczuje się odrzucony, że będzie płakał, ogólnie, że będzie ciężko. Zastosowałam metodę małych kroczków, czyli zaczęłam ograniczać karmienie. Często gdy Filipek przychodził po mleczko, zagadywałam go, zajmowałam czymś innym i mówiłam, że mamę teraz cycuś boli, albo, że cycuś śpi. To samo robiłam w nocy. O dziwo w w ciągu dwóch dni Filip praktycznie przestał próbować. Zupełnie naturalnie to przyjął, bez ani jednej łzy, szarpania za bluzkę i innych niefajnych historii! Zbiegło się to w czasie z przyjęciem urodzinowym, więc tłumaczyłam synkowi, że ma dwa latka, jest już duży, zdmuchnął świeczkę na torcie i już nie bardzo wypada doić cyca. Moje mądre dziecko zaakceptowało tą zmianę w swoim życiu! Zaobserwowałam tylko, że od tego czasu ma często ataki czułości- przychodzi się przytulać, całuje, ściska za nogę czy rękę robiąc przy tym słodkie "mmmmmmm" :) Lubi też być głaskany i sam się upomina. Także same plusy z tego odstawienia! Tą czułością Filipek chyba rekompensuje sobie brak czułości przy piersi.

Wiem, że zarówno przy smoczku, jak i przy piersi poszło nam wyjątkowo łatwo. Są różne dzieci i przez to różne reakcje. Polecam tylko wsłuchiwanie się w potrzeby swojego malucha i przede wszystkim szanowanie jego zwyczajów i potrzeb. Warto podejść do sprawy ze zrozumieniem i nie robić nic na siłę. Oszczędzi to nam nerwów, a dziecku niepotrzebnego stresu i żalu.
A jak było u was? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach.


7 komentarzy:

  1. U nas nie było problemu ze smoczkiem ,od pierwszych dni dawałam smoczek ale synek go nie chciał więc go nie zmuszałam.
    Największym problemem było odstawienie od butelki i przejście na niekapek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze, dziecko samo wie, czego potrzebuje;) Z jednej strony to mnie śmieszą rodzice, którzy najpierw na siłę dziecku pchają smoczek (wypluwa-wkładają-wypluwa-wkładają, albo co jeszcze lepsze kładą pieluchę tetrową, żeby nie wypluło) a potem na siłę chcą odsmoczkować.
      Mój synek zaakceptował niekapek dość późno, tak samo kubek ze słomką. Musiał dorosnąc do tego.

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o karmienie piersią to moi chłopcy byli niestety obaj krótko karmieni piersią, nie było to ode mnie zależne, więc niby problemu nie było, za to smoczki to temat trudny, starszy syn odsmoczkowany był w wieku ponad 2 lat bardzo specyficzną metodą bo inne nie dawały rezultatów ale za to skutecznie młodszy już skończył dwa lata ale nad bez smoczka jest ciężżżżko :) Gratuluję dzidzi, fajny blog będę wpadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam:) do rozstania ze smoczkiem chyba każde dziecko musi po prostu dorosnąć.

      Usuń
  3. U nas smoczka nie bylo wcale. Mimo, ze dawalam to moj Filip go nie chcial. Natomiast przygody z cycusiem mielismy podobne. Wlacznie z wczesniactwem i tym, ze Filip nie lezal przy mnie. Lada moment pyknie roczek a ja nadal karmie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I super:) długie karmienie ma same plusy;)

      Usuń
  4. Ja karmiłam starszą 33 miesiące, młodszą póki co 14 miesięcy, obie nie miały smoczka i akurat ja się z tego cieszę:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...