sobota, 30 lipca 2016

Humor słowny #6

Kolejna dawka humoru w wykonaniu mojego Filipa;)

Filip prosi mnie, żebym urodziła jeszcze jednego Kubusia. Snuje swoje rozważania przez jakiś czas. Po mniej więcej godzinie, kiedy się bawił Kubuś coś tam mu popsuł. Filip na to:
-Zabieraj go!
-A podobno chciałbyś jeszcze jednego Kubusia
-Tak, ale grzecznego

Ja: -Filip a ty się znowu do czekolady dobrałeś?
A Fifcio z niewinną miną: -tak, ale to było przez przypadek

Krzysiek do mnie: -masz przerąbane
A Filip:-ona ma porąbane

Podpuściłam Filipka, żeby mi poopowiadał skąd się biorą jajka. Cała nasza rozmowa trwała około 10 minut, podczas gdy ja skręcałam się ze śmiechu, Filip bardzo poważnie wszystko opowiadał.
-Filip skąd się biorą jajka?
F: -Kury mają takie sprytne pupki i tam się robi jajko
-A co się później z nim dzieje?
F: -ono się znosi
-ale jak? samo się znosi?
F: -bo wiesz, dziadzio Józio wkłada kurce rękę w pupkę i wyjmuje to jajko

Po chwili Fifi uzupełnił:
-bo wiesz dziadzio ma takie długie ręce i wyjmuje jajko

Kiedy troszkę pociągnęłam temat, zmienił zdanie i opowiedział tak:
-dziadzio łapie kurę, ona mu siada na rękę i jak podskoczy to wypada jajko (tu nastąpiło demonstrowanie jak to mniej więcej wygląda)

-Filipku, a po co jest w takim razie kogut?
-Kogut? Do piania

Kiedy już opanowałam atak śmiechu, zadałam Filipkowi jeszcze jedno pytanie:
-Filipku, a skąd się biorą dzieci?
-najpierw jest w niebie z aniołkami, później dziecko jest w brzuchu u mamy. Mama jedzie do doktora, doktor robi jej uśmiech na brzuchu i wyjmuje dziecko.

Jakie to proste;D Uśmiech na brzuchu to blizna po cesarskim cięciu, Filipek jak ją zobaczył to stwierdził, że mam uśmiechnięty brzuch.


Filip zostawił jakieś resztki jedzenia w pokoju. Powiedziałam mu, że nie można jedzenia zostawiać, bo mu się zaplęgną karaluchy. Filip koniecznie chciał zobaczyć jak wygląda karaluch, więc mu pokazałam zdjęcia w internecie. Po kilku dniach przychodzi do mnie i mówi:
-Mamo, możesz mi jeszcze raz pokazać te karaluchy?
-A czemu? Przecież ci już pokazywałam.
-Bo mi się odpamiętały


-Filip chodź dam ci porzeczki
-nie chcę, bo one są już spleśniałe
-nie są spleśniałe, to są świeże co dziadzio przywiózł
-i nie mają ani jednego pleśnia? :D

Filip nabił sobie dziś guza. Kiedy wróciłam z zakupów i dałam mu kupione autko, powiedział:
-nie kupuj mi już więcej autek, bo już mam bardzo dużo, nie ma sensu.
Chyba ten upadek mu zaszkodził:D

Krzysiek wymyślał Filipkowi bajkę. Zaczął mu opowiadać o jakiejś Krysi malarce. Kiedy powiedział, że Krysia mieszka na 10 piętrze, Filip uradowany spytał:
-naprawdę?
-no nie, to tylko bajka
I Filip się obraził:D:D:D

I na koniec jeszcze pokażę wam ostatnią pracę Filipka. Wycięłam mu produkty z gazetki i miał posegregować na owoce, warzywa, do picia oraz produkty na kanapkę. Zobaczcie jak przyporządkował pomidor- zamiast do warzyw, to do produktów na kanapkę. Ale trzeba przyznać, że pomyślał logicznie;)




czwartek, 28 lipca 2016

Testowanie z Blogosferą- zestaw "Kolorowe zwierzęta"

W tym miesiącu ponownie mamy okazję testować razem z programem Blogosfera Canpol babies. Tym razem do przetestowania otrzymaliśmy zestaw "Kolorowe zwierzęta" a w nim: dwie butelki, kubek niekapek, zestaw śliniaczków, opakowanie termiczne oraz gumową książeczkę.



Moi testerzy dopadli do paczki jak tylko kurier przyniósł ją do domu;)


W zestawie otrzymaliśmy 7 śliniaczków- każdy na inny dzień tygodnia. Na wszystkich jest kolorowy nadruk ze zwierzątkiem oraz nazwą dnia;) Śliniaczki są wiązane, od spodu mają ceratkę dzięki czemu są nieprzemakalne. Bardzo mi się podobają. Kubusiowi troszkę mniej, bo denerwuje go jak ma coś na szyi.



Kubek niekapek wizualnie jest bardzo ładny. Posiada zatyczkę co jest dużym plusem. Minus to twardy ustnik, zdecydowanie lepsze są kubki z miękkim ustnikiem. Kubuś nie potrafi z takich pić.



W zestawie znalazły się również dwie butelki antykolkowe z szeroką szyjką. Butelki są plastikowe i wolne od BPA. Posiadają okrągłe silikonowe smoczki i zatyczki. Są lekkie, dzięki czemu maluch bez problemu może sam z nich pić.




W serii Kolorowe zwierzęta znajduje się również zabawka książeczka dla niemowląt. Książeczka jest gumowa, a więc odporna na ślinę. Można używać jej także podczas kąpieli. Na każdej stronie znajduje się rysunek kolorowego zwierzątka i podpis w języku angielskim. Na pierwszej stronie jest piszczący element. Bardzo fajna zabawka.



I ostatnia rzecz to opakowanie termiczne na butelkę. Bardzo solidne, zapinane na suwak. W środku ma styropian. Z zewnątrz materiał śliski, a więc łatwy w utrzymaniu czystości. Z racji tego, że są upały nie bardzo miałam jak przetestować w boju, ale zrobiłam próbę i wstawiłam butelkę z gorącą wodą. Po dwóch godzinach butelka praktycznie nie ostygła, a więc wniosek taki, że opakowanie spełnia swoją funkcję. Przyda się kiedy nadejdą chłodne dni.



Dziękuję firmie Canpol babies za zaufanie i po raz kolejny możliwość testowania produktów.
Jeśli chcecie przeczytać poprzednie recenzje produktów w ramach programu Blogosfera to zajrzyjcie tutaj


poniedziałek, 25 lipca 2016

Pieczemy razem z dzieckiem, czyli bajecznie proste muffinki

Chyba każdy maluch lubi pomagać mamie w kuchni. Dla dziecka to ogromna frajda, dla rodziców niekoniecznie, ale czego się nie robi, żeby uszczęśliwić pociechę;) Prawdę mówiąc nieczęsto Filipek ma okazję zamienić się w kucharza. Zwykle nie mam czasu na gotowanie w zwolnionym tempie i raczej wszystko muszę robić szybko. Wiadomo- dwójka ruchliwych malców w domu to nie lada wyzwanie. Czasem jednak w weekend udaje się wygospodarować trochę czasu na to, aby siedzenie w kuchni zamienić w dobrą zabawę. Idealnie do tego nadają się muffinki czekoladowo- bananowe, które robię dość często. Dlaczego? Bo ich przygotowanie jest bajecznie łatwe i szybkie.
Przepis na babeczki znalazłam gdzieś w internecie, ale kompletnie nie pamiętam na jakiej stronie. Wpisałam go sobie do zeszytu, coś tam zmodyfikowałam i na tym zawsze bazuję.

Do zrobienia muffinek potrzeba:
  • ok 1 i 3/4 szklanki mąki
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżki kakao
  • pół szklanki cukru
  • 2 jajka
  • 1/3 szklanki oleju
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 banan
  • czekolada mleczna (lub gorzka)
  • opcjonalnie aromat np. waniliowy
  • opcjonalnie polewa czekoladowa
W naczyniu mieszamy suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę i kakao.
W misce roztrzepujemy widelcem jajka,  a następnie  dodajemy do nich składniki mokre, czyli olej, mleko, banan pokrojony na kawałki i pokruszoną czekoladę.
Teraz do miski z mokrymi składnikami wsypujemy te suche i wszystko dokładnie mieszamy łyżką.

Ciasto wlewamy do foremek na muffinki i wstawiamy do nagrzanego na 180 stopni piekarnika. Pieczemy ok 20-25 minut.

Prawda, że proste? Nawet nie trzeba wyciągać miksera. Co najlepsze jeszcze nie zdarzyło mi się, aby te muffinki się nie udały (a w innych ciastach nie raz wyciągałam zakalec). Są przepyszne, lekko wilgotne. Bardzo je lubię.Z przepisu wychodzi mi 15 sztuk mufinek (pamiętajcie, aby foremki napełniać do mniej więcej 2/3 wysokości bo babeczki rosną).


Ulubione zajęcie Filipka to wkładanie papilotek do blachy:



Po skończonej pracy Fifi zawsze domaga się naklejki z mojego zeszytu z przepisami:


Podglądacz:D

  I gotowe:


wtorek, 19 lipca 2016

Mały zwierzak w naszym domu

Bardzo lubię zwierzęta. Jako dziecko marzyłam nawet o tym, żeby być weterynarzem. Miałam różne zwierzaki w swoim życiu, papużki, chomika, świnkę morską. Moim marzeniem zawsze był pies, jednak moi rodzice nawet nie chcieli o tym słyszeć. Postanowiłam, że jak założę swoją rodzinę, to będziemy mieć psa. I tak będzie, ale doszliśmy do wniosku, że jeszcze nie teraz. Musimy zaczekać aż Kubuś troszkę podrośnie. Raczkujące dziecko, które wszystko pakuje do buzi i mały szczeniak, to chyba nie najlepsze połączenie;) Zdecydowaliśmy się więc na kupienie chomiczka. Dlaczego? Bo uważam, że dzieci powinny wychowywać się ze zwierzętami. Ma to same korzyści.
Filip był bardzo podekscytowany tym chomiczkiem. W sklepie sam wybrał zwierzątko, pomógł urządzić mu klatkę. Na początku było ciężko, bo Fifi non stop wisiał przy klatce, przestawiał chomikowi domek, budził go, a nawet kilka razy sam go wyciągnął na stolik. Musieliśmy cały czas pilnować, żeby nie zrobił zwierzątku krzywdy (choć Filipek jest naprawdę bardzo delikatny i czuły).
Teraz, kiedy minęły już trzy tygodnie Filip przywykł do obecności zwierzaka i straciło to nieco na atrakcyjności. Nie mówię, że chomik się znudził. Po prostu Fifi nauczył się obcowania ze zwierzątkiem, nie wyjmuje go sam, nie budzi. Kiedy chomik wyjdzie z klatki wtedy synek go obserwuje, zaczepia. Zanosi mu jedzonko i od czasu do czasu prosi o wyjęcie z klatki, żeby się pobawić.
Uważam, że kupienie zwierzaka to był naprawdę dobry pomysł. Filipek wiele może się dzięki temu nauczyć.
Nie może  tylko zdecydowaćsię jak chomikowi dać na imię i co tydzień zmienia decyzję:D Był już Rider, Mała Myszka, a teraz jest Franio;)
Kubuś też lubi obserwować chomika, kiedy ten buszuje po klatce. Chomika poza klatką Kuba się boi:D







czwartek, 14 lipca 2016

Przygody leśnej rodziny

Są takie książeczki, które wzbudzają sympatię już od pierwszej strony. Ba, nawet od samej okładki. Do tych książek zdecydowanie należą "Przygody leśnej rodziny" wydane przez wydawnictwo Siedmioróg.


Co w tej książce takiego fajnego? Właściwie wszystko. Począwszy od sympatycznych bohaterów, poprzez ciekawą, rymowaną treść, aż po piękne, kolorowe ilustracje.
Historia opisana w książce to przygody rodziny myszek- mamy, taty, Jasia oraz Kasi. Bajeczka składa się z kilku rozdziałów, w których naszych bohaterów spotykają różne ciekawe sytuacje- a to Kasia skręciła nóżkę i Jaś musiał sprowadzić doktora (ulubiony rozdział Filipa:D), a to rodzina bierze udział w konkursie na najlepsze ciasto. Jest też rozdział o tym jak Jaś się zakochał oraz o tym jak myszki spotkała straszna burza w lesie.
Cała książka napisana jest w formie rymowanego wierszyka. I jest to naprawdę dobry tekst, świetnie rymowany i lekki do czytania (niestety ale czasem zdarzają się książeczki rymowane, których po prostu nie da się czytać). Autorką tekstu jest Basia Badowska.
Ogromną rolę spełniają też tutaj ilustracje, które co tu dużo mówić, są śliczne, kolorowe i ciekawe. Nie wierzę, że jakiegoś malucha mogłyby one nie zaciekawić. Nie ma takiej opcji.
Książką jest pięknie wydana i cieszę się, że trafiła do naszej biblioteczki. Naprawdę ją polecam! Idealnie sprawdziłaby się jako prezent.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Siedmioróg
Tekst polski: Basia Sadowska
Okładka: twarda
Liczba stron: 96
Cena: 15,99 zł
Książka na stronie wydawnictwa: klik





poniedziałek, 11 lipca 2016

Wycieczka do Zamościa

W sobotę mieliśmy w planach wycieczkę do Zamościa, do zoo. Niestety była brzydka pogoda, więc pojechaliśmy w niedzielę. To był ogromny błąd, bo dużo innych osób wpadło na ten sam pomysł. Pod zoo była gigantyczna kolejka! W pierwszym odruchu chcieliśmy zrezygnować, ale szkoda by było 80 km jechać na darmo. Stwierdziliśmy więc, że zaryzykujemy i dobrze, bo okazało się, że kolejka przemieszcza się bardzo sprawnie i po 20 minutach mogliśmy kupić bilet. W międzyczasie dowiedzieliśmy się, że z drugiej strony ogrodu jest otwarta kasa weekendowa, w której nie było kolejki;/

 Kolejka do kasy:


Samo zoo bardzo nam się podobało. Nie jest tak duże jak to w warszawie, więc dla trzylatka myślę, że idealne. Niestety tłumy zwiedzających trochę utrudniały oglądanie. Nigdy więcej takiej wycieczki w niedzielę.
Bilet normalny kosztuje 17 zł, ulgowy 12, a dzieci do lat trzech wchodzą za darmo.











Po zwiedzeniu zoo podjechaliśmy na piękną zamojską Starówkę. Bardzo mi się tam podoba.



Po zjedzeniu pysznych lodów poszliśmy do parku. Park jest naprawdę przepiękny, podobno jeden z najładniejszych w Polsce. Tata z Filipkiem wypożyczyli gokarta i trochę pojeździli, a ja w tym czasie spacerowałam z Kubusiem. Naprawdę urokliwe miejsce, polecam!







 Filip uwielbia fontanny, ciężko go było stamtąd odciągnąć.


 Kubuś też patrzył zafascynowany:


Droga powrotna była strasznie męcząca. Nie dość, że my padnięci po wycieczce, to jeszcze ponad pół godziny wlekliśmy się w korku. Do tego Kuba marudził całe 80 km;/ Niestety ale on niespecjalnie kocha jazdę samochodem. Ale pomimo tych wszystkich trudności jesteśmy zadowoleni, że ruszyliśmy się z domu, zobaczyliśmy nowe miejsce i zaserwowaliśmy Filipkowi atrakcje:)
Polecam Zamość na rodzinną wycieczkę, to naprawdę piękne miasto.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...