czwartek, 29 grudnia 2016

Humor słowny #9

Kolejny zbiór Filipkowych powiedzonek i naszych rozmów:

Filipek wziął mój telefon i krzyczy:
-Mamo mamo, chodź do selfie


-Wiesz Filipku, ciocia Paola ma już dwa koty, wzięli też Pusię.
-bo lubi się puszyć?


Filip się zdenerwował i tak mówi sam do siebie:
-Zaraz mnie coś trafi! Zaraz mnie trafi sok!
(słyszy jak ja czasem mówię,że mnie szlag trafi:D)


-Filip, wygraliśmy nagrodę w konkursie.
-ooo jaką?
-pasty do zębów i szczoteczkę
-oj tam mamo, co to za nagroda


Włączyłam sobie serial. Na co Filip zaczyna biadolić:
-mamo, ja to nie lubię sejalów. Bo to jest wkurzające! Te twoje wymyślanie, mamo.


-Mamo, ja wiem, że w nocy trzeba śpić.


Ubieramy się na spacer. A Fifi:
-Mamo, tylko ubierz mnie zimno
(mylą mu się jeszcze pojęcia ciepło-zimno)


-Ślimaki nie mają nóg. One mają taki ślizg.


Filip wspinał się po coś do szafki (klęknął na podstawce)
-Filip, wiesz,że mogłeś spaść?
-Ale nie spadłem, bo  byłem na kucąco


Wieczór. Mąż chce kąpać Filipka a ja usypiam Kubę. Filip przyszedł i schował się za fotelem. Krzysiek go szuka, a ja udaję, że nie wiem gdzie Fifi jest. Podpuszczam jeszcze, żeby poszukał w Filipka pokoju i sprawdził, czy nie wyszedł z mieszkania:D W pewnym momencie Fifi wygląda zza fotela i mówi do mnie takim konspiracyjnym szeptem:
-Mamo, tobie to chyba urośnie nos jak u Pinokia :D


-Mamo, mam do ciebie małe pytanecko. Cemu te panie w przedszkolu tak mnie denerwują?


Wracamy z przedszkola.
-Mamo, wytrzyj mi oczka, bo mi lecą wzy (nie umie powiedzieć łzy)
-to od wiatru ci tak łzawią
Filip przestraszony:
-oczka mi się roztapiają?


Filip wyje i wydaje dziwne dźwięki.
-Filip, pieskiem jakiej rasy jesteś? Owczarek, spaniel, seter, buldog, a może kundelek?
-sama jesteś kundel


Filip ściga się z tatusiem i krzyczy:
-kto pierwszy ten klapa od sedesu!


Rozwiązujemy książeczkę. W zadaniu narysowane są różne przedmioty i trzeba połączyć z workiem Mikołaja te, które nadają się na prezent. Filip łączy:
-samochodzik dla jakiegoś chłopczyka, laleczka dla dziewczynki, cukierki dla dzieci.
I była też narysowana jakaś zmiotka i mop, więc Fifi łączy dalej: zmiotka dla mamy.


Kiedy wkurzył się na tatę:
-tato, ty do mnie nie mów! Nie przyjaźnię się z tobą!


-Mamo, gdzie tata?
-w pracy
-chodzenie do pracy jest takie nudne....


Kuba przez przypadek otworzył zabawkową kasę, która od jakiegoś czasu była zblokowana. Filip przeszczęśliwy:
-Dzięki Kuba, że mi otworzyłeś te pieniążki! Zawsze mi się chyba już przydasz. Malutki braciszek jednak czasem się przydaje


Któregoś dnia byłam już bardzo zmęczona i mówię do chłopców:
-bądźcie już grzeczni, bo naprawdę jestem już zmęczona
na to Filip:
-no to weź sobie wolne
(oj chciałabym, chciała:D)


-Filip jak będziesz ściągał te bombki, to wyniosę  choinkę do piwnicy!
-Nie wyniesiesz, bo ty się boisz pająków


Dzień po tym jak w wielkiej konspiracji spakował z tatusiem prezent dla mnie.
-mamo, dziś możesz rozpakować swój prezent. Tam są cekolada, rękawicki...Oj mamo, tylko nie mów tacie, że ja ci to powiedziałem


Filip do Kuby:
-Kuba przy tobie nic nie może leżeć na dywanie? bo ty wszystko zeżerniesz?
 (miał na myśli zeżresz:D swoją drogą ma rację, bo Kuba to taki mały odkurzacz, każdy paproch do buzi)

Filip ostatnio ma nową zabawę. Zadaje Kubie pytania tak, aby ten pokiwał głową, a następnie mu tłumaczy, że jest inaczej.
Na przykład przed świętami:
-Kuba, były już święta Bożego Narodzenia?
(Kuba kiwa głową)
-Nie! Nie było jeszcze świąt

albo:
-Kuba, ty jesteś sikorką?
(Kuba kiwa głową)
-Nie! Ty nie jesteś sikorką!

I tak po kilka razy na godzinę:D


I na koniec kilka pytań, które ostatnio usłyszałam od Filipka:
-Mamo, naprawdę gdzieś na świecie jest Miś i Margolcia?
-Mamo, kopa jest najpierw w brzuchu a potem wychodzi?
-Mamo, naprawdę gdzieś na świecie jest psi patrol?




Podobał Ci się wpis? Koniecznie zajrzyj do poprzednich notek z cyklu HUMOR SŁOWNY


środa, 28 grudnia 2016

2 łatwe zabawy dla małych stóp

"Mamo, pobaw się ze mną" "Mamo, wymyśl jakąś zabawę", która mama tego nie zna? ;)
Dziś dwie zabawy na szybko, bez żadnego przygotowania i z zerowym nakładem finansowym. Zabawy dla małych stóp, które oprócz tego, że bawią, to jeszcze rewelacyjnie stymulują zmysły dziecka.

1.Na czym stoisz?
Zawiąż dziecku oczy i zdejmij skarpetki. Następnie stawiaj malucha na różne podłoża. Jego zadaniem jest zgadnąć na czym stoi. Dywan, podłoga w kuchni, podłoga w łazience, poduszka, miękki kocyk, klocki, maskotki, piłka, butelka, gazety i co tylko przyjdzie ci do głowy. Filipek bawił się świetnie i wszystko odgadł.

2. Sprzątanie stopkami
Przygotuj jakiś niewysoki pojemnik, miskę, pudełko lub coś w tym stylu. Rozsyp na podłodze różne drobne przedmioty- kredki, nakrętki, małe zabawki. Zadanie dziecka polega na pozbieraniu wszystkiego stopkami i przeniesieniu do pojemnika.

Próbowaliście już takich zabaw? A może macie inne propozycje dla małych stóp?

wtorek, 13 grudnia 2016

Chroń prywatność swojego dziecka

Dziś chciałabym poruszyć temat, który jest bardzo ważny, a mimo to nie zawsze uświadamiamy sobie jego istnienie. W dobie internetu gdzieś nam to umyka. Internet stał się częścią naszego życia i nie oszukujmy się-chyba nie potrafilibyśmy już żyć bez niego. Czasem jednak zapominamy, że wszystko ma dwie strony medalu.
Kiedy rodzi nam się dziecko staje się ono dla nas centrum wszechświata. Każdy gest, uśmiech, minka jest dla nas czymś najpiękniejszym na świecie. Pstrykamy setki fotek i chwalimy się nimi wśród znajomych....i nieznajomych. Wiadomo- rozwój dziecka cieszy i chcielibyśmy naszą radością dzielić się z innymi. Nie ma w tym nic złego. Ale...trzeba pamiętać o granicach.
Kiedy założyłam tego bloga wrzucałam tu zdjęcia małego Filipka. Po jakimś czasie jednak stwierdziłam, że nie powinnam mojego dziecka wystawiać na widok publiczny, bo nigdy nie wiadomo kto siedzi po drugiej stronie monitora. Sama czytam kilka blogów na których pojawiają się zdjęcia dzieci i bez problemu zdarzyło mi się rozpoznać te maluchy na ulicy. I to właśnie jest ta granica bezpieczeństwa- skoro ja rozpoznaję, to inni też, a nie każdy ma dobre intencje...Postanowiłam, że zdjęcia na blogu będą, ale bez twarzy dzieci. I w ten sposób prowadzę bloga już trzy lata. Z podobnych względów nie dowiecie się do jakiego przedszkola chodzi mój synek ani na jakiej ulicy mieszkamy. Możecie mówić, że to przesada, ale różne historie się słyszy.  Warto pamiętać także o umieszczaniu na zdjęciu znaku wodnego, aby ograniczyć możliwość jego skopiowania.
Podobnie ma się sprawa z facebookiem. Tak, wrzucam tam zdjęcia swoje i dzieci. Nie dużo, od czasu do czasu. Przestrzegam jednak kilku zasad- zdjęcia mogą oglądać tylko osoby będące moimi znajomymi. Myślę, że jest to bardzo ważne, aby ograniczyć dostęp do zdjęć nieznajomym. Spotkałam kiedyś na swojej drodze osobę, która kradła zdjęcia dzieci i wrzucała jako swoje. Chyba nikt nie chciałby, aby jego maluch udawał dziecko innej osoby.
Pamiętajmy też, że to co dla nas jest fajne czy śmieszne nie musi takie być dla innych, a przede wszystkim dla naszej pociechy. Jest grupa zdjęć, które nigdy nie powinny być wrzucane do sieci- dziecko na golasa, czy w jakiejkolwiek ośmieszającej je sytuacji. Podobno to co raz zamieścimy w internecie, już tam pozostanie. O ile dla dorosłej osoby jej zdjęcie jako gołego niemowlaka może być śmieszne, o tyle dla nastolatka takie zdjęcie to prawdziwy dramat! Wiem co mówię, bo moje nagie fotki w rodzinnym albumie były moją zmorą dzieciństwa. Nigdy nie upubliczniajcie takich zdjęć!
Wiele osób wrzuca bez zastanowienia zdjęcia swoich dzieci, gdzie tylko się da. Biorąc udział w konkursach widzę taką tendencję. Czasem trzeba tylko zostawić komentarz, a mnóstwo osób oprócz tego zamieszcza zdjęcie dziecka. Nie zwiększa to szans na wygraną, więc nie rozumiem takiego działania. Inna sprawa to konkursy fotograficzne. Sama biorę w takich udział i sama takie organizuję. Mam jednak jedną zasadę- zawsze na zdjęciu umieszczam napis- np. nie kopiować Aneta Sawicka. Jest wiele nieuczciwych osób, które kopiują zdjęcia, w później wysyłają na konkursy jako własne. Kiedyś na konkursie widziałam zdjęcie skopiowane w mojego bloga. Na szczęście nie było to zdjęcie dzieci a......słoiczków Gerber, które testowałam:D Żałosne, że niektórzy wolą zrobić kopiuj/wklej zamiast wykazać odrobinę własnej inicjatywy.
Oczywiście to każdego indywidualna sprawa, co wrzuca do Internetu i gdzie stawia granicę prywatności swojej rodziny. Tym wpisem chciałam tylko zwrócić waszą uwagę na to zagadnienie i być może zachęcić do większej rozwagi.
Chciałabym poznać wasze zdanie na ten temat. Umieszczacie zdjęcia swoich dzieci w internecie?

sobota, 10 grudnia 2016

Mama czyta- "Gorzki dar"

Czy książka o chorobie może być naładowana pozytywnymi emocjami? Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Choroba sama w sobie kojarzy nam się z bólem, cierpieniem, łzami. Powiem wam szczerze, że niechętnie sięgam po taką tematykę. Wiadomo każdy chce być zdrowy, szczęśliwy, a czytając o chorych ludziach zawsze mam myśl- mnie też to może spotkać...
Wyjątkowo, kiedy przeczytałam opis książki "Gorzki dar" wiedziałam, że chcę to przeczytać. I nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo mnie ta książka zaskoczyła!


Autorka to Grażyna Zielińska, niezwykła kobieta! Opisuje ona swoje zmagania z chorobą, którą jest stwardnienie rozsiane. Choroba nieuleczalna, dla wielu po prostu wyrok. Pani Grażyna w swojej książce udowadnia, że z chorobą można żyć i to żyć pełną piersią! Ze stron opowieści aż bije pozytywna energia! Jest to jedna z najbardziej optymistycznych książek jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać. Czytając poczułam autentyczny przypływ dobrej energii i zobaczyłam swoje życie w zupełnie innym świetle. Trzeba doceniać to, co się ma! Każdą chwilę, każdy dzień, każdego człowieka na swojej drodze.
Pani Grażyna, kiedy usłyszała diagnozę-SM postanowiła, że się nie podda. Oswoiła chorobę i pogodziła się z nią, jednocześnie czerpiąc z życia pełnymi garściami. Pozytywne myślenie jest bardzo ważne dla osób borykających się z problemami zdrowotnymi. Ta książka powinna być lekturą obowiązkową dla każdej chorej osoby.
"Gorzki dar" tak mnie pochłonął, że przeczytałam go w jeden wieczór. Zwykle zasypiam po kilkunastu stronach książki, tym razem nie było o tym mowy. Chciałam czytać, czytać i czytać (wstawałam co chwilę z łóżka,żeby nie zasnąć;) ). Dawno już żadna książka tak mnie nie poruszyła.
Książka jest krótka, ma tylko 160 stron. Autorka opowiada nie tylko o swojej walce z chorobą, o dniu dzisiejszym, ale też często wraca do wspomnień z dzieciństwa. Bardzo ważne miejsce w jej życiu zajmuje Bóg i to pełne mu zaufanie jest bodźcem do szczęśliwego życia pomimo nieuleczalnej choroby.
Polecam Wam tą książkę z całego serca! A ja czekam na drugą część "Kryształowy dar", która ukaże się niebawem.

Kilka informacji o książce:
Wydawnictwo: Promic Wydawnictwo Księży Marianów
Autor: Grażyna Zielińska
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 168
Cena: 18,90 zł, aktualnie 16,06 zł
Książka na stronie wydawnictwa: kliknij tutaj



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...