poniedziałek, 27 czerwca 2016

Wycinanki- pojazdy

Sobota, godzina 6:30. Śpię sobie w najlepsze, aż przez sen słyszę coraz natarczywsze: mamo, mamo, mamo, mamo! Zaspana pytam o co chodzi i słyszę: no robimy te samochody?
No tak, w piątek ok 21 odebrałam od kuriera przesyłkę od wydawnictwa Siedmioróg, a w niej książeczkę z cyklu Wycinanki.Pomysły dla maluchów. Ponieważ było już dość późno, a Filip od razu chciał się brać za składanie, obiecałam, że zajmiemy się tym z samego rana. Problem w tym, że moje dziecię ma genialną pamięć i do serca wziął sobie to "rano".
O książeczkach z tej serii wspominałam już wam najpierw przy okazji Bożego Narodzenia, a później Wielkanocy. Mieliśmy wtedy składanki z ozdobami świątecznymi. W serii jest bardzo dużo tytułów i tym razem zdecydowaliśmy się na Pojazdy. 


Książka ta składa się z ośmiu papierowych modeli do samodzielnego złożenia. Tytuł Wycinanki jest trochę mylący, bo tak naprawdę, do stworzenia pojazdów nie potrzeba ani nożyczek, ani kleju. Wszystkie elementy trzeba wypchnąć z kartki i złożyć wg instrukcji. Znajdziecie tu: spychacz, traktor, samochód terenowy, straż pożarną, policję, karetkę, wywrotkę oraz ciężarówkę. Stworzenie pojazdów jest naprawdę bardzo proste, choć wiadomo, że Filipek jeszcze potrzebuje pomocy. Starsze dziecko na pewno poradziłoby sobie samo.
Filip uwielbia książeczki z tej serii. Autka tata podkleił  taśmą, żeby się nie rozpadły i Fifi się nimi bawi.








Kilka informacji o książce: 
Wydawnictwo: Siedmioróg
Oprawa: miękka
Liczba stron: 16
Cena: 10,39 zł
Książka na stronie wydawnictwa tutaj

środa, 22 czerwca 2016

Czy warto słuchać Supernianioła?

Jakiś czas temu recenzowałam dla Was pierwszy tom nowego cyklu książeczek dla dzieci- Twój anioł z nieba (zobacz recenzję ) od wydawnictwa Promic. Poznaliśmy tam Antka i jego rodzinę, oraz jego Anioła Stróża. Dziś chciałabym wam pokazać jedną z następnych części.


Wszystko zaczyna się od tego, że Antek zapomniał nauczyć się do sprawdzianu. Marzył o tym, aby przyszedł mu z pomocą jego anioł stróż, ale zamiast niego pojawił się ktoś inny. Superanioł- piękny, miły i podsuwający gotowe rozwiązania. Szybko uporał się z problemami Antka, ale czy jego rady faktycznie okazały się dobrą drogą? Czy Superanioł naprawdę jest taki super za jakiego się podaje?

Ta książka to prawdziwa lekcja dla młodego czytelnika. Pokazuje, że nie warto słuchać podszeptów złego, że kłamstwo zawsze wychodzi na jaw, a złe uczynki obracają się przeciwko nam. To co z pozoru wydaje się piękne i dobre, nie zawsze takie jest. Dzięki takiej lekturze można pomóc dzieciom odróżnić dobro od zła i pokazać, że nie warto ulegać niedobrym pokusom. Na nas rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność za wychowanie naszych dzieci. Warto od małego zaszczepiać w dzieciach dobre wzorce i tłumaczyć, że nie warto słuchać podszeptów złego. Ta książeczka jest do tego idealna.

Kilka informacji o książce: 
Autor: Edmond Prochain
Wydawnictwo: Promic-Wydawnictwo Księży Marianów
Okładka: miękka
Liczba stron: 64
Cena: 14,90 zł
Książkę znajdziecie tutaj




poniedziałek, 20 czerwca 2016

"Ślad atramentu", czyli po raz kolejny Mama Czyta

Dziś zapraszam was już po raz trzeci na spotkanie z Hugh, średniowiecznym medykiem. Już dwa razy opowiadałam wam o książkach, których jest on głównym bohaterem (W cieniu kaplicy oraz Niespokojne kości ). Tym razem miałam okazję przeczytać tom trzeci- "Ślad atramentu". Książka ta bardzo umiliła mi podróż znad morza, wciągnęłam się bez reszty, oczywiście do momentu aż Kuba postanowił się zbuntować;)


Tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj główny wątek stanowi zagadka do rozwiązania. Kiedy Hugh ma już nadzieję na spokojne życie i na zajęcie się swoimi prywatnymi sprawami, okazuje się, że czeka na niego kolejne trudne zadanie. Tym razem nie poszukiwanie mordercy, a złodzieja, który okradł mistrza Johna, przyjaciela Hugh'a. Mistrzowi skradziono to, co miał najcenniejszego- wszystkie jego księgi. Czy kradzieży dopuścili się zakonnicy? A może osoby świeckie? Trop co chwila prowadzi do kogoś innego. Rozwikłanie zagadki nie jest łatwe, a wręcz okazuje się niezwykle niebezpieczne. Hugh z narażeniem własnego życia nie spocznie dopóki nie odnajdzie skradzionych dzieł. Śpieszy mu się tym bardziej, że nareszcie znalazł kobietę swojego życia, z którą planuje się ożenić. Nie może jednak zawieźć przyjaciela, oraz swojego lorda i zanim zajmie się sprawami serca, musi doprowadzić sprawę kradzieży do końca.
Wartka akcja, lekki język, wciągające sceny, zagadka do rozwikłania, wszystko to sprawia, że "Ślad atramentu" jest równie doskonałą lekturą jak poprzednie części. Jeśli więc skusiły was poprzednie tytuły, to i w tej książce znajdziecie coś dla siebie. Polecam!

Kilka informacji o książce: 
Autor: Melvin R.Starr
Wydawnictwo: Promic
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Cena: 32,90zł
Książkę możecie znaleźć tutaj



niedziela, 19 czerwca 2016

Humor słowny #4

Filip do babci:
-wiesz babciu, ja się z tatą ścigałem i ja mam te nóżki takie skoczliwe i skakałem prosto do piaskownicy

Jemy na obiad frytki, na co Filip:
-Mamo, dajmy Kubusiowi frytki
-On jest za mały, nie może jeść frytek
-To weź mu zmiksuj, proszę cię
Tak dba o brata;)

-Mamo, daj mi żółte nożyczki
-Nie dam dopóki nie będą klocki posprzątane
-Oj daj i nie biadol

Filip często denerwuje się, kiedy jedziemy samochodem i GPS mówi jak jechać. Ostatnio się wkurzył i powiedział do GPSa tak:
-Przestań już gadać! Mój tatuś wszystko wie! Wie jak jechać! Nie gadaj już!

Filip bawi się i krzyczy:
-hip hip huja hip hip huja:D
(w niektórych słowach bez problemu wymawia r, a w niektórych zamiast r mówi j np. tojebka)


Krzysiek wrócił do domu po wizycie u fryzjera. Na co Filip:
-Nie podobasz mi się w takich krótkich włosach. Idź sobie wydłuż

Filipek dostał od nas zestaw figurek kotków. Takie im powymyślał imiona: Rudek, Puszek, Kubuś, Patrzek, Miałczek, Zabawiaczek


Filipek wspomniał coś, co było już bardzo dawno. Krzysiek zdziwiony do mnie:
-On to pamięta?
Na co Filip (który nadal bawi się,że jest Tabalugą):
-Tabaluga wszystko pamięta, co jest dawno

Filip jeździ rowerem po mieszkaniu. Nagle stuknął w szafkę i mówi:
-No i zepsułem rowet, noż kurde o cholela

Stoję z Filipkiem na przejściu dla pieszych. Jakaś para przeszła na czerwonym, a Fifi na cały głos:
-zaraz zadzwonię po policję! Mamo, daj telefon! Dzwonimy!


Filip do tatusia, trzymając w ręku telefon nastawiony na nagrywanie filmiku:
-chodź tu, chodź tu, nagram cię jak rządzisz dziećmi


Nad morzem, w pokoju obok mieszkała dziewczynka Rozalia mniej więcej w wieku Filipka. Pewnego wieczoru, kiedy Filip bardzo hałasował mówię do niego:
-zobacz Rozalka jest taka grzeczna, w ogóle jej nie słychać
A Filip na to:
-bo ona się chyba nie bawi


Filipek nuci jakąś piosenkę. Pytam go:
-Filipku, skąd ty znasz taką melodię?
A Filip na to:
-a z mojego dzieciństwa


Spacerujemy sobie, a przed nami na chodniku stoi gołąb. Filip do niego:
-uciekaj stąd, bo dostaniesz w trąbę!


Filip do taty:
-Nie śmiej się, bo zaraz zawołam Chase'a i wyciągnie metafon i na ciebie pomówi!
(Chase-piesek z psiego patrolu, metafon-megafon)

Filip z tatą szykuje się do kąpania. Jednocześnie bawimy się w burzę, czyli ja z zewnątrz pstrykam światłem i udaję grzmoty. W pewnej chwili Krzysiek do mnie:
-czekaj, bo on kupę robi
A Filip na to:
-i będą grzmoty z mojej pupy :D


Filip tłumaczy tacie, że musi wymienić koło w samochodzie zabawce. Krzysiek pyta:
-a co popsuło się?
-nooo, powietrze się spompowało


Filip gada z dziadziem przez telefon. Mówię mu, żeby już kończył. No to Filip:
-no to papa, narka, cześć
Dziadzio:- to co już kończymy rozmowę?
Filip: - nie, ja powiedziałem cześć, żeby zacząć rozmawiać od nowa :D

Filip nadal bawi się w Tabalugę. Wszystkich nas poprzezywał. Krzysiek to Arctos, ja-Milunia, a Kubuś-Grzebcio. Tak do nas przylgnęły te ksywki, że chyba prędko się ich nie pozbędziemy;)

Wesoło mamy z tym trzyletnim gagatkiem;)

piątek, 17 czerwca 2016

Moje wygrane

Ostatnio znowu dopisało mi szczęście w konkursach, więc pochwalę wam się, co wygrałam:)

  • zestaw zabawek z kubeczkiem od Canpol babies- zadanie konkursowe polegało na opisaniu swojego dnia z dzieckiem. 
  •  torba Bobolider-konkurs polegał na tym, aby napisać jak zachęciłoby się inne mamy do pieluszek wielorazowych. Torba jest bardzo pojemna przydała nam się na wyjazd nad morze.
  •  Biblia dla dzieci od wydawnictwa Edycja Świętego Pawła- zadanie polegało na napisaniu dlaczego warto czytać dzieciom Biblię

  •  zestaw dżemów Stovit- brałam udział w kampanii na portalu Streetcom. Bardzo mądrze skasowałam sobie zdjęcie paczki, a po dżemach już nie ma śladu. Zniknęły w ciągu kilku dni, bo były przepyszne! Jeśli jeszcze nie znacie tej firmy, to naprawdę polecam.
  •  zestaw kosmetyków Sephora- wygrałam na portalu familie.pl-zadanie polegało na napisaniu życzeń dla swojej mamy


  • książka od wydawnictwa Babaryba- to właściwie wygrana Filipka. Zadanie polegało na posłuchaniu melodyjki i napisaniu z czym nam się kojarzy. Ja poprosiłam o odpowiedź Filipka i tym sposobem wygraliśmy:)  


  • Na portalu Rekomenduj.to dostałam się do kampanii  Colour Catcher-innowacyjnych chusteczek do prania. Paczka jeszcze do mnie nie dotarła, więc nic więcej póki co nie mogę powiedzieć
  • Wczoraj zostały też ogłoszone wyniki konkursu na Dzień dziecka organizowanego przez TVP ABC- Filipek wygrał lokomotywę z serii Tomek i przyjaciele za swoją kolorowankę:) 

wtorek, 14 czerwca 2016

Nasze wakacje-Bałtyk 2016

W ubiegłym roku, ze względu na moją ciążę dość już zaawansowaną i w dodatku zagrożoną przedwczesnym porodem, nigdzie nie mogliśmy wyjechać na wakacje. W tym roku było sprawą bezdyskusyjną, że musimy pojechać nad morze i tak też się stało. Zapraszam was na relację z naszych wakacji!

Wyruszyliśmy, 5 czerwca około godziny 22. Postanowiliśmy jechać w nocy, żeby chłopcy spali. I muszę przyznać, że podróż minęła bardzo sprawnie. Kubuś przebudził się w Warszawie i płakał bo przeszkadzały mu światła. Później większość drogi już spał, jedynie ostatnią godzinę trochę marudził. Filipek natomiast przebudził się kilka razy, ale był bardzo zadowolony, że jedziemy. Jechaliśmy 10 godzin. Do Władysławowa dojechaliśmy ok 8:30 rano. Byliśmy padnięci, a doba hotelowa zaczynała się dopiero o 14. Od razu poszliśmy nad morze, później coś zjeść i pospacerować. Nasz pensjonat mieścił się w Chłapowie, mieszkaliśmy w willi Solaris .Miejsce bardzo fajne, ładnie urządzone, z placykiem zabaw i altanką dla dzieci. Ogólnie nie ma się do czego przyczepić, choć dwa lata temu mieliśmy pensjonat dużo fajniejszy ( Willa Pionier - polecam!!!) i kolejnym razem pojedziemy właśnie tam.



Po przyjeździe do pensjonatu trochę odpoczęliśmy, a później wybraliśmy się na spacer po okolicy. Chłapowo to mała miejscowość, ale jest gdzie spacerować. Od pensjonatu do morza mieliśmy ok 300 m. Konkretnie do klifu widokowego, bo choć było zejście na plażę, to i tak nie mogliśmy skorzystać- strome schody.


 Klif widokowy:





Tu mieszkaliśmy: 

Drugi dzień upłynął nam na zwiedzaniu Władysławowa. Najpierw poszliśmy na spacer do portu, a później na plażę. W porcie Filipkowi bardzo podobały się statki. Był też zachwycony kotwicami, których wszędzie wypatrywał już do końca wyjazdu. Kubusiowi natomiast sprzyjało świeże morskie powietrze i większość spacerów smacznie spał w wózku.








 My zdecydowanie nie jesteśmy typami plażowiczów. Po kilku minutach takiego bezczynnego siedzenia zaczyna nam się nudzić. Wolimy spacerować i zwiedzać. Dlatego też szybko zwinęliśmy rzeczy i poszliśmy na dalsze spacery po Władysławowie.




W środę mieliśmy się przemóc i poplażować dłużej. Plany popsuła nam pogoda. Choć początkowo było bardzo ciepło, to w ciągu kilku minut zerwał się lodowaty wiatr i wszyscy, łącznie z nami zaczęli uciekać z plaży. A więc znowu pozostało nam spacerowanie;) Wybraliśmy się na poszukiwanie pamiątek. I tak do naszej rodziny dołączyła piękna foczka, którą Filipek nazwał Głasia. 







W czwartek wybraliśmy się na wycieczkę do Gdyni, konkretnie do Gdyńskiego Akwarium. Filipkowi bardzo tam się podobało. Kubuś początkowo też był bardzo zainteresowany kolorowymi rybkami, ale szybko mu się znudziło i zaczął  marudzić. W rezultacie ja z nim czekałam, a Filipek zwiedzał z tatusiem. To, co jest irytujące w tym miejscu to ogrom szkolnych wycieczek, a przez to straszny hałas. Właśnie to chyba najbardziej irytowało Kubusia. Choć Akwarium bardzo nam się podobało, to trochę się zawiedliśmy ilością ekspozycji, spodziewaliśmy się czegoś więcej. 








Po zwiedzeniu Akwarium udaliśmy się jeszcze na spacer po okolicy. Bardzo nam się Gdynia podobała!







Ostatniego dnia w piątek początkowo mieliśmy jechać na Hel, ale uznaliśmy, że nam się nie chce. Było dość zimno i nieprzyjemnie. Poszliśmy więc na spacer po prawie pustej plaży, to było nasze ostatnie już spotkanie z morzem. Chcieliśmy jeszcze pospacerować wąwozem w Chłapowie (można nim dojść na plażę), ale Kuba tak strasznie marudził, niebo się zachmurzyło, że po przejściu krótkiego kawałka daliśmy sobie spokój i wróciliśmy do pensjonatu. Ja nas pakowałam, a Filipek z tatą bawił się w altance.






Wieczorem mieliśmy jeszcze akcję smoczek. Gdzieś zapodział nam się smoczek Kuby. Miałam drugi zapasowy, ale innej firmy i Kubuś nawet nie chciał go wziąć do ust. Choć w dzień mało używamy smoczka, to na noc jest on niezbędny, a tym bardziej na podróż, w którą zaplanowaliśmy wyruszyć tym razem w środku nocy. Przed 20 mój mąż jeździł po całym Władysławowie w poszukiwaniu smoczka Lovi:D Niestety kupił tylko inny o podobnym kształcie, ale nawet to nie do końca ratowało sytuację. Dopiero w samochodzie Kuba się do niego przekonał, choć nie był zbyt szczęśliwy;) Oczywiście nasz Lovi odnalazł się po powrocie do domu, był spakowany w torbie;)
W podróż powrotną wyruszyliśmy o 3 w nocy. Jechaliśmy tym razem prawie 12 godzin. Ponieważ jechaliśmy częściowo w dzień, musieliśmy robić sporo postojów ze względu na marudzenie Kuby. Zrobiliśmy też przystanek w Warszawie, gdzie zajechaliśmy na cmentarz do bardzo bliskiej mi osoby. Trasa Warszawa-Lublin była koszmarna, bo Kuba był już mocno zirytowany podróżą. Cały czas marudził, a ja już nie miałam pomysłu czym go zajmować. Za to Filipek był bardzo grzeczny, stwierdził nawet, że krótko jechaliśmy i mógłby jeszcze;) Od małego lubił jazdę samochodem, w przeciwieństwie do swojego brata, który tego nie znosi.
Ogólnie wakacje bardzo udane. Wypoczęłam, naładowałam akumulatory, wróciłam do domu z nowym zapałem. Mimo wszystko jednak, takie życie z dziećmi na walizkach jest męczące i ostatniego dnia marzyłam już o naszym małym mieszkanku. To jest ogromna zaleta takich wyjazdów, że człowiek docenia, to co ma:)
Cieszę się, że udało nam się pojechać. Za rok już mamy w planach dla odmiany-góry:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...