wtorek, 14 czerwca 2016

Nasze wakacje-Bałtyk 2016

W ubiegłym roku, ze względu na moją ciążę dość już zaawansowaną i w dodatku zagrożoną przedwczesnym porodem, nigdzie nie mogliśmy wyjechać na wakacje. W tym roku było sprawą bezdyskusyjną, że musimy pojechać nad morze i tak też się stało. Zapraszam was na relację z naszych wakacji!

Wyruszyliśmy, 5 czerwca około godziny 22. Postanowiliśmy jechać w nocy, żeby chłopcy spali. I muszę przyznać, że podróż minęła bardzo sprawnie. Kubuś przebudził się w Warszawie i płakał bo przeszkadzały mu światła. Później większość drogi już spał, jedynie ostatnią godzinę trochę marudził. Filipek natomiast przebudził się kilka razy, ale był bardzo zadowolony, że jedziemy. Jechaliśmy 10 godzin. Do Władysławowa dojechaliśmy ok 8:30 rano. Byliśmy padnięci, a doba hotelowa zaczynała się dopiero o 14. Od razu poszliśmy nad morze, później coś zjeść i pospacerować. Nasz pensjonat mieścił się w Chłapowie, mieszkaliśmy w willi Solaris .Miejsce bardzo fajne, ładnie urządzone, z placykiem zabaw i altanką dla dzieci. Ogólnie nie ma się do czego przyczepić, choć dwa lata temu mieliśmy pensjonat dużo fajniejszy ( Willa Pionier - polecam!!!) i kolejnym razem pojedziemy właśnie tam.



Po przyjeździe do pensjonatu trochę odpoczęliśmy, a później wybraliśmy się na spacer po okolicy. Chłapowo to mała miejscowość, ale jest gdzie spacerować. Od pensjonatu do morza mieliśmy ok 300 m. Konkretnie do klifu widokowego, bo choć było zejście na plażę, to i tak nie mogliśmy skorzystać- strome schody.


 Klif widokowy:





Tu mieszkaliśmy: 

Drugi dzień upłynął nam na zwiedzaniu Władysławowa. Najpierw poszliśmy na spacer do portu, a później na plażę. W porcie Filipkowi bardzo podobały się statki. Był też zachwycony kotwicami, których wszędzie wypatrywał już do końca wyjazdu. Kubusiowi natomiast sprzyjało świeże morskie powietrze i większość spacerów smacznie spał w wózku.








 My zdecydowanie nie jesteśmy typami plażowiczów. Po kilku minutach takiego bezczynnego siedzenia zaczyna nam się nudzić. Wolimy spacerować i zwiedzać. Dlatego też szybko zwinęliśmy rzeczy i poszliśmy na dalsze spacery po Władysławowie.




W środę mieliśmy się przemóc i poplażować dłużej. Plany popsuła nam pogoda. Choć początkowo było bardzo ciepło, to w ciągu kilku minut zerwał się lodowaty wiatr i wszyscy, łącznie z nami zaczęli uciekać z plaży. A więc znowu pozostało nam spacerowanie;) Wybraliśmy się na poszukiwanie pamiątek. I tak do naszej rodziny dołączyła piękna foczka, którą Filipek nazwał Głasia. 







W czwartek wybraliśmy się na wycieczkę do Gdyni, konkretnie do Gdyńskiego Akwarium. Filipkowi bardzo tam się podobało. Kubuś początkowo też był bardzo zainteresowany kolorowymi rybkami, ale szybko mu się znudziło i zaczął  marudzić. W rezultacie ja z nim czekałam, a Filipek zwiedzał z tatusiem. To, co jest irytujące w tym miejscu to ogrom szkolnych wycieczek, a przez to straszny hałas. Właśnie to chyba najbardziej irytowało Kubusia. Choć Akwarium bardzo nam się podobało, to trochę się zawiedliśmy ilością ekspozycji, spodziewaliśmy się czegoś więcej. 








Po zwiedzeniu Akwarium udaliśmy się jeszcze na spacer po okolicy. Bardzo nam się Gdynia podobała!







Ostatniego dnia w piątek początkowo mieliśmy jechać na Hel, ale uznaliśmy, że nam się nie chce. Było dość zimno i nieprzyjemnie. Poszliśmy więc na spacer po prawie pustej plaży, to było nasze ostatnie już spotkanie z morzem. Chcieliśmy jeszcze pospacerować wąwozem w Chłapowie (można nim dojść na plażę), ale Kuba tak strasznie marudził, niebo się zachmurzyło, że po przejściu krótkiego kawałka daliśmy sobie spokój i wróciliśmy do pensjonatu. Ja nas pakowałam, a Filipek z tatą bawił się w altance.






Wieczorem mieliśmy jeszcze akcję smoczek. Gdzieś zapodział nam się smoczek Kuby. Miałam drugi zapasowy, ale innej firmy i Kubuś nawet nie chciał go wziąć do ust. Choć w dzień mało używamy smoczka, to na noc jest on niezbędny, a tym bardziej na podróż, w którą zaplanowaliśmy wyruszyć tym razem w środku nocy. Przed 20 mój mąż jeździł po całym Władysławowie w poszukiwaniu smoczka Lovi:D Niestety kupił tylko inny o podobnym kształcie, ale nawet to nie do końca ratowało sytuację. Dopiero w samochodzie Kuba się do niego przekonał, choć nie był zbyt szczęśliwy;) Oczywiście nasz Lovi odnalazł się po powrocie do domu, był spakowany w torbie;)
W podróż powrotną wyruszyliśmy o 3 w nocy. Jechaliśmy tym razem prawie 12 godzin. Ponieważ jechaliśmy częściowo w dzień, musieliśmy robić sporo postojów ze względu na marudzenie Kuby. Zrobiliśmy też przystanek w Warszawie, gdzie zajechaliśmy na cmentarz do bardzo bliskiej mi osoby. Trasa Warszawa-Lublin była koszmarna, bo Kuba był już mocno zirytowany podróżą. Cały czas marudził, a ja już nie miałam pomysłu czym go zajmować. Za to Filipek był bardzo grzeczny, stwierdził nawet, że krótko jechaliśmy i mógłby jeszcze;) Od małego lubił jazdę samochodem, w przeciwieństwie do swojego brata, który tego nie znosi.
Ogólnie wakacje bardzo udane. Wypoczęłam, naładowałam akumulatory, wróciłam do domu z nowym zapałem. Mimo wszystko jednak, takie życie z dziećmi na walizkach jest męczące i ostatniego dnia marzyłam już o naszym małym mieszkanku. To jest ogromna zaleta takich wyjazdów, że człowiek docenia, to co ma:)
Cieszę się, że udało nam się pojechać. Za rok już mamy w planach dla odmiany-góry:)

3 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia:-)A Bałtyk jak nie nasz, taki spokojny i lazurowy.Jednak nasze morze jest piękne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow super wakacje, my tam mylismy z mężem jak synka nie było na świecie, z nim jeszcze nie byliśmy nad morzem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcia ☺my też mamy piękne wspomnienia z wakacji ...nad morzem

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...