wtorek, 30 grudnia 2014

Humor słowny część 4

Ubieramy się na spacer. Założyłam czarne spodnie i biały sweter.
Filip (z uznaniem w głosie) -ooooooooo
Ja: ładnie mama wygląda?
Filip: kaaa-aak!


Filip trzęsie telewizorem. Na co ja zaczynam mu tłumaczyć:
-nie wolno tak robić, bo telewizorek spadnie, potłucze się, nie będzie bajek,twojej peppy, i co wtedy będziesz oglądał?
Filip: - śnieg
On potrafi mnie pokonać jednym słowem:D A nie ma jeszcze dwóch lat!


-Filipku, kto ci dzisiaj zostawił prezent pod poduszką?
-Komikom! (czyt.Mikołaj)


Scenka tym razem bez udziału Filipa. Jedziemy samochodem, mąż prowadzi, a ja komentuję (jak zwykle).
Mąż z rezygnacją w głosie (o moim kursie na prawo jazdy): noż kurde, tysiąc złotych poszło na to, żebyś mi truła za każdym razem jak jedziemy. Nie miałaś wiedzy, to przynajmniej siedziałaś cicho:D


-Filipku, a jakbyś miał pieska, to jakby miał na imię?
-Tap tap
Oryginalne imię,prawda? ;)


Filipek coś mówi sam do siebie.
Pytam się go: -co mówiłeś?
Na co Filip- jajo (chyba usłyszał jak sobie czasem z tatusiem tak pyskujemy)


Filip zdenerwował się, że tata zaraz po powrocie z pracy wyszedł z domu załatwić jedną sprawę. Zażyczył sobie, żeby zadzwonić do babci i tak się poskarżył:
-Babuuuuu, tata tap tap bruuuum


Filipek co jakiś czas wymyśla sobie uniwersalne słowo, które używa określając wszystko to, czego nie umie nazwać. Wcześniej takim słowem było 'kuka", a od jakiegoś czasu jest "ambi".


Filipek wymyśla zdrobnienia na różnych członków rodziny, I tak na mnie mówi Mimi, na babcię Bibi, a ostatnio wymyślił zdrobnienie na dziadka- Didi :D


Filipek mówi już bardzo dużo, powtarza większość słów. Niektóre wychodzą mu bardzo wyraźnie, a inne wymawia po swojemu. Co najbardziej mnie dziwi i napawa dumą-wymawia "r"-bardzo wyraźnie i w dodatku tak to r lubi, że wstawia je do słów, w których tej literki wcale nie ma;)

Oto kilka filipkowych określeń:
bimbim-pingwin
drób-próg
mnimmnim-amen
drom- dom
rara-dziadzia
Pifi, Pipi- Fifi
Ali-ciocia
papu-papuga
pipś-miś
pip-nos
arby-farby
kuj kuj-choinka
pyk pyk-światełka
kompi komp-kąpanie
Tatu-tata
tutut-słoń
kapki-ciapy,buty
kalii-buty zimowe
kapka-czapka


Scenka ze świąt. Mój tata jak co roku rozdaje rodzinie prezenty. W pewnym momencie zauważa, że coś mu nie gra i jeden prezent zostawił u dziadka. Mówi:
-o kurcze,Mikołaj popełnił byka i jeden prezent będzie dopiero jutro.
Na co 5 letni Marcin z wielkim entuzjazmem:
-ja chcę byka!



niedziela, 28 grudnia 2014

Nasze święta

Jak to mówią "święta, święta i po świętach". Tyle było czekania, a tu już drugie święta Filipka za nami. Święta oczywiście wspaniałe i wyjątkowe za sprawą synka. Zupełnie inaczej wszystko się przeżywa jak ma się dziecko. Tak jakby bardziej po dziecięcemu;)
O naszych przygotowaniach do świąt pisałam w poprzednim poście Idą święta, idą święta
Wieczorem, dzień przed Wigilią Filipek rozpakował prezent gwiazdkowy od nas. Dostał puzzle baby (które sam potrafi ułożyć!), układankę z literkami, dwie książeczki i plecaczek. Prezent bardzo mu się spodobał.





Na Święta pojechaliśmy jak zwykle do mojej rodziny na wieś. Najpierw do babci od strony mamy na pierwszą Wigilię, a po godzince wyruszyliśmy do dziadka od strony taty (który na szczęście mieszka tylko 8 km dalej). Tam była kolejna Wigilia. Uwielbiam ten moment, kiedy stajemy wszyscy przy stole, czytam Ewangelię o Narodzeniu Pana Jezusa, modlimy się i dzielimy opłatkiem. Nawet Filipek trzymał swój kawałek opłatka i po swojemu się dzielił (czyli wpychał każdemu na siłę do buzi). Filip umilał czas wszystkim- jak zwykle robił mnóstwo śmiesznych rzeczy, dużo mówił i wygłupiał się. Muszę też stwierdzić, że był nawet grzeczny;) Na szczęście Fifi jest bardzo towarzyski, w ogóle nie wstydzi się ludzi, więc w gościach nie mamy z nim żadnego problemu.




Pod choinką Filipek znalazł prezent od chrzestnego-kręgle. Po kolacji wigilijnej nocowaliśmy u dziadka, aby od rana rozpocząć znowu świętowanie. Przyjechały kolejne osoby z rodziny i było naprawdę fajnie- miło, rodzinnie.


Do domu wróciliśmy po południu. Lubię takie rodzinne zjazdy, ale zawsze wracam z nich padnięta.

Drugiego dnia świąt przyjechali do nas moi rodzice i świętowaliśmy nadal, tylko już w małym gronie.



Pogoda zrobiła nam świąteczny prezent i sypnęło śniegiem. Szkoda, że nie na Wigilię, ale dobre i to;) Filipek po raz pierwszy był na sankach! Był zachwycony, nawet pomimo śniegu padającego prosto na buzię.




Póki co śnieg się trzyma, więc na sanki wychodzimy codziennie.

Święta minęły, a ja biorę się powoli za szykowanie Sylwestra, który spędzamy w domu razem z moimi rodzicami oraz ciocią. Ale będzie fajnie:) Ciekawa jestem do której Filipek wytrzyma, bo postanowiliśmy, że nie położymy go spać, dopóki sam nie będzie tego naprawdę chciał.
A wam jak minęły święta? Gdzie spędzacie Sylwestra?

niedziela, 21 grudnia 2014

Idą Święta, idą Święta...

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Nawet nie wiem kiedy z kilku tygodni zrobiło się kilka dni. Przygotowania w większości domów ruszyły już pełną parą. Na facebooku pojawiają się pierwsze świąteczne życzenia.
U nas w domu też już świątecznie. Choinka ubrana kilka dni temu. W tym roku kupiliśmy sobie porządną sztuczną choinkę. Bałam się, że nie dojdzie na czas, bo przesyłka opóźniała się o kilka dni. Na szczęście to było tylko zwykłe przedświąteczne opóźnienie.
Filip cały dzień nie mógł się doczekać tego ubierania. Zaczął zawieszać bombki, zanim zdążyliśmy rozłożyć choinkę;)


Po kilku minutach znudziło mu się i wolał zabawę pudełkiem po choince;)



Największe wrażenie zrobiły na Filipku światełka choinkowe. Bardzo się zdziwił, kiedy zgasiliśmy światło, a choinka rozjaśniła się niebieskimi mrugającymi światełkami. Filipek chodził dookoła i powtarzał "pyk pyk pyk pyk" i robił "lojojojoj" . A wiecie jak Filipek mówi na choinkę? "Kuj kuj"-bo kiedyś tłumaczyłam mu, że choinka kłuje.


Miały być rodzinne zdjęcia na tle choinki, w czapkach mikołajowych itd, ale Filipek odmówił współpracy. Nie miał chłopak ochoty pozować. Przy okazji zbuntował się też aparat i powiedział, że przy zgaszonym świetle wyraźnych zdjęć robił nie będzie! I tym sposobem z sesji nici.


Oprócz choinki mamy też drugą świąteczną dekorację. Dopadła mnie wena twórcza i postanowiłam pierwszy raz w życiu uszyć coś z filcu. Padło na reniferki. Pierwszy szyło się trudno, ale później już szło jak z płatka;) Nie są może arcydziełem (trochę krzywe wyszły), ale  i tak jestem z nich dumna.



Pod naszą choinką wyrosła kupka prezentów;)


Część z nich  została już rozpakowana. Pojechaliśmy dziś do moich rodziców na spotkanie przedświąteczne. Z racji tego, że na święta zawsze jedziemy do dziadków, zjeżdża się cała rodzina, to my w naszym gronie dajemy sobie prezenty troszkę wcześniej- czasem dzień przed Wigilią, czasem w Wigilię rano, a czasami, tak jak w tym roku kilka dni przed świętami.








Filipek od Babci i Dziadka dostał kilka książeczek z naklejkami, bluzeczki i spodenki. Dostał też prezent od mojej siostry, czyli swojej chrzestnej- maskotkę taty świnki ze swojej ulubionej bajki o śwince Peppie oraz samochodzik, który jeździ po wciśnięciu.


Ja i mąż też dostaliśmy prezenty od rodziców i od mojej siostry. My oczywiście też ich obdarowaliśmy.
Filipek prezent od nas dostanie dopiero w Wigilię rano. Ten największy jest dla niego;)


Na razie leży sobie spokojnie pod choinką. O dziwo na Filipku nie robi to żadnego wrażenia. Prezenty leżały przez kilka dni, a Filip wcale ich nie ruszał. Wytłumaczyłam mu, że będziemy je rozpakowywać w święta i chyba to zaakceptował. 

W planach mamy jeszcze wspólne pieczenie pierniczków:) Nie mogę się doczekać tego świąteczo-pierniczkowego zapachu. 

A jak u Was mijają ostatnie przedświąteczne dni?

wtorek, 16 grudnia 2014

Noworodek na zakupach

Być może uznacie, że jestem dziwna, ale nie znoszę widoku noworodków na zakupach.
Trudno mi zrozumieć, że ktoś tak maleńkie dziecko bierze ze sobą do centrum handlowego. Nie rozumiem czym kierują się tacy rodzice. Zakupy zrobić trzeba, ale koniecznie z takim maluchem?

Nie dalej jak dwa dni temu wybraliśmy się z mężem do jednej z lubelskich galerii handlowych. Ludzi tłumy, jak to zwykle bywa przed świętami. W pewnym momencie mijaliśmy rodzinkę-mama,tata i dziecko-noworodek. Na pewno nie miało jeszcze dwóch tygodni. Pierwsza moja myśl- chyba to dzieciątko prosto ze szpitala po zakupy przyjechało.
Ja nie rozumiem po co takie małe dziecko brać do centrum handlowego. Takie skupisko ludzi, raj dla wirusów. A taki maluch? Osłabiony jeszcze, nie przystosowany, układ odpornościowy jeszcze nie ten, co u dorosłego.Dla mnie zabieranie noworodka w takie miejsca, to nie dość, że narażanie jego zdrowia, to jeszcze męczarnia dla dziecka. Tyle bodźców, głosów, wątpię, aby maluszek czuł się w takim miejscu dobrze. A jeszcze jeśli dołożyć do tego fakt, że często mamusia nie wpada na pomysł, żeby dziecko trochę rozebrać, to już w ogóle komplet.
Dziwię się, że kobietom w tak krótkim czasie po porodzie  w ogóle chce się do takich centrów chodzić.
Ale, ale nie tylko w galeriach handlowych widuję noworodki, często też widzę je w kościele.

My Filipka zaczęliśmy ze sobą zabierać do dużych sklepów dopiero jak miał jakieś 7 miesięcy. Wcześniej, jeśli mieliśmy ochotę wybrać się na większe zakupy to dziecko zostawało z moimi rodzicami. My mieliśmy więcej swobody i chwilę wytchnienia, a maluch nie męczył się.

Wracając jeszcze do dzieci w sklepach, to wybaczcie wyrażenie, ale krew mnie zalewa jak widzę maluchy w pełni ubrane, poprzykrywane kocami, Czy to jest takie trudne, aby dziecko w sklepie trochę rozebrać? Nic przyjemnego pocić się przez kilkanaście, albo i kilkadziesiąt minut, a później wyjść na wiatr i mróz. A i do choroby od tego nie daleko.
Ja Filipa rozpinam,zdejmuję czapkę szalik, nawet jak wchodzę na kilka minut do Rossmanna.
We wrześniu w Moprze czekała w kolejce pani z noworodkiem w wózku. Na dworze było wtedy bardzo zimno, dziecko ubrane więc było w kombinezon, przykryte grubym kocem złożonym na kilka razy, a na to miało jeszcze pokrowiec od wózka. Wszystko byłoby w porządku, ale dziecko z mamą nie czekało na dworze. Kolejka gigant, czas oczekiwania godzina lub dłużej, temperatura w pomieszczeniu ponad 20 stopni (panie obsługujące w krótkich rękawach). A mamusi nie chciało się nawet tego koca z dziecka zdjąć. Przyznam, że aż mnie nosiło, żeby podejść i jej coś powiedzieć. Dziecko płakało (nie dziwię się, też bym płakała), ale jakoś mama nie wpadła na pomysł, że może mu być zwyczajnie gorąco.

Zresztą ubieranie dzieci, to już odrębny temat, nawet już kiedyś o tym pisałam. Zawsze wydaje mi się, że nic mnie już nie zdziwi, ale jednak.

Ciekawa jestem jakie macie zdanie na ten temat. Zabieracie lub zabieraliście wasze noworodki na zakupy?

piątek, 5 grudnia 2014

Mamowo blogowa wymiana mikołajkowa:)

Na każde święta, wśród blogujących mam organizowana jest akcja wymiany prezencików. My już po raz drugi mieliśmy przyjemność w tym uczestniczyć (pierwszy raz na Wielkanoc).
Tym razem paczuczkę dla nas przygotowała Mama Janka
Wczoraj, kiedy wracałam ze spaceru z Filipkiem znalazłam w skrzynce awizo. Spodziewałam się, że to nasza wymiankowa paczuszka. Miałam odebrać ją wieczorem, ale miły pan listonosz w drodze powrotnej postanowił jeszcze raz sprawdzić, czy przypadkiem nie ma mnie w domu:D Jak to powiedział- nadawcą jest Święty Mikołaj, więc wolał nam szybko dostarczyć:) Bardzo to było miłe.
A to zawartość naszego prezentu:


Dostaliśmy świeczkę, szydełkowe zawieszki, dwie książeczki,układankę, krem,łyżeczki,bileciki do prezentów,cukiereczki,szablony do rysowania i kartkę z życzeniami:) 

Bardzo dziękujemy za wspaniały prezent!
Krem jest świetny, od wczoraj już używam:) Książeczka z naklejkami od razu poszła w ruch, bo przecież Filip to naklejkowy potworek:D Bardzo spodobały mu się też łyżeczki,którymi cały wieczór karmił tatę:D
Zawieszki na razie ozdobiły naszą mini choinkę:) Ale jak będziemy ubierać dużą, to na pewno na nią trafią.


Natomiast numerem jeden okazały się szablony! Mamo Janka, nie wpadłabym na to, żeby coś takiego kupić Filipkowi! Natomiast mój synek sam od razu wiedział jak tego używać i w dodatku świetnie sobie radzi z odrysowywaniem literek! Aż krzyczy z radości jak literka pojawia się na kartce:) Super! Powiem szczerze, że aż mi się łezka w oku zakręciła jak mój maleńki synek w takim skupieniu pracował z kredkami w rączkach.




Ja przygotowałam paczkę dla autorki bloga Znaczki jak robaczki . Może niebawem pojawi się tam notka, w której będziecie mogli zobaczyć, co kryło wysłane przeze mnie pudełeczko.



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Humor słowny część 3

Filip powiedz ciocia.
-kuka
Nie kuka, cio-cia
-kuka
Cio-cia
-Kuka!

Filip coś napsocił. Tata mówi mu "no no no". A Filip sobie nic sobie z tego nie robi.
Na co tata- mógłbyś chociaż trochę skruchy okazać?
Filip- Ne!


Mężowi coś spadło i powiedział "fuck". Fifi w sekundę podłapał i powtórzył: "bak"!
Teraz za każdym razem jak mu coś spadnie,coś się nie uda itd. to mówi "bak".Zadziwiające jak potrafi użyć tego słowa w odpowiednim kontekście;D


Wieczór. Całą trójką leżymy w łóżku. Filip przy piersi.
Ja do męża: szkoda, że nie masz cycków.
Mąż: Boże, dzięki ci,że nie mam cycków.
Ja (do Filipa)-chciałbyś, żeby tata miał cycy?
Filip kiwa głową, że tak.
Ja- a piłbyś mleczko z tych cyców?
Filip-neee
Ja: A czemu nie?
Filip-bleeeeeeeee


Filip lubi jak ja i mąż się całujemy. Często łapie nas za głowy i zbliża do siebie zmuszając w ten sposób do pocałunku. Ostatnio to samo zrobił z babcią i dziadkiem:D Ich miny bezcenne:D

Fifi jest małym spryciarzem i wie jak mnie zmiękczyć;) Kiedy coś ode mnie chce, np.żebym się z nim bawiła słodkim głosikiem woła "Mimi". A jak coś mu się nie podoba to słyszę "maaaaaamoooooo" ;)


Zapraszam też na poprzednie posty z cyklu humor słowny:
Humor słowny 1
Humor słowny 2


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...