wtorek, 16 grudnia 2014

Noworodek na zakupach

Być może uznacie, że jestem dziwna, ale nie znoszę widoku noworodków na zakupach.
Trudno mi zrozumieć, że ktoś tak maleńkie dziecko bierze ze sobą do centrum handlowego. Nie rozumiem czym kierują się tacy rodzice. Zakupy zrobić trzeba, ale koniecznie z takim maluchem?

Nie dalej jak dwa dni temu wybraliśmy się z mężem do jednej z lubelskich galerii handlowych. Ludzi tłumy, jak to zwykle bywa przed świętami. W pewnym momencie mijaliśmy rodzinkę-mama,tata i dziecko-noworodek. Na pewno nie miało jeszcze dwóch tygodni. Pierwsza moja myśl- chyba to dzieciątko prosto ze szpitala po zakupy przyjechało.
Ja nie rozumiem po co takie małe dziecko brać do centrum handlowego. Takie skupisko ludzi, raj dla wirusów. A taki maluch? Osłabiony jeszcze, nie przystosowany, układ odpornościowy jeszcze nie ten, co u dorosłego.Dla mnie zabieranie noworodka w takie miejsca, to nie dość, że narażanie jego zdrowia, to jeszcze męczarnia dla dziecka. Tyle bodźców, głosów, wątpię, aby maluszek czuł się w takim miejscu dobrze. A jeszcze jeśli dołożyć do tego fakt, że często mamusia nie wpada na pomysł, żeby dziecko trochę rozebrać, to już w ogóle komplet.
Dziwię się, że kobietom w tak krótkim czasie po porodzie  w ogóle chce się do takich centrów chodzić.
Ale, ale nie tylko w galeriach handlowych widuję noworodki, często też widzę je w kościele.

My Filipka zaczęliśmy ze sobą zabierać do dużych sklepów dopiero jak miał jakieś 7 miesięcy. Wcześniej, jeśli mieliśmy ochotę wybrać się na większe zakupy to dziecko zostawało z moimi rodzicami. My mieliśmy więcej swobody i chwilę wytchnienia, a maluch nie męczył się.

Wracając jeszcze do dzieci w sklepach, to wybaczcie wyrażenie, ale krew mnie zalewa jak widzę maluchy w pełni ubrane, poprzykrywane kocami, Czy to jest takie trudne, aby dziecko w sklepie trochę rozebrać? Nic przyjemnego pocić się przez kilkanaście, albo i kilkadziesiąt minut, a później wyjść na wiatr i mróz. A i do choroby od tego nie daleko.
Ja Filipa rozpinam,zdejmuję czapkę szalik, nawet jak wchodzę na kilka minut do Rossmanna.
We wrześniu w Moprze czekała w kolejce pani z noworodkiem w wózku. Na dworze było wtedy bardzo zimno, dziecko ubrane więc było w kombinezon, przykryte grubym kocem złożonym na kilka razy, a na to miało jeszcze pokrowiec od wózka. Wszystko byłoby w porządku, ale dziecko z mamą nie czekało na dworze. Kolejka gigant, czas oczekiwania godzina lub dłużej, temperatura w pomieszczeniu ponad 20 stopni (panie obsługujące w krótkich rękawach). A mamusi nie chciało się nawet tego koca z dziecka zdjąć. Przyznam, że aż mnie nosiło, żeby podejść i jej coś powiedzieć. Dziecko płakało (nie dziwię się, też bym płakała), ale jakoś mama nie wpadła na pomysł, że może mu być zwyczajnie gorąco.

Zresztą ubieranie dzieci, to już odrębny temat, nawet już kiedyś o tym pisałam. Zawsze wydaje mi się, że nic mnie już nie zdziwi, ale jednak.

Ciekawa jestem jakie macie zdanie na ten temat. Zabieracie lub zabieraliście wasze noworodki na zakupy?

5 komentarzy:

  1. Hmmm...
    My od urodzenia Julci zabieramy Ja ze soba wszędzie. Na zakupy, do Kościoła. Masz rację, że pewnie nie jest to cudowne rozwiązanie, ale niestety nie mamy komu powierzyć dziecka na ten czas. Teściowie mieszkają ponad 50 km od Nas, moi rodzice ponad 70 km. Nie mamy tu rodzeństwa, ani innych bliższych osób, którym bez problemu i strachu można by było dziecko zostawić. Na początku przez pierwsze kilka tyg. nie chodziłam na zakupy, robił je mąż. Ale ile tak można siedzieć ciągle samemu z dzieckiem w mieszkaniu. Julka urodziła się w okresie przedświątecznym i do z kościoła też chciałam w końcu iść.
    Jeśli byliśmy u rodziców i mieliśmy taka możliwość Julka zostawiła pod ich opieka. Ale na co dzień nie było takich możliwości. Ubiór dostosowuje do temperatury, w CH zdejmuje Julci kurtkę, czapkę, rękawiczki itd. Uważam że tego trzeba pilnować bo rozgrzane dziecko wystawia się potem na mróz i chorobę ma się jak w banku.
    Czasem rodzice z małymi dziećmi w sklepach czy kościele wzbudzają emocje, ale warto pamiętać, że nie każdy ma te dzieci z kim zostawić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne,wiadomo,że nie każdy ma na miejscu rodzinę, żeby zostawić dziecko. Ale jak się jest we dwoje to można to jakoś zorganizować-np. tak jak Pani pisze,że zakupy mąż robił. Ja absolutnie nie mialam na myśli ogólnie zabierania dzieci ze sobą (bo też małego zabieramy) chodzi mi tylko o konkretną sytuację zabierania noworodka. Taki maluch uważam, że nie powinien być zabierany w takie miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uważam, że takich maluszków nie powinno się zabierać w duże skupiska ludzi. Do kościoła nie chodzę często, ale jak już jestem, to czy to lato, czy to zima, zawsze znajdzie się kilka kaszlących osób, bo przecież starsze osoby idą do kościoła nawet jak są chorzy i nie patrzą na to że mogą kogoś zarazić. Ja się sama tak kiedyś zaraziłam od kaszlącej kobiety w kościele a byłam wtedy na początku ciąży i niestety bez antybiotyku się nie obeszło. W okresach grypowych to ja nawet moich już dużych (6 i 4 lata) dzieci nie biorę ze sobą na zakupy.

    OdpowiedzUsuń
  4. My z Filipem chodziliśmy na zakupy. Może nie od razu, ale dość wcześnie. Ale Fifi urodził się w maju, było ciepło, a jak wypuszczaliśmy się do galerii, to w niedzielę koło 9 rano, gdy i tak nie było tam prawie ludzi.
    Teraz jest zima, zaraz urodzi się drugi bobas i chyba mi się nie będzie chciało w taką pogodę z maluchem wybierać na wycieczki sklepowe. Mam w planie więcej odpoczywać w domu niż po poprzedniej ciąży, a na zakupy niech biega tatuś z Filipkiem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. W Polsce dzieci poubierane grubo nawet w centrach handlowych a u nas na odwrót .Zimno wiatr jakieś kilka stopni tylko a dziecko-noworodek z gołymi sinymiiii aż nóżkami bez czapeczki na dworze-brrr krew mnie zalewa .A matka oczywiście ubrana ciepło.Ja musiałam zabierać Lili do sklepów może nie jako noworodek ale dość wcześnie .Jak byliśmy z mężem sami w Uk to nie było wyjścia-on sam by nie kupił wszystkiego a ja nie mam prawka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...