czwartek, 26 lutego 2015

Humor słowny część 6

Babcia Filipka nazywa się Asia. Filip wymawia to "Kaśka". Uwielbia tak wołać babcię np. w sklepie;) A kiedy pytam kto do nas dziś przyjedzie, to wykrzykuje: "Bibi Kaśka!"

Filip (nie mam pojęcia dlaczego) na włos mówi "dup". Kiedy wplącze mu się w rączkę mój włos, albo go dotknę włosami to mówi:
-beeee dup mamy

Filip pogłaskał tatusia po włosach po czym stwierdził:
-oj... cik cik...no tak
Pobiegł do swojego pokoju poszukać nożyczek, znalazł zabawkę kombinerki, przyszedł i obcinał tacie włosy, udając co chwila, że te "nożyczki" czyści mówiąc "dup taty".


Wzięliśmy sobie z mężem do kolacji wino. Na co Filip, pokazując na kieliszki:
-Mama tak, tata tak, lala? nie. Lala sok.


Ostatnio jednym z ulubionych wyrażeń Filipka jest : "tata drań" :D Nie mam pojęcia skąd mu się to wzięło.

Filipek ma fazę na bajkę "Kot i Pat". Ostatnio wymyślił zabawę -on był kotem, a ja Patem. Przez cały dzień moje dziecko nie mówiło do mnie mamo, ani Mimi- tylko "Paku" (nie mówi Pat tylko Pak).


Mąż wydmuchuje nos w łazience. Filip słysząc ten dźwięk, krzyczy uradowany:
-tutut?tutut?! (tutut czyli słoń)
a  po chwili zawiedziony:
-nieee....to tata.


Ostatnio w supermarkecie kupowaliśmy wiadro z mopem. Filip siedział w wózku zakupowym, a kiedy kasjer wziął wiadro do policzenia, oburzony wykrzyknął:
-taty to!


Wracamy ze spaceru, wciągam wózek tyłem po podjeździe do bloku. Filip wychylony do przodu, więc poprosiłam, żeby się oparł, bo wygodniej wózek wciagać. No i tłumaczę mu:
-bo wiesz mama woli jak jesteś oparty bo łatwiej wózkiem wjechać
Na co Filip:
-io io io (dźwięk osiołka)
No tak oparty i uparty to bardzo subtelna różnica;) (czasem mówię Filipkowi, że jest uparty jak osiołek stąd ten dźwięk osła)




piątek, 20 lutego 2015

Puszki na drobiazgi DIY

Dzieci często mają multum różnych drobiazgów i małych zabaweczek. Chociażby figurek z kinder niespodzianek (mój Filip "jajo" uwielbia).
Ostatnio wpadłam na pomysł zrobienia pojemników na "duperelki".
Potrzebujemy do tego puszek (np. po herbatkach), samoprzylepnego papieru kolorowego oraz nożyczek.
Dla wyjaśnienia- Filip tego granulowanego cukru nie pije. Kiedyś kupiłam z dobrymi chęciami, nie patrząc na skład (no bo przecież dla dzieci to powinno być ok). Fifi po pierwsze w ogóle tego nie chciał pić, a po drugie jak zobaczyłam skład, to się za głowę złapałam. No i te herbatki tak stały rok czasu, aż wpadłam na pomysł wykorzystania puszek.



Wykonanie pojemników jest tak proste, że bez problemu zrobiłby to przedszkolak. Puszki obklejamy dookoła papierem samoprzylepnym, a następnie przyklejamy np. oczy, nos, wg własnego pomysłu. U nas miał być potworek, ale w trakcie szykowania mi się "odwidziało" ;) I powstało takie coś;)




Ja wiem, że piękne to to nie jest;) Ale na przechowywanie drobiazgów idealne. W dodatku Filipek zachwycił się tymi puszkami,uwielbia się nimi bawić.





Szkoda, że miałam tylko dwie puszki, bo chętnie zrobiłabym mu więcej takich pojemniczków.
Podoba Wam się ten pomysł?

środa, 18 lutego 2015

Uwaga konkurs!

Pamiętacie szyte przeze mnie sówki, które pokazywałam Wam na facebooku? Tak się wciągnęłam, że powstało kilka kolejnych.
I już dziś jedna z nich może być Twoja! Czyli konkurs czas start!



Nagroda: sówka handmade do wyboru różowa lub niebieska

Zasady konkursu: 

1. Polub profil Mama Filipka na facebooku (jeśli jeszcze nie jesteś w gronie fanów)
2. Udostępnij publicznie baner konkursowy na facebooku klik
3. Pod notką konkursową (tutaj na blogu) zgłoś chęć wzięcia udziału w konkursie, napisz jako kto lubisz i udostępniasz na fb oraz którą sówkę wybierasz w przypadku wygranej.

będzie mi  miło jeśli na facebooku w komentarzu pod zdjęciem konkursowym zaprosisz do zabawy znajomych przez dodanie odnośników- otagowanie (jest to warunek nieobowiązkowy).
Koniecznie zapoznaj się z regulaminem konkursu zanim weźmiesz udział! Regulamin na dole postu.

Wyłonienie zwycięzcy:

W konkursie wygra jedna osoba, która zostanie wybrana na drodze losowania. Konkurs trwa do 4 marca.



Sowia rodzinka;)



Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga www.mama-filipka.blogspot.com 
2. Nagrodą jest sowa handmade, do wyboru różowa lub niebieska. Nagroda w całości sponsorowana przez autorkę bloga.
3. Wysyłka nagrody możliwa jest tylko na terenie Polski.
4. Aby wziąć udział w konkursie należy wypełnić wszystkie jego warunki wymienione w treści posta konkursowego. W przypadku nie dopełnienia któregoś z punktów osoba zostaje wykluczona z konkursu.
5. Osoby, których polubienia znikną po zakończeniu konkursu zostają wykluczone z możliwości brania udziału w kolejnych konkursach organizowanych przez autorkę bloga www.mama-filipka.blogspot.com.
6. Konkurs trwa od dnia 18.02.2015 do dnia 04.03.2015 do godz. 23:59. W przypadku zbyt małej liczby uczestników może zostać przedłużony o kolejny tydzień lub odwołany.
7. Zwycięzca zostanie wybrany na drodze losowania do dnia 08.03.2015 Wyniki zostaną opublikowane na blogu. Na adres do wysyłki nagrody organizator konkursu czeka 5 dni od daty ogłoszenia wyników. Po tym czasie, jeśli zwycięzca nie zgłosi się, zostanie wylosowana kolejna osoba.
8. W przypadku wygranej, zwycięzca konkursu wyraża zgodę na przekazanie swoich danych adresowych autorce bloga www.mama-filipka.blogspot.com. Dane te zostaną wykorzystane wyłącznie w celu wysyłki nagrody, nie zostaną przekazane osobom trzecim. 
9. Organizator konkursu zastrzega sobie prawo do zmian w niniejszym regulaminie, bez podawania przyczyny.
10. Niniejszy konkurs nie jest grą losową ani zakładem wzajemnym, w rozumieniu ustawy z dnia 19 listopada 2009 r.(Dz.U.2010.127.857)

poniedziałek, 16 lutego 2015

Mama nieidealna

Często słyszę, że jestem wspaniałą mamą. Nie przeczę, staram się bardzo, aby być mamą doskonałą. No ale niestety nie jestem, do ideału mi trochę brakuje.
Czasami słyszę opinie, że na blogach parentingowych to zawsze same ochy i achy, dzieci idealne, mamy idealne i w ogóle wszystko na glanc. Czy tak jest czy nie, nie będę oceniać, bo takich blogów czytam niewiele. Wiem natomiast jak jest na moim. Rzeczywiście narzekania tu nie znajdziecie, żalów, pretensji tym bardziej. Ale to nie znaczy, że jestem cyborgiem. Jestem zwyczajną mamą. Zdarza mi się zdenerwować, nawet krzyknąć na synka. Moje dziecko je słodycze i kotlety, ogląda bajki i jest wychowywane bez rad z poradników dla idealnych mam;) Zdarza mi się nie ugotować, bo zwyczajnie mi się nie chce (nie znoszę gotować!), a pranie często koczuje tydzień w szafce zanim trafi do prasowania (bo ja prasuję wszystko, inaczej nie potrafię).
Zdarza się, że zwyczajnie mam gorszy dzień, boli mnie głowa, chce mi się spać i najchętniej bym przeleżała pod kocem cały dzień (ale tak dobrze to nie ma- "mamy nie biorą zwolnienia"). Czasami nie chce mi się już po raz kolejny bawić pociągiem, samochodem czy puzzlami po raz któryś tam tego dnia. Chciałabym w spokoju pogapić się telewizor czy w książkę i mieć zwyczajnie chwilę tylko dla siebie. Ale nie zawsze mogę, bo trzeba zająć się synkiem.
Ale nie narzekam, bo nie tędy droga. Zawsze byłam typem człowieka optymisty. W każdej, nawet najgorszej sytuacji szukaj pozytywnych stron- to moja dewiza. Nigdy nie skupiam się na negatywach. I z tego też powodu o takich rzeczach nie piszę.
Bo tak naprawdę wszystkie te gorsze dni, te "chciałabym" giną w zestawieniu z tym, co mi oferuje macierzyństwo. Uwielbiam być mamą i naprawdę się w tym odnalazłam. Nie brakuje mi życia zawodowego, spotkań z ludźmi, imprez. Nie żałuję, że poświęciłam się wychowywaniu dziecka. Choć tak naprawdę to nie żadne poświęcenie, tylko po prostu wybór. Odnalazłam się w byciu kurą domową;) Skończyłam studia, zrobiłam podyplomówkę i moje doświadczenie zawodowe równa się zeru. Na pracę jeszcze czas przyjdzie, a dzieciństwa mojego synka nie mogę odłożyć na później. Chcę być przy nim codziennie i póki co nie wyobrażam sobie, aby powierzyć opiekę nad nim niani czy przedszkolankom.
I tak naprawdę to do narzekań nie mam powodów. Choć moje dziecko nie jest super grzecznym aniołkiem, to jednak nie dał mi mocno w kość. Ma dziwne pomysły, wymaga 100% mojej uwagi (nawet jak obieram ziemniaki to wisi na mnie) i miewa swoje humorki oraz dni "robię mamie na złość". Ale każdy ma do tego prawo i chociaż czasem nerwy mi puszczają, to staram się go zrozumieć.
Ciągle staram się pracować nad sobą. Źle mi z tym, że czasem emocje biorą nade mną górę i zdarza mi się podnieść głos na dziecko (głos, ale nigdy rękę!). Kiedy już nerwy mnie opanują, nakrzyczę na Filipka, to później mam wyrzuty sumienia. Kiedy emocje opadną zawsze tłumaczę mu dlaczego się zdenerwowałam i przepraszam go (tak, przepraszam), że krzyknęłam. Proszę też, aby więcej tak nie robił.
Kiedy był mniejszy czasami wieczorem nie mogłam go uspać i okropnie mnie to denerwowało. Jak czułam, że emocje sięgają zenitu zostawiałam bobasa mężowi i szłam pod prysznic. Kąpiel, kilka głębokich oddechów i mogłam wracać do dziecka z nowymi pokładami cierpliwości.
Najłatwiej jest siąść i narzekać, ale to nie tędy droga. Trzeba cieszyć się życiem i tym co się ma. Nie trzeba być chodzącym ideałem.

czwartek, 12 lutego 2015

2 super książeczki z naklejkami-polecam

Dziś chciałabym Wam polecić dwie świetne książeczki z naklejkami. O jednej z nich już pisałam w poście Naklejkowe szaleństwo , ale mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe jeśli zrobię to jeszcze raz. Kilka dni temu kupiłam kolejną książkę z tej serii i od wczoraj jest zabawa.
Mowa oczywiście o :


Cena tych książeczek waha się od 15 do dwudziestu kilku złotych. Pierwszą kupowałam kiedyś w Biedronce za 14,99 zł. Bajkowy Skarbczyk zamówiłam na allegro za ok. 17 zł. Zostały wydane przez wydawnictwo Olesiejuk.

Co w nich takiego niezwykłego? A no to, że są świetnie wykonane. Prześliczna grafika, kolorowe obrazki, różnorodne zadania i przede wszystkim dużo naklejek! Każda książeczka podzielona jest na sześć części.
W pierwszej są to: kolory, kształty, pierwsze słowa, liczby, zwierzęta oraz w ruchu. Bajkowy Skarbczyk składa się z 6 bajeczek: Trzy świnki, Jaś i pnącze fasoli, Jaś i Małgosia, Czerwony kapturek, Złotowłosa i trzy misie oraz Tomcio Paluch. W każdej części oprócz różnorodnych zadań jest też strona do samodzielnej aranżancji za pomocą naklejek. To zadanie Filipek lubi najbardziej, może puścić wodze fantazji i sam decydować, gdzie co przykleić.
Nie będę się rozpisywać, niech zdjęcia powiedzą Wam dlaczego tak się zachwycam;) Naprawdę polecam- warto!

BAJKOWY SKARBCZYK







ZABAWY I ZADANIA DLA MALUCHÓW






wtorek, 10 lutego 2015

Testowanie z blogosferą Canpol Babies

Jakiś czas temu zapisałam się do nowego programu dla blogerów- blogosfery canpol babies .Zgłosiłam się do testowania zestawu "Wesołe zwierzątka" i ku uciesze mojej i Filipka zostaliśmy wybrani.
Wczoraj po południu kurier dostarczył nam "pakę" (określenie Filipka), którą synek osobiście odebrał, a potem rozpakował z moją pomocą.



Choć Filip ma już  kilka swoich talerzyków, to jednak zawartość przesyłki bardzo go ucieszyła. W paczce znaleźliśmy- kubeczek, sztućce, talerzyk głęboki oraz płaski, a także kubek niekapek. Wszystko z obrazkiem sympatycznego misia ( a Fifi misie uwielbia).


Filip od razu zabrał się do testowania " na sucho". Przez kilka minut bawił się tym zestawem i udawał, że je;) 



Nie mógł się doczekać obiadu i co chwila przychodził z talerzykiem do kuchni, żeby mu nałożyć;)
A jak się doczekał to pojadł sam chwilę, po czym mu się znudziło i jak zwykle wolał, żebym ja go pokarmiła. No cóż...książe nie ma czasu na machanie widelcem;)



Jeśli chodzi o same naczynka to spełniają moje wymagania w 100%. Zresztą praktycznie wszystkie filipkowe akcesoria mamy właśnie z Canpol babies. Lubię tą markę,  bo ma dobre rzeczy i normalne, nie wygórowane ceny.
Zestaw "Wesołe zwierzątka" jest bardzo praktyczny i przede wszystkim ładny. Ten miś od razu podbił serce Filipka, tym bardziej, że synek miał już kubeczek z tej serii, a teraz ma cały zestaw.
Zaletą tych naczyń jest to, że są wykonane z plastiku, a więc trudnozniszczalne. Niestety mieliśmy wcześniej miseczki z melaminy i nie przeżyły spotkania z płytkami w kuchni.
Krótko mówiąc- polecam.

czwartek, 5 lutego 2015

Dziecko i telewizja

Temat dość sporny. Spotyka się różne postawy, począwszy od skrajności "nie mamy wcale telewizora", poprzez racjonalne oglądanie, aż po postawę "telewizor to prawie członek rodziny i ma prawo głosu cały czas".
Nikogo nie krytykuję, każdy w swoim domu robi co chce. 

Nie jestem przeciwniczką telewizji, wręcz przeciwnie- wszystko jest dla ludzi. Ale...kładzenie przed telewizorem kilkumiesięcznego malucha (czasem kilku tygodniowego- o zgrozo!) to przesada. Jasne ogląda, cieszy się, a co ma robić? Przypięty w bujaczku, nigdzie się nie przemieści, a w tej telewizji takie fajne kolorowe obrazki...Nie, nie, nie! To nie ten czas i nie taka rozrywka dla takiego malucha. Nie lepiej dziecku poczytać bajeczkę, dać grzechotki do zabawy lub zwyczajnie do niego mówić, pokazywać różne przedmioty? Da się i fajnie to wychodzi w praktyce, wiem, bo pierwsze pół roku prawie cały czas w ten sposób spędzałam dnie z Filipkiem. Fakt, że wtedy nawet nie miałam telewizora, ale w laptopie też mogłabym puścić bajki, gdybym tylko chciała.
Filipek pierwsze bajeczki, a właściwie to piosenki dla dzieci oglądał dopiero niedługo przed skończeniem roczku. Królowały wtedy "Jagódki" i oczywiście tylko kilka minut dziennie. Po roczku zaczął oglądać pierwsze bajki- wtedy, kiedy widziałam, że on już coś z tego rozumie, a nie tylko patrzy na przesuwające się obrazki. Bo tak jak pisałam wyżej- wszystko jest dla ludzi, a moje dziecko to też człowiek i nie będę go izolować od cywilizacji.
Bajkom dla dzieci mówię Tak, ale bajkom odpowiednim. Filip przechodzi różne bajkowe fazy. Najpierw uwielbiał Pszczółkę Maję (tą nową), później był czas na "Maszę i niedźwiedzia". Następnie królowała Peppa, zaraz po niej Kubuś Puchatek. Lubi również  bajkę "Maks i Rubi", programy dla dzieci typu "Miś i Margolcia", a także stare polskie bajki-Reksio,Bolek i Lolek itd. Często spotyka się opinię, żeby dziecko wcale nie oglądało telewizji, bo to zaburza mowę, kreatywność itd. Nie zgodzę się z tym. Filip mnóstwo słówek i wyrażeń podłapał właśnie z bajek. Mało tego bajki zainspirowały go do niektórych zabaw. Ostatnio króluje zabawa pociągiem i udawanie, że miś został na stacji (z bajki Mały miś Kuba-Kuba maszynistą). Głupoty też z bajek podłapuje- np. dmuchanie w słomkę i robienie bąbelków w soku;).
Najważniejsze jest, aby dziecko oglądało bajki odpowiednie- bez przemocy, dziwacznych kreatur i nie wiadomo czego jeszcze. Niech bajka służy nie tylko rozrywce, ale również nauce, chociażby właściwego zachowania. A tak na marginesie powiem Wam, że jestem przerażona ile w Smerfach czy Gumisiach, które przecież oglądało się w dzieciństwie, jest podejrzanych scen na czele z czarną magią! Kiedyś tego nie widziałam, teraz widzę i niekoniecznie mi się to podoba.
Stanowcze NIE mówię natomiast włączonemu na okrągło telewizorowi. U nas w domu jest zasada prosta- jak nie oglądamy, to wyłączamy. Taki brzęczący w tle telewizor niesamowicie mnie denerwuje. Dużo przyjemniej jest włączyć po prostu muzykę.
Żyjemy w takich, a nie innych czasach. Technologia pnie się do góry w zastraszającym tempie. Nie uchronimy od tego naszych dzieci. Ja sądzę, że nie warto dzieci izolować od telewizji, komputera, czy telefonów. I tak przed tym nie uciekniemy, a nie oszukujmy się, bez tych rzeczy współczesny człowiek się nie obejdzie. Może sam z siebie mógłby, ale szkoła, praca to wszystko coraz bardziej na technologii się opiera. I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, żeby dwulatek siedział przed tv ile chce, w kieszeni nosił telefon i pół dnia siedział przy komputerze. Ale kiedy moje dziecko za parę lat pójdzie do szkoły to chciałabym, aby spokojnie poszedł na informatykę i potrafił obsłużyć komputer, żeby umiał zadzwonić z telefonu komórkowego, żeby znał bajki, które znają inne dzieci i nie odstawał od grupy. Wszystko w granicach rozsądku. Po to, to wszystko jest aby korzystać, ale korzystać z głową.

Podsumowując-to, że pozwalam dziecku na obejrzenie bajki, nie znaczy, że większość dnia synek spędza przed telewizorem. Wręcz przeciwnie- u nas w domu telewizor większość czasu jest wyłączony, a my się bawimy, rysujemy, układamy puzzle i robimy mnóstwo innych rzeczy. Telewizor nie jest nam niezbędny, ale czasem lubimy coś obejrzeć.
Jestem ciekawa jakie macie zdanie na ten temat. Wasze dzieci oglądają bajki? Wypowiedzcie się w komentarzach, chętnie poznam zdanie innych rodziców. A może podpowiecie tytuły fajnych, edukacyjnych bajeczek?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...