czwartek, 22 czerwca 2017

O tym jak przedszkole zniszczyło mi psychikę

Nasza przygoda z przedszkolem rozpoczęła się rok temu w sierpniu. Filipek miał wtedy 3,5 roku i sam zaczął nalegać, abyśmy go zapisali. Spontanicznie, z dnia na dzień złożyliśmy więc podanie do przedszkola. Przedszkole niepubliczne, z dofinansowaniem. Filipek chodził na 5 godzin więc nic nie płaciliśmy. Jedyny koszt to wyżywienie za dni, w które faktycznie dziecko korzystało. Idealnie prawda?
Filip był zachwycony i pokochał przedszkole od pierwszego dnia. Długo się nie nacieszył, bo już po trzech dniach był chory. I potem tak było cały czas- szedł od poniedziałku i już w środę zaczynał się katar, a w czwartek kaszel, gorączka.. Trzy dni przedszkola-2 tygodnie choroby. Początkowo były to łagodne wirusówki, które trochę męczyły, ale mijały praktycznie bez leków. Niestety im zimniej tym zaczęło być coraz gorzej. 3 dni przedszkola-3 tygodnie chorowania dwójki dzieci. Tak, Kuba oczywiście wszystko łapał od brata. I choroby coraz poważniejsze, łącznie z zapaleniem płuc.
Cała jesień, zima i wiosna to był jeden wielki koszmar niekończących się katarów, kaszlów i gorączek. Bywały tygodnie, kiedy co dwa dni musieliśmy jeździć do pani doktor, aby osłuchiwała chłopców. Na okrągło siedzieliśmy w domu, bo z chorymi dziećmi nie było jak wyjść. Oni się nudzili, ja wariowałam w tych czterech ścianach z dwójką chorych dzieci. Oni dokazywali, ja się wściekałam, coraz więcej krzyczałam. Później łapałam doła, postanawiałam, że będę cierpliwsza, lepsza. A za chwilę znów nerwy mi puszczały...Tak przedszkole i te ciągłe choroby prawie wpędziły mnie w depresję, a może raczej w nerwicę.
Przy którejś chorobie pani doktor zaczęła nam sugerować, że powinniśmy zrezygnować z przedszkola dla dobra dzieci. Nie każde dziecko się do przedszkola nadaje, niektóre tak jak mój Filip są za mało odporne. Uparcie nie chcieliśmy się poddać. Zrobimy dłuższą przerwę, może coś się poprawi.Zrobiliśmy-półtora miesiąca. I znów powtórka- kilka dni i zapalenie płuc po raz drugi...kilka dni przed urodzinami, na które Filipek tak czekał.
To był marzec, więc postanowiliśmy znów zrobić przerwę do maja. Maj był zimny, więc wstrzymaliśmy się do czerwca. Chciałam puścić Filipka do przedszkola po powrocie znad morza. Nie śpieszno mi było do tych chorób...
Niestety wszystko potoczyło się inaczej. Nasze przedszkole straciło dofinansowanie i od września musielibyśmy już płacić czesne. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Pani dyrektor namawiała nas, aby Filipek chodził przez wakacje. Jednak ja tego nie chciałam- całą zimę siedzieliśmy w domu, z lata musimy skorzystać ile się da!
I tak po długich przemyśleniach postanowiliśmy Filipka całkiem wypisać. Cholernie mi szkoda i z jednej strony żałuję tej decyzji. Z drugiej strony myślę, że zdrowie jest ważniejsze, a te ciągłe choroby to zbyt duże obciążenie dla dzieci. Pani doktor sugerowała to już dawno...
Ponieważ nie pracuję, mam ten komfort, że mogę Filipka zostawić w domu. Ma brata, więc nie jest sam. Na pewno będzie mu brakowało przedszkola, ale wiele osób mówi, że rok przerwy może zdziałać cuda. Za rok Filipek będzie miał 5 lat i bardzo bym chciała aby poszedł do zerówki. Czy się uda, czas pokaże.
Przedszkole zniszczyło mi psychikę, tak to prawda. Do tego stopnia, że widząc grupę przedszkolaków zmierzającą na plac zabaw, zbieram zabawki i wychodzę. Przerażają mnie te smarkające i kaszlące dzieci. Wolę jak moi chłopcy są zdrowi, mogą biegać po dworze i nie muszą łykać leków.
Nie wiem czy podjęłam słuszną decyzję. Myślę, że w tej sytuacji co bym nie zrobiła, to i tak byłoby źle. Ale nie wyobrażam sobie powtórki tego co przeszliśmy.
Mam teraz rok na przygotowanie Filipka do kolejnej przedszkolnej próby. Postaram się zadbać w tym czasie o jego odporność, zahartować. Mam nadzieję, że tak częste choroby już się nie powtórzą.

Na koniec dodam jeszcze, że przez 3,5 roku swojego życia przed przedszkolem Filipek był chory 4 razy na łagodne wirusówki, które mijały w ciągu kilku dni oraz na ospę wietrzną. Nigdy wcześniej nie brał antybiotyków ani żadnych leków.

Rodzicu, zanim wyślesz chore dziecko do przedszkola, to zastanów się czy nie fundujesz innemu maluchowi kilku tygodni chorowania, leków, inhalacji i siedzenia w domu.

Jakie macie doświadczenia z przedszkolem? Wasze dzieci też tak koszmarnie chorują?

12 komentarzy:

  1. Tak czutajac ten wpis to tak jakbys o mnie mowila u nas identycznie starsza lapala mlodsza gorzej przechodziła-non stop chore obir i powiem ze 2 rok i jest to samo-mniej bo mniej ale tez czesto chorują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te choroby to jest koszmar. Oczywiście liczyłam się z tym że one będą ale nie spodziewałam się że aż tak. Tylko raz się zdarzyło że Filipek pochodził ciągiem tydzień. To nienormalne. I wszystkie atrakcje go w przedszkolu omijaly.

      Usuń
  2. Podnieś odporność dziecka - dieta bez cukru i nabiału u nas to pomogło. Jedzenie warzyw i owoców, stopniowe hartowanie ...My starsi podnosimy sobie odporność pijąc wodę redox, można założyć w domu filtr dający taką wodę - ta woda także podnosi odporność.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas było podobnie w żłobku, tyle że całkowicie płatnym. Zapisałam małego żeby poszukać pracy. Po 3 dniach młody zachorował. Oczywiście zwrot dotyczył tylko posiłków, a opłatę stałą ponad 350zł trzeba było pokryć. Gdy po 2 tyg.wrócił do żłobka, po 2 dniach znów był chory. Dałam sobie spokój. Poczekam jeszcze trochę i zapiszę synka do publicznego przedszkola na naszym osiedlu. Nie było sensu wydawać pieniędzy na żłobek bo trzeba było płacić ZA TZW."MIEJSCÓWKĘ" i w dodatku za leki. To był dla nas zbyt wielki koszt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że bez sensu. Same leki to już niemały koszt

      Usuń
  4. Ale Wam się to wszystko pechowo ułożyło... szkoda, bo żłobek czy przedszkole może być fajną przygodą. U nas trochę chorób było, ale na szczęście nie było to dla mnie jakoś bardzo traumatyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to był koszmar. Choć Filip uwielbiał przedszkole to jednak zdrowie jest ważniejsze. Od wrzesnia będzie chodził na zajęcia do domu kultury.

      Usuń
  5. Pracowaław w kilku przedszkolach i widzę jedną regułę: w żadnym przedszkolu niepublicznym nie było normalnych warunków do egzystowania dzieci. Moim zdaniem nadają się TYLKO publiczne (albo GRUNTOWNIE sprawdzone niepubliczne). Zatrudniając mnie do pracy nawet nie zerknęli na dyplom, "przedszkolanki" nie miały wykształcenia, przepełnione sale, ogrom zajęć dodatkowych przy zaniedbaniu podstawowych no i niefrasobliwość zapracowanych rodziców to tylko niektóre negatywy, które zaobserwowałam w przedszkolach niepublicznych, a czego nie było w publicznych. A pracowałam w kilku, w różnych miastach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O a ja zawsze myślałam że jak niepubliczne to lepsze. Ja generalnie do przedszkola i pań nie miałam zastrzeżeń bo były naprawdę w porządku. Ale te chore dzieci...

      Usuń
    2. Chore dzieci wpisują się w kanon zapracowanych, niefrasobliwych rodziców, niekiedy z postawą roszczeniową (płacę-wymagam, także przyjęcia chorego dziecka). Oczywiście nie wszyscy są tacy. W przedszkolach publicznych także się zdarzają. W placówkach państwowych często jest zapis w regulaminie, że nauczyciel nie przyjmuje dziecka chorego, odsyła je z rodzicem do lekarza i do domu. W przedszkolach prywatnych za każdym obecnym dzieckiem idą pieniądze, a żaden przedsiębiorca na własne życzenie nie będzie odmawiał przyjęcia pieniędzy. Mówię o własnym doświadczeniu z kilku przedszkoli i nie uogólniam na wszystkie placówki.

      Usuń
  6. Mnie przeraża ten moment. Jednak zdecydowaliśmy się nie wysyłać małej do żłobka, więc prawdopodobnie zostanę z nią w domu do 3r.ż . A potem przedszkole. Jednak tyle się nasluchalam o tych chorobach przenoszonych ze żłobka i przedszkola... co z zobaczymy jak to będzie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...