środa, 3 lutego 2016

Jak wygląda mój dzień z dwójką dzieci

Od kiedy urodził się Kubuś bardzo często słyszę pytania o to, jak sobie radzę z dwójką dzieci. Słyszę nawet słowa podziwu, że jak to tak, z dwójką w domu, a jeszcze przecież sprzątanie, gotowanie- podziwiam cię! Nie ma co podziwiać. Nie ja pierwsza i nie ostatnia. Mało tego są mamy, które radzą sobie same z większymi gromadkami (i większymi domami do ogarnięcia). W czasach mojego dzieciństwa, to było raczej normalne, że mamy były w domu z dziećmi. Teraz coraz częściej widzę, że starsze dziecko chodzi do żłobka/przedszkola, a kobieta zajmuje się niemowlakiem. Każdego prywatna sprawa, ja bym nie potrafiła jednego dziecka odstawiać do placówki, a z drugim być w domu. Nie będę czarować, że taki układ ma same plusy. Są dni, kiedy jestem okropnie zmęczona, kiedy marzę o chwili samotności i spokoju. Ale i na to znaleźliśmy rozwiązanie- od czasu do czasu Fifi nocuje u moich rodziców i spędza tam cały dzień. Wszyscy są szczęśliwi. Ale do rzeczy-chcecie wiedzieć jak wygląda codzienność z dwójką dzieci? To czytajcie dalej.

Okolice 7 rano (+/- godzina) budzi się Fifi. Ja zazwyczaj mega zaspana, marzę o tym, żeby choć na parę minut przytulić jeszcze głowę do poduszki. Czasem udaje się starszaka zatrzymać w łóżku, przekupstwem w postaci możliwości pooglądania bajek na telefonie lub głaskaniem po pleckach;) Młodszy w międzyczasie zazwyczaj podjada i dosypia. Czasem wałkonimy się tak nawet i godzinę- to jest zdecydowanie największy plus nie odprowadzania dziecka do przedszkola.
Niestety w końcu trzeba opuścić wygrzaną pościel i zaczyna się codzienny maraton. Przebrać się, przebrać jednego i drugiego, przewinąć Kubę, pościelić łóżko, zrobić śniadanie. Filipek zazwyczaj w tym czasie ogląda bajkę, a Kuba leży i marudzi, że nikt się nim nie zajmuje;) Potem razem jemy, a po skończonym śniadaniu muszę uspać Kubusia, bo on bardzo szybko robi sobie pierwszą drzemkę.
Kiedy maluch śpi, ja bawię się z Filipkiem w jego pokoju lub jeśli synek zabawi się sam, to cichaczem zajmuję się sprzątaniem, praniem, nastawianiem zupy modląc się w duchu, aby nie przypomniał sobie o mojej obecności;) To trwa zazwyczaj ok pół godziny, bo niestety moja młodsza pociecha preferuje króciutkie drzemki kilka razy w ciągu dnia (czasem taka drzemka trwa 10 minut!) zamiast porządnego wyspania się.
Kolejnym punktem dnia i chyba najgorszym jest spacer. Oczywiście uwielbiamy spędzać czas na powietrzu, same spacery to czysta przyjemność- Kuba zazwyczaj śpi (czasem zdarza się,że robi awanturę i wracamy do domu po kilkunastu minutach), a my rozmawiamy, śpiewamy piosenki, zadajemy sobie zagadki. Filipek na spacerach jest bardzo grzeczny, nie ucieka, daje rączkę, kiedy go o to poproszę. Najgorsze jest jednak wybieranie się. Tak, ubranie dwójki dzieci w zimie to jest koszmar! Co prawda mam to już nieźle obcykane, tak,że wyjście zajmuje nam mniej czasu, ale i tak nie jest lekko. Najpierw ubieram siebie i Filipka. Później  przebieram Kubę, w międzyczasie Fifi zakłada już buty i czapkę. Czeka na nas, kiedy ja w kurtce ubieram Kubę w kombinezon zazwyczaj wysłuchując jego wrzasków. Jeszcze tylko kurtka dla Filipka i możemy wychodzić. To jest wersja optymistyczna jak Fifi współpracuje. Czasem jednak ma fochy, jak to dziecko w tym wieku. Z utęsknieniem wypatruję wiosny i lata, kiedy będziemy wychodzić bez zakładania na siebie tych wszystkich warstw. Aktualnie, kiedy wstaję rano i widzę brzydką pogodę oddycham z ulgą, że dziś możemy zostać w domu.
Jakiś czas po spacerze, zazwyczaj w okolicach godziny 12 zarządzam drzemkę. Wersja optymistyczna- chłopcy zasypiają razem, więc po przełożeniu Kuby do wózka mam czas dla siebie. Zazwyczaj robię sobie kawę i siadam do laptopa. Czasem czytam książkę lub leżę razem z dziećmi. Nie sprzątam, nie gotuję, nie krzątam się, żeby broń Boże nie zbudzić ich jakimś hałasem;) Wersja gorsza- Filip zasypia, ale Kuba nie ma ochoty spać. Na szczęście tak zdarza się rzadziej.
Kiedy Filipek wstanie jemy zupę. Moje dziecko ma niestety dar do jedzenia baaaaaardzo powoli, zjedzenie zupy zajmuje mu nawet 40 minut. Później mamy zazwyczaj taki luźny czas, który spędzamy różnie np. rozwiązujemy jakieś zadania, bawimy się, czytamy książeczki. Czasem zdarza się, że Filipek bawi się sam, a ja w tym czasie np. zajmuję się Kubą, albo jakimiś swoimi sprawami. Niestety moja starsza pociecha preferuje raczej spędzanie czasu ze mną.
W okolicach 15-16 muszę zajmować się szykowaniem obiadu. Czasem, kiedy chłopcy nie bardzo mi na to pozwalają, obiad robię dopiero jak mąż wróci z pracy (zazwyczaj w okolicy godziny 16). A czasem niedobra żona zrzucam gotowanie całkowicie na barki mojego ślubnego;)
Zanim zjemy nie wiadomo kiedy jest już 17. Czasami wychodzę na drobne zakupy. Mąż po powrocie bawi się z Filipkiem, a ja w tym czasie zajmuję się Kubą. Jeśli maluch śpi mam czas na przykład na sprzątanie czy napisanie notki na bloga. Teraz dni są takie krótkie, że ani się obejrzymy a robi się już wieczór. Trzeba pokąpać dzieci, zjeść kolację. Kubuś zazwyczaj zasypia między 20 a 21. Czasem ja go usypiam a Fifi bawi się jeszcze z tatą, a czasem po prostu zasypiamy wszyscy razem. Leżąc w łóżku pomiędzy śpiącymi dziećmi zazwyczaj czytam jeszcze książkę lub np. oglądam sobie serial na telefonie. Odpoczywam po męczącym dniu i zbieram siły na kolejny;)
Oczywiście to wszystko ulega modyfikacjom w zależności od sytuacji. Czasem przyjeżdża do nas mama, czy odwiedza nas np. koleżanka. Czasami zdarza się szczęśliwy dzień, w którym mam ugotowany obiad od mamy lub z poprzedniego dnia. Czasem idziemy na spacer dopiero po drzemce, a czasem drzemki nie ma wcale. Nie mamy sztywnego planu dnia, nie trzymamy się godzinowego rozkładu, szkoda na to życia.
Czas leci mi tak szybko, że nawet nie wiem, kiedy ucieka kolejny dzień.A dzieci rosną w oczach...
Oczywiście do tego wszystkiego trzeba doliczyć jeszcze karmienie, przewijanie, przebieranie Kubusia kilka razy dziennie. Organizowanie Filipowi zajęć, bo inaczej robi się delikatnie mówiąc upierdliwy. Sprzątanie zabawek tylko po to, aby po minucie zobaczyć jeszcze większy bałagan.
Podsumowując nie jest źle, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Podstawa to dobra organizacja. Ograniczanie niepotrzebnych czynności do minimum i ułatwianie sobie życia- na przykład już jakiś czas przed spacerem szykuję sobie ubrania dla chłopaków, większe zakupy robi mąż wracając z pracy. Doszłam już do takiej wprawy, że sprawniej wybieram się z dziećmi sama niż wtedy, kiedy jest z nami mąż. A powinno być odwrotnie;)
Lubię być z moimi dziećmi w domu, nie doskwiera mi to, że większość czasu spędzam z nimi. Korzystam, bo wiem, że ani się obejrzę a zaczną dorastać.


1 komentarz:

  1. Tak czytając Pani wypowiedź miałam cały czas uśmiech na buzi bo bardzo podobnie spędzamy dni z dziecmi, ja mam dwie córeczki i też uwielbiam z nim być :-) ten czas kiedyś minie niestety więc korzystamy :-) Monika Flok

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...